Opowieść o moim Kaukazie
Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
Members blog Paulina Anna Wojciechowska / Trekking / Opowieść o moim Kaukazie
Opowieść o moim Kaukazie
26 January, 201726 January, 2017 0 comments Trekking Trekking
blog_753.jpg

 

 

 

Czasem droga do Gruzji wiedzie przez Kijów. Czasem najtaÅ„szy bilet jest w ukraiÅ„skich liniach. Zadziwia mnie latwość podróżowania. Wysiadam z samolotu, dośż szybko kierujÄ™ siÄ™ do stosowanych kontroli, bez probemu znajduje wyjÅ›cie na autobus jadÄ…cy do metra. Jakbym byÅ‚a u siebie a nie w obcym kraju. Ta podstaowa znajomość rosyjskiego sprawa, że nawet nie czujÄ™ bariery jeżyka. ChÅ‚opaki sÄ… już na mieÅ›cie, kupili bilety wczeÅ›niej i dla nich taÅ„szy byÅ‚ lot do Kijowa o 8, dla mnie – ten o 11 (te kilka godzin zrobiÅ‚o ponad 100 dolarów różnicy...). Mam nadziejÄ™, że w drodze do Gruzji zobaczÄ™ jakÄ…Å› cerkiew, pamiÄ™tam je z 2007 roku, pamiÄ™tam, że byÅ‚y piÄ™kne. Niestetyy chÅ‚opaki już zdzwiedzili, dali siÄ™ namówić tylko na jednÄ… w drodze do obiadu. WiÄ™c zostaÅ‚o mi tylko spojrzeć na Majdan, Chreszatyk, cerkiew WÅ‚odzimierskÄ… i kilka ulic. Cóż, może nastÄ™onym razem. Tyle piÄ™kna czeka mnie jeszcze w tej podróży że Kijów tym razem odpuszczam.

 

Majdan

Z chÅ‚opakami umawiam siÄ™ na Majdanie 2,5 roku wczeÅ›niej w jego okolicach zginęło kilkadziesiat osób - Jaukowycz broniac wÅ‚adzy nie zawahaÅ‚ siÄ™ użyć siÅ‚y wobec wÅ‚asnych obywateli... (Fotka by Artur)

 

 

 

Po nocy w samolocie, drzemce w Tbilisi na placu Republiki i kolejnej drzemce w marszrutce wiozÄ…cej nas GruziÅ„skÄ… DrogÄ… WojennÄ… wreszcie jesteÅ›my w górach. Stepancminda vel Kazbegi, znane mi już sprzed wyjazdu "spadkobierczyÅ„ Wandy Rutkiewicz" z 2014 roku. Namawiam chÅ‚opaków na piwko w knajpie, gdzie dwa lata temu obsÅ‚ugiwaÅ‚ kelner podobny do Borysa Szyca i gdzie byÅ‚o wifi, chcÄ™ jeszcze zerknąć na niezaÅ‚atwione sprawy zanim stracÄ™ zasiÄ™g. Jednak tym razem nie ma prÄ…du, nie ma wiÄ™c wifi. Ani kawusi. Na szczęście jest piwo. Pijemy wiÄ™c, za udany wyjazd. Zagaduje do nas Pan Gruzin, który mieszkaÅ‚ w Polsce, jeÅ›li dobrze pamiÄ™tam okoÅ‚o 2 lat. BudowaÅ‚ stadiony na Euro. Patrzy na nas, na nasze wielkie plecaki. I pyta, czy na Kazbej. My, że do Omalo. Patrzy siÄ™ na mnie "dzieczoczka toże". KtoÅ› z nas, że "toże" Pan ze zgorszeniem krÄ™ci gÅ‚owÄ…. Å»e tak nie może być, że kobieta to w domu gotować powinna. ChÅ‚opaki trochÄ™ siÄ™ ze mnie Å›miejÄ… przez caÅ‚y wyjazd, co ma dla nich zÅ‚ych skutek. Szczególnie dla Artura, z którym przypadÅ‚o mi gotować. Bo o ile chÄ™tnie pomogÅ‚abym czy zrobiÅ‚a wiÄ™cej z poczucia górskiego parnerstwa, albo ze zwykÅ‚ej życzliwoÅ›ci – to nie zamierzam zmywać tylko dlatego, że jestem kobietÄ… :)

 

 

KAzbegi 

Piwo w Kazbegi vel Stepamcmindzie. Miłe złego poczatki... ;)

 

Dżuta. ZakÅ‚adam plecak i wiem, że nie jest dobrze. Totalnie nie mam siÅ‚y, jest za ciężki. A mam iść dwa tygodnie przecież... Wpadam na pomysÅ‚, że przecież prawie nic nie piÅ‚am w podróży (nawyk, żeby nie korzystać z toalety bo czÄ™sto nie ma jak), w Kazbegi też tylko piwo, które raczej mi nie pomaga. ChÅ‚opaki stanÄ™li i coÅ› tam patrzÄ… z mapÄ… stajÄ™ i ja. PijÄ™. Ciężko. Znów podchodzÄ™ do chÅ‚opaków proszÄ™ o podanie wody. Jest lepiej. Ale nadal ciężko. PojÄ™cia nie mam, jak dam radÄ™. MiaÅ‚am nadziejÄ™, że rozbijemy siÄ™ zaraz nad wsiÄ… żeby odespać noc w podróży, tak z resztÄ… wstÄ™pnie mowiliÅ›my. Cóż, Robert i Seba chyba jednak nie bardzo wiedzÄ… co to zmÄ™czenie i chcÄ… zaÅ‚oić pozostałą dwójkÄ™ ile bÄ™dzie daÅ‚o radÄ™. Dochodzimy do ciekawie wyglÄ…dajÄ…cego budynku poÅ›rodku niczego który okazuje siÄ™ nowiutkim, bo zaledwie rocznym schroniskiem. Pewnie byÅ›my nie stanÄ™li, ale zaczyna grzmieć. Zamawiam herbatÄ™. Dopiero po wypicu tego napoju czujÄ™ wyraźnÄ… poprawÄ™. Potem już nigdy nie czujÄ™, że nie dam rady dojść – jest mi po prostu ciężko, ale krok po kroczku idÄ™ dalej. Później, w październku dowiem siÄ™, że mój organizm jedzie na resztkach żelaza - i przy takim niedoborze tym bardziej ta wycieczka byÅ‚a trudna. CaÅ‚e szczęście, że w sierpniu o tym nie wiedziaÅ‚am :)

 

Pierwszy poranek w górach, gdzieÅ› przy niebieskim szlaku w dolinie Chaukhi. Strzeliste szczyty masywu robia wrażenie. Na nas czeka "tylko", a może "aż" przełęcz. SÅ‚oÅ„ce powoli ogrzewa dolinÄ™ Robert i Sebastastian przejeli na siebie obowiazek budzenia pozostaÅ‚ej dwójki, co jest jednym z powodów nazywania ich "hitlerowcami". SzykujÄ™ Å›niadanie. Nie jestem za bardzo gÅ‚odna, ale wiem, że jeść trzeba. Nie tylko po to, żeby mieć siłę. Mniej jedzenia oznacza po prostu ciut lżejszy plecak.

 

kawa po kauasku

Pierwszy odcinek szlaku znajduje się dość niedaleko modnego Kazbegi, dlatego pełno tu lokalnych, przedsiębiorczych inicjatyw. Za przełęcza Chaukhi ta "komercja" znika.

 

Chaukhi

Dolina Chaukhi. Uważny obserwator dostrzeże osobÄ™ pÅ‚ci żeÅ„skiej próbujaca siÄ™ przedostać nieco wyżej... (fotka by Seba)

Chaukhi

Na przełęczy Chaukhi 

 

 

ZejÅ›cie z przełęczy Chaukhi jest straszne. Åšcieżka ginie tuż za niÄ…. Trudno utrzymać równowagÄ™ w tak stromym terenie, z ciężkim plecakiem, W dodatku jest bardzo krucho, teren usupuje siÄ™ spod nóg, a polecieć jest dokÄ…d. W par miejscach mam stracha. ChÅ‚opaki pomagajÄ…. Niby to żadna pomoc – kiedy ktoÅ› po prostu jest po drugiej stronie niebezpiecznego odcinka i mówi, żebym szÅ‚a spokojnie i ostrożenia. Ale jednak ta cudza obecność pomaga. Taka metafora życia.

 

 

JakaÅ› nieszczególna ta wieÅ› Roszka, leżąca u wejÅ›cia doliny, w której wczoraj nocowaliÅ›my. Jeden z licznym, gruziÅ„skich "koÅ„ców Å›wiata", gdzie nie dociera publiczny transport, ani nie ma dobodziejstw cywilizacji typu sklep. Chcemy kontynuować naszÄ… wÄ™drówkÄ™ szlakiem niebieskim. To, co znajdujemy za wioskÄ… nie nadaje siÄ™ jednak do kontunuowania: Å›cieżka jest bardzo niewyraźna a bok niej rosnÄ… dwumetrowe barsze Sosnowskiego. TrujÄ…ce, ponoć groźne. Mimo upadÅ‚u ubieramy siÄ™ jak możemy i wchodzimy w ten gÄ…szcz. Później już szukamy grzbietu omijajÄ…c Å›cieżkÄ™, której prawie nie ma. Jest gorÄ…co. I niefajnie. Zatrzymujemy siÄ™ pod podejrzanie wyglÄ…djÄ…cÄ… chatkÄ…, gdzie atakujÄ… nas chamry much. Na rÄ™cÄ™ mam jedno oparzenie, chyba z poczÄ…tów przedzierania siÄ™ przez krzaki. Zagoi siÄ™ dopiero w Polsce.

 

 

Dochodzimy do punktu zaznaczonego na mapie jako Chie. Wioseczka na zdoczu gór, tu spotykajÄ… siÄ™ szlaki czarny i niebieski. Choć wioseczka to bardzo duże sÅ‚owo – sÄ… to 2 może 3 domy. Szukamy naszego szlaku niebieskiego, wÅ‚aÅ›ciwie przechodzÄ…c przez czyjeÅ› podwórko. Z domu wychodzi strasza pani. Robert zaczyna z niÄ… rozmawiać, jak zwykle nie przejmujÄ…c siÄ™, że nikt tutaj nie rozumie polskiegoSmile. Ale pani nie mówi nawet po rosyjsku, wiÄ™c na niewiele bym siÄ™ zdaÅ‚a nawet gdybym zostaÅ‚a dopuszczona do gÅ‚osu. Robert pyta o szlak – pokazujÄ…c na szlak czarny – że szuka takiego samego tylko niebieskiego. Po polsku. I staruszka rozumieSmile, idzie z nami kawaÅ‚ek, pokazuje drogÄ™. PamiÄ™tam, że jakoÅ› tak dobrze jej z oczu patrzyÅ‚o. I jakoÅ› tak miÅ‚o, ciepÅ‚o, trzymaÅ‚a mnie za rÄ™kÄ™ kiedy pozowaliÅ›my do wspólnego zdjÄ™cia. Tu na Ziemi pewnie już siÄ™ nie spotkamy. Ale kto wie, może gdzieÅ› tam kiedyÅ›...

 

Kaukaz

Niestandardowy wariant szlaku Kazbegi - Omalo

 

JesteÅ›my na grani - gdzie mapa zna szczyty takie jak Likoki czy Khakhmatismta. Jest to indywidualny wariant szlaku z Dżuty na AtsutnÄ™, opracowany przez chÅ‚opaków. Indywidualne byÅ‚o też wejÅ›cie - bez Å›cieżki, na skróty, zajęło pewnie ze trzy razy tyle. I na tej grani jest piÄ™knie. Cudonie absolutnie piÄ™knie. A góry nade mnÄ… jak niebo A niebo nade mnÄ… jak góry - możnaby zaÅ›piewać. Gdyby siÄ™ miaÅ‚o siłę Å›piewać. Wszechobecna zieloność, ciÄ…gnÄ…ce siÄ™ po horytont góry. Z ludzi tylko my. A jedynym Å›ladem cywilizacji jest wijÄ…ca siÄ™ droga do Szatili, gdzie od czasu do czasu przjeżdża samochód, wyglÄ…dajÄ…cy stÄ…d jak dzieciÄ™ca zabawka. Na dalszym planie skalista graÅ„, domyÅ›lam siÄ™ że to grzbiet odzielajÄ…cy ChesuretiÄ™ od Tuszetii – z najwyżkszym Tebulosem. SÅ‚oÅ„ce powoli chwyli siÄ™ ku zachodowi. ZÅ‚ota godzina. To niemal niemożliwe – ale jest jeszcze cudowniej.

 

Biwakujemy nad niewielkimi jeziorkami lekko poniżej grani. WÅ‚aÅ›ciwie nad takimi wiÄ™kszymi kaÅ‚użami. Rano przybiegajÄ… do nas konie. To chyba ich wodopój "czy konie mnie sÅ‚yszÄ…" – mówi ktoÅ› z nas. JakoÅ› to zdanie pierwsze przychodzi na myÅ›l na widok tego zwierzÄ™cia, co jakie jest, każdy widzi.

 

 

Ostatnie podejÅ›cie na najwyższy z okolicznych szczytów wyglÄ…da konkretnie. Nie mam na nie najmniejszej ochoty, ale nikt nie pytanie mnie o zdanie SmileMaÅ‚a kropka, która jest już prawie na szczycie to Robert, druga niewiele dalej to Seba. Artur chwilÄ™ na mnie czeka. Może jest zmÄ™czony, a może chce sprawdzić, czy jeszcze dajÄ™ radÄ™. SmÄ™tne spojrzenia. Wzdycham. Szczyt ma nieco maturalnÄ… nazwÄ™ - Chokismtamatura, wiÄ™c tym razem marudzÄ™ w nazwiÄ…zaniu do tejże "przecież już raz zdawaÅ‚am mautrÄ™, dlaczego muszÄ™ po raz drugi?" Niestety góry na moje marudzenie pozostajÄ… niewzruszone. Trzeba iść. Co ciekawe, od tamtego czasu do nawiedzajÄ…cego mnie czasem snu, że muszÄ™ coÅ›tam jeszcze zaliczyć na studiach dochodzi kolejny – że znow podchodzÄ™ do egzaminu dojrzaÅ‚oÅ›ci...

 

Chokismtamatura

Jedynym widocznym Å›ladem cywilizacji jest droga do Szatili, która jest naszym punktem odniesienia przez kilka dni. Od czasu do czasu przejeżdża nia maÅ‚y, zabawkowy, samochodzik

 

Chokismtamatura

Ekipa na "maturze"

 

Po zdobyiu "matury" opuszczamy piÄ™kna graÅ„. Schodzenie jak zwykle bywa mÄ™czÄ…ce – zakwasy jeszcze z okropnego zejÅ›cia z przełęczy Chaukhi bywajÄ… dokuczliwe. Ale przed nami piÄ™kna, rozlegÅ‚a i puÅ›ciutka dolina (dopiero kilka kilometrów niżej i znacznie poza zasiÄ™giem wzroku jest jedyna wioska – Khakhabo). U kresu doliny szczyt, który poprawnie nazywa siÄ™ West Chaukhi – dla mnie to jednak "prawie Giewont" ze wzglÄ™du na podobny profil. Wiem, że mamy rozbić siÄ™ niedaleko skrzyżowania strumieni, wiÄ™c jak mamy już pierwszy strumieÅ„ wypatrujÄ™ tego drugiego. Chyba widzÄ™. JesteÅ›my. ChÅ‚opaki jak zwykle debatujÄ… nad dobrym miejscem do rozbicia siÄ™, trzeba dokÅ‚adnie sprawdzić lokalizacje. Ja siÄ™ nie wtracam i czekam na moment kiedy bÄ™dÄ™ mogÅ‚a zrzucić bagaż. I umyć siÄ™! Koniecznie przed zachodem sÅ‚oÅ„ca - później momentalnie robi siÄ™ bardzo zimno.

 

DzieÅ„ restowy, gÅ‚ównie ze wzglÄ™u na poparzone nogi Artura. Wreszcie mogÄ™ siÄ™ wyspać – wstajÄ™ chwilÄ™ przedtem zanim w namiocie robi siÄ™ nieznoÅ›nie gorÄ…co. Mycie, PRANIE – prawie wszystkie nasze ciuchy lÄ…dujÄ… na odciÄ…gach od namiotu przytwierdzonych do kijków. Czas pÅ‚ynie leniwie. ByÅ‚oby piÄ™knie, gdyby nie gorÄ…co przed którym nie ma gdzie siÄ™ schować. I gdyby nie muchy, siadajÄ…ce na wszystkim. Za namowÄ… Roberta spacer nieco w górÄ™ doliny, nad maleÅ„ki wodospadzik. Uprawgnionych chÅ‚od. Chwila spokoju, nic nie trzeba, nigdzie siÄ™ nie Å›pieszymy. Nie walczÄ™ o przetrwanie w nierównej walce ze zbyt ciężkim plecakiem. Moja warszawska codzienność, dojazdy z BiaÅ‚ołęki na Mordor, tabelki excelu, fakturki – wydaje siÄ™ teraz bardzo maÅ‚o realne. Jest piÄ™knie. Jestem szczęśliwa.

 

Khakhabo

Po drodze miajmy maleÅ„ska wioskÄ™, kilka kamiennych wież, kilka domów, kapliczka z dzwonem (leżaÅ‚ w trawie, ale zostaÅ‚ przywrócony przez nas). Jedna z wielu tutaj - zagubiona w czasie i w przestrzeni.

 

Dolina Khabao. DzieÅ„ byÅ‚ wyczerpujÄ…cy, choć nie preszliÅ›my wielu kilometrów – kilka godzin szliÅ›my wÄ…skim wÄ…wozem rzeki, który bardziej niż chodzenie po górach przypominaÅ‚ tor przeszkód. Ale to już za nami. ZnaleźliÅ›my miejsce, gdzie niby mamy siÄ™ rozbić, u zbiegu rzek. Robert i Seba, którym jak zwykle byÅ‚o maÅ‚o, poszli obejrzeć pobliskie Ardoti (w którym zreszta finanlnie zabiwakowaliÅ›my). Artur odpoczywa. Ja po miÅ‚ej kÄ…pieli w dość ciepÅ‚ej rzece siadam nad brzegiem. PróbujÄ™ nie myÅ›leć. Faceci ponoć majÄ… coÅ› takiego jak pudeÅ‚eczko nicoÅ›ci – czegoÅ› takiego teraz mi trzeba. Po prostu przyglÄ…dać siÄ™ spienionej biaÅ‚ej wodzie. I zielonoÅ›ciom wokóÅ‚. TrochÄ™ siÄ™ udaje. MyÅ›li, zamiast standardowej szbkiej gonitwy - pÅ‚ynÄ… wolno, coraz wolniej. Coraz lepiej widzÄ™ kolory, czujÄ™ zapachy. Nie odczuwam może jednoÅ›ci z caÅ‚ym WszechÅ›wiatem, ale czujÄ™ przynajmniej że jest mi dobrze tu i teraz. Do dziÅ› wspomienie spienionej kaukaskiej rzeczki jest jednym z bardziej intensywnych z tamtych dni. W jakiÅ› sposób tamta krótka chwilka, kilkanaÅ›cie minut, może ciut dÅ‚użej, wciąż trwa.

 

Imeda

Spontaniczna wizyta u poznanego dzieÅ„ wczeÅ›niej staruszka. Stara siÄ™ podjac nas jak tylko najlepiej może, choć nie ma wiele. Skromny dom, przycupniÄ™ty gdzieÅ› na górskim zboczu. Ciekawe zdjÄ™cia z przeszÅ‚oÅ›ci. Dobre serce. 

 

To byÅ‚ dÅ‚ugi dzieÅ„. Najpierw wizyta u staruszka Imedy, w wioseczce przycupniÄ™tej na górskim grzbiecie. Później kilkugodzinne oczekianie na przepustkÄ™ umożliwiajaca poruszanie siÄ™ w strefie przygranicznej, w palcym sÅ‚oÅ„cu, przy posterunku znajdujacym siÄ™ poÅ›rodku niczego. SÅ‚oÅ„ce chyli siÄ™ już ku zachodowi, kiedy siÄ™ rozbijamy. Wody niewiele, kapie z niewielkiego cieku, którego stanowczo nie można nazwać strumyczkiem. Po raz pierwszy od kilku dni spotykamy na biwaku ludzi. To Polacy ;) OglÄ…damy piÄ™kny zachód sÅ‚oÅ„ca, wÅ‚aÅ›ciwie jedyny, bo kiedy nocowaliÅ›my niżej sÅ‚oÅ„ce po prostu chowaÅ‚o siÄ™ za pobliskimi górami. Tu jest inaczej. SÅ‚oÅ„ce podÅ›wietla wszystkimi rodzajami czerwieni odlegÅ‚e szczyty. Ogrom gór, ogrom przestrzeni jest porażajÄ…cy. Możnaby tak siedzieć i patrzeć bez koÅ„ca... gdyby nie proza życia i konieczność przygotowania obiadu. Na szczęście podgrzewanie wody i zalewanie liofilizatów wrzatkiem nie sa czynnoÅ›ciami wymagajacymi wielkich pokÅ‚adów energii. 

 

zachód sÅ‚oÅ„ca przed Atsutna

Wszystkie nasze górskie sprawy, przyjm litoÅ›nie Boże prawy, a gdy bÄ™dziem wÄ™drowali, niech CiÄ™ każdy krok nasz chwali (wÅ‚asna wariancja modliwtwy ludowej, stowrzona bodajże w Nepalu)

 

Nasz najwyższy nocleg – jesteÅ›my na troszkÄ™ mniej niż 3 tysiÄ…ce metrów nad poziomem morza – paradoksalnie jest też najcieplejszym. W koÅ„cu nie jesteÅ›my gdzieÅ› głęboko w dolinie, gdzie zimne powietrze. Mimo to, nie wychodzÄ™ ze Å›piwora radosna i peÅ‚na entuzjazmu. Szczególnie, że nie spaÅ‚am zbyt dobrze, budziÅ‚y mnie przechodzÄ…ce nad CzeczeniÄ… burze. W koÅ„cu podejmujÄ™ odważnÄ… decyzjÄ™. Widok jest przecudowny. Nad Kaukazem wstaje dzieÅ„. Nie jest piÄ™kny, peÅ‚eÅ„ jasnego, ciepÅ‚ego Å›wiatÅ‚a poranek. Nad górami wciąż wisi wiele ciemnych chmur. Jednak tam, kilkadziesiÄ…t kilometrów dalej widać miejsce, z którego wyruszyliÅ›my tydzieÅ„ wczeÅ›niej. Rankiem czÄ™sto widać wiÄ™cej. WiÄ™c widzimy Strzeliste szczyty. I Kazbek. Czerwonawe Å›wiatÅ‚lo poranka powoli rozÅ›wietla groźne i piÄ™kne zarazem szczyty. To bÄ™dzie dobry dzieÅ„.

 

PodejÅ›cie na AtsutÄ™ jest strome, ale mozolnie podchodzÄ™ kruchymi Å‚upkami i zdobywam wysokość. Krok po kroku. Staram siÄ™ patrzeć pod nogi, żeby nie widzieć czy "daleko jeszcze". OczywiÅ›cie idÄ™ z tyÅ‚u. OczywiÅ›cie dochodzÄ™ ostatnia. Oddycham głęboko. Jest piÄ™knie. NucÄ™ sobie stary hicior DeSu "dziÅ› wieeem, życie cudem jest". Tego dnia jest cudem z pewnoÅ›ciÄ….  Za nami Å›liczna, zielona Chewsuretia, morze cudnych, zielonych grzbietow. Przed nami Tuszetia. Nieco groźne, nieco mroczne, skaliste grzbiety. I wÄ…ska Å›cieżyna wÅ›ród kolejnego morza Å‚upków. Góry po horyzont z obu stron. Nigdzie Å›ladu cywilizacji (noo prawie nigdzie - na przełęczy jest jakiÅ› gruziÅ„ski sÅ‚upek). Å»adnych ludzi, tylko my. Oddycham peÅ‚nÄ… piersiÄ…. ChcÄ™ jak najwiÄ™cej wchÅ‚onąć, jak najwiÄ™cej zapamiÄ™tać z tego miejsca, które choć tak z pozoru nieprzyjemne i niegoÅ›cinne, jest tak bardzo moje.

 

Atsutna

Atsutna, widok na TuszetiÄ™

 

PatrzÄ™ na mapÄ™, szukam Tuszetii, którÄ… znam i pamiÄ™tam spzed 2 lat. Takiej zielonej i Å‚agodnej. WidzÄ™, że do tamtego miejsca gdzielÄ… mnie jeszcze kilometry, a przed zielonyi grzbietami jeszcze trochÄ™ tych nieco mroczniejszych, skalistych. Na mapie tyle Å›cieżek, tyle grzbietów, na których pewnie noga ma nie postanie.

 

Atsutna

Nasza ekipa ;)

Tuszetia

 Sielanka po tuszecku

 

 

 Po dÅ‚ugim dniu wÄ™drówki przez jednÄ… z dwóch gÅ‚ównych tuszetyjskich dolin, spieczeni sÅ‚oÅ„cem (przynajmniej niektórzy z nas spieczeni), bogatsi o widok kilku żmij, mijamy ostatnie wieże obronne. I widzimy wreszcie wioskÄ™, choć jak na kategorie naszego wyjazdu jest to metropolia. Girewi. Po tym razem krótkiej wizycie u pograniczników "czoÅ‚gi" udajÄ… siÄ™ na poszukiwanie sklepu. BÄ™dzie Å›wieże jedzenie. I piwo! Wszystko smakuje wybornie... Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb i rozbiciu siÄ™ ruszamy "na miasto". JakoÅ› na poczÄ…tku spotykamy sympatycznego Gruzina, który pokazuje nam, gdzie można czasem odnaleźć zasiÄ™g. Miejsce jest zacne. To podstawka na telefon (przypomina trochÄ™ to z czego czyta siÄ™ w koÅ›cioÅ‚ach) oraz ustawiony przed niÄ… pieniek. JeÅ›li w odpowiedniej pozycji podstawimy telefon i nikt nie bÄ™dzie szedÅ‚ z lewej strony być może uda siÄ™ zÅ‚apać zasiÄ™g :) ChÅ‚opakom udaje siÄ™ zÅ‚apać sieć, odebrać i nawet wysÅ‚ać smsy. Moje telefony padÅ‚y – rozÅ‚adowaÅ‚y siÄ™ nawet wyłączone.

 

Girewi

Girewi - tu także zostajemy odsapnac - oraz przyjżeć siÄ™ zwyczajom "lokalsów" - zebranych tu z okazji Å›wiÄ™ta wsi. ZaÅ‚apujemy siÄ™ gÅ‚ównie na gonitwÄ™.

 

Parsma, mostek na Pikrita Alzani. Zaczyna siÄ™ Tuszetia, którÄ… znam, Å›cieżka na przełęcz Nakaicho. Tym razem już nie tylko Å›cieżka – wyraźnie widać szlak czerwony. Tym razem nie gubimy szlaku i wygodnie wchodzimy prosto na przełęcz. OczywiÅ›cie wygodnie w porównaniu z wejÅ›ciem sprzed dwóch lat, gdzie na skutek błędnej lokalizacji naszej przełęczy zaczęłyÅ›my podchodzić niewyraźnÄ… Å›cieżkÄ…, która wkrótce zniknęła – wiÄ™c z ciężkimi plecakami po stromych trawkach i niskich rododendronach. Tym razem dobra Å›cieżka a sÅ‚oÅ„ce wyjÄ…tkowo nad nami siÄ™ nie znÄ™ca. Ale i tak idÄ™ wolno – po prostu nie mam już siÅ‚y. Na przełęczy wciąż jest nieziemsko piÄ™knie.

 

Makrela

Ze znanej mi przełęczy nie idziemy w dóÅ‚ - tylko grzbietem Makrela. Z każdej strony roztacza siÄ™ widok na rozlegÅ‚e, czÄ™sto nienazwane góry. To nasz najdÅ‚uższy dzieÅ„ biorac pod uwagÄ™ kilometry i przewyższenie.

 

Makrela

Bo w górach nie ma granic, tam siÄ™ szuka wolnoÅ›ci (K. Wielicki)

 

 

 

Makrela

Ścieżka czasem jest, czasem jej nie ma

 

Tuszetia

Ilość okolicznych gór przerasta oczekiwania. Jest w tym jakiÅ› rodzaj smutku - bo życia nie starczy, żeby zawÄ™drować w te wszystkie miejsca, do których serce aż siÄ™ rwie...

 

Dochodzimy do Omalo, w pewnym momencie poznajÄ™ drogÄ™ i już wiem, że jesteÅ›my gdzieÅ› miÄ™dzy górnym a dolnym Omalo. Zza zakrÄ™tu wyÅ‚aniajÄ… siÄ™ znajome wieże. Kres wÄ™drówki. Radość, że dotarÅ‚am. I smutek – specyficzny smutek speÅ‚nionego marzenia, skoÅ„czonej jakiejÅ› drogi. Smutek rozstania – ja po krótkim transporcie znajdujÄ™ transport i jadÄ™ do Kachetii, chÅ‚opaki zostajÄ… jeszcze dwa dni. ZachÅ‚annie przyglÄ…dam siÄ™ górom, przestrzeniom tak piÄ™knym, że aż nierealnym. Nie chcÄ™ wracać. ByÅ‚am szczęśliwa.

 

Tbilisi. WÅ‚óczÄ™ siÄ™ sama po wielkim i gwarnym mieÅ›cie. CzujÄ™ siÄ™ zagbubiona – na metrze kwadratowym jest tyle osób, ile widywaliÅ›my dziennie. TuryÅ›ci haÅ‚asujÄ…, robiÄ… zdjÄ™cia (ciÄ…gle siÄ™ wpada komuÅ› w kadr), obok piÄ™knych zabytków mnóstwo turystycznej tandety. Jest Å‚adnie – ale w porównaniu z niezkazitelnym piÄ™knem gór – miasto wypada blado. TÄ™sknie za górami, nad którymmi sÅ‚oÅ„ce i wszystko proste tak...

 

Tbilisi

Miejski zgieÅ‚k po górskiej ciszy jest trudny do przyswojenia. Choć Tbilisi ma wiele piÄ™knnych miejsc do zaoferowania.

armeńska cerkiew w Tbilisi

WnÄ™trze armeÅ„skiej cerkwi przypomina o podróży sprzed dwóch lat

 

Tblilisi - KGB

Na miejsce do spożycia chaczapuri i wypicia czegoś zimnego wybieram kanjpkę o uroczej nazwie "KGB is watching you". Moda na socjalizm dotarła i do Gruzji. Choć "matrioszki" ze Stalinem widziane w kilku sklepach z pamiatkami uważam za "troszkę" nieodpowiednie.

 

 

 

Comments
  • There are no comments yet
Description
Paulina Anna Wojciechowska
Posts: 10
Comments: 10
Małe, rude na wysokościach
Activities
Tags
4 kaukaz (4)
3 gruzja (3)
2 tuszetia (2)
1 beskidy (1)
1 lein (1)
1 racek (1)
1 ala-ker (1)
1 arshan (1)
1 aÅ‚tyn (1)
1 ala-archa (1)
1 ak-sai (1)
1 point (1)
1 view (1)
1 peak (1)
1 pik (1)
1 lenina (1)
1 ladakh (1)
1 ucziciel (1)
1 biszkek (1)
1 karakol (1)
Copyright by planetagor.pl