Members blog Lukáš Wlodec Pawlowski
VIII Rajd Rowerowy "W jeden dzień dookoła Tatr" - Rajd Kurierów Tatrzańskich
Trasa: długość 210 km; start - Kościelisko, Kiry (wylot Doliny Kościeliskiej) - Zakopane - Jaszczurówka - Zazadnia - Łysa Polana - Ždiar - Tatranská Lomnica - St. Smokowiec - Podbanské - Pribilina - L. Mikulász - Przełęcz Huty - Zuberec - Oravice - Suchá Hora - Witów - Kościelisko, Kiry

Długo nie zastanawiałem się nad rajdem. To była szybka decyzja. Trudność, która przysporzyła mi dużo myślenia, była kwestia logistyczna, jak dostarczyć bicykla do Zakopanego. Z pomocą przyszedł Mad_Mistrel, który również, podjął odważną decyzję i postanowił wziąć udział. Wszelkie planowania dostarczenia bicykla na miejsce wykopałem przez okno. (był nawet pomysł wpakować rower do luku bagażowego PKS-u
).
Pomysł Mada i jego ojca udał się. Polegał on na wyjęciu tylnich siedzeń z Felicji i wpakowaniu rowerków. Trochu myślenia było, ale poszło szybko i sprawnie ;-). Pakowanie odbyło się w czwartkowy wieczór.
W piątkowy poranek, byłem już w trasie PeKaeSkiem do Zakopanego. Mad z ojcem dotrą w sobotni poranek, wyjeżdżając z CzeFki o 3 w nocy.
Droga polską linią autobusową po polskich drogach na trasie Częstochowa -Kraków-Zakopane, jest męcząca. Roboty drogowe tuż przed Krakowem i rozkopane całe Zakopane , powodują, że trasa wydłuża się z 5h na 6.5h.
Gdy widzę góry to nosi Mnie, zamiast odpoczywać przed trudnym rajdem, to oczy i nogi niosą Mnie na tatrzańskie szlaki. W głowie Kasprowy, na szczęście opanowałem pomysł i wybrałem lżejszą trasę na Giewoncik. Krupówkowych turystów na szlaku trochę było, ale nie było nawałnicy. Na szczycie ok. 20osób, przepustowość na łańcuchach bez kolejek. Długo zastanawiałem się jak można w białych tenisówkach, klapkach, czy bez wody chodzić po Tatrach. Nie wiem może trenują do jakichś specjalnych zawodów , o których nic nie wiem.:-). Np. Krupówkowy Bieg w Klapkach o Suchym Pysku na Giewont.
Wieczorem melduję się u Narcyza - organizatora rajdu, który zapewnia mi nocleg. Bardzo sympatyczny wesoły człowiek oraz jego rodzina, również giga sympatyczna, tworzą klimat, że człowiek czuje się jak w domu. Dom Narcyza na czas rajdu , jak to on sam powiedział jest domem publicznym.
. Wszyscy stanowimy jedną dużą rodzinę.
Z zawodników tylko Ja nocuję u Narcyza, reszta rozsiana gdzieś po okolicy. Wieczorem odczuwam tatrzańskie szlaki, nóżki bolą. Myślę. Co to będzie jutro, czy dam radę?. Miałem iść na herbatkę do gospodarza............. nawet nie wiem kiedy usypiam przy analizowaniu map.
Pobudka 5:50 Mad melduje, że będą za 10 minut w Kirach z rowerkami. Szybka musztra i jestem przy wylocie /wlocie Doliny Kościeliskiej. Szykujemy rowerki i udajemy się do bazy Narcyza, gdzie jest biuro zawodów. Wraz z upływem wskazówek zegara, zjeżdżają się zawodnicy. W sumie jest nas 25 osób w tym jedna kobieta. Rajd ma rangę międzynarodową za sprawą zawodnika, który przybył z Republiki Czeskiej.
Kilku minutowa odprawa i udajemy się na start - Kościelisko, wylot Doliny Kościeliskiej (restauracja Harnaś); start godz. 8.00
3...2...1....start, krzyknął sympatyczny czeski mężczyzna (kibic), peleton rusza, za nami wóz techniczny. Przez Zakopane staramy się przejechać zwartą grupą, aby nie utrudniać ruchu drogowego. Tempo jest tak szybkie, że ledwo nadążam. Co tu się dziwić jak tam sami wyjadacze na kolarzówkach, w porównaniu z moim góralem (koła szerokie 26 calowe) nie mam szans na ‘'ściganie się z nimi".
Nie jestem samotny w ogonie peletonu, wraz ze Mną dzielnie kręci Mad_Mistrel. W drodze na Łysą Polanę , która wiedzie przez: Jaszczurówkę (ok. 1 km podjazd), Cyrhlę › Brzeziny › Zazadnia › (ok. 5 km podjazd,) Wierch Poroniec, peleton nam odjeżdża. Po drodze jest kilka defektów, mijamy się z kolarzami naprawiającymi swe bicykle. W związku z tym nadal towarzyszy nam uczucie, że jedziemy w peletonie.
Na którymś podjeździe dochodzimy Olka z Bańskiej Bystrzycy (czy jakoś tak). Olek 61 lat , 5 lat po zawale, bardzo sympatyczny, ubrany w narodowy strój z napisem Podhale. Myślałem, ze pojadą drużynowo, bo oprócz niego w takim samym stroju było jeszcze dwóch, ale gdzie tam zostawili Olka z tyłu
. Twardziel z niego, 8 sierpnia bierze udział w pielgrzymce rowerowej Zakopane- Hel. 1000km w 10 dni. Na zjazdach gubimy go, ale dochodzi nas na górkach. Wspólnie pokonujemy ok. 70km. Trasa wiedzie nas przez: Łysa Polana - przejście graniczne› Tatranska Jaworina› Podspady› Żdiar, ostry zjazd ok. 5 km› Tatranska Kotlina › Tatranska Lomnica › ok. 10 km podjazd Stary Smokowiec ›. Mijamy kolejno te miejscowości podziwiając okolice i piękne widoki. Stary Smokowec jest szczególnie urokliwy. Mad mówi, że jak będzie stary i miał pieniądze, to kupi sobie tutaj domek. Dajemy ostre zmiany. Olek dzielnie się trzyma, aż do ok. 20 km podjazdu na Strbskie Pleso. Odjeżdżamy mu, narzuciłem tempo prawie 13km/h. Mad cały czas z tyłu na kole.
Tuż przed szczytem mijamy kolarza z naszego peletonu, na podjazdach jest cienki, ale nadrabia na zjazdach. Będziemy się z nim mijać podczas rajdu jeszcze kilkakrotnie. Sympatyczny chłopak z czapką z daszkiem
. Po minięciu Strbskie Pleso, główną drogą w dół, kierunek Liptowski Mikulasz przez › Pribylina › Vavriszowa › Liptowski Hradok . Dluuuuuuugi zjazd, licznik waha się między 40km/h, a 60 km/h. Momentami nawet ponad 60km/h. Tego dnia biję swój rekord prędkości 65.4 km/h.
Radość ogromna!. Podczas tego zjazdu powstaje pomysł wskoczenia do potoku „na golasa". Podejmowaliśmy kilka prób, znalezienia odpowiedniego miejsca, niestety zawsze ktoś się kręcił. Na następną edycję rajdu postanawiamy zabrać strój kąpielowy. W Liptowskim Hradoku podziwiamy zamek, potok i pomnik. Pięknie tam jest. Po naszej prawicy cały czas towarzyszą nam Tatry.
W drodze na Liptowski Mikulasz, podziwiamy autostradę oraz piękne nowe bloki. Kolorystycznie wygląda to super, bo każdy blok ma inny kolor. Jeszcze nikt w nich nie mieszka, mówię do Mada : no to Ja mogę tutaj dostać mieszkanie
. Kilka km dalej stoi wóz techniczny, a w nim same smakołyki: woda, batoniki, isostar.... Uzupełniamy braki.
Przy wozie technicznym dwóch kolarzy- znajomi Olka, te same barwy. Będziemy się mijać z nimi jeszcze kilkakrotnie na trasie. Nie jest wcale z nami tak źle, biorąc pod uwagę, że zatrzymujemy się w ciekawszych miejscach i do tego dochodzimy jeszcze kolarzy. Kinga kierowca wozu technicznego opowiada nam o kolarzu, który zgubił się już dziś 3 razy i jest .........w czołówce
. Ostrzega nas również przed niedźwiedziami na przełęczy Huty. W Liptowskim Mikulaszu, kolejna próba zmoczenia tyłka . Nie udana. Pozostaje nam widok na jezioro. W tatralandii impreza, dj i wstęp za free. Znowu żałujemy, że nie mamy kąpielówek.
Po krótkim odpoczynku ruszamy przez Liptowskie Matiaszowce na przełęcz Huty> podjazd ok. 10 km. (nachylenie do 12%). Jest to najtrudniejszy etap trasy. Na tym podjeździe naprawdę można wypluć płuca. Ja czuję się jak ryba w wodzie, uwielbiam takie podjazdy, w takiej pięknej tatrzańskiej scenerii, sama rozkosz. Ogarnia Mnie uczucie wielkiego tour-u, Tour de France, tym bardziej że przypomina słynny podjazd na L'Alpe d'Huez- Podjazd z 21 zakrętami prowadzący z Le Bourg-d'Oisans do L'Alpe, jest jednym z najsłynniejszych na Tour de France, Długość podjazdu wynosi 13,8 km. Średnie nachylenie 7,9 % prowadzi na metę ustanowioną na wysokości 1850 m n.p.m. Nasz podjazd wynosi ok.10km i nachylenie do 12%!!!. Oczywiście nie ma 21 zakrętów, ale jest ich sporo i też ma charakter serpentyny. Następnym razem policzę ile jest zakrętów.
Narzucam tempo, Mad_Mistrel siedzi mi na kole, po drodze mijamy dwóch kolarzy z naszego rajdu, prowadzących rowery!!. Chłopaki nie mieli siły podjechać!!! Wspinamy się ok. 8-9km/h, sukcesywnie podnoszę tempo, nawet nie wiem kiedy Mad zostaje z tyłu, za kolejnym zakrętem oglądam się za siebie Nie ma go. Naciskam na pedał, licznik waha się w okolicach 10km/h. Mijam następnego kolarza z rajdu, który podjeżdża 4km/h! Wygląda jak pijany na rowerze, rzuca go na prawo i na lewo, ale nie poddał się, nie prowadzi rowerka tak jak poprzednicy, cały czas wspina się na szczyt. Mijam go, czuję się kapitalnie, przed oczyma mam obrazki z Tour de France (dla Mnie impreza sportowa nr1 na świecie),gdy kolarze wspinają się w słynnych Alpach.
Przypominają mi się wspaniałe pojedynki Armstronga z Urlichem. Co jakiś czas przejeżdżają samochody, mały ruch pozwala wykorzystać cała szosę do wspinania. Na szczycie trochu ludu, pożerają Mnie wzrokiemJ.Za szczytem ostry zjazd na Zuberec. Zjeżdżam z prędkością 50km/h. Po kilku km zatrzymuję się i czekam na Mada. To nie wyścig tylko rajd, na miejscu Mi nie zależy. Cel to ukończyć i zobaczyć jak najwięcej. Wygląda na to, że forma jest bo za sobą w tym momencie mam 5 zawodników, wszyscy koła 28 cali i cienkie, a Ja na swoim góralku. Po kilku minutach dojeżdża Mad. Dalej zjazdem ostro w dół na Zuberec. W Zubercu zatrzymujemy się w restauracji na smakołyki. Naleśniki z bitą śmietaną i dżemem oraz frytki.
Trasa następnie prowadzi na Oravice ok. 10 km podjazdu, następnie Vitanova i na przejście graniczne Sucha Hora - Chochołów. Po drodze m.in. jeszcze jedna 12% podjazd, ale krótki. Zostaje prosta droga na Kościelisko Kiry. Droga ta dłuży nam się niesamowicie, humor nam dopisuje (dopisywał nam całą drogę), pojawiają się nawet inicjacje piosenek m.in. o ...........Narcyzie
.
Meta znajduje się u Narcyza w domu, dojeżdżamy, na mecie impreza już na dobre w garażu (biuro zawodów),widząc nas dostajemy gromkie brava , zastanawiamy się ,czy jesteśmy ostatni, ale okazuję się, że dwóch jest jeszcze w trasie, zostaną zdjęci i przywiezieni autem. W związku z tym oficjalnie zostajemy okrzyknięci ostatni na mecie. Nasz czas to 12h16min., dostajemy dyplomy, koszulki z nazwą wyścigu i.............................. PUCHAR!!!!!!!!!!! Puchar za „ostatni na mecie". Zdziwienie, radość i zmęczenie tak wymieszało się, że nawet nie wiem jakie mamy miny.

W garażu party: projektor z ekranem, na którym wyświetlany był przebieg rajdu (relacja jak na tourze heh ), mnóstwo smakołyków do wyboru do koloru, piFko, a na koniec ognisko z kiełbaskami na które już nie zostaliśmy.
Fantastyczna przygoda, z pięknymi widokami i scenerią nie do opisania. Moje serce jest tak blisko Słowacji, po rajdzie jest jeszcze bliżej. Narcyz wraz z rodziną tworzą super klimat. Dzięki Mad za towarzystwo na trasie, było super. Dzięki również za transport. Następny rajd już za rok ;-).
Gdyby nie informacja na naszym portalu o takim rajdzie , nie wiedziałbym, że taki istnieje. Drogie koleżanki, koledzy wrzucajcie info o wydarzeniach, nawet tych mega mało kameralnych!!!bo WARTO!!
wlodec
ps.zdjecia MADA!
Sobotę urozmaiciłem sobie rowerowym wypadem na Jurkę, czyli Jurę. Muszę nadmienić, że jeszcze w piątek do późnych godzin wieczornych rozważałem propozycję Klubu Turystyki Aktywnej z Blachowni, który organizował wycieczkę na górę św. Anny. Do wykręcenia było prawie 200km.
Sobotnie kręcenie traktowałem jako podkład przed zbliżającym się rajdem rowerowym dookoła Tatr (3 lipca,210km). Poprzeczkę postawiłem sobie, by wykręcić co najmniej 120km. Wyszło 170km!
Planowy wyjazd z CzeFki ustalony był na godz. 6 rano. Jednak przesunął się na godz.8, gdyż przymknęło się oko na dłużej niż planowałem. Wiedząc, iż nikt nie dołączy do mojej spontanicznej wycieczki, nie przejmowałem się zbytnio opóźnieniem dwu godzinnym.
Kierunek Olsztyn, skąd zaczynam jazdę czerwonym rowerowym szklakiem Orlich Gniazd. Trasa idzie lasami oraz drogami asfaltowymi prowadząc mnie przez takie miejscowości jak: Przymiłowice-Kotysów, Rędziny, Zrębice, Krasawę I I II, Szczypie. Suliszowice. Na którymś etapie w jednej z miejscowości , gdzieś pomiędzy Rędzinami, a Suliszowicami, foto-radar robi mi zdjęcie!!!Jestem lekko w szoku, pierwsza myśl, słońce odbiło się od lustra?!, ale lustro nie błyska takim fleszem, poza tym słońce nie miało takiej mocy na tą chwilę, była godz. ok. 9.30 i trochę chmur na niebie, momentami zasłaniając promienie słoneczne. Na 99% to był foto-radar. Jest tam taka górka, że można naprawdę wykręcić 50km/h. Tego dnia kilkakrotnie biłem rekord prędkości. Pierwszy raz w życiu radar zrobił mi takie zdjęcie ;-). Będą mieli ubaw, widząc kolarza w koszulce Astany, przekraczającego prędkość w terenie zabudowanym.:-).

W Suliszowicach szlak odbija mocno w las, kierując się na Ostrężnik. Jest trochę do podjechania, ale nóżki i rowerek doskonale współpracują ze sobą. W Ostrężniku odbijam na pieszy szlak czerwony wiodący przez Trzebniów, Moczydło do Niegowej, gdzie szlak pieszy łączy się ze szlakiem rowerowym.
W dorsze z Niegowej do Mirowa i Bobolic osiągam rekordową prędkość dla mnie. Przyjmując aerodynamiczną pozycję zjazdową osiągam 55,6 km/h. Absolutny rekord.
Podziwiam piękne zamki w Mirowie i Bobolicach. W Bobolicach remont zamku prawie na ukończeniu, oficjalne otwarcie we wrześniu. Poza tym Mirów jest znanym miejscem ze względu na skałki, gdzie zawsze można spotkać wspinaczy.


Z Bobolic kieruję się na Podlesice przez Zdów. W Podlesiach jakaś impreza, fajnie kręci się więc nawet nie zatrzymuję się zobaczyć co się dzieje. Docieram do Morska pod kolejny zamek na Jurze.

W Morsku odpoczywa jakaś pielgrzymka, również przysiadam na kilka minut łyknąć napoju izotonicznego i przegryźć trochę węglowodanów. Po odpoczynku ruszam na Podzamcze przez Skarżyce i Żerkowice. Wjeżdżam na zawierciańskie ziemie, gdzie kręci się wspaniale, ze względu na ukształtowanie terenu, licznik nie schodzi poniżej 40km/h.

W Podzamczu robię dłuższa przerwę ( ok.20 min.)., zastanawiam się co dalej, brnąć na Kraków i dzwonić do przyjaciół o nocleg, czy objechać coś w pobliżu. Pada na Pilice. Słyszałem, że są tam ładne tereny. Po przerwie podczas której analizowałem mapy oraz podziwiałem zapaleńców skałkowych odbijam na pieszy szlak czerwony, który prowadzi wprost na Pilicę.

Szlak prowadzi przez lasy, następnie odbija na asfaltową drogę, chwilę prowadzi przez drogę o kącie nachylenia 9%. Mijam Kocikową i wjeżdżam do Pilicy, która robi na mnie duże wrażenie. Po prawej stronie wita mnie zalew Pilica, po lewej stronie nowiutkie obiekty rekreacyjno sportowe z pełnowymiarowym boiskiem i bieżnią, na którym zaczynał się właśnie mecz piłki nożnej, Piliczanka Pilica ,czy jakoś tak ;-). Po minięciu obiektów sportowych wjazd do centrum Pilicy, duży przestrzenny piękny rynek, obok stary odmalowany kościółek. Warto również zobaczyć dworek, zespół pałacowo parkowy ( 1325-27, przebudowany w 1612r.- niestety ruina L, oraz klasztor Matki Bożej Śnieżnej (1739-46r.)


Z Pilicy wracam już nie szlakiem tylko trasą na Podzamcze i do Ogrodzeńca. W Podzamczu „łapię gumę", na której dojeżdżam, aż do Zawiercia (ok.10km). Między Podzamczem, a Zawierciem mijam trzy stacje benzynowe, na pierwszej na pytanie, czy jest kompresor pan mówi, że nie w tej chwili, na drugiej nie ma kompresora, a na trzeciej obsługa mówi, że już dziś za późno ( nie łapię o co biega ). Uważajcie jak złapiecie gumę w tej okolicy ;-).
Dopiero na czwartej stacji już w Zawierciu, jest kompresor i dokonuję szybkiej wymiany dętki. Pompkę oczywiście miałem w plecaku, ale po pierwsze guma nie była tak uciążliwa aby natychmiast dokonać wymiany, a po drugie pompka jest kiepskiej jakości i wolę unikać jej ;-).
W Zawierciu zbieram jeszcze resztę sił i kręcę do Myszkowa. W Myszkowie ze względu na pożną porę i wyczerpanie pakuję się z rowerem do pociągu. W sumie na rowerze spędziłem 13h wykręcając 170km. Następny cel na Jurze to przejechać ją od Częstochowy do Krakowa.


Jura jest piękna, przyciąga swą urodą oraz tajemniczością, bo jak wytłumaczyć jadąc szlakiem suchym jak pieprz , nagle pojawiają się kałuże, błoto ......przecież nie padało, dokoła na próżno szukać rzeki , stawu, czy zalewu. Można tam wrócić się do przeszłości, przejeżdżając przez małe miejscowości, wsie, sięgnąć pamięcią do dzieciństwa. Takie obrazy jak „babuszki" stojące przy płocie, dziadki wysiadające na drewnianej skonstruowanej własnoręcznie ławce przed swoim domem, miejscowi smakosze piwa pod sklepem lub przystanku autobusowym, szczekające kundle wbiegające pod koła, wiejskie zapachy, cisza, pola, lasy, skałki, ruiny zamków to wszystko sprawia, że kocham te jurajskie klimaty.
wlodec