Blisko rumuńskiej granicy
Spokojnie rozglÄ…damy siÄ™ wokóÅ‚. Jest! Po drugiej stronie
ulicy wielce obiecujÄ…cy napis: Hajduszoboszlo Autobuszallomas! Autobus! Jest
czym jechać dalej! I...pojechaliśmy, ale nie tak daleko jak chcieliśmy. Nic
stąd nie jeździ do Waradynu( Oradei) w Rumuni. Znaczy jeździć to i jeździ, ale
nie w soboty... Wpadamy na pomysł sprawdzenia możliwości jazdy z większego
miasta czyli Debreczyna. Co prawda nieco siÄ™ cofniemy na póÅ‚nocny-wschód, ale
to nie problem. Jest autobus to jedziemy. Na miejscu czekała nas piesza wyprawa( ;)) między busowym allomaszem a
allomaszem "kolei żelaznej"- jak to się drzewiej w Polsce
nazywało. Po długich medytacjach nad mapami i rozkładami jazdy dochodzimy do
wniosku, że inne przejścia graniczne nie wchodzą w grę poza Biharkeresztes. Tym sposobem- jak widać na mapie- przyszło nam ponownie
pohajduszoboszlować. Przejeżdżamy pociągiem przez to miasto-kurort. Przesiadka
w Puspokladany. Ostry zakrÄ™t linii kolejowej w lewo, jak po ramionach trójkÄ…ta
sprawia, że ponownie mamy wrażenie cofania. Ale to tylko złudzenie-dość
ciekawym szynobusem zdążamy na wschód! Konduktor- jak na WÄ™gra przystaÅ‚o- gada
tylko po ichniemu: "bajosz , rajosz, iszkuntarusz bus Berrety ujufulu,
Biharkeresztes"! -Tak! Tak- my do Bihar-cuÅ›-tam. Zadowoleni z
"dialogu" niemal przysypiamy w popołudniowym upale. Płasko, nudno,
monotonnie, lepko, duszno, tak spokojnie , kołysząco i wygodnie... Budzi nas
ruch! Wszyscy wysiadajÄ…?! Ale to nie nasze Bihar... Sylabizujemy:
Be-re-ttyo-ujfalu... A! To te berety. Konduktor na nas macha- czas
wychodzić. Pokazuje dokąd iść - opuszczamy dworzec aby...tak, teraz do nas
dociera-wszak mówiÅ‚ "wyraźnie": BUS!:) Po póÅ‚godzinnej jeździe po asfalcie
wreszcie Biharkeresztes Vasutallomas!
:) Nasze "kultowe" miejsce. Jego sława sięga poza Europę. A to za
sprawÄ… pewnej podróżujÄ…cej samotnie po Starym Kontynencie Amerykanki... tu jest nowy wpis :)