Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
Members blog Marcin Walczak / Trekking / Wycieczka na Babia Górą od strony słowackiej
Wycieczka na Babia Górą od strony słowackiej
19 February, 201219 February, 2012 2 comments Trekking Trekking

Babia Góra (1725m), sama nazwa już określa nam, że występuje tu wystarczająco interesujące zespolenie: kobiety i góry. Porównanie kobiety do Babiej Góry albo Babiej Góry do kobiety obejmuje wiele zadziwiających wniosków. Oczywiście byle jakiej góry bym do kobiety nie odważył się porównywać (byle jakiej kobiety do Babiej Góry również). Jednakże Babią Górę, hmm ... Babią Górę... no coś w tym jest.... Wojciech Mann pewnie by to skwitował - to się facet porwałeś!. Rozważania te będą prologiem do aseksualnej wycieczki na Babia Górę od strony słowackiej. Czyli żółtym szlakiem ze Slanej Vody.

 

Babia Góra

 

Jak młokos poznaje dziewczynę albo mężczyzna kobietę, to często myśli, że pojawiła się największa namiętność w jego życiu. Oczywiście od razu staje się ona dla niego najpiękniejsza kobietą świata. Co jednakże gdy faktycznie jest najpiękniejsza na naszym globie? Ba, niech będzie nawet w setce najpiękniejszych niewiast świata? A jej uroda będzie zjawiskiem międzyplanetarnym! To ma on niestety gigantyczny problem! I pozwolę sobie zacytować Jerzego Pilcha: "Zobaczyłem ją i popełniłem błąd frajerski - zamiast poprzestać na podziwie - postanowiłem ją zdobyć".

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Babią Górę, także nie poprzestałem na podziwianiu. Moja pierwsza próba jej zdobycia zakończyła się klęską. Jesienna nawałnica niczym zawistny kochanek, brutalnie ukazała, że Babia Góra dziś nie jest dla mnie dostępna. Taki kobiecy kaprys.

Jednakże to czego nie uda nam się zdobyć - wabi coraz wybitniej. Jak skryty nocny szmer hipnotyzuje umysł i ciało. Panuje nad nami jak narkotyk. Aż w końcu wracasz do Niej. Zdobywasz ją z jednej i z drugiej strony. Za dnia i w nocy. O poranku i o zmierzchu. Zimą i latem. Tylko skoro ona taka najpiękniejsza to musi mieć wielu wielbicieli. Ty z niej schodzisz, ktoś na nią wchodzi... Wtedy zdajesz sobie sprawę z sytuacji, że twój związek z Najpiękniejszą Górą Świata nie jest tylko twoim z nią związkiem. Bo amantów to ona ma wielu. A ile wielbicielek, ło matko.... Czym trudniej jest dostępna, tym mniej odważy się ją zdobywać. Z drugiej strony, jeśli Górka nie jest interesująca, to mało kto ją zechce zdobywać.

Zaczynamy ze Slanej Vody. Jest tu schronisko, o jakim mogę napisać tylko tyle, że mają nader smaczny kapuśniak, leją piwo i nocleg w granicach 9-10 euro. Więcej pisać o nim nie ma sensu. Po prostu nie ma się czym poruszać. Więcej wrażeń pozostanie dla żółtego szlaku prowadzącego na Najpiękniejszą Górą Świata - Babią Górę. Szlak żółty, jakim maszerujemy to z początku, jak to Piotr określił - al. Marszałkowska. Rewelacyjnie odśnieżona trasa, z miłymi dla oka zaspami po boku. Podążamy Aleją Hviezdoslava (utworzona w roku 1974, zajmuje obręb 9,3 ha)- czyli otoczoną ochroną świerkowa aleją. Nazwę pochodzi od nazwiska słowackiego wieszcza, piszącego swoje utwory pod Babią Górą. Ciągnie się ona aż do przestronnej polany z jaką łączy się droga ze Slanej Vody, połączenie z niebieskim szlakiem (Paseky 868m).

Zima

 

Cały czas idąc odśnieżoną aleją dochodzimy do muzeum Hviezdoslava. Podobno znajduje się tutaj wiele przedmiotów należących do dwóch słowackich twórców: Jednakże my mamy wyraźny plan - Babia Góra. Zwiedzanie i tak na pewno zamkniętego muzeum odbiłoby się na czasie naszej ekspedycji.

Po chwili dostrzegamy wystarczająco ciężką maszynę, która jest dostępna za powstanie Marszałkowskiej. Ogromne koła, a na nich łańcuchy zapewniały komfort pracy w takich warunkach. Rzucę tutaj przypuszczenie, że Marszałkowska prowadzi prawdopodobnie do samej granicy z Polską. Co ciekawe, nie tak wiele brakowała, a byśmy to stwierdzili na własnej skórze :)

Za zabudowaniami, szlak odbija w lewo. Dla nas oznacza to w tym momencie koniec odśnieżonej drogi. Szlak natomiast jest przebyty przez słowackich skitourowców jak również jednego piechura. Nie zmienia to faktu, że i tak się zapadamy dosyć głęboko w śnieg. Jednakże nie trwa to długo, ponieważ po 10 minutach znowu powracamy na naszą Marszałkowską. Zadowoleni z lepszej nawierzchni zostawiamy za sobą tabliczkę ( raczej silnie już zasypaną) wiodącą na Babią Hore. Nie wiem jak długo szliśmy dalej odśnieżona aleją, ale w pewnym momencie zrobiło się to nazbyt podejrzane. Żółty szlak po prostu znikł, czasami zimą robione są alternatywne wersje szlaków. Ale tym razem coś nam tu nie pasowało - zwłaszcza kierunek naszej wędrówki. Konfrontacja z mapą i decydujemy się powrócić do miejsca, w jakim wkroczyliśmy ponownie na odśnieżona drogę.

 

Widok ze szlaku

 

Tym razem dostrzegamy tabliczkę wiodącą na Babią Horę. I według przewidywań podążamy bardzo słabo przetartą ścieżką. Najpierw dosyć łagodnie, bez większych przewyższeń zmierzamy wzdłuż potoku Bystrej. Teraz patrząc na mapę widzę, że w niedalekiej odległości od żółtego szlaku znajduje się wodospad na Bystrej. Ale w tych warunkach nie słyszeliśmy jego odgłosów. Nie posiadam nawet wyobrażenia jak duży on może być. Dochodzimy do miejsca, w jakim musimy przejść jeden z napływów Bystrej. Jest tu wystarczająco obszerny most, bardzo zjawiskowo oblepiony śniegiem. Po drugiej stronie potoku zamierzamy zrobić odpoczynek.

Dalsza część szlaku przynosi już coraz bardziej widoczne przewyższenia. Mijają nas skitourowcy, którzy nie zapadają się w śniegu tylko podąrzają rytmicznym krokiem na grzbiet. Daje do myślenia. Tym wybitniej, że następnie można sobie zjechać w dół. Twierdzenie jednego ze Słowaków - Na dole Arktyka a na górze Tropiki - jest jak najmocniej właściwe. Dzisiaj mamy dużą inwersję. Na dole było kilkanaście stopni poniżej zera, a w tym momencie decyduję się na ściągnięcie kurtki. Nie posiadam wyobrażenia jaka temperatura jest w tym rejonie. W zasadzie nie wiele mnie to interesuje, jest po prostu gorącą. Zdejmuje również czapkę, bo udało nam się trafić na bezwietrzną pogodę. Od razu przyjemniej!

 

Pilsko

Dochodzimy do polany, widoki są piorunujące. Na język cisną się mnogie słowa zachwytu. Trzeba uznać, że widokowo szlak ten jest sporo bardziej przyciągający aniżeli nasze rodzime szlaki. Okazała panorama nie ma sobie równych. Kolejny odpoczynek....

Powoli rozpoczynamy wychodzić z pasma lasu. Jest ich coraz mniej, jednakże każde dobrze zmrożone. Dosyć mocne słońce powoduje, że co jakiś czas słyszymy opadający z gałęzie śnieg. Ciężar jaki wytrzymują te gałęzie robi wrażenie. Łatwo rozpoznać, z której strony świeci słońce, ponieważ wiele drzew z południowej strony prezentowało swój ciemnozielony kolor, a z północnej przykryte były zlodowaciałym śniegiem.

Jak dla mnie robi się coraz cieplej. Wzniesienie zrobiło się całkiem dotkliwe, a zapadające się nogi zaczęły dawać zapowiedzi zmęczenia. Piotr wyraźnie lepiej się trzyma i zachowuje szybsze tempo. Znajdujemy się coraz bliżej centralnej grani. Przedeptana ścieżka prowadzi nas na grań w rejonach Lodowej Przełęczy. Żółty szlak prawidłowo trawersuje wierzchołek i dochodzi do Babiej Góry od strony południowej. My dotarliśmy na fundamentalny grzbiet od kierunku Przełęczy Brony, mniej więcej na wysokości Lodowej Przełęczy.

Bardzo intensywnie wiejące wiatry i ogromny mróz spowodowały, że nieliczne choinki otrzymały niesamowite kształty. Wyglądem przypominające pielgrzymów idących na grzbiet. Kapitalny widok!

 

Choiny

 

Główna grań jest bardzo porządnie przetarta, pojawia się coraz więcej ludzi schodzących ze szczytu albo podejmujących próbę jego osiągnięcia. Nie jesteśmy już sami, można nawet powiedzieć, że jest tłok. A Najpiękniejsza Góra Świata spoglądała na nas z góry. Widząc moje siódme poty podczas zdobywania jednego z przedwierchołków. Była jakaś zaspana. Może wyczerpana? Na pewno jednak w dobrym nastroju. Było nadal bezwietrznie, może delikatne powiewy czasem dało się odczuć. Słońce cały czas nas ogrzewało. Zdobywamy po raz następny wierzchołek Babiej Góry. Kolejny raz dane jest nam oglądanie jedynej panoramy Tatr z Babiej Góry. Pamiątkowe zdjęcia, rozmowy z poznanymi turystami. Jeden z nich mówi, że był już na Babiej Górze ze 150 razy. Hmmm.... Osobiście, może naciągnąłbym do 10% tego rezultatu. Ale czy to ma znaczenie? My zdobyliśmy Babią Górę pierwszy raz od słowackiej strony. A dziś mało kto posiadał gratkę tego dokonać!

Wracaliśmy tą samą trasą. Pierwotnie w zamiarach był powrót przez Małą Babią Górę. Jednakże nie mielismy wiedzy czy szlak ten jest przetarty. Świadomość przedzierania się przez śnieg po pas po dziewiczym dla nas terenie skłonił nas do powrotu po naszych śladach. Co ewidentnie nie określało wcale, że nie będziemy się zapadać. Szczęśliwie docieramy do schroniska w Slanej Vodzie. Zamawiamy ciepły posiłek. Piotr smażony ser i kofolę. Ja pożeram kapuśniak. Robi się już mroczno. Czas wracać do domu.

Dla mnie było to kolejne innowacyjne doświadczenie związane z Babią Górą - podejście od Słowackiej strony. Muszę uznać, że nie byłem zawiedziony!

 

Comments
  • Marcin Koniorby Marcin Konior 5166 day(s) ago
    0 punktów    
    Od tej strony jeszcze nie wchodziłem na Babią. Czy prawdziwe jest przekonanie że po tamtej stronie łatwiej zgubić się w złej pogodzie (ze wzgledu na duże przestrzenie bez większych punktów odniesienia)?
Description
Marcin Walczak
Posts: 14
Comments: 25
Blog Lowell'a
Activities
Tags
3 tatry (3)
2 wierch (2)
2 orla (2)
2 rysy (2)
1 beskid (1)
1 żywiecki (1)
1 góry (1)
1 relacja (1)
1 babia (1)
1 góra (1)
1 jarząbczy (1)
1 słowacja (1)
1 rysianka (1)
1 voda (1)
1 orawska (1)
1 polhora (1)
1 wodospad (1)
1 dusiaca (1)
1 grota (1)
1 slana (1)
Copyright by planetagor.pl