Nowe górskie doświadczenie. Nieprzyjemne
Na Siwy Wierch szło się całkiem fajnie, nie było zbyt łatwo, ścieżka od pewnej wysokości znajdowała się pod śniegiem. Potem mijaliśmy skałki, wąskie przejścia między nimi, jakieś małe przepaście, jak to na grani. Były dwa łańcuchy, jeden do pokonania bez większego problemu, drugi dziwnie przytwierdzony, tak że trzeba było dość wysoko nogę oprzeć, a nie bardzo było na czym, bo skała była lekko oblodzona.
Na szczycie stanęłam dumna z siebie i szczęśliwa, że udaÅ‚o mi siÄ™ pierwszy raz w życiu w takich zimowych warunkach (mróz, mgÅ‚a, Å›nieg) w Tatrach wejść gdziekolwiek. MiaÅ‚am Å›wiadomość, że już niedÅ‚ugo zaczniemy schodzić. ByÅ‚am zmÄ™czona, byÅ‚o zimno, zero widoków, które mogÅ‚yby wynagrodzić trudy wycieczki. PoszliÅ›my dalej, w dóÅ‚, przechodzÄ…c przez oszronione skaÅ‚y i kolejne Å‚aÅ„cuchy.
Na przełęczy zdecydowaliÅ›my, że idziemy na BrestovÄ…. Schodzenie w dóÅ‚ do Zuberca i darcie z buta do Zverovki mogÅ‚oby być mÄ™czÄ…ce, o wiele bardziej niż druga opcja — Brestova, a potem zejÅ›cie niebieskim na dóÅ‚. ByÅ‚am już dość zmÄ™czona, ale nie na tyle, by schodzić do asfaltu.

Nie lubiÄ™ chodzić po Å›niegu, to charakterystyczne "zapadanie siÄ™" w niego stopy jest mÄ™czÄ…ce. Tu miaÅ‚am tego w nadmiarze. Podczas kiedy podchodziliÅ›my do góry, zerwaÅ‚ siÄ™ tak silny wiatr, jakiego jeszcze nie odczuÅ‚am w życiu. Do tego igieÅ‚ki lodu, które niósÅ‚ ze sobÄ…, wbijaÅ‚y mi siÄ™ w oczy i w twarz. ZostaÅ‚y mi po tym maÅ‚e czerwone kropki gÅ‚ównie po lewej stronie — stÄ…d wiaÅ‚o. StaraÅ‚am siÄ™ utrzymać równowagÄ™, opierajÄ…c siÄ™ kijkami z caÅ‚ej siÅ‚y. SzÅ‚am dosÅ‚ownie krok za krokiem, wiatr przeciwstawiaÅ‚ siÄ™ każdemu mojemu ruchowi, powoli zaczynaÅ‚am sÅ‚abnąć, przez myÅ›l zaczęły mi przechodzić dziwne obrazy, myÅ›li typu, żeby usiąść i odpocząć... Dobrze, że obok byÅ‚ Marcin i podtrzymywaÅ‚ mnie na duchu. Dla niego, taternika, to byÅ‚a tylko "zwykÅ‚a dupówa", dla mnie — walka o przetrwanie, dosÅ‚ownie o życie.
BaÅ‚am siÄ™ usiąść choćby na chwilÄ™, bo wiedziaÅ‚am, że sama już nie wstanÄ™. Na szczęście miaÅ‚am nakÅ‚adki antypoÅ›lizgowe, takie mikro raki, dziÄ™ki którym moje buty siÄ™ nie Å›lizgaÅ‚y na oblodzonej powierzchni (na normalne raki nie byÅ‚o warunków). Nie piszÄ™, że na Å›cieżce, bo jej prawie nie byÅ‚o, przysypanej Å›niegiem. DziÄ™ki tym nakÅ‚adkom siÄ™ nie poÅ›lizgnęłam i nie przewróciÅ‚am.
StaraÅ‚am siÄ™ za bardzo nie marudzić, byÅ‚am Å›wiadoma, że to dodatkowy ubytek energii, najlepiej nic w takich momentach nie mówić. WiedziaÅ‚am też, że bezsensem byÅ‚oby zawrócić, skoro do szczytu jeszcze 10... 15... 20... minut. StraciÅ‚am rachubÄ™ czasu, przede mnÄ… gdzieÅ› majaczyÅ‚a sylwetka Dagmary, za mnÄ… szedÅ‚ Marcin, a wokóÅ‚ byÅ‚o biaÅ‚o. Przed Małą BrestovÄ… Marcin zÅ‚apaÅ‚ moje koÅ„cówki kijków i ciÄ…gnÄ…Å‚ mnie za sobÄ…. DziÄ™ki niemu w ogóle tam weszÅ‚am. Jednak tuż przed szczytem noga zaplÄ…taÅ‚a mi siÄ™ o kamienie, on tego nie widziaÅ‚, pociÄ…gnÄ…Å‚ za kijki do przodu i siÄ™ wywróciÅ‚am. Dodatkowo mnie to dobiÅ‚o, czuÅ‚am siÄ™ fatalnie.
Potem usiadÅ‚am na zawietrznej, której chyba nie byÅ‚o, bo miaÅ‚am wrażenie, że z każdej strony wieje tak samo, zjadÅ‚am zamarzniÄ™tÄ… buÅ‚kÄ™ i napiÅ‚am siÄ™ letniej herbaty. ChciaÅ‚am, żeby zadzwonić po HorskÄ… SÅ‚użbÄ™, ale Marcin z BożenÄ… szybko i skutecznie mi to wyperswadowali.
CzuÅ‚am, że siÄ™ trzÄ™sÄ™, byÅ‚am strasznie wyziÄ™biona. ZauważyÅ‚am, że moje spodnie, tzw. nieprzemakalne sÄ… caÅ‚e mokre, getry pod nimi też, zaimpregnowane buty miaÅ‚y w Å›rodku powódź. Brestova byÅ‚a gdzieÅ› w nieokreÅ›lonym kierunku w mleku i tamże ruszyliÅ›my, tym razem szÅ‚am o wÅ‚asnych siÅ‚ach. Każdy krok, każde podniesienie nogi w górÄ™ w tym wietrze to byÅ‚a walka.
SzÅ‚am jak owieczka za stadem, bezwolnie i wtedy już bezrozumnie, kiedy Marcin powiedziaÅ‚, że już jest szczyt. W gÅ‚owie miaÅ‚am tylko tÄ™ myÅ›l — na dóÅ‚, na dóÅ‚, na dóÅ‚... ZresztÄ… ciÄ…gle mi to Marcin powtarzaÅ‚: "jeszcze 300 metrów w dóÅ‚ i przestanie wiać, odpoczniesz, bÄ™dzie lepiej...".
Niestety zejÅ›cie graniÄ… nie byÅ‚o w dóÅ‚, tylko jeszcze trochÄ™ w górÄ™. Prawie siÄ™ zaÅ‚amaÅ‚am, ale staraÅ‚am siÄ™ iść dalej, wiedziaÅ‚am, że jeszcze trochÄ™, jeszcze tylko 2 godzinki i Zverovka, samochód i w koÅ„cu dom...
W miÄ™dzyczasie zgubiÅ‚a nam siÄ™ na chwilÄ™ Å›cieżka, na szczęście szybko siÄ™ znalazÅ‚a. Podczas schodzenia obiecaÅ‚am sobie, że bÄ™dÄ™ trzymać fason do koÅ„ca. Å»e nie odpuszczÄ™, bÄ™dÄ™ uÅ›miechniÄ™ta, bÄ™dÄ™ staraÅ‚a siÄ™ myÅ›leć i mówić normalnie, racjonalnie, mimo że miaÅ‚am ochotÄ™ natychmiast poÅ‚ożyć siÄ™ i zasnąć. RozpÅ‚akaÅ‚am siÄ™ dopiero w domu, kiedy poczuÅ‚am, że jestem bezpieczna. PozwoliÅ‚am ujść z siebie napiÄ™ciu, które skumulowaÅ‚o siÄ™ we mnie w ciÄ…gu caÅ‚ego dnia.
MyÅ›lÄ™, że wszystkim, którzy lubiÄ… chodzić w warunkach zimowych po Tatrach, przydaÅ‚aby siÄ™ przede wszystkim pokora, rozwaga i doÅ›wiadczenie. Tu nie ma miejsca na zbytni entuzjazm. Jest za to na realnÄ… ocenÄ™ swoich możliwoÅ›ci, ocenÄ™ zagrożeÅ„ i ryzyka, na jakie możemy być narażeni. Odpowiedzialność i doÅ›wiadczenie przede wszystkim. Nam tego zabrakÅ‚o — zaplanowaliÅ›my wycieczkÄ™ w nieodpowiedniÄ… pogodÄ™ na zasadzie "poradzimy sobie" (wszyscy doÅ›wiadczeni gÅ‚ównie w Beskidach), nikt nie sÅ‚uchaÅ‚ Marcina, który już sporo w zimie w Tatrach przeżyÅ‚ i to podczas wspinaczki, nie tylko chodzenia, grupa za bardzo siÄ™ rozwlekÅ‚a. CaÅ‚e to wydarzenie pokazaÅ‚o mi mojÄ… sÅ‚abość, to, że silniejszy wiatr na grani jest w stanie prawie mnie przewrócić, a zimno, mgÅ‚a i zwykÅ‚a tatrzaÅ„ska "dupówa" rozwalić mi psychÄ™. Kocham zimÄ™ i kocham zimÄ™ w górach, ale te warunki kompletnie mnie pokonaÅ‚y.
- Ja mam bardziej pozytywne wspomnienie z tej wyprawy. Pamiętam że byłam głodna a Leon zjadł pół ostatniego batona.
Myślę że powinnyśmy pochodzić najpierw po Beskidach w dobrej pogodzie.
To nie była taka straszna wyprawa. Poza tą krótka chwalą kiedy straciliśmy ścieżkę nie było zagrożenia. Warunki były trudne: mgła, wiatr. Wszystko działo się w Twojej głowie. - Emilio, trzymałaś się dzielnie. Nawet jeśli to było dla Ciebie najtrudniejsze doświadczenie, to pokonywałaś chwile słabości, tempo stale było równomierne. Dla mnie spisywałaś się bez zarzutu. Możesz być dumna z siebie, że dałaś radę. To nie była lajtowa wycieczka, a masz ją za sobą!!! GRATULUJĘ:)
- Witam. To dobrze, że dotarliście cało i zdrowo. Sezon zimowy się dopiero rozpoczyna. I moim skromnym zdaniem to był błąd idąc w taką pogodę. Przecież prognozy na niedzielę były oki. Ja od dwóch lat chodzę zimą po górach, znaczy po Tatrach i nie wyobrażam sobie nic piękniejszego w życiu. Ale niestety muszą być spełnione pewne warunki. Piszesz, że chodzisz bo beskidach. To przecież takie małe "Tatry". Tyle że w tatrach widoki są bez porównania piękniejsze. Gratuluje wytrwałości. A tak na koniec pomyśl sobie co by było, gdyby pogoda była super. Było by jak w bajce. Mam nadzieję, że skusicie się na zimowe wyjścia. Oczywiście zachowując podstawowe warunki bezpieczeństwa. Pozdrawiam
- Emilio - Twoja relacja z tej wyprawy poniekąd mi pomogła, tzn. - wybieram się w Tatry w przyszły weekend i będzie to moje pierwsze zetknięcie z warunkami, jakie opisujesz. Czytając miałam wrażenie, że to jest napisane przeze mnie! :) Też nie przepadam za zimą, nie lubię "grzęznąć" w śniegu, marznąć i nie posiadam kompletnej wiedzy na temat lawin. Uważam jednak, że nie przekonam się i nie zdobędę żadnej wiedzy, jeśli po prostu nie spróbuję. Marek napisał, że nie wyobraża sobie nic piękniejszego niż zima w Tatrach. Chciałabym też móc tak powiedzieć ;) Gratuluję Ci tej wyprawy i jeszcze raz dziękuję za tę relację :) Pozdrawiam
- Szkoda, trochę, że nie byliście dzień później. Może mielibyśmy okazję się spotkać w Zverowce, a i pogoda była o 180 stopni inna...