Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
Tags - karpaty
June 13, 2011June 13, 2011  0 comments  Trekking

 

Dzień drugi

Przebudzony, acz jeszcze niezbyt przytomny widzę nad sobą...kopułę?! Gdzie ja jestem? Bazylika Św. Piotra i Pawła w Rzymie? Kaplica Zygmuntowska na Wawelu?  Nie sądzę- wszak nie jestem Zygmuntem Starym i nie wstaję  po wiekowym śnie. Powoli przytomnieję... Już wiem- Baile Herculane! Dworzec- tak ,to tu utknęliśmy nocą- pamięta czasy świetności kurortu Austro-Węgier znanego wtedy jako Herculesbad lub Herkulesfurdo.

Piękna kopuła. Eleganccy panowie i piękne damy przechodzili pod nią w drodze z pociągu do dorożek dowożących towarzystwo w głąb doliny Cernei gdzie wzdłuż rzeki ciągnęło się uzdrowisko.

 


June 17, 2011June 17, 2011  2 comments  Trekking

Gdy siadam i rozglądam się -nastrój pryska. Drzwi zamknięte i zastawione ławkami, marne krzesła. Na nich rozłożyli się zupełnie współcześni obywatele Rumuni- kraju na 5 miesięcy przed wejściem do Unii Europejskiej. Zmęczenie podróżą widoczne jest u wszystkich. Właśnie to i pora dnia- głęboka noc- sprawiło, że nie tylko ja przysnąłem.  Na krzesłach, na podłodze, na ławce- siedząc, leżąc i półleżąc drzemią, śpią, odpoczywają. Atmosfera niemal narkotycznego luzu wypełnia przestrzeń.  Jedni oczekują na pociąg, inni na autobus. Prawdopodobnie tylko my nie czekamy już na żaden mechaniczny rodzaj transportu. Od dziś liczymy na własne nogi. Mamy dość kolei, autokarów i taksówek. Za nami 24 godziny „cywilizowanej" podróży napędzanej przetworzoną energią produktów ropy naftowej lub spalania węgla.  Razem wyruszyliśmy z Krakowa poprzedniej nocy... moja strona


June 24, 2011June 24, 2011  0 comments  Trekking

 

Tak zaczęła się nasza wspólna przygoda. Ale zanim będę kontynuował mała uwaga: po sprawdzeniu danych w cudownie odnalezionym notatniku z "tamtych lat" ;) prostuję, iż wyjechaliśmy z Krakowa o 23 czyli pełną nocą a nie nad ranem. W  autokarze szybko dopadło nas zmęczenie i zasnęliśmy. Autokarowy sen w nocnej podróży przez granice- kto jechał ten wie... Jako, że był to czas przed Schengen, pierwsza pobudka na granicy słowackiej. Ponownie "sen-nie sen" i granica węgierska. Wokół niemal płasko- Wielka Nizina Węgierska.  Nieco wcześniej opuściliśmy Karpaty, które są celem naszej wyprawy... Tę geograficzną zagadkę wyjaśnia spojrzenie na mapę- łuk karpacki jest mocno wygięty ku wschodowi. Aby skrócić trasę poruszamy się po cięciwie. Wraz ze wznoszącym się słońcem na kolejnych, krótkich postojach czujemy narastający żar.  Przez Miszkolc dojeżdżamy wreszcie do Hajduszoboszlo około 10.30 w sobotę dnia 29 lipca roku 2006. I tu dopada nas pierwszy problem komunikacyjny- jak podróżować dalej?   moja strona  < tu moje nowe posty są tydzień wcześniej :) Zajrzyj! :)

 


November 16, 2011November 16, 2011  0 comments  Trekking

 Zapach zapachem, ale jakie widoki...przed oczyma jawi się nam ruina zamku Draculi...-Co?! Gościu coś łyknął i ma majaki?! Dracula w Waradynie? Toż to Kriszana a nie Transylwania- Tak macie rację. Gdybyście jednak wtedy zobaczyli to co my. "Gara in lucru" -dworzec kolejowy w remoncie- płoty, druty, brak przejścia, odpadający tynk... Nastrój grozy ;) Gdzieś z boku przycupnęła zastępcza kasa i tablica z rozkładami. Pociąg do Timisoary jest nam po drodze. Czas do jego odjazdu wypełniamy wymianą waluty w kantorze po drugiej stronie ulicy nieco w prawo. Potem obiadek w barze samoobsługowym- wtedy tanim- naprzeciw dworca. Uzupełniamy zapasy wody mineralnej( uff, ale upał!) i o 18. 40 opuszczamy miasto. Wkoło rozpościera się...Wielka Nizina Węgierska- płasko, nudno, żadnych upraw. Zasypiam, budzę się, ucinam drzemkę, patrzymy na mapę- daleko jeszcze do gór?!! Zapadam w senne marzenia o bezkresnych połoninach. Budzę się w Timisoarze. 21.05. Przesiadka. 22.05- accelarat( pospieszny) do Bukaresztu przez Caransebes, Drobeta-Turnu-Severin. Miejsca rezerwowane, ale nasze już ktoś zajął. Siadamy gdzie wolne. Po godzinie wchodzą ci, którym my zajęliśmy...Usiedli naprzeciw. Podróż nam się dłużyła. Wiemy, że wkoło są góry, lecz nic nie widać. Słyszymy w oddali za nami odgłosy burzy. Ostatnią godzinę spędzamy na obserwowaniu każdej stacji porównując nazwy z mapą. Pociąg się spóźnia. W każdej chwili może być nasze Baile. Przygotowani w korytarzu do wyjścia niecierpliwie wyglądamy. Wreszcie pociąg po raz kolejny zwalnia, jakaś stacyjka... Baile Herculane. To tu -wychodzimy! Uff! 1.50- koniec męki. Wahamy się czy iść po nocy. Po chwili burza rozstrzygnęła za nas- rozkładamy się na dworcowych ławkach. Tak zastał nas świt. Po posiłku ruszamy w głąb doliny Cernei.

Dalszy ciag tu: http://robertsmyka.pl/wypadyiwyrypy/z-baile-herculane-na-grzbiet-cernei/


January 9, 2012January 9, 2012  2 comments  Trekking


Kelimeny 2011

Dzień 4 Po zwinięciu obozu ruszamy w górę wzdłuż wyciągu orczykowego.  Tam znajdujemy poszukiwany szlak niebieskiego trójkąta. Od radiostacji wędrujemy niemal płasko lasem.  Droga prowadzi omijając szczyty. Za Saua Zaurele szlak biegnie inaczej niż na mapie.

Strój przeciwburzowy.

Gdzieś tam, na stoku w gęstym lesie dopada nas burza. Gdy stoimy pod drzewami nagle błysło! Huk aż nas ogłuszył. Widziałem błyskawicę 20 metrów od nas... Przestraszeni zbiegliśmy nieco niżej, zostawiając plecaki. Byliśmy w szoku. Ochłonęliśmy po kilku minutach. Tak blisko...mało brakowało!   Zmoknięci myślimy już tylko o miejscu na dobry nocleg. Ładne płaskie miejsce czeka na nas na Polanie Spanzului. Pokonujemy drewniane ogrodzenie i zakładamy biwak.

Poiana spanzului

Dzień piąty

Budzi nas poranne słońce, co cieszy albowiem mokre ubrania czekają na suszenie.  Rozwieszamy gdzie się da. Cóż- dziś wcześnie nie ruszymy- wpierw musi wyschnąć.

Suszenie na słońcu

Pasterz wskazał nam źródło, toteż skorzystaliśmy z porannego mycia i nabraliśmy wodę na śniadanie i drogę. 

Mycie, pranie picie- woda!

Ruszamy koło południa obawiając się burzy za 2-3 godziny.  Czekał nas trudny odcinek- żadne przepaście, skały czy stromizny- płasko jak w Beskidach. Problemem był szlak biegnący inaczej niż na mapie, ginący na licznych wyrębach.  W rejonie Buza Serbii biegł nie prosto w górę na grzbiet- jak jest na mapie Dimapu- lecz wkoło w prawo na Buza Serbii, aby stamtąd już iść prościutko grzbietem.  Tu wreszcie pokonaliśmy „beskidzkie" wysokości - 1600m n.p.m. -to już coś. 

Czyżby burza?

 Ku naszemu zadowoleniu burza się dziś spóźniała.  W rejonie przełęczy przed Cerbulem planowaliśmy odpoczynek i..obiadek! J Gdy tam doszliśmy zbierały się potężne chmury i silnie wiało od wschodu. Schroniliśmy się pod porządna wiatą, aby nieco się posilić. Potem zostawiwszy plecaki udaliśmy się poszukiwaniu dogodniejszego miejsca na biwak poniżej grzbietu. Nawet się nie spodziewaliśmy jak suche, ciepłe i wygodne miejsce na „biwak" na nas czeka...  

   

 


February 8, 2012February 8, 2012  2 comments  Trekking

klasztor Dwunastu Apostołów


Zbliżaliśmy się do białych zabudowań klasztoru, mijając po drodze ekologiczne inwestycje: wiatrak z prądnicą i jakieś wodne systemy- studnie, oczyszczalnie? Tuż poniżej klasztoru mieliśmy nadzieje znaleźć  płaski, równy teren. Niestety- wszędzie zalegały spore kamienie i głazy. Wreszcie uznaliśmy, że pośród drzew będzie dobrze. Wróciliśmy po nasze sprzęty, rozpoczęliśmy zakładanie obozu i... deszcz! Schroniliśmy się w cerkwi.  Gdy ponownie wyjrzało słońce ujrzeliśmy wracającego skądś zakonnika. Robert  poprosił  go o wodę, a on- ku naszemu zaskoczeniu- nie wskazał ani źródełka ani kranu, lecz zaprowadził do magazynu i wręczył cały sześciopak  „apa minerale".  Robert poszedł za ciosem i... po krótkiej rozmowie jesteśmy prowadzenie na "salony". Tak! Tę noc spędzimy pod dachem, w  luksusowych celach zakonników, a nie na kamiennej łące! W dodatku DARMO!

Tu spędzimy noc

Po pokazaniu nam pokojów zakonnik prowadzi nas do jadalni i kuchni.  Wskazuje na pokarmy i zachęca, aby jeść co tylko tu widzimy.  Jeszcze nie czas na kolację- wracamy po nasze „klamoty". Mokre śpiwory rozwieszamy na słońcu, brudne  i mokre buty stawiamy na schodach. Zagospodarowujemy pokoje. Ja z Robertem w jednym i Kamila w drugim.

Wreszcie zgłodniali robimy kolację korzystając głownie z naszych zapasów. Wiadomo- co nie zjemy musimy dźwigać. Niemniej nieco chleba i sera klasztornego w naszych brzuszkach wylądowało. Widok gazowych maszynek na stole mógł nieco zadziwić zaglądających do jadalni co pewien czas mnichów, ale nie było tego po nich widać.

 Gdy już pozmywaliśmy dał się słyszeć stukot kołatki. Zapewne jakoweś wieczorne nabożeństwo- idziemy!  Ukołysani modlitwo-śpiewem( Dumnezeu...sfinti...slava Si...czy mi się zdaje czy coś rozumiem?) niemal zasypiamy...

Wtem- szum, huk! Cóż to?! Po chwili rozumiem- blaszany dach cerkwi wzmacnia uderzenia deszczu i odgłosy grzmotów. Burza wróciła... Nasze śpiworki! Każdy górski wędrowiec wie czym jest mokry śpiwór... Gdy deszcz zelżał, nie czekając na koniec długiego dość nabożeństwa, wychodzimy. Cud! Śpiwory są suche! Wiatr niósł krople w odpowiednim kierunku.

Powoli się zmierzcha. Czas na pranie i kąpiel.  Jest co prawda środek lata, ale włączono dla nas kaloryferki! Suszymy co tylko możemy.  Korytarz wygląda niezbyt klasztornie. ;) Nie będziemy musieli jutro rano oczekiwać, aż słonko wysuszy nam ubrania co oznacza wczesne rozpoczęcie dalszej wędrówki. Pietrosul czeka! 

 


March 19, 2012March 19, 2012  2 comments  Trekking

Wstajemy bardzo wcześnie. Tuż po wschodzie słońca. Po śniadaniu możemy od razu ruszyć w trasę gdyż wczoraj wszystko nam porządnie wyschło na kaloryferach.  Jeszcze tylko wstępuję do cerkwi, aby zostawić datki za nasz nocleg w koszyku. Datki w koszyku- nie nocleg. Uznaliśmy, że po 20 lei będzie dobrze. W dole rozpościerają się mgły, ale góry wkoło pozwalają się podziwiać podczas wędrówki na Lucaciu.

mgłaPodejście łagodne, choć dość długie. Jak to bywa przy takich stokach oczekujemy, że szczyt jest tuż, tuż. Jeszcze po drodze mijamy tablicę wskazującą bardzo bliskie źródło. Tym razem mamy sporo zapasów wody i nie korzystamy. Wreszcie docieramy na dość połogi, lecz upstrzony skałkami grzbiet. Te skałki wulkanicznego pochodzenia to główna miejscowa atrakcja. Widzimy już najciekawsza ich grupę zwaną Doisprezece Apostoli- Dwunastu Apostołów.

 

mgla 

Rzucamy pożegnalne spojrzenie na spoczywający w dole gościnny klasztor i wędrujemy do Apostołów. Wpierw nieco w dół między skałkami, potem lekko poniżej grzbietu. Do Apostołów docieramy około 8.00. Zabawiamy tu dłużej na fotosesje i lekki posiłek. Pogoda wymarzona- słonecznie i jeszcze nie za ciepło. Choć dość mocno wieje.

Zdobywamy te skałki, na które da się jakoś wdrapać. Kamila upodobała sobie zwłaszcza jedna taką- niestety nie do zdobycia...;)

skalka

Po pół godzinie ruszamy i wkrótce jesteśmy przy skrzyżowaniu szlaków czerwonego i niebieskiego. Powoli robi się gorąco- zwłaszcza rozgrzanej zdobywaniem ciekawej skałki Kamili.;) Około 10.00 kolejny popas, tym razem, aby pic i jeść. Jest tu rozległa dość polana przed szczytem Pietrele Rosii- widzimy szałasy i ...cud!- SĄ turyści! Widać, że podeszli sobie na krótki wypadzik z wioski w dolinie. Około 11.30 żegnamy szlak niebieskiego krzyżyka schodzący w prawo w dół do Dornisoary. Po krótkiej wędrówce grzbietem widzimy, że przed nami wznosi się dość solidna skała i szczyt Tamaului- 1862.

skala

Zastanawiamy się, czy szlak pójdzie w górę i z której strony minie skałę. Mijamy nieco z prawej. Przed nami obejście Tamaului- poprzez świerki, jałowce kluczymy po wyraźnej ścieżce. Ten rejon gór jest jednak uczęszczany. Początkowo schodzimy dość nisko w lewo, aby powrócić potem niemal na grzbiet. Podobnie obchodzimy wyższego Maierisa. Dzień jest ciepły nadal słoneczny, choć już po południu. Wstępuje w nasze serca nadzieja, że mokre dni zostały za nami. Niestety cumulusy poczynają rosnąć w górę. Przeszliśmy już naprawdę kawał drogi- Pietros niemal na wyciągnięcie ręki czeka na zdobywców...

Szlak ponownie zmierza na grzbiet i wijąc się między skałkami prowadzi nas wreszcie na przełęcz nad doliną gdzie mamy planowany biwak. Jeszcze tylko dość strome zejście i... pojawiły się problemy nawigacyjne- na mapie parku w necie oficjalny biwak jest za jeszcze jednym grzbiecikiem. Wygląda to jednak podejrzanie- Robert decyduje tu zostać. Dobrze, bo okazało się, że to jednak ma być tu- jest polana na lekko spadającym dnie doliny- Poiana Florilor- czy jakoś tak. Akurat ta nazwa mi umknęła. Wiadomo, o co chodzi- Kwiecista Polana. Nie ma jeszcze 16 gdy biwak niemal zbudowany. Wykorzystujemy słońce i wodę ze strumienia, aby co nieco wyprać. Potem robimy ciepły posiłek- wreszcie! Niestety podczas obżarstwa przypomina o sobie deszcz... Kończymy posiłek w namiotach i dość wcześnie udajemy się na spoczynek. Przez całą noc, co pewien czas pada- o ile mi się to nie śniło

Trasa


Description
Robert Smyka
Posts: 11
Comments: 14
Karpaty, Bałkan i ..klimaty
Activities
Tags
7 rumunia (7)
7 karpaty (7)
3 węgry (3)
3 romania (3)
3 cernei (3)
2 herculane (2)
2 kraków (2)
2 baile (2)
2 treking (2)
1 góry (1)
1 carpati (1)
1 apostoli (1)
1 namiot (1)
1 dwunastu (1)
Copyright by planetagor.pl