3 lata tremy i... Bradavica
2015_07_22
Na Bradavicę Droga dłuższa i trudniejsza – umawiamy się godzinę wcześniej niż na Durny.
Wchodzimy Granacką Ławką. Mam obawy co do wyboru drogi (moim zdaniem z Małej Wysokiej zdecydowanie prościej, ale nie udaje mi się przekonać Jurka) więc Granacka Ławka.
Spod Śląskiego Domu za opisem Jaćkiewicza, rozpoznaję trawiaste zachody w ścianie. Łatwo znaleźliśmy zejście ze szlaku i w górę. Po zejściu z rumowiska wielkich want wydeptana ścieżka w trawie.
Za nami z pół godziny wchodzi w tę drogę jakaś para. Wnioskujemy, że oni też na Bradavicę.
Doszli nas, jak łapaliśmy oddech na Niżnym Wielickim Przechodzie. Okazało się, że to pracownik TANAP-u z jakąś botaniczką – będą spisywać rośliny. I rzeczywiście spisywali bo szli za nami aż do Kwietnikowego Żlebu, ale to nieistotne. Istotne to, że baba nas zagadnęła o zejście ze szlaku i pobyt w miejscu niedozwolonym. Jurek wyciągnął legitymację KW, ja zagadywałam posiadaniem sprzętu, „lanu” acz akurat prócz jednego kasku niczego na wierzchu nie mamy. Babeczka się trochę ciskała, że KW to za mało. Tłumaczę jej, że to członek Polskiego Klubu Alpinistycznego, rzucam hasło Alpy, Kaukaz, ale nie bardzo chce tego słuchać. Jakby nieciekawie zaczęło się robić. Facet był mniej aktywny w tych przepytywankach i w końcu to on odpuścił. Polscy horolezcy – mówi i dali nam spokój.
Ja swojej legitymacji nie miałam –BŁĄD – nawiasem mówiąc składkę opłaciłam dopiero post factum.
Obawy dotyczące przejścia i szukania drogi - trzy lata się tego obawiałam - przy pięknej widoczności okazały się nieuzasadnione.

Z każdego Przechodu w żebrach widoczny był dalszy przebieg przejścia, ślad ścieżki i problemu z orientacją nie było.
Po 20 minutach zdjęcie za kolejnym żebrem.

i kolejne żebro za nami. Pewien rodzaj monotonii: żebro-przechód-trawers żlebu, żebro-przechód-trawers żlebu i tak ze sześć razy.

Dopiero na ostatnim Przechodzie – ramię żlebu w prawo? czy ramię w lewo?
Tym lewym schodził człowiek więc my w niego weszliśmy. Wyszliśmy na Zwodną Ławkę.

Teraz wszystkie wierzchołki Bradavicy mieliśmy z prawej.
Ubieramy uprzęże, lina do akcji na skalną półkę, którą pójdziemy.
Jurek decyduje by zostawić plecaki. Nie podoba mi się ten pomysł. Zawsze jak na przełęczy zostawiłam plecak to okazywało się, że był potrzebny, że czegoś nie miałam, ale on bez plecaka to ja też.
Zakładamy stanowisko, Jurek prowadzi ja asekuruję. Jeszcze to miejsce przeszłoby się na luzie, ale nie wiadomo czy dalej będzie miejsce na oszpejanie więc się nie odzywam. Jurek przeszedł, teraz moja kolej. Wybieraj krzyczę, bo nie mamy kontaktu wzrokowego, ale niemrawo mu idzie to wybieranie. Lina się klinowała. Za załomem skały odblokowuję linę, oceniam podejście kolejnym, niezmiernie kruchym żlebem, warunków na stanowisko nie widzę na pierwszy rzut oka i stwierdzam, że ta lina tylko nas opóźnia. Póki co – rozwiązujemy się. To był najtrudniejszy odcinek drogi bo najbardziej sypki. Teraz Klimkowa Turnia, (błąd z zostawieniem plecaka, został w nim gps, nie sfotografuję wskazania wysokości)
Tajbrowa Turnia,

ksziążka szczytowa

Kwietnikowa

i Pawłowa Turnia

A ponieważ Korona wymagała dużo czasu i wysiłku - sukces ten uświetniłam podskokiem na ostatniej turni ostatniego wierzchołka, co mnie się często nie zdarza (taki podskok
). Na dodatek w okrutnie napowietrzonym terenie. Mądre to chyba nie było.

– ostatni wierzchołek Bradavicy. Pawłową Turnią zamknęłam mój prywatny projekt KORONA TATAR WYSOKICH vel WIELKA KORONA TATR!!!
Ta daaaammmm (fanfary w tle).
Widoki bajeczne



Na szczycie przed nami była para na Klimkowej Turni, z boku widzieliśmy parę na Kwietnikowej – to ułatwiało określenie drogi wejścia na każdą i szybko nam poszło.
Nie użyliśmy już liny.
Zejście tą samą kruszyzną na Zwodną Ławkę i dalej graniówka Drogą Tetmajera.

Zwalista Turnia, Baniasta Turnia do Małej Wysokiej, Polski Grzebień, Śląski Dom.

Wybieramy się na zapracowaną dzielnie kaweczkę, ale… łapiemy stopa na dół. Kawa będzie na dole. Tym sposobem udało nam się wyeliminować z dniówki bezproduktywne zejście i zaoszczędzić godzinę z haczykiem.
Dosyć lekki wyszedł mi ten opis, a szczyt mówi się – najtrudniejszy w KTW.
Na naszą korzyść działały doskonałe warunki atmosferyczne, sucha skała, widoczność, doświadczenie i brak lęku wysokości, lęku przed stromizną, przed przepaścią. Na każdym kroku zachowaliśmy najdalej posuniętą ostrożność. Tam gdzie krucho, sypko – koniecznie idziemy blisko siebie. Tam gdzie można – drugie czekało z boku, za skałą, za załomem.
W żadnym razie nie zachęcam, nie polecam.
Najbardziej satysfakcjonujący moment dnia to rzut oka wstecz na grani i konkluzja – na każdej z tych surowych Turni już byłam. Niesamowite 

- Nic tylko gratulować i zazdrościć wrażeń :) A teraz kiedy wszystko zdobyte... co dalej? ;)
- Gratuluję świetnego sukcesu i determinacji w drodze do jego osiągnięcia!! Pozdrawiam:)
- Ogromne gratulacje! Powodzenia w zdobywaniu kolejnych koron! Pozdrawiam :)
- Gratuluję i życzę powodzenia w zdobywaniu kolejnych szczytów ;)
- Piękne osiągnięcie. Tym bardziej, że Koronę zdobywałaś w podskokach - może jak nikt dotąd :)