Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
Tags - highline
February 2, 2010February 2, 2010  2 comments  Wspinanie

To chyba świetny moment, aby zacząć prowadzić jakiś dziennik slackline'owy, choćby miał to być internetowy blog. Jest zima i to całkiem sroga jak każdy kto ma okazję przebywać w kraju widzi. Pierwsza zima od kiedy chodzę po slacku. Tak zwany "martwy sezon". Nie to jest najgorsze, bo to nie pogoda sprawia, że cały sprzęt leży pod szafą i nawet na niego nie spoglądam, a przynajmniej staram się.

 

Ale zacznę od początku i postaram się mocno streścić. Jeżeli ktokolwiek w Polsce zajmuje się slackiem trochę bardziej na poważnie, to z pewnością słyszał o Janie Gałku. Tak się złożyło, że zupełnie przypadkowo zacząłem z tym wariatem trenować na ścianie wspinaczkowej we Wrocławiu i tak po całej zimie ładowania, na wiosne Janek wrzucił mie taśme. I zaczęło się. Przed zajęciami do parku, zamiast na wykład to do parku, po zajęciach do parku. Dzięki temu, że nad moim rozwojem czuwał zarówno Janek, jak i inny świetny slackliner Damian Czermak, nietrudno było o szybkie postępy. Dodatkowo chłopaki zabrali mnie na festiwal slackline'owy "Petzl Slack Trip 2009" w czeskim Ostrovie. I tam właściwie klamka zapadła. Chciałem chodzić po coraz dłuższych i trudniejszych taśmach. W maju, niespełna trzy miesiące po moim pierwszym kroku na slack'u nastappił moment przełomowy. Przeszedłem swojego pierwszego highline'a - "6th Avenue" - 15 metrową linię łączącą Duży i Mały Sokolik w Górach Sokolich. Od tamtej chwili slackline przestał być dla mnie hobby, a stał się stylem życia wręcz uzależnieniem. Podczas lata nie opuściłem żadnego festiwalu, ani w Czechach, ani w Niemczech. Nie dotarłem jedynie do Lublina z powodu skręconej kostki ( notabene podczas innego festiwalu - na "Bisiku" w Czechach ). Poznałem niesamowitych, oddanych temu sportowi ludzi. I kiedy byłem już zupełnie zadowolony z mojego pierwszego sezonu i nawet spokojnie oczekiwałem zimy, bum. Oferta nie do odrzucenia. Janek, Damian i Ja zamiast rozpocząć kolejny rok studiów wzięliśmy dziekanki i sponsorowani przez Grolsch'a wyruszyliśmy na 3 miesięczny trip po USA. Nie ma większego sensu bym tu o nim pisał, cały dziennik wyprawy i zdjęcia można znaleźć na www.slackspirit.pl. Niestety nie skończyło się aż tak różowo, bo na miesiąc przed planowanym powrotem zwichnąłem sobie bark. Dziwny wypadek podczas bouldering w Joshua Tree - bark wypadł praktycznie sam, przy dość dziwnym ruchu na wypych, kiedy wychodziłem na top boulderu "Out of Touch". Jedna z bardziej przerażających sytuacji w moim wspinaczkowym życiu, kiedy leżałem klatką piersiową na szczycie głazu, a tyłek i nogi zwisały mi jeszcze za krawędzią. No i oczywiście z barkiem koło szyi, a nie na swoim miejscu nie da się skończyć problemu, więc po kilkunastu sekundach czekał mnie krótki, 4 metrowy lot w dół. Na szczęście pad był tam, gdzie miał być i nawet udało nam się znaleźć w przeciągu 10 minut wspinacza - lekarza, który ów bark nastawił. Tyle, że trzeba się było pakować do domu.

 

Nie ma jednak tragedii. Osiągnąłem o wiele więcej niż mogłem sobie wyobrażać. Kto by pomyślał, że w 8 miesięcy po spotkaniu z tym sportem będę miał okazję stanąć na legendarnym Lost Arrow Spire i pracować nad najtrudniejszymi highline'ami na świecie z całą czołówką światową, której popisy jeszcze niedawno z wybałuszonymi oczyma oglądałem na youtube.


Tak czy inaczej, zaraz trzeba się zbierać na rehabilitację i mieć nadzieję, iż wróce do sportu szybciej niż później i następny wpis, będzie już po zejściu z taśmy.

Tags: slackline highline 

February 9, 2010February 9, 2010  0 comments  Wspinanie

I  tak w czwartek, wraz z lądowaniem Janka, oficjalnie zakończy się największa highline'owa przygoda naszej trójki. Czas nie do przecenienia, po którym jakże ciężko jednak wrócić do codzienności. Szczególnie jeżeli - tak jak w moim przypadku - jednego dnia tuż po przebudzeniu stoi się już na szerokim na cal kawałku poliestru nad kilkudziesięciometrową przepaścią, a nastepnego boi się wyjść z domu, byleby się przypadkiem nie poślizgnąć i upaść na obolały bark. No i do tego powrót na mój wielce poukładany wydział zbliża się wielkimi krokami.

 

Póki co została nam jeszcze jedna rzecz do załatwienia - wszyscy w Warszawie będziemy mieli okazję poopowiadać o tym czego doświadczyliśmy przez te niepowtarzalne trzy miesiące. Jeśli dobrze pójdzie to może będzie można gdzieś poczytać lub może nawet w ten piątek usłyszeć ( zobaczyć? ) o wyprawie. A poza tym przyjemna praca - pisanie artykułów, poradników i wybieranie najlepszych produktów do naszego powstającego sklepu, tak aby slackline w dobrym wydaniu stał się w naszym kraju tak popularny, jak na to zasługuje.


Description
Michał Korny Korniewicz
Posts: 2
Comments: 2
Po slacku idzie się latwiej niż przez życie. Wystarczy nie spadać, a nie ma siły, żeby zboczyć z wybranej ścieżki.
Activities
Tags
2 slackline (2)
2 highline (2)
Copyright by planetagor.pl