Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
7 April, 20147 April, 2014 2 comments Trekking Trekking

Udało się - po niemal miesięcznych przygotowaniach, niezliczonej liczbie analiz i wielogodzinnych rozmyślaniach nad opcjami tras alternatywnych Rajd w Góry Hańczowskie z AKT Rozdroże został zrealizowany. Efekt? Zdecydowanie spektakularny sukces:). Ponad dwudziestu dzielnych, pozytywnie do życia nastawionych uczestników (w tym genialny gitarzysta, który niemal przy każdym postoju umilał nam czas swoim graniem), przepiękna pogoda i - przede wszystkim, zapierający dech w piersiach, magiczny Beskid Niski.

Wyruszyliśmy kilkadziesiąt minut przed południem z Krynicy-Zdroju zielonym szlakiem, wędrówkę rozpoczynając od lekkiego jeszcze podejścia na Huzary (864 m n.p.m). Dalej, ruszyliśmy tym samym szlakiem w kierunku grzbietu granicznego, po drodze przeprawiając się przez pierwszy potok tuż przed drogą (75) na Tylicz. Podsuszywszy buty i napełniwszy żołądki, pożegnaliśmy ostatnie zabudowania po tej stronie Gór Hańczowskich i powędrowaliśmy łagodnym zboczem Dzielca (792 m n.p.m.). Już tutaj rzuciła nam się w oczy wyjątkowa uroda Beskidu Niskiego. Pozornie łagodne zbocza, w rzeczywistości kryjące zaskakująco ambitne przewyższenia, dzika przyroda, miejscami zupełnie niepodobna do tej charakterystycznej dla gór w naszym kraju - na każdym kroku góry pobudzały naszą ciekawość tego, co jeszcze czeka nas na szlaku. Po zdobyciu Dzielca i Czertezi (będącej drugą kulminacją w w głównym grzbiecie zaraz po Dzielcu o tej samej wysokości) przeszliśmy szerokim siodłem przełęczy Beskid i rozpoczęliśmy wędrówkę najambitniejszym podejściem na Rajdzie (a także w całym Beskidzie Niskim), celem zdobycia głównego punktu programu - Lackowej (997 m n.p.m.) - najwyższego po Polskiej stronie szczytu we wspomnianym Beskidzie. Szczyt ten mocno wiąże się z losami konfederatów barskich, którzy (aż do wyparcia ich stamtąd przez wojska rosyjskie w trakcie bitwy 3/4 października 1770 roku) ukrywali się w stworzonych przez siebie, okolicznych szańcach (jeden z nich zlokalizowany był właśnie na zboczu samej Lackowej), zaś niezalesiony wówczas wierzchołek Królowej Beskidu służył im do komunikacji - stąd też inna, historyczna nazwa szczytu - Chorągiewka Pułaskiego. W trakcie krótkiej przerwy na Lackowej po raz kolejny miłym gestem zaskoczył nas Beskid Niski, rozwijając nad naszymi głowami kolorową wstęgę tęczy. Już jako zdobywcy najwyższego szczytu w Beskidzie Niskim ruszyliśmy dalej, by przecinając przełęcz Pułaskiego rozpocząć ostatnie już podejście na Ostry Wierch (938 m n.p.m.), za którym czekała nas jeszcze niezbyt długa wędrówka kolejnym "pręgiem rusztu" Gór Hańczowskich wyznaczonym przez grzbiet od Jawora (723 m n.p.m.) aż po Kamienny Wierch (776 m n.p.m.) i Czereszenne (681 m n.p.m.).

Rajd pewnie przeszedłby do historii tych poczciwych górskich wyjazdów, mniej i bardziej ambitnych. Nawet pomimo dość wymagającego podejścia na Lackową i przepraw przez okoliczne potoki, dałby o sobie niedługo zapomnieć, od czasu do czasu jedynie powracając jako krótkie, skojarzeniem obudzone na chwilę wspomnienie. Zdecydowanie jednak dla mnie stanie się kolejnym dowodem na to, że wyprawa w Beskid Niski jest jak wizyta w Narnii - pełna wyjątkowej, dla siebie tylko charakterystycznej magii. A wszystko to za sprawą nieoczekiwanego zniknięcia głównego szlaku, którym zdecydowaliśmy się podjąć wędrówkę. Zielony szlak, w zeszłym jeszcze roku biegnący pasmem granicznym do Wysowej Zdrój i dalej na Kozie Żebro znikał zaraz po dołączeniu do czerwonego szlaku granicznego. Nie mając innej możliwości w tym miejscu, kontynuowaliśmy wędrówkę szlakiem czerwonym. Osobiście miałam nadzieję, że, skoro szlak prowadził do Dzielca, to i w miejscu, w którym dawniej odchodził od szlaku granicznego, pojawi się ponownie. Tak się jednak nie stało, wobec czego ostatni etap wędrówki zmuszeni byliśmy podjąć przez drogi i haszcze, którymi jeszcze niedawno powinien był biec nasz szlak. Tam kilkakrotnie drogę przecięły nam liczne stada jeleni, których niesamowity urok i silny tętent kopyt na długo pozostanie w mojej pamięci. Szczęśliwie, około pół do ósmej dotarliśmy do Wysowej, gdzie zakupiśmy potrzebny prowiant i zakończyliśmy niemal całodzienną wędrówkę. Nocleg zapewniony mieliśmy w Pokojach Gościnnych "Gródek", których bardzo wysoki standard, ale przede wszystkim niesamowita gościnność właścicielki - Pani Katarzyny Mruk, na długo pozostanie w naszej pamięci. Tradycyjnie dzień zakończyliśmy śpiewem przy gitarze.

Relacja z dnia drugiego wyprawy już wkrótce, podobnie jak z zdjęcia z tego pamiętnego wyjazdu.

30 March, 201430 March, 2014 3 comments Trekking Trekking

W końcu, po tylu miesiącach zastygania w skrajnie miejskiej, smogiem cuchnącej rzeczywistości, udało mi się wyrwać na pół doby w góry - tym razem padło na Pieniny Właściwe, w znakomitym towarzystwie Grześka, Maćka i Wojtka. Wypad, zaplanowany na sobotę (między innymi z racji zapowiadanej rewelacyjnej pogody) rozpoczęliśmy od dotarcia do Krościenka nad Dunajcem i wędrówki żółtym szlakiem w kierunku Trzech Koron. Okazja do niebagatelnych zdjęć nadarzyła się nad wyraz szybko, czego odzwierciedlenie znaleźć możesz, Drogi Czytelniku, w mojej galerii. Raz za razem okoliczna przyroda zaskakiwała nas swoim cudownym urokiem w wiosennym przebraniu. Mnogość kwiatów, powoli otwierające pękate brzuszki pączki liści na drzewach, nieśmiało zieleniące się miejscami trawy - zwyczajnie nie sposób opisać tego, jak pięknie jest obecnie w Pieninach.

W ramach tej nie za długiej wędrówki dotarliśmy niebieskim szlakiem (od strony Zamku Pienińskiego) do Trzech Koron, z których oczywiście pokłoniliśmy się górom, i dalej, przez Przełęcz Szopkę, przeszliśmy Wąwozem Sobczańskim i przez Przełęcze Wyżni Łazek i  Niedźwiadki (kolejno niebieskim, żółtym i zielonym szlakiem). Dalej, niebieskim szlakiem podążyliśmy przez Ostry Wierch i Górę Zamkową, Białe Skały i Ociemny Wierch. Rzuciwszy ostatnie spojrzenie na mieniącą się w złoto kładących się promieniach późnopopołudniowego słońca Sokolicę, zielonym szlakiem podążyliśmy z powrotem do Krościenka, by pełni nowych sił i wrażeń, po raz kolejny podjąć walkę z codziennością w ukochanym Krakowie.


Trudno powiedzieć, kiedy skończę przeglądać i obrabiać zdjęcia z tego wyjazdu. Z pewnością w najbliższym czasie w końcu będzie się tutaj coś działo, więc gorąco zachęcam Cię, Czytelniku, do zaglądania, komentowania, i, wraz ze mną, wracania w myślach do wędrówki szlakami Pienin Właściwych.

9 December, 20139 December, 2013 2 comments Trekking Trekking

Na początek, jak nakazuje dobry obyczaj, chciałabym Cię tu, Czytelniku, przywitać i podziękować za Twe zainteresowanie. Pomysł, by zacząć coś pisać miał z pewnością coś wspólnego z tym, że raczkując w swych podróżach przez góry zrobiłam w końcu kolejny ważny krok - udało mi się w ten weekend zdobyć kawałek gór samotnie:). Nie było to nic szczególnie atrakcyjnego - ot, spacer niebieskim szlakiem do schoniska Przehyba w Beskidzie Sądeckim, gdzie już dzień wcześniej udała się grupa, do której dochodziłam. Ale jednak - satysfakcja z tego, że w końcu wyszłam w góry sama, sam na sam ze śniegiem (podobno orkanem, jednak ten z niejasnych powodów długo unikał spotkania ze mną) i z mapą w kieszeni kurtki jest. Długo chciałam wybrać się gdzieś sama, ale jakoś nie wychodziło - ot, rodzice się martwią, są chętni do wspólnych wędrówek, naturalny dla mnie zmysł organizatora wyjazdów - zawsze coś stało na przeszkodzie. Pierwszy rajd, który zorganizowałam zupełnie sama na pewno nie należał do szczególnie wyjściowych. Zachęcona przez znajomą wzięłam grupę pod Kudłacze, ale pogoda nie dopisała, więc, gdyby nie to, że ludzie z którymi poszłam są naturalnie pełni optymizmu, dobrego humoru, rajd pewnie należałoby spisać na straty. Ostatecznie udało nam się nadać mu charakter, chyba przede wszystkim dzięki rozegraniu wielu partii Munchkina. Ale może ja czegoś nie pamiętam.

 

Kolejny rajd, zupełnie inny i zdecydowanie mój ulubiony, to dobrze już tu przeze mnie opisany rajd w Masyw Śnieżnika. Trasy i atrakcje zaplanowałam zupełnie sama, zgłębiłam geograficzno-topograficzne tajniki tegoż Masywu a nawet lokalne legendy, byleby tylko nadać mu oryginalny charakter... i tym razem zdecydowanie się udało. Wszystko dzięki znów wspaniałej, dwudziestoosobowej tym razem grupie moich towarzyszy, Pani Helence - właścicielce schroniska Strzecha w Międzygórzu, które gorąco polecam i do którego zawsze chętnie wrócę i czynnikom sprzyjającym, jak pogoda, która poza jednym dniem (rajd sześciodniowy) zdecydowanie dopisała. Ten rajd zdecydowanie będzie już dla mnie zawsze rajdem przykładowym - takie chciałabym robić: z codziennym ogniskiem i śpiewami, do których schodzą się okoliczni mieszkańcy i razem z nami się bawią, z całodniowymi marszami niemal bez przerw, zaczynanymi niemal wraz ze wschodem słońca i zakończonymi zbieraniem drwa na ognisko, z ludźmi pełnymi dobrej woli, optymizmu, którzy wracają tak zintegrowani, że cały pociąg śpiewa z nimi w drodze powrotnej piosenki ze stworzonego na okazję tegoż rajdu śpiewnika...

 

Tym razem wybrałam się z AKT Rozdrożem - miałam wyruszyć razem z nimi pod Niemcową, dalej do Przehyby - wysżło inaczej. Zbieg okoliczności sprawił, że rajd stał się okazją, by po raz pierwszy zrobić trasę samej - samej ją wybrać, samej wyruszyć, samej dojść. I właśnie chęć opisania tych własnych przeżyć, tej całej frajdy z górołażenia zmotywowała mnie, by zacząć tu coś pisać o tych moich wyjściach. Bo zrozumiałam, że za kilka lat chciałabym tu wrócić i przeczytać te wspomnienia, uśmiechnąć się i... takim właśnie wspomnieniem wrócić na szlak. Może znajdziesz tu z czasem rewelacje, z którymi się nie zgodzisz, przesądy, powtarzane przeze mnie za kimś, które nie znajdują poparcia w Twoim doświadczeniu. Nie wahaj się wówczas skomentować, napisać mi o tym. Chętnie wdam się w dyskusję - góry to zdecydowanie część mojego życia, z której nie chcę rezygnować lub jej marginalizować. Może składając tu pomnik ze wspomnień uda mi się nadać jej jeszcze większą wartość.

 

I na koniec chciałabym wyrazić nadzieję, że również dla Ciebie, Czytelniku, jeśli tylko zechcesz poświęcić im chwilę, moje wpisy okażą się pomocne - może sprawią, że sam myślą wrócisz na ten szlak i znajdziesz wspomnienie, na które sam się uśmiechniesz? Jeśli tak, będzie mi niezmiernie miło - dlatego właśnie dziennika tego nie chowam pod poduszkę, a zbieram myśli tu, gdzie ludzie, którzy pozostawili swój niewidoczny ślad na tych szlakach będą mogli budzić swoje własne wspomnienia:).

TagsTags: motywacja 
Description
Helena K.
Posts: 3
Comments: 7
Blog... o wszystkim i o niczym. O zdobywaniu szczytów i poruszaniu się wzdłuż szlaków. O tym, jak taki żółtodziub górski jak ja cieszy się każdym listkiem, promieniem słońca czy osypującym się z zaskoczenia za kołnierz śniegiem.
Activities
Tags
1 motywacja (1)
1 pieniny (1)
1 trzy (1)
1 korony (1)
1 zamek (1)
1 pieniński (1)
1 góry (1)
1 beskid (1)
1 niski (1)
1 lackowa (1)
1 wysowa (1)
1 zdrój (1)
Copyright by planetagor.pl