Tak jak w temacie- opiszcie, jeśli takie mieliście, swoje najciekawsze przygody związane ze Skrzycznym
pozdr
Moją ciekawą przygodą związaną z tym szczytem było schodzenie z niego przy pięknym załamaniu się pogody. To było w tamtym roku zaraz po Bożym Ciele. Pogoda od początku, czyli od Wisły, była dziwna. Raz słońce, raz deszcz i raz za razem grzmoty. Jednak trasa przebiegała w miarę spokojnie i gdy doszliśmy do schroniska na Skrzycznem pogoda, zdawać się mogło, była ustabilizowana - słonko, ciepło. Wypiliśmy tam herbatę, zjedliśmy resztki prowiantu i zeszło nam tam trochę, około 1,5 godziny.
Gdy wyszliśmy pogoda się mocno pogorszyła. Od zachodu zaczął dąć bardzo mocny i zimny wiatr. I ta mgła. Dziś już wiem, co znaczy mgła. Zaczęliśmy dosyć szybko schodzić niebieskim do Szczyrku. Potem zaczęło się błyskać i grzmieć oraz solidnie lać. Szlak w momencie stał się niezłą zjeżdżalnią, i nie dało się już tak lecieć. Na szczęście w okolicach Jaworzyny, burza się wystrzelała, ale i tak było ciepło :). A wracając do mgły, mianowicie odkryłem wtedy, że mgła w górach może oznaczać również burze.
Oto moja przygoda na Skrzycznem.
Raz schodziliśmy prawie w nocy, a w każdym razie był listopad i było ciemno. Na wysokości drugiej stacji kolejki wyleciał skądś wielki owczarek i trochę nas pogonił. Boję się psów i to była dla mnie wielka trauma.
A z pozytywnych rzeczy - grzaniec po przejściu przecinką - chyba najtrudniejsze, najstromsze miejsce, wschodnią stroną, prościuteńko do góry bez szlaku, przez jakieś krzaki, połamane drzewa, korzenie, trochę śniegu, brrr... Czyli w sumie też negatywne. I świecące oczy w krzakach tej wiosny, na pewnooo lisek ;). I w ostatnią niedzielę zatrzęsienie kleszczy, na szczęście żaden się nie wbił.
Byłem na Skrzycznem wiele razy, jest to jedna z gór do których chętnie wracam, bo i ładna, i mam blisko - jak wsiądę w samochód to przy dobrych warunkach godzinkę później dreptam na szlaku.
Moje największe wspomnienie związane ze Skrzycznem to jedno z pierwszych zimowych wyjść w góry. Trafiłem na tak absolutnie przepiękną pogodę, że w kilku miejscach po kilkanaście minut stałem i gapiłem się w przestrzeń. Po raz pierwszy zobaczyłem jak piękne mogą być góry zimą. Biel i wielki błękit.
Dostałem też tam raz w tyłek zimą - zresztą, tej zimy. Zawracałem kilkaset metrów od szczytu bo bałem się, że nie zdąże zejść przed zachodem słońca - a momentami torowałem w śniegu powyżej pasa. Pokazała góra pazurki :-)
W lecie jakoś przygody mnie omijały. Ot, zazwyczaj wchodzę, wypiję kawkę, schodzę - tak spacerowo to traktuję :-)
Miałem odwiedzić Skrzyczne w zeszłą niedzielę, w ramach pętli dokoła Szczyrku (Bystra - Klimczok - Karkoszczonka - Kotarz - Salmopol - Malinowa Skała - Skrzyczne - Szczyrk) ale niestety na Salmopolu złapała mnie burza i musiałem odpaść. Nic to, następnym razem :-)
Na Skrzyczne - z wątpliwościami czy dojazd komunikacją publiczną uda się jako tako - wyprawa super. Najpierw komunikacja publiczna okazała się zaskakująco skuteczna na naszej trasie i bez przestojów byłyśmy w Szczyrku przez Bielsko, w piątek, na 20tą. Założenie było takie, że gdyby za późno - nocleg wypadłby w mieście. Ale poszło sprawnie - no to w górę!
Piękny zachód słońca nad Pasmem Klimczoka. My w górę, słońce w dół. Feeria barw na niebie. Cudne zdjęcia, ale to kosztuje czas. Po zachodzie wierzchołek zaczyna "ubierać się" w chmury. Burza zaczyna pomrukiwać gdzieś bokami. 1/4 trasy idziemy już w ciemnościach. Co nam błyskawica "odpali" gdzieś za plecami - to mocniej napieramy z buta - bo nie ma, że boli - dojść trzeba. Weszłyśmy w chmurę. Widoczność kilka metrów. Ciemno i mgła, ale szkoda czasu na szukanie latarek. Jeszcze oczy stopniowo przyzwyczajane do ciemności widzą co nieco. Chyba zeszłyśmy ze szlaku, ale czerwone światła na wieży przekaźnikowej - czy jaka ona tam jest - wskazują kierunek. Już jesteśmy na wierchu, ale nic nie widać i zaczęło padać. Co tam padać - lunęło. Na okrycia machnęłyśmy ręką. Za późno. Przemoczyło nas natychmiast, a poza tym już koniec trasy. Wiemy, że schronisko 3 kroki stąd, ale w którą stronę? Jak ćmy kierujemy się na światła. Najpierw spenetrowałyśmy zabudowania wyciągu, potem obiekt techniczny przy przekaźniku i dopiero metodą "na macanta" - trzecie było schronisko:) Dobrze, że już nic więcej nie świeciło na Skrzycznem:)
Na szczęście bar jeszcze był czynny i załapałyśmy się na gorącą herbatę. Zrobiłyśmy wrażenie na kilkorgu niemieckojęzycznych gościach swoim nocnym wejściem na mokro.
Poza tym luzy. Nocleg w pokoju wieloosobowym, ale byłyśmy same.
Tym sposobem 11 perłę do mojej KGP zdobyłam nocą:) Też się liczy:) A potem jeszcze 2 dni w Beskidzie Śląskim - the best:)