Members blog Marcin Konior
Trasa: Terchova Biely Potok - Diery - Medzirozsutce- Mały Rozsutec -Medzirozsutce - Medziholie - Stefanowa -Terchova Biely Potok.
Szlaki: Niebieski -Zielony -Niebieski - Zielony- Żółty -Niebieski
Czas przejścia (mapa): 5 godzin 40 minut (może się przedłużyć o około godzinę, gdy zdobywamy też Wielki Rozsutec)
Mapa: Mała Fatra, Vratna nr 110, skala: 1:50 000, wyd. VKU Harmanec
Pasmo górskie: Mała Fatra (Słowacja).

Wycieczka ma bardzo urozmaicony charakter i dość duże przewyższenie. Wymagana jest dobra kondycja i obycie z korzystaniem ze sztucznych ułatwień typu drabinki, łańcuchy itd. Trasa wiedzie przez najtrudniejszy odcinek szlaku na Małej Fatrze - kominek-rampę z łańcuchami w znacznej ekspozycji. Reszta szlaku to piękna wędrówka przez łąki i lasy wokół masywu Rozsutców - reklamowanych jako "najpiekniejszy masyw Słowacji".



Szlak rozpoczyna się na ostatnim przstanku w Terchovej Bielym Potoku. Tam na dużym i darmowym (!) parkingu możemy zostawić samochód, jeżeli jesteśmy zmotoryzowani. Niebieskie znaki prowadzą obok ogrodzonego pola biwakowego w górę doliny- po kilkuset metrach wchodzimy do wąwozu, którego dnem płynie potok. Wejście do wąwozu prowadzi przez rodzaj pięknego skalnego korytarza, w którym poruszamy się po zawieszonych nad potokiem stalowych kładkach. Za szczeliną mała kotlinka (wlewo odchodzi żółty szlak na tzw. Nove Diery -ok. 30 min.)z niej zaś trochę szerszą dolinką przez pierwszą dość ciekawa drabinke i inne sztuczne ułatwienia, aż na przepiekną polanę Podziar ze starymi szałasami (w jednej z nich znajduje się czynny bufet, wspaniały widok na Mały Rozsutec). W ten sposób przeszliśmy szlak zwany Dolnymi Dierami.

Następnie niebieski szlak zagłebia się w doline Hornych Dier - tu napotkamy liczne, dość długie drabinki, pomosty, barierki oraz łańcuchy. Oczom naszym ukażą się piękne liczne mniejsze i większe wodospady i piękna, wyżłobiona w skale przez potok dolinka. Szlak jest nieźle zabezpieczony i dla wprawnego turysty raczej bezpieczny, ale należy uważać na niektóre niekompletne albo lekko rozchwiane drabinki i zabezpieczenia.


Stopniowo lasem wchodzimy na rozległe łąki i oczom naszym ukazują się oba skaliste masywy: po prawej Wielkiego, a po lewej Małego Rozsutca. Przez Sedlo pod Tanecnicou dochodzimy na Sedlo Medzirozsutce (zadaszona drewniana wiata i ławki). Stąd czerwonym szlakiem kierujemy się na Małego Rozsutca. Najpierw przez łąkę, a następnie stromo w górę, aż pod skały, gdzie zaczyna się rodzaj komina- rampy zabezpieczonej łańcuchami (Uwaga: po prawej znaczna ekspozycja!). Przez łańcuchy i drewnianą kładkę stromo w górę. Najtrudniejszy jest ostatni, stromy odcinek łańcucha z dość mocno wyślizganymi stopniami.



Po przejściu łańcucha w kilka minut osiągamy szczyt Małego Rozsutca (1343 m.), z którego rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama. Ze szczytu możemy zobaczyć min. Wielkiego Rozsutca, główny grzbiet Małej Fatry, Tatry Zachodnie, a także Tatry Niźne. Od północy zobaczymy całe pasmo Beskidzkie z Jawornikami, Beskidem Żywieckim itd.



Następnie tym samym zielonym szlakiem schodzimy na Sedlo Medzirozsutce i tutaj możemy kontynuować wędrówkę stromo w górę na Wielkiego Rozsutca (1609 m.) (przepiękna panorama) czerwonym szlakiem, a następnie zejść (częściowo po łańcuchach) na Sedlo Medziholie. My wybraliśmy trawers Wielkiego Rozsutca od wschodu malowniczym niebieskim szlakiem wiodącym pod skałami masywu Rozsutca, a następnie przez kwietne i piekne łąki poprzetykane kosówką i jałowcem, aż na Sedlo Medziholie. Tutaj na przełęczy znajduje się drewniana, zadaszona wiata i ławeczki. Można tu odpocząć podziwiając piękny i wyniosły masyw Wielkiego Rozsutca od południa i malutkie ludziki schodzące stromo z jego skalistej grani, a także ciągnąca się na południowy zachód główną grań Małej Fatry ze Stohem, Poludniowym Gruniem, Chlebem i Wielkim Krywaniem.



Dalszy szlak zielony prowadzi dość monotonnym zejściem wśród lasów, a następnie łąk do wsi Sefanowa (liczne chaty i restauracje, a także wiele możliwości noclegowych). W Stefanowej żółtym szlakiem idziemy w kierunku, znanej nam już polany Poziar, a następnie niebieskim szlakiem Dolnych Dier do naszego punktu wyjściowego - Terchovej Bielego Potoku, gdzie, wygrzewając się w słońcu możemy usiąść i delektować się wspaniałym smakiem słowackiego, aromatycznego piwa, bądź ziołowo-colowej Kofoli :)
Miłego wędrowania :)
Jako, że weekendowe prognozy nastrajały optymistycznie wybraliśmy się na wycieczkę w poszukiwaniu wiosny i zimą trochę nadwatlonej kondycji. Wybraliśmy, a raczej wybrała Emilia trasę Ustroń- Czantoria- Soszów- Stożek- Kiczory- Kubalonka. Trasa okazała się być bardzo malownicza i wciągająca, nie tylko krajobrazowo. Dość solidne tempo, kilka odpoczynków w schroniskach, trochę słońca, trochę śniegu i dużo wiejącego dosć mocno wiatru. Klimatyczne schronisko na Soszowie pozostawiło dziwne uczucie jakby zatrzymał się czas. Uprzejmy Pan z bufetu pozwolił nawet nakleić logo Planety Gór nad bufecikiem pośród innych znaczków górskich:) A więc jesteśmy na Soszowie -i bardzo chętnie będziemy tam wracać:)
Wiosna w górach daje radę, a my staramy się nie pozostawać w tyle:)
Do zobaczenia na szlaku!
Poniżej trasa i trochę fotek z wycieczki, które oddadzą więcej niż niepotrzebnie mnożone słowa:):

Nasza trasa.

Profil wycieczki.
Fotki:

Widok na Stożek.

Na Czantorii.

Na Czantorii 2.

Zima na Soszowie sie skoncentrowała i nie chce odejść:)

Soszów -fajne schronisko:)

Hm... wiosna... :)

Beskidzkie ścieżki.

Ładne skałki - Kiczory.

W stronę Baraniej Góry.

Wycieczka bezgranicznie graniczna. W końcu jesteśmy podobno w Unii :)

Emi - Kiczory.

Kiczory - miłe urozmaicenie beskidzkich krajobrazów.

Każdy dzień kiedyś się kończy... :)
Korzystając ze świetnych prognoz pogody, w których królowała lampa totalna, udało mi się wczoraj (9.03.11 r.) zrobić piękny marszobieg traską zataczającą około 26 km grzbietowe koło w Beskidzie Śląskim. Trasa przedstawia się następująco: Ostre (parking) - Skrzyczne (drogą dojazdową)- Kopa Skrzyczeńska- Malinowska Skała- Zielony Kopiec - Magurka Wiślańska - Magurka Radziechowska - Muronka - Ostre (szczyt) - Ostre (parking).

Trasa "Skrzyczeńskiej pętelki"
W większości prowadzi ona znakowanymi szlakami, które bez problemu każdy znajdzie na mapach. Tylko odcinek na Skrzyczne (nieznakowana drogą dojazdową -część trasy Maratonu Dudka), oraz odcinek ze szczytu Ostrego (drogi zwózkowe) były nieznakowane, ale dość łatwo można się zorientować jak prowadzą spogladając na mapkę z zaznaczona trasą.

Wykres traski: pionowo wyskość npm, poziomo dystans w m.
Warunki wciąż jeszcze zimowe, szlaki przetarte i śliskie, mocno zmrożone na większości trasy. Najgorszy pod tym wzgladem był odcinek od Malinowskiej Skały w stronę Magurki Radziechowskiej - choć przedeptany to jednak dość nierówny i ciężko się szło (biegło).

Miejsca, z których robiłem fotki
Pod względem biegowym szczególnie polecam przepiekne 10 km serpentynek (przewyższenie prawie 700 m.) drogą dojazdową na Skrzyczne - ciągły lekki podbieg z licznymi wypłaszczonymi odcinkami pozwalają oglądać oszałamiające widoki na uciekającą za plecami Dolinę. Widoki z tego odcinka wynagrodzą każdy wysiłek, a opalanko na werandzie Schroniska na Skrzycznem cudownie regeneruje siły... :)
Cała trasa jest wybitnie widokowa, jako że w wiekszości nie jest porośnięta lasem. Ten ostatni fakt może nieco dziwić zwłaszcza tych, którzy nie byli w tych stronach tak gdzieś około dekady. W tym czasie las się nieco "położył", a raczej położył go kornik i mamy swoje własne, Beskidzkie Połoninki :) Wszystkich zachęcam do odwiedzenia tej pięknej trasy!
Na koniec kilka zdjęć z trasy:
![]()
Z Zielonego Kopca

Widok na Skrzyczne z Zielonego Kopca

Widok na Muronkę i Ostre

W stronę Magurki Wiślańskiej (z lewej) i Baraniej Góry (z prawej)
Z Magurki Wiślańskiej

Rezerwat Barania Góra- Magurka Wiślańska

Grzbiet od Skrzycznego (z prawej), aż po Malinowską Skałę (skrajnie po lewej)
![]()
Z Magrki Radziechowskiej

Skałki na Magurce Radziechowskiej


Ten przewieszony filarek (ok. 5 +) swego czasu zrobiłem z karimatką jako asekuracją :)
W ramach powitania jakże długo nie widzianej w naszych stronach zimy oraz rozprostowania kości, popełniliśmy z Emi dzisiaj małą traskę, w warunkach, nie powiem, w pełni zimowych. W Tatrach nazwałbym pogodę, która nam towarzyszyła, "totalną tatrzańską dupówą" - w tym zaś wypadku nie zostaje mi nic innego jak nazwać ją "dupówą Magursko- Czuplowską" :) Charakteryzowała sie ona oględnie rzecz ujmując brakiem jakiejkolwiek widoczności, lodowatym wiatrem niosacym ciągle sypiący śnieg i wiejącym prosto w oczy oraz dość dużą ilością sypkiego śniegu na szlaku. Niby tylko Magurka, a jednak też może być ciekawie:)

Tak mniej więcej biegła trasa naszej wycieczki
Wycieczka udała się jednak przednio, dla Emi był i mały skukces - zdobycie po raz pierwszy najwyższego szczytu Beskidu Małego tj. Czupla (933 m. n.p.m). Punktem wypadowym był początek czerwonego szlaku w Międzybrodziu Bialskim; następnie Rogacz, Czupel, Magurka i powrót żółtym szlakiem do punktu wypadowego - całkiem zgrabne i dotleniające kółeczko. W międzyczasie była klasyka, czyli obszczekujące nas zajadle ze wszech stron latające luzem małe psiaki przy wejściu w szlak, kilka małych zamotek z słabo oznakowanymi szlakami, lekko przemoczone tu i ówdzie buty i ubrania, mały popas w schronisku na Magurce i przyspieszanie kroku przy zejściu, żeby uniknąć konieczności używania czołówki. Na koniec trochę mało przyjemnego już asfaltu i byliśmy z powrotem przy samochodzie. Lekko zmęczeni, mocno dotlenieni i całkiem szczęśliwi:)

Profil naszej wycieczki
Już w drodze do domu dowiadujemy się z radia o sukcesie Stocha- no nieźle... myślimy... kto by pomyślał.. tak trzymać! No cóż, nie żałujemy jednak, że tego czasu nie spędziliśmy przed telewizorem ani nawet na Krokwi...
Poniżej kilka zdjęć z traski:



W ramach rozruszania kości, na przekór ostrzeżeniom dyżurnego synoptyka, który przekonywał, że jakiekolwiek wychylenie nosa za okno, w tych jakże przezimnych, przemroźnych dniach, zakończy się niechybnym odmrożeniem członków wszelakich, poszliśmy sobie dziś z Emilką na Krawców Wierch. W miarę oddalania się od Bielska, zostawialiśmy za sobą smog, temperatury sięgające - 15° C i zimowe odrętwienie. W miarę zaś zbliżania się do Złatnej, temperatury stawały się bardziej ludzkie (- 4° C), a słońce mile raziło w oczy. Potem był przyjemny spacerek, brak ludzi na szlaku, lśniące w słońcu góry i skrzące się płatki szreni na śniegu. W końcu totalnie klimatyczna, mała, opustoszała bacówka. Oczywiście smog pozostał daleko pod nogami, a nad nami jedynie czysty błękit nieba i słońce. Świat jakby zupełnie przeciwstawny temu, co na dole. Niektórzy uważają, że odpowiedź na pytanie - po co chodzimy w góry jest bardzo trudna ... a przecież tak naprawdę, jest tak banalnie prosta....
Ps. Niezależnie od tego czego chciałby dyżurny synoptyk, po przyjściu do domu, żadnych ubytków w członkach wszelakich, nie stwierdziłem:-)