Względność czasu i przestrzeni. Migawki z Kirgistanu.
Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
Members blog Paulina Anna Wojciechowska / Trekking / Względność czasu i przestrzeni. Migawki z Kirgistanu.
Względność czasu i przestrzeni. Migawki z Kirgistanu.
1 April, 20181 April, 2018 0 comments Trekking Trekking
blog_757.jpg

Lotnisko w Stambule nie należy do najwiÄ™kszych, ale daÅ‚o radÄ™ znaleźć przytulny kÄ…cik – komorka Å‚aduje siÄ™, a ja robiÄ™ "prasówkÄ™" – w podróż nie wzięłam ze sobÄ… książki bo i bez niej plecak bardzo ciężko. Podeskcytowana wÅ‚aÅ›nie rozpoczÄ™tÄ… podróżą. KÄ…tem oka dostrzegam wielkÄ… czerwonÄ… kulÄ™. ZachodzÄ…ce sÅ‚oÅ„ce. W tle minarety meczetów. Podbiegam do szyby. Udaje mi siÄ™ strzelić fotkÄ™ zanim sÅ‚oÅ„ce szybko zniknęło za horyzotem. Kiedy wzejdzie bÄ™dziemy już w Biszkeku, stolicy Kirgistanu.

 

Biszkek

 Pierwsze chwile w Biszkeku. Åšniadanie w lokalnej knajpce koÅ‚o Osz bazaru. Samsa z miÄ™sem. I kawa - czyli jak wszÄ™dzie w Kirgistanie zalewane 3 w 1

 

 Po zarwanej nocy, wylÄ…dowaÅ‚yÅ›my o 6 tj 2 polskiego czasu, jesteÅ›my lekko zmÄ™czone. Mamy za sobÄ… szybkie Å›niadanie, szybkie zakupy i szaleÅ„cze poszukiwanie wÅ‚aÅ›ciwego przystanku z któego odjeżdża nasz marszrutka. Do parku narodowego Ala-Archajedziemy niecałą godzinÄ™, jest szansa na choćby drzemkÄ™. Zasnąć trudno- bo za okanmi przeusywajÄ… siÄ™ piÄ™kne krajobrazy, oraz egzoyczny dla nas krajpbraz obecego kraju. Hurrra jestem w Azji, patrz jakie piÄ™kne góry – krzyczy serce. RozsÄ…dek każe pospać choćby chwikÄ™. Przecież bÄ™dÄ… jeszcze piÄ™kne widoki...

 

Ala Aracha

Pierwszy widok na Tienszan. Marszutka dowozi do bram parku Ala-Aracha. Stąd warto wziąć taxi do Ałpagier żeby nie iść dwie godziny asfaletem.

Jeśli nie zaznaczono inaczej zdjęcia mojego autorstwa.

 

Ala Aracha NiedÅ‚ugo po starcie naszej wycieczki zaczyna lekko padać i grzmieć. Potężne góry Tienszan witajÄ… nas nieco mrocznym klimatem. NiewielkÄ… burzÄ™ przeczekjemy w krzakach, lepiej nie wychodzić na otwartÄ… przestrzeÅ„

 

Tego dnia nie możemy iść zbyt daleko, nie mamy aklimatyzcji, a startujemy od ok. 2200. Zgodnie ze znalezionym w sieci opisem rozbijamy siÄ™ przy wodospadzie na wysokoÅ›ci 2700. Urzeczona przyglÄ…dam siÄ™ wysokogórkiemu krajobrazowi. Niesamowite – ledwo wstaÅ‚am od biurka a tu coÅ› takiego. Trafia nam siÄ™ cudowny zachód sÅ‚oÅ„ca – okoliczne skaÅ‚y zyskujÄ… niesamowicie nasyconÄ…, czerwonÄ… barwÄ™...

 

Å»eby nie byÅ‚o zbyt piÄ™knie – całą noc pada.

 

baza Racek, fot. Paulina Wojciechowska

Po caÅ‚onocnych opadach wyższe partie gór przykryÅ‚ Å›nieg.

 

Na Raceku, na wyskoÅ›ci 3300 metrów jesteÅ›my dość wczeÅ›nie. Bardzo padaÅ‚o, wiÄ™c decydujemy siÄ™ na nocleg wewnÄ…trz. Czas na aklimatyzacje. Czyli picie, picie i jeszcze raz picie. A potem – tolaeta. Jest czas na spacer. Nasza baza nie jest jedyna – jest kolejny budynek ciut wyżej. I namioty wokóÅ‚ obu. Wiele nardowoÅ›ci. Przed naszÄ… bazÄ… stromo opadajÄ…cy wodopad. Jest ujÄ™cie wody. Szkoda, że nikt nie pomyÅ›laÅ‚ o miejscu do mycia, trzeba kombinować.

 

baza Racek, fot. Paulina Wojciechowska

Poradziecka aplinistyczna baza Racek. Imię zawdzięcza radzieckiemy alpiniście.

 

 

Mam czas też na "spacer z aparatem". WiÄ™c sÄ… ujÄ™cia lodowców, okolicznych kwiatków. SÄ… portrety dziewczyn. W podróży czasem tak jest, że jak siÄ™ mniej dzieje – jest wiÄ™cej zdjęć ;)

 

 Jeszcze podczas kolejnej sesji herbatki z termosu zauważam maÅ‚ego ssaka, który przebiega po naszych Å›piworkach. W nocy sÅ‚ychać że jest ich trochÄ™ wiÄ™cej. Nie wiem, kto wymyÅ›liÅ‚ powiedzonko "cicho jak myszka" – bo obie noce, które spÄ™dziÅ‚yÅ›my na Raceku towarzyszyÅ‚ nam chaÅ‚as. Najpierw skrobanie i chrobotanie. A jak myszki przestaÅ‚y chrobotać i biegać to widać szukaÅ‚y towarzystwa – bo popiskiwaÅ‚y. Taka lokalna atrakcja. Jestem w stanie źle spać z każdego powodu - a wiÄ™c biegajÄ…ce myszki i sÅ‚aba aklimatyzacja zdecydowanie zakÅ‚óciÅ‚y mój nocny wypoczynek.

 

RAcek

"Przytulne" wnętrze bazy

 

WstaÅ‚yÅ›my o Å›wiecie. DziÅ› atak szczytowy na Pik Ucziciel, góry dla której tu przyjechaÅ‚yÅ›my. DziÅ› pogoda Å›liczna, sÅ‚oÅ„ce oÅ›wietla piÄ™knym porannym blaskiem okoliczne szczyty. W Tienszanie wstaje dzieÅ„. My powoli zdobywamy wysokość. Åšcieżka jest bardzo niewyraźna – wszÄ™dzie leżą kamienie, nawigacje uÅ‚atwiajÄ… kamienne kopczyki. Przy sÅ‚abej widocznoÅ›ci orientacja w terenie mogÅ‚aby być naprawdÄ™ trudna. Ale i bez tego nie zawsze idÄ™ wÅ‚aÅ›ciwÄ… drogÄ…, nie zawsze dobrze widzÄ™ która kombinacja kamieni jest tÄ… wÅ‚aÅ›ciwÄ…. TrudnoÅ›ci technicznych nie ma, ale jest stromo. A im wyżej, tym wolnej idziemy.

 

 KoÅ„cowka trasy byÅ‚a już caÅ‚kiem we mgle. Coraz trudniej zÅ‚apać odddech. Chmury siÄ™ rozstÄ™pujÄ… ... próbujÄ™ podbiec, ale nie mam aklimatyzacji na takie szaleÅ„stwa. W koÅ„cu to ponad cztery i póÅ‚ tysiÄ…ca metrów. WchodzÄ™ na szczyt jako pierwsza. Przede mnÄ… morze nienazwanych w wiÄ™kszoÅ›cu szczytów. TroszkÄ™ pÅ‚aczÄ™ ze wzruszenia

 

widok z Piku Ucziciel, fot. Paulina Wojciechowska

JesteÅ›my na szczycie. Cztery i póÅ‚ tysiÄ…ca metrów...

 

Na szczycie oczywiÅ›cie obowiÄ…zkowe fotografie. Chmury przychodzÄ… i odchodzÄ… wiÄ™c mamy szansÄ™ na fotki z górskim krajobrazem. Bez fotek byÅ‚oby niezaliczone ;) Część grani i kopuÅ‚y szczytowej pokrywa maÅ‚y lodowczyk, na który w żadnym wypadku nie możemy wejść – wiÄ™c nie mamy widoku 360. Ale i tak jest cudownie. Na szczycie jesteÅ›my same. Zostajemy może z 20 minut – musimy zejść żeby szybko wytracić wysokość. 1200 metrów jednego dnia, gdy nie byÅ‚yÅ›my dobrze zaaklimatyzowane – to dużo.

 

baza Racek, fot. Paulina Wojciechowska

 

Do bazy wróciÅ‚yÅ›my w chmurach. Tylko przez chwilÄ™ wieczorkiem pokazaÅ‚y nam sie góry w blasku zachodzÄ…cego sÅ‚oÅ„ca.

 

RAcek Noc po ataku szczytowym byÅ‚a już nieco lepsza - ale myszki i tak byÅ‚y sÅ‚yszalne. Nie nastawiaÅ‚yÅ›my budzika, można byÅ‚o wstać tak po prostu. SÅ‚yszaÅ‚yÅ›my tylko jak w nocy towaryszÄ…cy nam Holedrzy cicho wstawali i szykowali szpej chyba na poważniejsze wyjÅ›cie. I jak jeden Kirgiz dÅ‚ugo i uporczywie próbowaÅ‚ namówić do wyjÅ›cia swojego kolegÄ™, który pozostawaÅ‚ gÅ‚uchy na jego krzyki i Å›piewy. My wstajemy znacznie później niż zwykle. Mocne sÅ‚oÅ„ce na dobre zagoÅ›ciÅ‚o w dolinie. DziÅ› jest dobry dzieÅ„.

 

Plan wyjazdu napiÄ™ty – wiÄ™c choć chciaÅ‚oby siÄ™ zostać – idziemy w dóÅ‚. Pogoda jest przepiÄ™kna, Å›wieci bardzo mocne sÅ‚oÅ„ce i góry wyglÄ…dajÄ… zupeÅ‚nie inaczej niż wtedy, kiedy podchodziÅ‚yÅ›my. Na szlaku mnóstwo ludzi, trochÄ™ turystów, w niżej części bardzo dużo lokalsów, któzy korzystajÄ…c z piÄ™knej niedzieli uciekli od upaÅ‚u w Biszkeku. DÅ‚uższy postój robimy sobie nad spienionÄ…, białą rzekÄ… Ak-Sai, nieopodal miejsca pierwszego noclegu. Przyjemna bryza. Nie mogÄ™ siÄ™ napatrzeć na rzekÄ™ i góry. Na brzuchu trzymam chÅ‚odny kamieÅ„ – daje trochÄ™ wytchnienia od mocnego bólu, który pojawia siÄ™ regurlanie co 28 dni i nie reaguje na sÅ‚owo "urlop" :) Mimo niedogodnoÅ›ci, jest piÄ™knie. Wtem.. Å‚apiÄ™ siÄ™ na myÅ›li co muszÄ™ zrobić jak wrócÄ™ do pracy, tak żeby moja ksiÄ™gowa jak najszybciej mogÅ‚a policzyć VAT. Szybko przestawiam siÄ™ na wÅ‚aÅ›ciwe tory, z dala od Morodru, targetów i faktur sprzedaży. Nie jest Å‚atwo zanurzyć siÄ™ w "tu i teraz", nawet jeÅ›li teraźniejszość to speÅ‚nione marzenie...

 

rzeka Ak Sai

 Spieniona rzeka Ak-Sai.

 

Ala Aracha

Ukwiecone łąki na wysokoÅ›ci dwóch i póÅ‚ tysiÄ…ca metrów.

 

Wyruszamy z Ak-Suu, miejscowoÅ›ci startowej dla naszego kilkudniowego trekkingu w paÅ›mie Tereskuj-Alatoo. Jestem zÅ‚a. Miejscowi chcÄ… od nas dużej kasy(4000 som tj. ok. 220 PLN) za podwiezienie nas nÄ™dzne 15 km do gorocych źródeÅ‚ AÅ‚tyn Arshan. Nasze źródÅ‚a internetowe wskazywaÅ‚y, że suma powinna być kilkukrotnie niższa. Wszyscy napotkani miejscowi rzÄ…dajÄ… jednak 4000. TÅ‚umaczÄ… siÄ™, że droga "ocieÅ„ pÅ‚ohaja", czyli że niby kiepska. My twierdzimy, że wcale nie kiepska i ruszamy w górÄ™, nie patrzÄ…c że jest 18:00 a do pokonania mamy 15 km i 500 metrów przewyÅ›zenia. Najwyżej zanocujemy po drodze. Nie ma zbyt wielu miejsc na nocleg ale co tam, wiÄ™c zaczynam siÄ™ trochÄ™ stresować. Wtem koÅ‚o 20:00, kiedy zapada zmrok zza zakrÄ™tu wyÅ‚ania siÄ™ ziÅ‚ wÄ™glarek, peÅ‚en UkraiÅ„ców. OferujÄ… podwózkÄ™ za znacznie mniejsze pieniÄ…dze. I cóż, okazuje siÄ™, że... droga rzeczywiÅ›cie jest bardzo zÅ‚a, godzina jazdy to istny horror – caÅ‚y czas miaÅ‚am wrażenie, że spadniemy do rzeki lub w przepaść....

 

Ałtyn Arshan

 AÅ‚tyn Arshan na wysokoÅ›ci okoÅ‚o dwóch i póÅ‚ tysiÄ…ca metrów. SÅ‚ynie z gorÄ…cych źródeÅ‚. Tu koÅ„czy siÄ™ "pÅ‚ohaja droga" i zaczyna nasz trekking.

 

Ałtyn Arshan

Ruszamy. Tego dnia dokuczał nam wyątkowy upał.

 

Drugi dzieÅ„ naszego trekingu, start z miejsca, gdzie koÅ„czyÅ‚a siÄ™ woda (na okoÅ‚o 3300). JakieÅ› póÅ‚ godziny od oboazu zaczyna siÄ™ robić trudno. Jest bardzo stromo, Å›ciana góry jest niemal pionowa. Plecak tym razem bardzo ciąży. Kamienie lecÄ… spod nóg. CzujÄ™, że kompletnie nie mam siÅ‚y iść wyżej.... ale nie bardzo mogÄ™ przystawać na dÅ‚użej gdyż zaczynam po prostu lecieć w dóÅ‚. WiÄ™c szybkie oddechy co kilkanaÅ›cie kroków. Jezu, czy ta droga siÄ™ nigdy nie skoÅ„czy? Jeszcze krok, jeszcze kilka kroków i już. Jestem na Przełęczy Ala-Ker, na wyskoÅ›ci ponad 3800 metrów. U moich stóp niesamowite turkusowe jezioro Ala-Kul. Widok jak marzenie, jak z pocztówki. Widok, który zainspirowaÅ‚ GosiÄ™ do organizacji podróży. To, co przez wiele miesiÄ…cy byÅ‚o tylko mglistym obrazkiem teraz oglÄ…dam na żywo... i nie mogÄ™ siÄ™ napatrzeć. Na przełęczy Francuzki dziwiÄ… siÄ™, że przyszÅ‚am tutaj w spódnicy... cóż, w górach trzeba mieć styl.

 

przełęcz Ala-Ker

Na Przełęczy Ala-Ker

 

Na przełęczy spÄ™dzamam ponad godzinÄ™ – trudno napatrzeć siÄ™ na ten niesamowity turkus. I góry, zeszÄ…d góry. Część szczytów pokryte Å›niegiem. A na jednej z gór – lodowiec z niesamowitymi serakami. A na przełęczy .... tybetaÅ„skie flagi modlitewne. Raczej nie zawieszone przez miejscowÄ… ludność.

 

Ala-Kul, fot. Paulina Wojciechowska

ZejÅ›cie na biwak. Przyoadkowo rozbiÅ‚yÅ›my siÄ™ w obozowisku firmy Ak-Sai, przeznaczonym dla wypraw komercyjnych. TuryÅ›ci chodzÄ… na lekko - a w obozie majÄ… różne udogodnienia: lodówkÄ™, prÄ…d z generatora, jadalniÄ™ ze stoÅ‚em i krzesÅ‚ami, wodÄ™ butelkowanÄ… przynoszonÄ… rano do solidnych namiotów. Baza jest prawodpodobnie zaopatrywana helikopterem, nie ma szans, żeby wsyztsko zostaÅ‚o tu wniesione.

 

 RozbiÅ‚yÅ›my siÄ™ nad brzegiem cudownego turkusowego jeziora. Trasa dziÅ› byÅ‚a krótka, wiÄ™c drugie póÅ‚ dnia mamy dla siebie. PoszÅ‚abym na wycieczkÄ™ "na lekko" – ale Ewy decydujÄ… siÄ™ zostać w obozie, a  Gosia ma coÅ› z kolanem. WiÄ™c zamiast Å‚ażenia – swoista odmiana plażingu i smażingu. Idziemy sobie brzegiem jeziora. Moczymy stópki - co później wejdzie nam w nawyk. Woda bardzo zimna - ale trudno siÄ™ spodziewać czegoÅ› innego na wysokoÅ›ci trzech i póÅ‚ tysiÄ…ca metrów. Idziemy dalej – i spotykamy "naszych" UkraiÅ„ców, którzy również biwakujÄ… nad brzegiem. Po krótkiej rozmowie idziemy jeszcze na spacer aż do kraÅ„ca jeziora. Siadamy. Gapimy siÄ™ bez koÅ„ca na cudwony krajobraz. Na bÄ™dÄ…cÄ… naprzeciwko nas piÄ™ciotysiÄ™cznÄ… górÄ™ z niesamowitymi serkami. I na dwie żóÅ‚te Å‚odzie, które wzięły siÄ™ znikÄ…d i przepÅ‚ywajÄ… przez jezioro. Co tu robiÄ… i kto je przytargaÅ‚? Kolory robiÄ… siÄ™ coraz bardziej nasycone, zblliża siÄ™ zÅ‚ota godzina. W koÅ„cu czas wracać -  "zahaczmy" jeszcze o oboz UkraiÅ„cow. ZaÅ‚apujemy siÄ™ na arbuza, którego ich dzielny przewodnik przyniósÅ‚ aż tutaj... wspaniaÅ‚a i niespodziewana uczta.

 

Ala-Kul, fot. Paulina Wojciechowska

Trochę inne Lazurowe Wybrzeże

 

nad brzegiem Ala-Kul, fot.: Paulina Wojciechowska

 

Nie możemy się napatrzeć...

 

Ala-KulejÅ›cie byÅ‚o strome, mijamy też bardzo dużo ludzi. Sporo ma wÅ‚asnych tragarzy. Idziemy z EwÄ… Dużą pierwsze. Na dziewczyny czekamy przed piÄ™knym wodospadem, opadajÄ…cym z polodowcowego progu. Taka lokalna wersja Siklawy, tyle, że oczywiÅ›cie odpowiednio wiÄ™ksza. Przyjemny chÅ‚ód, przyjemy huk wodospadu. Chwilka relasku, znalazÅ‚ siÄ™ nawet czas na rozmasowanie obolaÅ‚ych pleców.

 

 dolina Karakol

 Dolina Karakol. ZdążyÅ‚yÅ›my przed burzÄ….

 

Na zewnÄ…trz burza szaleje. A my w Å›rodku przytulnego namiotu kuchenno-barowego w Karakol Base Camp. Na 2500, czyli w dolinie :) "Kirgiski bar" jak go ochrzciÅ‚yÅ›my zawiera wszystko – niewielki sklepik z wyposażeniem typu makarony, zupki chiÅ„skie czy różnej wielkoÅ›ci piwo. OzdobÄ… sklepiku jest różowy budzik w ksztaÅ‚cie serca. W rogu część kuchenna – łącznie z prawdziwÄ… kuchniÄ…, na której można gotować. Dużo stoÅ‚ów, przy których rozsiadÅ‚y siÄ™ różne grupy. - my siedzimy w Rosjanami. WszÄ™dzie porozwieszane ciuchy. SÄ… też parkowi strażnicy, którzy Å›ciÄ…gjÄ… od nas opÅ‚atÄ™ – 200 som za osobÄ™. Paragon, który dostajemy jest mocno wyblakÅ‚y i nie zawiera daty. Co każe wÄ…tpić, czy gotówka kiedykolwiek trafi do siedziby parku.

 

dolina Karakol

Uroczy gadżet w sklepiku w Karakol Base Camp

 

Po burzy idziemy z Dużą EwÄ… w górÄ™ doliny. Bo wiem, smutne to, że nie pójdziemy już dalej. Po deszczu jest znów bradzo Å‚adnie – wszystko widać. TuryÅ›cie wÄ™drujÄ… – jedni, totalnie przemoczeni, do naszej bazy. Inni – gdzieÅ› dalej w góry. Baza jest bardzo ciekawym miejscem – oprócz kilku jurt, namiotu bazowego, maÅ‚ych namiotów innych turystów znajdziemy tu wiÄ™ksze i porzÄ…dne namioty (pewnie dla grup zorganizowanch) i kilka przeczep, w których mieszkajÄ… zarzÄ…dzajÄ…cy bazÄ…. A wokóÅ‚ tego wszystkiego pasÄ… siÄ™ konie.

 

dolina Karakol

W toaletach w Kirgistanie przeważnie nie ma drzwi do każdej kabiny. A czasem zdarza siÄ™, że nie ma nawet przedzielenia miÄ™dzy kabinami. Miejsce na stópki jest naprawdÄ™ urocze.

foto: Ewa

 

dolina KarakolKolejny dzieÅ„ zapowiada siÄ™ piÄ™knie. TrochÄ™ mam nadziejÄ™, że prognozy kÅ‚amaÅ‚y, trochÄ™ że dziewczyny zechcnÄ… zaryzykować i pójdziemy w stronÄ™ Teleti. Niestety. Idziemy w dóÅ‚. Wiem, że to rozsÄ…dna decyzja. Z poczÄ…tku naszej wÄ™drówki dzieÅ„ jest bardzo Å‚adny. Towaryszy nam szum potężnej rzeki Karakol. Później nie jest już tak sielankowo ;)

 

Karakol jest brzydki. Można poza prawosÅ‚owanÄ… katedrÄ… czy mecztem Dunganów (chiÅ„skich muzuÅ‚manow). I maleÅ„skimi chatkami. Bieda aż piszczy, a estetyka nie jest pierwszÄ… potrzebÄ…. Zaniedbane bloki. Dziurawe ulice. Monumentalne pomniki sowieckich bohaterów. Apteki w każdym rogu, czasem trzy koÅ‚o siebie. Po cudownych górach jakoÅ› nam tu nieswojo. Od dawna zanosiÅ‚o siÄ™ na deszcz aż w koÅ„cu lunęło. Konkretnie. MiaÅ‚yÅ›my schronić siÄ™ w knajpie, ale nie damy rady dobiec, caÅ‚e jesteÅ›my mokre. WiÄ™c sklep. W asortymencie wino w beszce, pewnie domowej roboty. Kosztujemy. Humory siÄ™ poprawiajÄ…. Ulewa już sobie idzie. Wychodzimy. Nad miastem tÄ™cza, nawet sowieckie pominiki i bazarowe budy jakieÅ› takie Å‚adniejsze. "Nie ma brzydkich miast... czasem tylko wina brak" – konkludujÄ™ z uÅ›miechem.

 

Karakol

Tęcza i kubeczek wina... i nawet Karakol staje się ładniejszy. Widać napisy cyrlicą - część rzeczywiście jest po rosyjsku, ale od lat 40. w tym alfabecie jest zapisywany także język kirgiski.

Foto: Ewa

 

 Znów jedziemy. Marszrutka z Karakol do Koczkoru, ponad 5 godzin jazdy. Jedziemy dÅ‚uższÄ…, ale pewnie lepszÄ… drogÄ…, wzdÅ‚uż póÅ‚nocnych brzegów jeziora Issyk Kul. DziÅ› już nie lÅ›ni i nie bÅ‚yszczy. Pogoda nadal zÅ‚a, jest mrocznie i posÄ™pnie. Z resztÄ… przez tÄ™ pogodÄ™ zrezygnowaÅ‚yÅ›my z "plażingu i smażingu" na recz wyprawy nad Song-Kul, gdzie jak gÅ‚oszÄ… Norwegowie (yr.no) ma być Å‚adnie w najbliższych dniach. W marszrutce sporo dzieciaków – czÄ™sto jedna rodzina ma kilkolro, czÄ™sto matka wsiada sama z trójkÄ… kilkuletnich maluchów. Później wyczytam, że w Kirgitanie dzietność wynosi 2,6, czyli jest dwa razy wyższÄ… niż w Polsce. Na razie zadziwiajÄ… mnie dzieci. Nie majÄ… tabletów, komórek, zabawek ani innych umilaczy podróży. I tylko czasem któreÅ› z nich coÅ› krzyknie czy zwróci na siebie uwagÄ™. Tylko czasem nie wytrzyma nudy. WiÄ™kszość siedzi na swoich miejscach i nie domaga siÄ™ wiÄ™kszej uwagi. Jak to siÄ™ różni od Å›wiata, który ja znam.

 

 

dworzec Zatrzymujemy siÄ™ na niewielkim dworcu autobusowym, przy meczecie (pustym jak wiÄ™kszość meczetów na póÅ‚nocy Kirgistanu). Tuż za toaletÄ… dostrzegam muzuÅ‚maÅ„ski cmentarz,widzÄ™ po raz pierwszy w życiu wiÄ™c idÄ™ na kilka minut spaceru. NIektóre nagrobki sÄ… naprawdÄ™ spore, nie majÄ… jednak żadnych zdjęć. Miejsce sprawia wrażenie posÄ™pnego i niezbyt czÄ™sto odwiedzanego. Tu chyba nie odwiedza siÄ™ grobów bliskich.

 

muzułmański cmentarz

Muzułmański cmentarz.

 

JesteÅ›my nad jeziorem Song – Kul na wysokoÅ›ci 3000 tysiÄ™cy metrów. Åšpimy w jurcie, na swoistej agroturystyce ;) Jeste 12 sierpnia, a wiÄ™c noc spadajÄ…cych gwiazd. To jest ten moment kiedy przydaje mi siÄ™ to, że nie zasypiam zbyt szybko. SÅ‚ucham muzyki na mp3 i czekam aż zrobi siÄ™ naprawdÄ™ ciemno. Dzieczyny szybko zasypiajÄ…, tylko Gosia sÅ‚yszy jak wstaje i nawet deklaruje, że za chwilÄ™ do mnie dołączy. Rano tego nie pamiÄ™ta. WychodzÄ™. Jest cudnie. Bezchmurne niebo, piÄ™knie widać DrogÄ™ MlecznÄ… i tyiÄ…ce innych gwiazd. Niezmierzone piÄ™kno WszechÅ›wiata, którego jestem maleÅ„skÄ… częściÄ…. Powstałą z gwiezdnego pyÅ‚y...

 

Song Kul

 Nad brzegiem Song Kul. Woda jest zimna, ale dajemy radÄ™ nie tylko umoczyć stopy, ale zaliczyć krótkÄ… kÄ…piel.

 

Song Kul

Jest czas na plażowanie

Song Kul

Wycieczka w stronÄ™ gór by zobaczyć caÅ‚e jezioro. Udaje siÄ™ - poza maleÅ„kim skrawkiem na zachodzie. Wszystko wydaje siÄ™ być bardzo blisko siebie.

foto: Ewa

 

Rodzina, w której jurcie mieszkamy, skÅ‚ada siÄ™ z dziadków, rodziców i piÄ™ciu córek (myÅ›lÄ…c tamtejszymi kategoriami – nie poszczęściÅ‚o siÄ™). NajwiÄ™cej komtaktu mamy z kilkunastoletniÄ… BasiÄ… (to nasza wersja jej kirgiskiego imienia – dla nas nie do powtórzenia niestety) i 2-letniÄ… FatimÄ…. MaÅ‚a zaczepia nas, chÄ™tnie bawi siÄ™ w berka. Jest brudna. I bardzo radosna. NajmÅ‚odsza z córek ma zaledwie 8 miesiÄ™cy. CaÅ‚y dzieÅ„ siedzi na kocu przed jurtÄ…, ma jakieÅ› zabawki, ale ulubionÄ… pozostaje odciÄ™ta góra od baniaka z butelki. Kiedy zapÅ‚acze ktoÅ› z rodziny przybiega, ale wiÄ™kszość czasu dziecko siedzi samo.Wszystkie pozostaÅ‚e dzieciaki pomagajÄ… przy gospodarstwie - turyÅ›ci to dodatkowy zarobek, ich gÅ‚ównym zajÄ™ciem jest hodowanie zwierzÄ…t. Kiedy dzieci idÄ… do studni po wodÄ™ nawet dwuletnia Fatima ma swojÄ… niewielkÄ… butelkÄ™. Najmniej kontaktu mamy z pokoleniem rodziców. Ojca prawie nie ma. Matka caÅ‚y dzieÅ„, od Å›witu do zmierzu, pracuje w gospodastwie... Seniorzy sÄ… już nieco odciążeni, to oni sÄ… gospodarzami, uzgadniajÄ… z nami ceny, godziny posiÅ‚ków. Starsza Pani, też Fatima, podaje nam do stoÅ‚u, pracy ma jednak dużo mniej niż synowa."Dziadek" niewiele udziela siÄ™ w gospodarstwie, dużo siedzi przed jurtÄ… i obserwuje. Kiedy spacerujÄ… z żonÄ… opowiada nam ich historiÄ™ – urodziÅ‚ siÄ™ w Peterburgu, kiedy studiowaÅ‚ przyjechaÅ‚ w te okolice. PoznaÅ‚ żonÄ™. I zamieszkaÅ‚ w kirgiskim stepie. Wciąż jest zakochany, Å›piewa żonie piosenki... 

 

Nasi gospodarze nie przyjmują gości tak często jak ci powiązani z agencjami turystyczmymi w Koczkorze, trafiłyśmy do nich bo są znajomymi kierowcy. Dzięki temu, że gości mają mniej - mieli dla nas czas i uwagę.

 

Song Kul

"Basia" z najmłodszą siostrą

 

 

 

 

Song Kul

 

 

Wycieczka nad wschodni brzeg Song Kul nauczyła nas jak złudna bywa odległość w owartej przestrzeni. Wszystko wydawało się być bardzo blisko, jednak kiedy wędrowałyśmy krajobaz niewiele się zmieniał. I wszystko wciąż było bardzo daleko.

 

Sogn Kul

Ostatni zachód sÅ‚oÅ„ca nad Song Kul. Czekamy na naszego kierowce - spóźniÅ‚ siÄ™ dwie godziny, gÅ‚ównie dlatego, że jechaÅ‚ do nas po swojej "normalnej" pracy. W obie strony towarzyszyÅ‚ nam syn, chyba pomagaÅ‚ ojcu, który nie najlepiej widziaÅ‚ po zmroku.

Foto: Ewa

 

W Koczkorze rozstaÅ‚yÅ›mjy siÄ™ z Ewami. Dziewczyny majÄ… bilet trochÄ™ wczeÅ›niej, my may jeszcze czas na zwiedzanie. Marszrutka zawiozÅ‚a nas do Biszkeku. Tu na Osz Bazarze bierzemy "shared taxi" – minibusik, który pojedzie jak znajdzie siÄ™ komplet pasażerów. Czekamy wiÄ™c. Jako ludzie zachodu chcemy wiedzieć, ile mamy czekać – ale tu nie ma takich odpowiedzi. Odjedziemy dokÅ‚adnie o godzinie Jak-bÄ™dzie-komplet-to-pojedziemy. Czas umilamy spobie rozmowÄ… z jednym z taksówjarzy. CaÅ‚kowiem niedawno sprowadzaÅ‚ z Niemiec samochody (tu prawi wszystko jest sprowadzane – Kirgizi jeżdżą tym, czego na Zachodzie już nikt nie chce), jeździÅ‚ przez PolskÄ™. Nawet dobrze wspomnina – i nasze drogi, i policjÄ™, która wypuÅ›ciÅ‚a kiedy jechaÅ‚ niezgodnie z przepisami, ale za to w zgodzie GPS. MiÅ‚o sÅ‚yszeć. Po okoÅ‚o dwóch godzinach czekania znajdujÄ… siÄ™ barkujÄ…cy pasażerowie – rodzina Kirgizów, wszystko raczej w Å›rednim wieku lub starsi – pod wodzÄ… gÅ‚owy rodziny, Upiornego Dziadunia. Niby nic nie robi, ale jego osobowość i rozkaujÄ…cy ton nie wydajÄ… siÄ™ przyjemne. Ruszamy. Za okoÅ‚o 2 godzin, czyli okoÅ‚o drugiej w nocy mamy być w Osz, w poÅ‚udniowy Kirgistanie. Dzieli nas 700 kilometrów.

 

ZÅ‚apaliÅ›my tak zwanego kapcia – wiÄ™c kilka minut postoju.Rodzina Kirgizów od razu korzysta, przechodzi przez barierki i urzÄ…dza toaletÄ™. My siÄ™ jednak trochÄ™ wstydzimy. Po kilkunastu mintach jedziemy dalej – niezbyt daleko, nastÄ™pny postój to wulkanizator. Tu póÅ‚ godzinki. Zwiedzam okolice. Naprzeciwko nas ciekawy meczet. Na patrerze kawiarnia – na pierwszy piÄ™trze miejsce modliwty – mogÄ™ przeczytać dziÄ™ki znajomoÅ›ci cyrlicy. Skojarzenie z Zachodem niesÅ‚uszne – chwilkÄ™ potem po raz pierwszy w Kirgistanie sÅ‚yszÄ™ wezwanie do modlitwy. Tu także – inaczej niż na póÅ‚nocy ludzie witajÄ… siÄ™ "Salam Alejkum – Alejkum Salam". Tak nazywa siÄ™ z resztÄ… pobliska restauracyjka. KoÅ‚o wymienione. Możemy jechać dalej. Na kolacjÄ™ zostajemy zaproszeni to jurty rodziny rodziny naszych Kirgizów. PosiÅ‚ek jest pyszny, ale dziÄ™kujemy za wódkÄ™ (pitÄ… w czarkach na herbatÄ™!). W Osz mamy być wczesnym rankiem.

 

saalam alejkum

Taka knajpka  pobliżu wulkanizatora ;)

 

W nocy okazuje siÄ™ jedna, że wszystko nie jest takie proste. Auto psuje siÄ™, uruchamiane jest przez ponad godzinÄ™. W miÄ™dyczasie rodzina Kirgizów opuszcza nas, po dzikiej awanturze z kierowcÄ…. Ten rzÄ…da od nas znacznie wyżej opÅ‚aty za przejazd. Boimy siÄ™, ale jedziemy dalej, zostanie z krzyczÄ…cÄ… rodzinom i Uprionym Dziaduniem nie jest żadnÄ… opcjÄ…. Wsiada dwójka Rosjan. Nie jedziemy daleko. OkoÅ‚o drugiej auto pada na amen. Rosjanie Å‚apiÄ… stopa, my siÄ™ boimy i czkamy do Å›witu. Wtedy Å‚apiamy stopa. Kierowcy miÄ™dzy sobÄ… dogadujÄ… siÄ™ co do opÅ‚at za nasz przejazd.

 

 Jedziemy, ale niedÅ‚ugo. Na pierwszym wiÄ™kszym podjeździe nasze nowe autko (notabne - sprowadzone z Polski!) zaczyna marudzić. Spod maski wydobywa siÄ™ dym. Stajemy w zajeździe Izabela, my idziemy na Å›niadanie, panowie raujÄ… auto. Pod maskÄ™ wlali chyba z 6 litrów wody. Jest wifi, czujÄ™ siÄ™ z tym faktem trochÄ™ bezpieczniej, choć nie wiem jak miaÅ‚abym wezwać jakieÅ› wsparcie bÄ™dÄ…c tak daleko. Zamawiamy jajacznicÄ™ i kawÄ™ – Å›niadanie tak standardowe dziwnie wyglÄ…da w tak niestadardowej sytuacji. Po jakiejÅ› póÅ‚ godzinie dobra wiadomość. Jednak ruszamy. Po dwudziestu godzinach od rozpoczÄ™cia podróży przed nami wciąż kilkaset kimometrów i wiele godzin.

 

tama na rzece Naryn 

Nasi nowi kierowcy stajÄ… siÄ™ nam zÅ‚afodzić trudy podróży poazujÄ…c lokalne zabytki. Dla tej tamy na rzece Naryn wysiedliÅ›my nawet z auta, sÄ… z niej dumni. To ta sama tama, o której budowie pisze KapuÅ›ciÅ„ki w "Kirgiz schodzi z konia".

 

OpuÅ›ciliÅ›my już góry, ale wcale nie jedziemy szybko. Nasze wyÅ‚adowane towrem auto i nie najlepszy stan drogi nie pozwalajÄ… na rozwijanie prÄ™dkoÅ›ci. Jesto gorÄ…co. Staram siÄ™ zahibernować, nie myÅ›leć o tym, że mi niewygodnie, jestem caÅ‚a przepocona i bardzo gÅ‚odna. Jedziemy i tylko to siÄ™ liczy. Po drodze mamy ok. 6 kotroli milicji, na szczęście nie trwajÄ… dÅ‚ugo.Przy każdej kontroli kierowca ze stoickim spokojem zabiera plik bankontów (ok. 200 som, czli 11 PLN) i po chwli wraca. Nie komentuje tego nawet, widać sÄ… przywyczajeni. WedÅ‚ug miÄ™dzynarodowych sthnadardów korupcja w Kirgistanie jest na poziomie jesszcze wyższym niż w Rosji – jednak na najniższym jeÅ›li uwzglÄ™dnić kraje Azji Åšrodkowej.

 

Kotlina Fergańska

Typowa "dekoracja" drogi w Kotlinie Fergańskiej

 

Nie dziwiÄ™ siÄ™, że samochody nie dziaÅ‚ajÄ… tu jak należy – my jedziemy z pÄ™kniÄ™tÄ… przeniÄ… szybÄ… i nie do koÅ„ca sprawnymi przyrzÄ…dami. W kontroli pojazdu ostatnie co siÄ™ liczy to sprawdzenie jego stanu. MyÅ›lÄ™ sobie jak ciężko musi siÄ™ żyć w paÅ„stwie, któe zwyczajnie nie dba o swoich – nie możesz liczyć na transport publiczny, nie możesz oczekiwać że taksówka, którÄ… jedziesz nie padnie w Å›rodku drogi. Nie możesz liczyć na to, że stan zdrowia kierowcy pozwala mu prowadzić (kierowca, który wiozÅ‚ nas z Song Kul miaÅ‚ ewidetnie problem ze wzrokiem po zmroku), nie możesz liczyć na to, że w razie wypadku dostaniesz jakiekolwiek odszkodowanie (czytaÅ‚am, że wporowadzono obowiÄ…zkowe ubezpieczenie OC w 2016, ale póki co nikt siÄ™ tym specjalnie nie przejmuje). JesteÅ› zdany sam na siebie. Przy tak wysokim poziomie korupcji każdy urzÄ…dnik paÅ„stwowy jest twoim wrogiem – jedyne na czym bÄ™dzie mu zależaÅ‚o to wyÅ‚udzenie od ciebie jak najwiÄ™kszej kasy z powodu twojego problemu.Ludzie, którzy podróżujÄ… czÄ™sto mówiÄ…, że ppoza EuropÄ… "ludzie sÄ… tacy leniwi" i "tylko kombinujÄ…". Wystarczy chwilÄ™ pozamagać siÄ™ z ich problemami z transportem po kraju, żeby chwilkÄ™ siÄ™ zastanowić – być może nie mieli szansy przekonać siÄ™, że ciężka praca czy ucziwość jakolwiek pomagajÄ… w zmaganiach z ich codziennoÅ›ciÄ…...

 

Osz

Po 28 godzinach od wejścia do marszrutki w Biszkeku jesteśmy w Osz!

 

JeteÅ›my bardzo dzielne. Po wyczerpujÄ…cej 28-godzinnej podróży szybko znajdujemy kolejnÄ… taskówkÄ™, takÄ…, któa zabierze nas w ok. 4 godzinnÄ… podróż do Sary-Mogul. ZaÅ‚atwiamy niezbÄ™dne sprawy, kupujemy colÄ™... i w drogÄ™. PoczÄ…tkowo jest miÅ‚o, egzotycznie. W kolorowym przydrożnym straganie kupujemy wielkie arbuzy. Później krajobraz siÄ™ smienia – przejeżdżamy przez Góry AÅ‚ajskie. A po drodze znów kilka wysokich przełęczy (najwyższa ok. 3,5 tys). . Na jednym z takich podjazdów nasze auto, delikanie mówiÄ…c nie pierwszej mÅ‚odoÅ›ci, po prostu siÄ™ popsuÅ‚o.... Musimy wyjść. Mam ochotÄ™ stanąć na Å›rodku drogi i po prostu siÄ™ rozpÅ‚akać. Zażądać rozwiÄ…zania sytuacji teraz, zaraz, natychmiast. Tylko przez kogo... Czy to jakieÅ› fatum. Na szczęście po paru nerwowych minutach auto zaczyna wspóÅ‚pracować. Jedziemu.

 

 

Po dwóch dniach tuÅ‚aczki jesteÅ›my wreszcie u celu. W prywatnym domu zaadaptowanym na niewielki hostel. WykÄ…pane w bani. Przy stole peÅ‚nym jedzenia. CaÅ‚e i zdrowe. Za oknem magiczny widok... Å›nieżobiaÅ‚y Å‚aÅ„uch Pamiru. Najwyższe szczyty sÄ… o ponad cztery tysiÄ…ce metrów wyżej niż my – a wieÅ› Sary-Mogul leży przecież na trzech tysiÄ…cach metrów. Tak Å›nieżnobiaÅ‚e szczyty widziaÅ‚am wczeÅ›niej tylko w Himalajach – i teraz ponownie jestem urzeczona magiÄ…, czystoÅ›ciÄ… i tajemnicÄ… wysokich gór. Ich dokonałą bielÄ…. Pragnieniem by, jak kiedyÅ› pod Everestem, być bliżej nieba.

 

Lenin Peak view point

Wycieczka znad jeziora Tulpar Kul na Lenin Peak View Point

foto: Gosia

 

 Å›wistak w Pamirze

Dwóm dniom wÄ™drówki w Pamirze towaryszÄ… Å›wistaki. SÄ… ich setki.

Foto: Gosia

 

PodejÅ›cie na przełęcz– tym bazem miÅ‚e i Å‚agodne, te duże zakosy stowarzone by w górÄ™ wÄ™drować konno lub nosić ciężkie Å‚adunki do bazy wysuniÄ™tej. Prawie nie czujÄ™ że jesteÅ›my tak wysoko – ponad cztery tysiÄ…ce i sto metrów. Wreszcie jesteÅ›my. Pik Lenina wydaje siÄ™ tak blisko, choć ograniczony widok sprawia że nie widać jest tak dobrze jak z wczorejszej trasy na punkt widokowy. Na dole lodowiec. A to co nie przykryte Å›niegiem jest uroczo rude. PodchodzÄ™ kilkadziesiÄ…t metrów wyżej w stronÄ™ niewielkiej górki, chcÄ™ zobaczyć trochÄ™ wiÄ™cej Góry. A potem na dóÅ‚, do MaÅ‚gosi. Robimy zdjÄ™cia. Cieszymy siÄ™ piÄ™knym, sÅ‚onecznym dniem, ciszÄ… i spokojem na szlaku. Jest cudownie. Nie chcÄ™ wracać.

 

Przełęcz Podróżników

Na Przełęczy Podróżników. Znów ponad cztery tysiÄ…ce.

 

JesteÅ›my na kraÅ„cu wioski Sary-Mogul. Znów siedzimy nad spienionÄ… rzekÄ…, tym razem z widokiem na oÅ›nieżony Pamir. Szum uspokaja. Powoli zanurzam siÄ™ w teraźniejszoÅ›ci. CzujÄ™ ogromnÄ… wdziÄ™czność za wykÄ…tkowe miejsce i wyjÄ…tkowy czas.

 

 DziÅ› nie Å›piemy w hostelu, poprosiÅ‚yÅ›my kierowcÄ™, Tadżyka, o jakiÅ› taÅ„szy nocleg i wylÄ…dowaÅ‚yÅ›my u niego w domu. W niewielkim trzyizbowym domku, w trakcie remontu bez bieżącej wody, mieszka nasz kierowca z żonÄ… i matkÄ… oraz szóstkÄ… dzieci. Ponoć przy siódmym dostajÄ… od PaÅ„stwa medal. Nie wspominaÅ‚am o naszym 500+ :) Siedzimu oczywiÅ›cie tylko z ojcem i jednym z synów, kobiety zajÄ™te sÄ… w kuchni. Najstrasza córka patrzy na nas z ciekawoÅ›ciÄ…, ale może porozmawiać tylko chwilkÄ™, choćby wtedy, kiedy specjalnie dla nas Å›ciÄ…ga z kredensu elegancki serwis, chyba Å›lubny. Rozmawiamy o polityce czy religii i górach Pamir, cudownie mieć wglÄ…d w kawaÅ‚ek innego Å›wiata.

 

Sary-Mogul35)Przed pójÅ›ciem spać caÅ‚a rodzina modli siÄ™. Tak, to muzuÅ‚manie, ale jakoÅ› nie boimy siÄ™, że ktoÅ› nas wysadzi albo sprzeda za wielbłąda :) Åšpimy na maleÅ„kich, ale wygodnych materacykach na podÅ‚odze (kirgiski patent – oszczÄ™dność miejsca), w nszym pokoju jest jeszcze gospodarz i syn, w pokoju obok reszta rodziny. Dobrze sÅ‚yszmy, kiedy kilka razy budzi siÄ™ najmÅ‚odsze, kilkumisiÄ™czne dziecko, na szczęście szybko daje siÄ™ uÅ›pić. Dla nas to czas kiedy możemy przyjrzeć siÄ™, jak tu jest naprawdÄ™. Po raz kolejny doÅ›wiadczyć zwykÅ‚ej serdecznoÅ›ci zwykÅ‚ych ludzi. Nie bÄ™dÄ™ jednak idealizować – biedni, ale szczęśliwi. Zbyt maÅ‚o wiem.

 

Sary-Mogul

Śnieżnobiały łańcuch Pamiru

 

Znów jesteÅ›my w Osz, maÅ‚y póÅ‚ dnia na zwiedzenie legendarnego miasta. Tu rzeczywiÅ›cie czuć klimat Azji Centralnej – spotykamy też Uzbeków, których wÅ›ród mieszkaÅ„ców Kotliny FergaÅ„skiej stanowiÄ… okoÅ‚o poÅ‚owy mieszkaÅ„ców. Nie widać Å›ladu zamieszek z 2010 roku, zginęło wtedy kilkaset osób – ale myÅ›lÄ™, że ludzie pamiÄ™tajÄ…. Miasto ma niesamowitÄ… estetykÄ™ – oprócz starych zabytków relikty posowieckie – jest oczywiÅ›cie pomnik Lenia. SÄ… brzydkie blokowiska (choć chyba nie tak brzydkie jak w Biszkeku czy Karakolu :) ) - sÄ… kiczowate ozdóbki i wieczorem Å›wiateÅ‚ka. NaszÄ… uwagÄ™ przyciÄ…ga także ... moda na selfie. MieszkaÅ„cy miasta wyglÄ…dajÄ… jakby dosÅ‚ownie wczoraj ktoÅ› daÅ‚ im smartfony i dostÄ™p do fesjbuczka czy insta. Selfie pstrykajÄ… wszyscy i wszÄ™dzie – w parkach, w kawiarniach, na ulicacj. Jedne z dziewczÄ…t, które razem zwiedzaÅ‚y ciekawe esterycznie muzem w Å›wiÄ™tej górze Suilaman – Tash zrobiÅ‚y ich kilkanaÅ›cie podczas samej jazdy schodami ruchomymi! Ponieważ jako cudoziemki byÅ‚yÅ›my tam atrakcjÄ… turystycznÄ… – kolejna parta selfie byÅ‚a robiona już z nami. ZostaÅ‚am także dodane do znajomych, dziewczyna jak siÄ™ okazaÅ‚o zajmuje siÄ™ ksiÄ™gowoÅ›ciÄ… wiÄ™c blisko mojej profesji :)

 

Osz

Góra-symbol Osz

 

Z Osz do Biszkeku leciaÅ‚yÅ›my samolotem lokalnych lini Tez-Jet. Później dowiadujemy siÄ™, że flota tych lini... to jeden samolot. 45 minut lotu + jakieÅ› 2 godziny na lotnikach w cenie 170 zÅ‚otych – brzmi zdecydowanie lepiej niż 28 godzin :) MyÅ›lÄ™, że okoÅ‚o poÅ‚owÄ™ pasażerów samolotu stanowiÅ‚y dzieci. 

 

Podróż siÄ™ koÅ„czy. Jutro samolot do domu. Spacerujemy z GosiÄ… po najbardziej nie-kirgskim miejscu, stolicy kraju – Biszkeku. Centralna ulica gromadzÄ…ca najwiÄ™cej zabytków – prospekt Chui (czyta siÄ™ Czuj!).Brzudtoa – choć nie pozbawiona pewnego uroku. Wszechobecne fontanny, nieco dziwczane biaÅ‚e bryÅ‚y rzÄ…dowych budynków i muzeów monumentalne pomniki (tak, oczywiÅ›cie jest Lenin), wesoÅ‚e miasteczko przypominÄ…jÄ…ce nasze lata 90. Później obowiÄ…zkowo Osz Bazar – z którego wyszÅ‚am z rozciÄ™tÄ… torebkÄ… (na szczęście nic nie zginęło). Brzydkie bryÅ‚y reprezentacyjnych budybków. RozpadajÄ…ce siÄ™ bloki. I nasz hostel, na 6. piÄ™trze jednego z nich. Z kompletem kluczy dostajemy Å›mieszny bryloczek, sÅ‚użący do "wzywania" windy. PrzykÅ‚adamy do niewinnie wyglÄ…jÄ…cego miejsca w Å›cianie – ono pika – winda jest :) Taka technologia w niegrzeszÄ…cym ani urodÄ… ani nowoczesnoÅ›ciÄ… bloku wyglÄ…da wyjÄ…tkowo surrealistycznie.

 

Biszkek

Ostatni zachód sÅ‚oÅ„ca w Kirgistanie. Widok z klatki z naszego hostelu, znajdujÄ…cego siÄ™ w zwykÅ‚ym mieszkalnym bloku.

 

 

Czas do domu. Elegancki samolot Turkish Arilines zabierze nas do StambuÅ‚u a kolejny do Warszawy. My nie jesteÅ›my już tak elegackie – mimo naszych staraÅ„ ciuchy prane w hostelowych umywalkach nie pachnÄ… Å›wieżoÅ›ciÄ…, przemielone z różnymi gadżetami, które byÅ‚y z nami przez 3 tygidnie. W samolotowych gadżetach naszym zaintersowaniem cieszy siÄ™ szczególnie jeden – skantypoÅ›lizgowe skarpetki, żeby można byÅ‚o bezpiecznie chodzić po pokÅ‚adzie maszyny. CZYSTE SKARPETKI. Tylko ten, kto podróżowaÅ‚ zrozumie ile radoÅ›ci daje taka maÅ‚a-wielka rzecz.

Comments
  • There are no comments yet
Description
Paulina Anna Wojciechowska
Posts: 10
Comments: 10
Małe, rude na wysokościach
Activities
Tags
4 kaukaz (4)
3 gruzja (3)
2 tuszetia (2)
1 beskidy (1)
1 lein (1)
1 racek (1)
1 ala-ker (1)
1 arshan (1)
1 aÅ‚tyn (1)
1 ala-archa (1)
1 ak-sai (1)
1 point (1)
1 view (1)
1 peak (1)
1 pik (1)
1 lenina (1)
1 ladakh (1)
1 ucziciel (1)
1 biszkek (1)
1 karakol (1)
Copyright by planetagor.pl