Koniec Grolsch Expedition
I tak w czwartek, wraz z lÄ…dowaniem Janka, oficjalnie zakoÅ„czy siÄ™ najwiÄ™ksza highline'owa przygoda naszej trójki. Czas nie do przecenienia, po którym jakże ciężko jednak wrócić do codziennoÅ›ci. Szczególnie jeżeli - tak jak w moim przypadku - jednego dnia tuż po przebudzeniu stoi siÄ™ już na szerokim na cal kawaÅ‚ku poliestru nad kilkudziesiÄ™ciometrowÄ… przepaÅ›ciÄ…, a nastepnego boi siÄ™ wyjść z domu, byleby siÄ™ przypadkiem nie poÅ›lizgnąć i upaść na obolaÅ‚y bark. No i do tego powrót na mój wielce poukÅ‚adany wydziaÅ‚ zbliża siÄ™ wielkimi krokami.
Póki co zostaÅ‚a nam jeszcze jedna rzecz do zaÅ‚atwienia - wszyscy w Warszawie bÄ™dziemy mieli okazjÄ™ poopowiadać o tym czego doÅ›wiadczyliÅ›my przez te niepowtarzalne trzy miesiÄ…ce. JeÅ›li dobrze pójdzie to może bÄ™dzie można gdzieÅ› poczytać lub może nawet w ten piÄ…tek usÅ‚yszeć ( zobaczyć? ) o wyprawie. A poza tym przyjemna praca - pisanie artykuÅ‚ów, poradników i wybieranie najlepszych produktów do naszego powstajÄ…cego sklepu, tak aby slackline w dobrym wydaniu staÅ‚ siÄ™ w naszym kraju tak popularny, jak na to zasÅ‚uguje.
Posts: 2
Comments: 2
Po slacku idzie się latwiej niż przez życie. Wystarczy nie spadać, a nie ma siły, żeby zboczyć z wybranej ścieżki.