Search result
Gdy siadam i rozglÄ…dam siÄ™ -nastrój pryska. Drzwi zamkniÄ™te i zastawione
Å‚awkami, marne krzesÅ‚a. Na nich rozÅ‚ożyli siÄ™ zupeÅ‚nie wspóÅ‚czeÅ›ni
obywatele Rumuni- kraju na 5 miesięcy przed wejściem do Unii
Europejskiej. ZmÄ™czenie podróżą widoczne jest u wszystkich. WÅ‚aÅ›nie to i
pora dnia- głęboka noc- sprawiło, że nie tylko ja przysnąłem. Na
krzesÅ‚ach, na podÅ‚odze, na Å‚awce- siedzÄ…c, leżąc i póÅ‚leżąc drzemiÄ…,
śpią, odpoczywają. Atmosfera niemal narkotycznego luzu wypełnia
przestrzeń. Jedni oczekują na pociąg, inni na autobus. Prawdopodobnie
tylko my nie czekamy już na żaden mechaniczny rodzaj transportu. Od dziś
liczymy na wÅ‚asne nogi. Mamy dość kolei, autokarów i taksówek. Za nami
24 godziny „cywilizowanej" podróży napÄ™dzanej przetworzonÄ… energiÄ…
produktów ropy naftowej lub spalania wÄ™gla. Razem wyruszyliÅ›my z
Krakowa poprzedniej nocy... moja strona

ZbliżaliÅ›my siÄ™ do biaÅ‚ych zabudowaÅ„ klasztoru, mijajÄ…c po drodze ekologiczne inwestycje: wiatrak z prÄ…dnicÄ… i jakieÅ› wodne systemy- studnie, oczyszczalnie? Tuż poniżej klasztoru mieliÅ›my nadzieje znaleźć pÅ‚aski, równy teren. Niestety- wszÄ™dzie zalegaÅ‚y spore kamienie i gÅ‚azy. Wreszcie uznaliÅ›my, że poÅ›ród drzew bÄ™dzie dobrze. WróciliÅ›my po nasze sprzÄ™ty, rozpoczÄ™liÅ›my zakÅ‚adanie obozu i... deszcz! SchroniliÅ›my siÄ™ w cerkwi. Gdy ponownie wyjrzaÅ‚o sÅ‚oÅ„ce ujrzeliÅ›my wracajÄ…cego skÄ…dÅ› zakonnika. Robert poprosiÅ‚ go o wodÄ™, a on- ku naszemu zaskoczeniu- nie wskazaÅ‚ ani źródeÅ‚ka ani kranu, lecz zaprowadziÅ‚ do magazynu i wrÄ™czyÅ‚ caÅ‚y szeÅ›ciopak „apa minerale". Robert poszedÅ‚ za ciosem i... po krótkiej rozmowie jesteÅ›my prowadzenie na "salony". Tak! TÄ™ noc spÄ™dzimy pod dachem, w luksusowych celach zakonników, a nie na kamiennej łące! W dodatku DARMO!

Po pokazaniu nam pokojów zakonnik prowadzi nas do jadalni i kuchni. Wskazuje na pokarmy i zachÄ™ca, aby jeść co tylko tu widzimy. Jeszcze nie czas na kolacjÄ™- wracamy po nasze „klamoty". Mokre Å›piwory rozwieszamy na sÅ‚oÅ„cu, brudne i mokre buty stawiamy na schodach. Zagospodarowujemy pokoje. Ja z Robertem w jednym i Kamila w drugim.
Wreszcie zgÅ‚odniali robimy kolacjÄ™ korzystajÄ…c gÅ‚ownie z naszych zapasów. Wiadomo- co nie zjemy musimy dźwigać. Niemniej nieco chleba i sera klasztornego w naszych brzuszkach wylÄ…dowaÅ‚o. Widok gazowych maszynek na stole mógÅ‚ nieco zadziwić zaglÄ…dajÄ…cych do jadalni co pewien czas mnichów, ale nie byÅ‚o tego po nich widać.
Gdy już pozmywaliśmy dał się słyszeć stukot kołatki. Zapewne jakoweś wieczorne nabożeństwo- idziemy! Ukołysani modlitwo-śpiewem( Dumnezeu...sfinti...slava Si...czy mi się zdaje czy coś rozumiem?) niemal zasypiamy...
Wtem- szum, huk! Cóż to?! Po chwili rozumiem- blaszany dach cerkwi wzmacnia uderzenia deszczu i odgÅ‚osy grzmotów. Burza wróciÅ‚a... Nasze Å›piworki! Każdy górski wÄ™drowiec wie czym jest mokry Å›piwór... Gdy deszcz zelżaÅ‚, nie czekajÄ…c na koniec dÅ‚ugiego dość nabożeÅ„stwa, wychodzimy. Cud! Åšpiwory sÄ… suche! Wiatr niósÅ‚ krople w odpowiednim kierunku.
Powoli siÄ™ zmierzcha. Czas na pranie i kÄ…piel. Jest co prawda Å›rodek lata, ale włączono dla nas kaloryferki! Suszymy co tylko możemy. Korytarz wyglÄ…da niezbyt klasztornie. ;) Nie bÄ™dziemy musieli jutro rano oczekiwać, aż sÅ‚onko wysuszy nam ubrania co oznacza wczesne rozpoczÄ™cie dalszej wÄ™drówki. Pietrosul czeka!
Wstajemy bardzo wczeÅ›nie. Tuż po wschodzie sÅ‚oÅ„ca. Po Å›niadaniu możemy od razu ruszyć w trasÄ™ gdyż wczoraj wszystko nam porzÄ…dnie wyschÅ‚o na kaloryferach. Jeszcze tylko wstÄ™pujÄ™ do cerkwi, aby zostawić datki za nasz nocleg w koszyku. Datki w koszyku- nie nocleg. UznaliÅ›my, że po 20 lei bÄ™dzie dobrze. W dole rozpoÅ›cierajÄ… siÄ™ mgÅ‚y, ale góry wkoÅ‚o pozwalajÄ… siÄ™ podziwiać podczas wÄ™drówki na Lucaciu.
Podejście łagodne, choć dość długie. Jak to bywa przy
takich stokach oczekujemy, że szczyt jest tuż, tuż. Jeszcze po drodze mijamy
tablicÄ™ wskazujÄ…cÄ… bardzo bliskie źródÅ‚o. Tym razem mamy sporo zapasów wody i
nie korzystamy. Wreszcie docieramy na dość połogi, lecz upstrzony skałkami
grzbiet. Te skaÅ‚ki wulkanicznego pochodzenia to gÅ‚ówna miejscowa atrakcja.
Widzimy już najciekawsza ich grupę zwaną Doisprezece Apostoli- Dwunastu
ApostoÅ‚ów.
Rzucamy pożegnalne spojrzenie na spoczywajÄ…cy w dole goÅ›cinny klasztor i wÄ™drujemy do ApostoÅ‚ów. Wpierw nieco w dóÅ‚ miÄ™dzy skaÅ‚kami, potem lekko poniżej grzbietu. Do ApostoÅ‚ów docieramy okoÅ‚o 8.00. Zabawiamy tu dÅ‚użej na fotosesje i lekki posiÅ‚ek. Pogoda wymarzona- sÅ‚onecznie i jeszcze nie za ciepÅ‚o. Choć dość mocno wieje.
Zdobywamy te skaÅ‚ki, na które da siÄ™ jakoÅ› wdrapać. Kamila upodobaÅ‚a sobie zwÅ‚aszcza jedna takÄ…- niestety nie do zdobycia...;)

Po póÅ‚ godzinie ruszamy i wkrótce jesteÅ›my przy skrzyżowaniu szlaków czerwonego i niebieskiego. Powoli robi siÄ™ gorÄ…co- zwÅ‚aszcza rozgrzanej zdobywaniem ciekawej skaÅ‚ki Kamili.;) OkoÅ‚o 10.00 kolejny popas, tym razem, aby pic i jeść. Jest tu rozlegÅ‚a dość polana przed szczytem Pietrele Rosii- widzimy szaÅ‚asy i ...cud!- SÄ„ turyÅ›ci! Widać, że podeszli sobie na krótki wypadzik z wioski w dolinie. OkoÅ‚o 11.30 żegnamy szlak niebieskiego krzyżyka schodzÄ…cy w prawo w dóÅ‚ do Dornisoary. Po krótkiej wÄ™drówce grzbietem widzimy, że przed nami wznosi siÄ™ dość solidna skaÅ‚a i szczyt Tamaului- 1862.

Zastanawiamy siÄ™, czy szlak pójdzie w górÄ™ i z której strony minie skałę. Mijamy nieco z prawej. Przed nami obejÅ›cie Tamaului- poprzez Å›wierki, jaÅ‚owce kluczymy po wyraźnej Å›cieżce. Ten rejon gór jest jednak uczÄ™szczany. PoczÄ…tkowo schodzimy dość nisko w lewo, aby powrócić potem niemal na grzbiet. Podobnie obchodzimy wyższego Maierisa. DzieÅ„ jest ciepÅ‚y nadal sÅ‚oneczny, choć już po poÅ‚udniu. WstÄ™puje w nasze serca nadzieja, że mokre dni zostaÅ‚y za nami. Niestety cumulusy poczynajÄ… rosnąć w górÄ™. PrzeszliÅ›my już naprawdÄ™ kawaÅ‚ drogi- Pietros niemal na wyciÄ…gniÄ™cie rÄ™ki czeka na zdobywców...
Szlak ponownie zmierza na grzbiet i wijąc się między skałkami prowadzi nas wreszcie na przełęcz nad doliną gdzie mamy planowany biwak. Jeszcze tylko dość strome zejście i... pojawiły się problemy nawigacyjne- na mapie parku w necie oficjalny biwak jest za jeszcze jednym grzbiecikiem. Wygląda to jednak podejrzanie- Robert decyduje tu zostać. Dobrze, bo okazało się, że to jednak ma być tu- jest polana na lekko spadającym dnie doliny- Poiana Florilor- czy jakoś tak. Akurat ta nazwa mi umknęła. Wiadomo, o co chodzi- Kwiecista Polana. Nie ma jeszcze 16 gdy biwak niemal zbudowany. Wykorzystujemy słońce i wodę ze strumienia, aby co nieco wyprać. Potem robimy ciepły posiłek- wreszcie! Niestety podczas obżarstwa przypomina o sobie deszcz... Kończymy posiłek w namiotach i dość wcześnie udajemy się na spoczynek. Przez całą noc, co pewien czas pada- o ile mi się to nie śniło