Search result
Okolice twierdzy Amberd. Uff jak gorÄ…co. Spacerowym tempem, z karmiatami schowanymi do torebek na ramiÄ™ używanych jak plecaczki (tzn. zaÅ‚ożonych za oba ramiona na plecy) wybieramy siÄ™ do Å›redniowiecznej twierdzy. Krajobraz trochÄ™ przypomina mi filmy z akcjÄ… dziejÄ…cÄ… siÄ™ w Ziemi ÅšwiÄ™tej. To, że nie nocujemy w twierdzy i w tym upale nie szÅ‚yÅ›my z wielkimi plecakami zawdziÄ™czamy grupce Ormian poznanych przed chwilÄ…. Kiedy totalnie nieogarniÄ™te, po nieprzespanej nocy spÄ™dzonej na lotniskach i w samolocie siedziaÅ‚yÅ›my w „centrum” Biurakanu nie za bardzo wiedzÄ…c co dalej – jeden z nich po prostu zaproponowaÅ‚, że zabierze nas na górÄ™ w okolice twierdzy. Ponieważ po godzinie siedzenia pod murkiem (jedzenia, przepakowywania siÄ™, przebierania, smarowania i tak dalej) nadal nie wiedziaÅ‚yÅ›my co ze sobÄ… zrobić zaproponowali nam, że przypilnujÄ… nam bagaży, a nocować możemy koÅ‚o ich baraku. SÅ‚ynna zakaukaska goÅ›cinność spotkaÅ‚a nas na samym wstÄ™pie, a nasze problemy po raz pierwszy, ale nie ostatni, rozwiÄ…zaÅ‚y siÄ™ same. Jeszcze tylko maÅ‚a drzemka pod drzewem (cienia starcza akurat na pięć osób) i ruszamy. Jeszcze kamienista Å›cieżka, wÄ…wóz, i podejÅ›cie (z plecorami byÅ‚aby to mÄ™czarnia...) i jesteÅ›my.


Niewinne podjeście w tym upale z tymi plecakami po nocy w samolocie z pewnością byłoby katorgą
Za naszych rodziców. Gdyby nie oni nie byÅ‚oby nas na Å›wiecie– tak koÅ„czy jeden z kolejnych toastów,
zapowiadanych przez mistrza ceremonii, zwanego tutaj tamadÄ…. Toasty koncentrujÄ… siÄ™ gÅ‚ównie wokóÅ‚ rodziny, bywajÄ… też ojczyźniano-patriotyczne. A jest ich naprawdÄ™ dużo. Na szczęście jako goÅ›cie i jako kobiety możemy ledwo zamoczyć usta w toaÅ›cie (ciut-ciut), bo picie w takim tempie i w takich iloÅ›ciach mogÅ‚oby siÄ™ bardzo źle skoÅ„czyć. Już kilkanaÅ›cie godzin po przylocie speÅ‚niÅ‚o siÄ™ jedno z naszych marzeÅ„ - jesteÅ›my gośćmi na najprawdziwszej „uczcie z lokalsami". Na kocu oprócz alkoholu (wyłącznie bardzo wysokoprocentowego) pyszny Å›wieży (naprawdÄ™ Å›wieży!) chleb, sery, owoce.
Rozmawiamy po rosyjsku – biorÄ…c pod uwagÄ™ poziom znajomoÅ›ci jÄ™zyka z naszej strony (umiem najlepiej w grupie – a uczyÅ‚am siÄ™ niezbyt pilnie i to w liceum) – idzie nam nieźle J Dowiadujemy siÄ™ choćby jak ważna jest tu rodzina, a najpiÄ™kniejszy moment w życiu to wówczas, kiedy rodzi siÄ™ dziecko. Pijemy za wszystkich możliwych czÅ‚onków naszych rodzin, również za nasze przyszÅ‚e dzieci (każda z nas powinna mieć co najmniej trójkÄ™). Pijemy oczywiÅ›cie za ojczyznÄ™. I pamiÄ™tamy, że wszystkim mamy mówić, że Karabach jest ormiaÅ„ski! I że Armenia jako pierwsza przyjęła chrzeÅ›cijaÅ„stwo, w 301 roku. Poproszone o jakÄ…Å› polskÄ… piosenkÄ™ Å›piewamy rzewnie „O mój rozmarynie” i nawet udaje siÄ™ wytÅ‚umaczyć o czym pieśń owa gÅ‚osi. Mamy trochÄ™ kÅ‚opotu, żeby wytÅ‚umaczyć panom, że idziemy dziÅ› wczeÅ›nie spać i nie skorzystamy z oferowanej nam goÅ›ciny w ich baraku – w koÅ„cu jakoÅ› dajÄ… siÄ™ przekonać, lekko urażeni, że im nie ufamy. Kiedy już po rozÅ‚ożeniu naszych namiotów odjeżdżajÄ… z imprezy (nie, nie Å‚udźcie siÄ™ drodzy czytelnicy że kierowcy nie pili albo pili mniej…) sprawdzajÄ… jeszcze czy aby na pewno wszystko w porzÄ…dku i zapewniajÄ…, że w razie czego bÄ™dÄ… nas bronić. Gość na Kaukazie rzecz Å›wiÄ™ta.
Jezioro Kari Licz (ok. 3190 m.n.p.m.), u stóp wulkany Aragac. Rozbicie namiotów prawie skoÅ„czone. Witamy siÄ™ z Polakiem, który zamieszkuje sÄ…siadujÄ…cy namiot (o tym, że jest Polakiem wiemy już od pana ze stacji meteo, który jest bratem jednego z „naszych Ormian” – zostaÅ‚yÅ›my mu przekazane pod opiekÄ™ J ). Piotrek nieco zdziwiony a chyba też lekko przestraszony patrzy na naszÄ… piÄ…tkÄ™. Pada pytanie: Czemu same kobiety? Tak zwana celna riposta sama przeszÅ‚a mi przez usta Kontynuujemy tradycje Wandy Rutkiewcz J (dla niewtajemniczonych – propagowaÅ‚a alpinizm kobiecy) Nasz rodak uwierzyÅ‚ poczÄ…tkowo caÅ‚kiem na serio NastÄ™pnego dnia, gdy chciaÅ‚ nam towarzyszyć na szczyt zapytaÅ‚ nawet czy może, bo może my tak ideologicznie chcemy bez faceta. WiÄ™c zaÅ‚apaÅ‚ siÄ™ na SzerpÄ™. Dopieo później, podczas gotowania obiadu nastÄ™pnego dnia, dowiedziaÅ‚ siÄ™ „o co chodziÅ‚o z tÄ… WandÄ…”. Ale patronkÄ… wyjazdu himalaistka zostaÅ‚a. Mam nadziejÄ™, że nie przewraca siÄ™ z tego powodu w grobie, szczególnie obserwujÄ…c nasze niezbyt Å›pieszne ogarnianie siÄ™
Aragac, wierzchoÅ‚ek poÅ‚udniowy (3879 m.n.p.m.). JesteÅ›my nieco zmÄ™czone podejÅ›ciem i wysokoÅ›ciÄ…, ale gÅ‚ównie chyba zawiedzione. Jest kompletna mgÅ‚a, nie widać krateru, nie widać innych wierzchoÅ‚ków. Tylko kopczyki, tablice i krzyż na szczycie. Jest też taki maÅ‚y kamienny "bunkier", w którym możemy schować siÄ™ przed wiatrem. W Å›rodku – dwie Polki, Beata i Dorota, które ogarniaÅ‚y siÄ™ nieco szybciej niż my i nieco szybciej doszÅ‚y na wierzchoÅ‚ek. JesteÅ›my wiÄ™c dziÅ› na szczycie wybitnie polskim. Jemy czekolady, kabanosy i co tam jeszcze mamy, jest nam coraz zimniej. Zaczyna padać, Å›ciskamy siÄ™ wszyscy pod niewielkim daszkiem. CzujÄ™, że same siebie oszukujemy czekajÄ…c na poprawÄ™ pogody, ale też nie chcÄ™ iść w dóÅ‚. Też jeszcze mam nadziejÄ™. TrochÄ™ siÄ™ zÅ‚oszczÄ™ na Piotrka, że mówi o jakiÅ› przejaÅ›nieniach. Ale kiedy sÅ‚yszÄ™, że widać kawaÅ‚ek krateru postanawiam wyleźć z „bunkra” i to sprawdzić, bo za chwilÄ™ znów może nie być widać kompletnie nic… I wtedy naprawdÄ™ zaczyna siÄ™ przejaÅ›niać i naszym oczom ukazuje siÄ™ wulkaniczny, marsjaÅ„ski krajobraz najwyższego szczytu Armenii.

Wbrew nadzieji udało się zobaczyć conieco ze szczytu Aragacu...

Polski Aragac!
Aragac, wierzchoÅ‚ek zachodni, 4007 m.n.p.m. Krajobaz wciąż marsjaÅ„ski, duma ze zdobycia szczytu. ObowiÄ…zkowa sesja zdjÄ™ciowa i przegryzanie smakoÅ‚yków nieco zmaltretowanych przez wysokie temperatury, w których podróżowaÅ‚y (najbardziej podoba mi siÄ™ czekolada Piotrka - w kulce). Niestety pogoda znów siÄ™ psuje i czas siÄ™ zbierać. Jeszcze tylko zdjÄ™cie caÅ‚ej naszej piÄ…tki pod krzyżem (podobny znajduje siÄ™ na każdym z wierzchoÅ‚ków masywu), niestety zaczyna wiać i padać wiÄ™c miny już niezbyt radosne
ChwilÄ™ później zaczyna padać grad (jeszcze kilka minut temu byÅ‚o piÄ™kne sÅ‚oÅ„ce, ale tu pogoda lubi siÄ™ zmieniać naprawdÄ™ szybko), trochÄ™ wali w twarz, wiÄ™c zejÅ›cie bardzo stromym stokiem peÅ‚nym osuwajÄ…cych siÄ™ i Å›liskich od opadów kamieni nie należy do najÅ‚atwiejszych. Co kawaÅ‚ek któraÅ› z nas coÅ› strÄ…ca, Gosi nawet udaje siÄ™ wywoÅ‚ać małą kamiennÄ… lawinkÄ™. Kiedy jesteÅ›my znów na przełęczy pomiÄ™dzy PoÅ‚udniowym i Zachodnim znów siÄ™ rozpogadza. WiÄ™c należy siÄ™ nam sjesta!
Kari Licz. WchodzÄ™ do pana pracujÄ…cego na stacji meteo, żeby zapytać o to jak siÄ™ wydostać znad jeziora Kari. Po chwili mam już telefon w dÅ‚oni i swoim nienajlepszym rosyjskim dogaduje siÄ™ co do niezbyt drogiego taxi. Pan zaprasza nas na herbatÄ™, tak jak poprzedniego dnia J TÅ‚umaczÄ™, że chcielibyÅ›my posiedzieć też z innymi Polakami – dostajemy zaproszenie całą ekipÄ…. Kiedy nieco onieÅ›mielona mówiÄ™, że my nie chacieliby zdzieÅ‚ać problema w odpowiedzi dostajÄ™ standardowo kakoj problema niet problema J Za jakiÅ› czas siedzimy wiÄ™c, do ekipy, która dziÅ› zdobyÅ‚a dwa wierzchoÅ‚ki dołączyÅ‚a jeszcze Ewa, która wybiera siÄ™ na szczyt nastÄ™pnego dnia. WczeÅ›niej oglÄ…daÅ‚yÅ›my zdjÄ™cia, wiÄ™c wiemy, że pan ma dyplom, okazuje siÄ™, że uczestniczy w corocznych biegach na Aragac i na wierzchoÅ‚ek póÅ‚nocny i z powrotem wbiegÅ‚ w 2:40. Dla wiÄ™kszoÅ›ci turystów jest to caÅ‚odniowa wyprawa… Uroku naszemu spotkania dodaje żona (niestety nie mówi po rosyjsku) i roczny synek, Gor. Nazwany tak od gór – bo to sÅ‚owo i po polsku i po rosyjsku i po ormiaÅ„sku jest bardzo podobne.
NastÄ™pnego wstajemy ok siódmej, na siódmÄ… nastawiony jest budzik, ale przecież jak gÅ‚osi ludowa mÄ…drość „jakbyÅ›my mieli wyskakiwać z Å‚óżek to byÅ›my wszyscy spali w tosterach”. Taxi zamówione co prawda na 10:00, ale szybkie zbieranie siÄ™ nie jest naszÄ… mocnÄ… stronÄ…
Na zewnÄ…trz wczeÅ›niej sÅ‚ychać już byÅ‚o gÅ‚osy – Piotrka, który nastÄ™pnego dnia także zamierzaÅ‚ zdobyć wulkan (tym razem w towarzystwie Ewy), Olgi, która go pożegnaÅ‚a, potem wstaÅ‚a któraÅ› jeszcze. Twardo próbujÄ™ wyszarpać choć trochÄ™ snu – zasnęłam dopiero nad ranem, taka reakcja organizmu na wysokość
Ten dzieÅ„ zapowiada siÄ™ bardzo Å‚adnie i żal, że „musimy” jechać dalej.
Po Å›niadaniu i wstÄ™pnym ogarniÄ™ciu rzeczy znajduje ustronny kÄ…cik nad jeziorem na toaletÄ™. Niestety nie udaÅ‚o mi siÄ™ zrobić nawet poÅ‚owy tego co chcÄ™ jak Gosia krzyczy, że kierowca już jest. Punktualność na Kaukazie interpretowana jest dość dowolnie, ale dlaczego wÅ‚aÅ›nie wtedy kiedy doprowadzam swoje nogi do porzÄ…dku taksówkarz akurat musi być za wczeÅ›nie. W koÅ„cu w cywilizacji bÄ™dziemy wiÄ™c wypada jakoÅ› wyglÄ…dać, nie każdy musi wiedzieć, że to wyjazd niskobudżetowy bez dostÄ™pu do takich luksusów jak Å‚azienka!

Ostatnie spojrzenie na "nasz" Aragac przed wejÅ›ciem do taksówki. Zobaczymy go raz jeszcze z marszrutki jadÄ…cej z Erywnia do Alaverdi
Eczmiadin. PoprosiÅ‚yÅ›my policjanta o pomoc w znalezieniu miejsca, gdzie możemy zostawić nasze gigantyczne plecaki – prowadzi nas prawie przez caÅ‚y zabytek, do miejsca obok sklepu z pamiÄ…tkami. Ludzie dziwnie siÄ™ na nas patrzÄ…, chyba nie jesteÅ›my tu typowymi turystkami
Panowie, którzy staja na straży naszego mienia, sÄ… przerażeni dysproporcjÄ… pomiÄ™dzy wymiarami naszych bagaży, a maÅ‚ymi kobietkami, które je noszÄ…. Bardziej na migi, niż po rosyjsku pokazujÄ…, że plecak taki wielki a ja taka maÅ‚a i coÅ› tu siÄ™ nie zgadza. Mój plecor na ogóÅ‚ robi wiÄ™ksze wrażenie po pierwsze dlatego, że jest wÄ…ski, ale wysoki (wystaje sporo nad gÅ‚owÄ™), po drugie dlatego, że jestem dość drobna i nawet 65 litrów robi wrażenie przy garabrytach wÅ‚aÅ›cicielki. Cóż, nie ukrywam, że wolÄ™ chodzić z lekkim bagażem bez namiotu, jedzenia i innych biwakowych "drobiazgów"... ale wyjazd, który umożliwia spanie tak blisko natury, w "hotelu pod tysiÄ…cami gwiazd", sprawia mi nieporównywanie wiÄ™cej frajdy. I godzÄ™ siÄ™ z kosztami oraz faktem chodzenia zwykle na koÅ„cu grupy...

W Eczmiadinie, coś jak nasz Wawel tyle, że ponad tysiąc lat starsze, znajduje się muzeum Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego
Tym razem jedziemy transportem publicznym, wiÄ™c wpychamy siÄ™ z naszymi wielkimi plecorami do marszrutki wiozÄ…cej nas do Erywania. Dostajemy trochÄ™ opieprz od kierowcy, że nas nie weźmie, ale ludzie stajÄ… po naszej stronie, tylko musimy opÅ‚acić jedno miejsce które zamist ludzi zajmÄ… bagaże. Dziewczyny sÄ… nieco z przodu, a ja siedzÄ™ obok symaptycznej kobiety, która po kilku zamienionych zdaniach zaczyna ze mnÄ… rozmawiać o Bogu, religii i poleca stronÄ™, gdzie znajdÄ™ opowiedź (na podstawie cytatów z Pisma ÅšwiÄ™tego oczywiÅ›cie), któe nurtujÄ… mÅ‚odych ludzi. DostajÄ™ też ulotkÄ™ z adresem storny (wszystko jest ormiaÅ„skimi "szlaczkami," ale adres "Å‚acinkÄ…"), ma byc też tam wersja po polsku. Sprawdzam to dopiero w domu, ale pierwsza intuicja jest sÅ‚uszna, byÅ‚am "nawracana" przez Åšwiadków Jehowy.
ErywaÅ„. Siedzimy w maÅ‚ym, przydworcowym kebabie popijajÄ…c kolÄ™ szczególnie mi ratuje to życie bo spanie na wysokoÅ›ci ponad trzech tysiÄ™cy nie szÅ‚o mi dobrze. Co jakiÅ› czas wymieniamy parÄ™ sÅ‚ów z wÅ‚aÅ›cicielem, Gruzinem, mówiÄ…cym po angielsku (!), a w polityce polskiej i miÄ™dzynarodowej Å›wietnie zorientowanym. Jak duża część Gruzinów ma oczywiÅ›cie dużo sympatii dla Å›.p. Lecha KaczyÅ„skiego. Zrelaksowane oczywiÅ›cie zapominamy, ile rzeczy miaÅ‚yÅ›my zaÅ‚atwić kiedy Gosia i Karolina pojechaÅ‚y na poszukiwania. Bo niestety karmiata Gosi zostaÅ‚a w taxi, które zwoziÅ‚o nas z góry. Wiemy, że tu turystyka jest tu bardzo sÅ‚abo rozwiniÄ™ta i nie wierzymy, że siÄ™ uda, myÅ›limy jak ogarnąć problem przy pomocy dostÄ™pnych nam rozwiÄ…zaÅ„… Nagle do knajpy wpadajÄ… zachwycone dziewczyny z karimatÄ…. Okazuje siÄ™, że w sklepie w okolicach dworca, znalezionym szybko przez internet przez chÅ‚opaka Karoliny byÅ‚y co prawda maty, ale raczej do jogi - jednak sprzedawca byÅ‚ kiedyÅ› w Polsce i miÅ‚o wspomina wigiliÄ™ w naszym kraju (Sandomierz)… wiÄ™c wsadziÅ‚ dziewczyny do taksówki, za którÄ… zapÅ‚aciÅ‚ i poleciÅ‚ taksówkarzowi jechać do chyba jedynego sklepu turystycznego w Erywaniu. RozwiÄ…zanie problemu karimaty i kolejny przejaw życzliwoÅ›ci wymaga wypicia dobrego piwka!

Klasztor w Gekhard, odwiedzony po drodze do Garni. Ciemne wnętrza, oświetlone blaskiem modlitewnych świec.
Garni. Przez historiÄ™ z kaimatÄ… jesteÅ›my w Garni znacznie później niż zamierzaÅ‚yÅ›my – ale zdążymy jeszcze pozwiedzać znany zabytek – hellenistycznÄ… Å›wiÄ…tyniÄ™. Robi wrażenie – zwÅ‚aszcza, że zupeÅ‚nie nie kojarzymy takich budowli z ArmeniÄ…. Przy wyjÅ›ciu okazuje siÄ™, że panowie z ochrony zupeÅ‚nie za darmo oferujÄ… nam nocleg na terenie Å›wiÄ…tyni (poczÄ…tkowo miaÅ‚yÅ›my spać w wÄ…wozie, nad rzeczkÄ…). Jest piÄ™kne pÅ‚askie miejsce na namiot, jest woda (potem dostajemy jeszcze kluczyk do toalety – można siÄ™ umyć pod bieżącÄ… wodÄ… w umywalce!), jest ochrona. Jednym sÅ‚owem Å›wietna i caÅ‚kiem bezpieczna miejscówa. Zaoferowana nam tak po prostu, dlatego, że przyszÅ‚yÅ›my, bez pytania i proszenia o cokolwiek.

Świątynia w Garni o poranku, zanim zjawią się turyści.
NastÄ™pnego wieczora, już w Alaverdi, nasz pożegalny wieczór w piÄ…tkÄ™ z winem na "tarasie" naszego hostelu. Rano Karolina odjeżdża marszrutkÄ… do Erywania a my taksówkÄ… jedziemy do Tbilisi