Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
Members blog Michał Zieliński / Trekking / 13.03, koszmar na Babiej Górze
13.03, koszmar na Babiej Górze
15 March, 201015 March, 2010 19 comments Trekking Trekking

Trochę ku refleksji, trochę ku przestrodze chciałbym się z Wami podzielić relacją z "wycieczki" jaką odbyliśmy 13 marca na Babią Górę. 

Oryginalnie zaplanowaliśmy szybkie wejście, zejście, piwko w schronisku na Markowych i powrót do domu - mieszkamy jakieś 120km od Zawoi, więc szykowała się fajna jednodniówka.
Do Zawoi Markowej dojechaliśmy około godziny 9:40, poubieraliśmy się jak należy i ruszyliśmy na szlak. Było umiarkowanie zimno, widoczność rzędu kilkuset metrów, słońce nieśmiało próbowało przebić się przez chmury. Maszerowało nam się dobrze i w 90 minut dotarliśmy do Markowych Szczawin, gdzie zatrzymaliśmy się w nowym schronisku na coś ciepłego do zjedzenia i coś słodkiego do wypicia przed podejściem na szczyt. Nie zabawiliśmy długo i ruszyliśmy po około 30 minutach dalej na szlak. Do Brony doszliśmy w 25 minut i grzbietami zaczęliśmy dreptać w kierunku szczytu. Szło się dobrze, śniegu nie było na szlaku zbyt wiele. Widoczność była już ograniczona do kilkudziesięciu metrów, ale marsz od tyczki do tyczki nie sprawiał problemów. W końcu dotarliśmy do kopuły na szczycie i zaczęliśmy pod nią podchodzić. Wszystko nadal było w porządku i pod kontrolą.

Po wejściu na szczyt doszło do momentalnego załamania pogody. Wiatr przyspieszył do prędkości ponad 100km na godzinę (jak ocenił później jeden z goprowców), temperatura odczuwalna spadła w okolice -30 stopni, widoczność nie przekraczała 3-5 metrów. Postanowiliśmy natychmiast wracać, lecz niestety - nie udało nam się znaleźć szlaku. W sumie podjęliśmy trzy próby zejścia, trzykrotnie wracaliśmy na szczyt gdyż jedynie tam była możliwość jakiejkolwiek osłony przed wiatrem (kamienny murek). Najbardziej wyziębioną koleżankę owinęliśmy folią NRC i wezwaliśmy na pomoc GOPR. Było około godziny 15, ale widzieliśmy że nie mamy najmniejszych szans zejścia. Dysponowaliśmy wprawdzie GPSem turystycznym i dokładną mapą, lecz w tych warunkach nawet on nam nie pomógł. 

foto (c) Adrian Wozniak - adrianwozniak.com

GOPR dotarł do nas już po 40 minutach - mieliśmy szczęście, że inne grupy też wzywały pomocy i kiedy my dzwoniliśmy oni już byli na szlaku. Wiola dostała od jednego z nich kurtkę, po chwili zapadła decyzja że schodzimy na Krowiarki.  

Zejście trwało 9 godzin. Po drodze nawet panowie z GOPR gubili szlak bo wiatr powywracał tyczki. Im to by nie zrobiło różnicy, mieli narty i poruszali się w terenie swobodnie, natomiast idąc z nami zmuszeni byli narty zdjąć i prowadzić nas "na GPSa" z nadzieją że w końcu na szlak wrócimy. Oznaczało to konieczność przedzierania się przez śnieg pokrywający kosówkę, którego w międzyczasie napadało tyle, że nieraz zapadaliśmy się po pas i wyżej. Po którejś kolejnej takiej przeprawie zapadła decyzja o wezwaniu posiłków, wyruszyło w naszą stronę kolejnych dwóch ratowników, a dodatkowe grupy wyjechały z Suchej Beskidzkiej i Cieszyna. Czekaliśmy w okolicach Sokolicy aż dodatkowe grupy dojdą do nas kilka godzin, usiłując osłonić się przed wiatrem jakimiś karłowatymi świerczkami. W końcu dotarła pomoc i udało nam się (ponownie w głębokim śniegu) jakoś dostać do granicy lasu.

Dalej było już lepiej - nie było wiatru i było znacząco mniej śniegu. Problemem był jedynie lód znajdujący się pod nim. Zaliczyłem kilkanaście upadków, lecz w sumie było mi już wszystko jedno, byle szybciej zejść na dół. W końcu po 23 dotarliśmy na Krowiarki. Myślę, że mogę z całą pewnością stwierdzić, że GOPR uratował nam tam życie - wątpię, że byśmy na szczycie w tych warunkach dotrwali do rana,a próba zejścia byłaby skazana na porażkę.

Wnioski? Kilka mi się nasunęło. Przede wszystkim trzeba mieć dobry sprzęt decydując się na zimowe wyjście na Babią. Dzięki temu, że byłem porządnie ubrany dość dobrze znosiłem niską temperaturę - dobre buty i grube skarpety, warstwa bielizny termoaktywnej, grube i nieprzewiewne spodnie, gruby polar oraz nieprzewiewna kurtka z membraną to podstawa! Zawsze trzeba mieć ze sobą naładowany telefon (idąc samemu najlepiej dwa, drugi trzymać jak najbliżej ciała, żeby był w cieple) z wpisanymi numerami GOPR. Trzeba brać rzeczy zapasowe - z całą pewnością rękawice. Z dodatków - czołówka, folia NRC, zapas czekolady, termos z herbatą, niby standard ale często o tym się nie myśli przy planowanych krótszych wyjściach. Nam to bardzo pomogło, przede wszystkim psychicznie - mieliśmy świadomość dobrego przygotowania, z czego wynikało przekonanie, że wszystko skończy się dobrze. Dobra kondycja fizyczna jest także niezmiernie ważna - taki marsz poza szlakiem w głębokim, kopnym śniegu jaki nam się trafił podczas schodzenia dał mi zdrowo w kość, pomimo tego że jestem dość wytrzymały i dbam o formę. 

No i najważniejsze - nie bać się i nie wstydzić dzwonić po GOPR. Jeżeli sytuacja jest trudna spróbować znaleźć miejsce w którym łatwo będzie ratownikom nas odnaleźć i po prostu poprosić o pomoc. Ratownicy którzy nas sprowadzali byli wspaniałymi ludźmi, którzy ani przez chwilę nie dali nam do zrozumienia, że mają do nas jakieś pretensje, nawet pomimo tego że dwie minuty przed naszym zgłoszeniem przyszła w odwiedziny do nich Anna Czerwińska akurat przebywająca na Markowych Szczawinach. Wręcz przeciwnie - stwierdzili, że ich zdaniem jesteśmy odpowiedzialnymi turystami, ponieważ większość ich akcji rozpoczyna się w okolicach godziny 22, po telefonie od kogoś kto przez kilka godzin miotał się i sam próbował znaleźć zejście i zazwyczaj nie jest w stanie powiedzieć gdzie jest. Cała akcja była przeprowadzona profesjonalnie, jestem pod ogromnym wrażeniem tego co widziałem. Nie dość, że uratowali nam życie to sprowadzili nas na dół w jednym kawałku.

Ponieśliśmy w zasadzie najniższy możliwy wymiar kary - kolega odmroził sobie dwa palce, koleżanka rozwaliła nogę o drzewko schowane pod śniegiem, ja mam zapalenie krtani, spojówek i stłuczone ramię po upadku. Tyle co nic, ale dość żeby mieć świadomość, że mogło być o wiele gorzej. Matka Niepogód pokazała nam jak mali i nieznaczący jesteśmy wobec natury.

Rozpisałem się strasznie, gratuluję jeżeli ktoś dotarł do końca i nie zasnął :-) Pisząc tego posta chciałem tym, którzy jeszcze czegoś takiego nie przeżyli dać pewien materiał do przemyśleń i analizy zanim sami zdecydują się pójść zimą na Babią, do czego oczywiście mimo wszystko gorąco namawiam.

A tak wyglądałem jak dotarli do nas goprowcy :-)

foto (c) Adrian Wozniak - adrianwozniak.com

Wszystki zdjęcia są autorstwa towarzysza wędrówki, Adriana

TagsTags: było beskidy babia gopr 
Comments
  • Michał  S.by Michał S. 6053 day(s) ago
    2 punktów    
    No to gratuluje, że się udało jednak zejść z "niewielkimi" stratami. Przygody nie zazdroszczę. Babia rzeczywiście potrafi pokazać pazury, a samotne schodzenie w takich warunkach może się skończyć różnie. Do Twojego wykazu sprzętu dodałbym jeszcze mały palnik i mały gaz (jeśli przyjdzie przetrwać noc to jest możliwość zagotowania czegoś ciepłego, rozgrzewającego).
  • Grzegorz Jendrzejby Grzegorz Jendrzej 6052 day(s) ago
    1 punkt    
    Ja miałem wybrać się na Babią własnie w sobotę, lecz stwierdziłem że na babiej nawet gdy nie wieje to wieje :-), a jak w prognozie jest że będzie wiało to znaczy że głowy bedzie urywac na takim wietrze na szczycie.

    Najwazniejsze że wszytsko sie dobrze skonczyło. Pozdrawiam!!!
  • Olka Zagórskaby Olka Zagórska 6052 day(s) ago
    3 punktów    
    ważne, że wszystko się szczęsliwie skończyło. A wnioski, bardzo słuszne. Pogoda w górach lubi zaskakiwać i ważne jest to by nie dać się jej zaskoczyc pod tym katem, żeby mieć ze sobą odpowiednie ciuchy, prowiant oraz naładowany telefon, by w razie czego zadzwonić po pomoc.
  • Monika Kosińskaby Monika Kosińska 6052 day(s) ago
    0 punktów    
    dobrze ze jesteście :)
  • Marcin Koniorby Marcin Konior 6052 day(s) ago
    0 punktów    
    No to niezła Przygoda. Gratuluję hartu ducha i wytrzymałości, oraz dobrego przygotowania. Sam kiedyś przeżyłem załamanie pogody i huragan na Babiej w zimie i wiem co to oznacza. Wówczas udało mi się zejśc o własnych siłach. Jako opis wówczas panujących warunków niech posłuży fakt, że schodzac z samej kopuły szczytowej musiałem się położyć na ziemi i dosłownie 'przeczołgać". Dopiero trochę niżej dało się wstać nie będąc przewracanym na ziemię. To był największy wiatr jaki kiedykolwiek miałem w górach.
    W każdym razie - super, że nikomu nic się nie stało i że jestescie cali i zdrowi:)
Description
Michał Zieliński
Posts: 7
Comments: 29
Moje górki
Activities
Tags
4 beskidy (4)
2 klimczok (2)
2 było (2)
2 beskid (2)
2 inne (2)
2 ludzie (2)
1 plany (1)
1 śląski (1)
1 babia (1)
1 gopr (1)
1 żywiecki (1)
Copyright by planetagor.pl