Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
Articles
W Koronie Gór Słowacji - Skorusina
03-07-19

SkorusinaTREKKING. Jadąc w stronę Orawic wczesnym rankiem nie spodziewałam się, że widoki z tego niepozornego szczytu mierzącego zaledwie 1314 metrów będą jednymi z tych, do których chce się wracać. Wycieczkę przeszliśmy spacerowym tempem przez wzgląd na młodszego członka wyprawy. Piękne otoczenie w jakim się znajdowaliśmy, zwiastowało nam przyjemne spędzenie czasu w bardzo leniwym tempie. Skoruszyna leżąca w Paśmie Skorusiny, bo właśnie o niej mowa, jest jednym z 37 szczytów w Koronie Gór Słowacji. Nie mając większych planów co do weekendu, zdecydowaliśmy się zdobyć właśnie ją.

 

Szlak, który obraliśmy, aby zdobyć szczyt wychodził z małego słowackiego miasteczka Orawice. Samo miejsce jest dosyć urokliwe, aby wybrać się tutaj na weekend. Oprócz dużego aquaparku znajdującego się tuż obok centrum oraz wielu szlaków prowadzących między innymi w Tatry Zachodnie, miejsce to dysponuje sporym polem namiotowym, wieloma miejscami noclegowymi z Chatą Orawicką na czele stanowiącą schronisko turystyczne, a także kilkoma punktami gastronomicznymi, w których każdy smakosz znajdzie coś dla siebie. Miejscowość ta cieszy się wielką popularnością wśród polskich turystów, których w dniu naszego pobytu było najwięcej z przyjezdnych. Opłata za parking przy głównej drodze wynosi jedynie 1 euro za 8 h, więc jak na słowackie cenniki, to jest to niewielki koszt. Zimą czynny jest tutaj wyciąg narciarski z różnymi trudnościami tras oraz kolejka linowa na najbliższy szczyt - Vychliadkową Vezę. Jest więc co robić :)

 

Chata Oravice

fot. travelquide.sk

 

Na Skoruszynę prowadzi kilka szlaków. My wybraliśmy czerwony o długości zaledwie 5 km. Zaparkowaliśmy przy Chacie Orawskiej, spod której prowadzi nasza ścieżka. Niestety poszliśmy w złą stronę, co poskutkowało odwiedzeniem osiołka pasącego się za schroniskiem :) Musieliśmy zawrócić w dół i skręcić w lewo obok głównego parkingu. Tam szlak wyprowadza nas najpierw asfaltem, później już polną dróżką na polanę, którą zmierzamy do góry. Im wyżej, tym widoki pokaźniejsze. Za plecami odsłaniają się nam Tatry Bielskie, zasłaniane lekko przez Giewont. Szlak jest słabo wydeptany, toteż nasze buty szybko mokną po porannym deszczu, jaki nas zastał jeszcze na parkingu. Trawa sięga kolan i ścieżka poprawia się dopiero po półgodzinnym marszu. Widać, że szlak nie był za często uczęszczany w ostatnich dniach. W międzyczasie mijamy chatkę prywatną z tarasem, na którym zrobiliśmy małą przerwę na śniadanie i schroniliśmy się przed deszczem. Dalej po lewej stronie mamy ambonę myśliwską, a po kolejnych minutach znajdujemy się już na utwardzonej drodze.

 

Pierwsze widoki po deszczu

fot. arch. własne

 

Szlak czerwony wiedzie przez polanę

fot. G. Cieślik

  

 Cudne widoki ze szlaku na Tatry Zachodnie

fot. G. Cieślik

 

I tu pojawia się problem, bo nie mając mapy papierowej, nie wiemy jak dalej wiedzie szlak na szczyt. Skręciliśmy w prawo do góry, jednakże szlak czerwony zniknął nam z oczu. Idąc z dobry kilometr postanowiliśmy skręcić w leśną drogę prowadzącą na charakterystyczny przekaźnik, który widzieliśmy już spod Chaty Orawskiej. Jak się okazało, był to dobry cel. Ścieżka, którą wybraliśmy, zaprowadziła nas na Błatnią. Tutaj też po parudziesięciu metrach znajdujemy w końcu szlak czerwony i już wiemy, że na dole powinniśmy iść nieco w lewo i później skręcić w las w niewidoczną dla oczu ścieżkę - nadrobiliśmy tę gafę w drodze powrotnej. Szlak wiedzie dalej umiarkowanie do góry. Niestety znajduje się na nim sporo wiatrołomów, które należy ominąć bokiem. Po około godzinie szlak nareszcie prowadzi w górę, co oznacza, że za niedługo będziemy na szczycie. Już zaczęliśmy się niepokoić, iż znowu coś poknociliśmy i idziemy w złą stronę. To "niedługo" troszkę się przeciąga, ale jednak trzeba zrobić nieco przewyższenia, by zdobyć Koronę :)

 

 Tatry Bielskie pod chmurami i Giewont

fot. G. Cieślik

 

 Nareszcie błękit nad głowami

fot. G. Cieślik

 

 

Wiatrołomy na szlaku czerwonym

fot. G. Cieślik

 

Po długiej przeprawie w palącym Słońcu, udaje nam się stanąć na szczycie, na którym stoi pokaźna wieża widokowa, zadaszona wiatka oraz kilka ławek i stołów, niestety w kiepskim stanie. Jest jeszcze coś... zwały śmieci rozwalone po znacznym obszarze i stada much, które nie dają nam spokoju. Myślałam, że to tylko u nas ludzie mają złe nawyki - wnoszą pełne i puste zostawiają - teraz wiem, że tak się dzieje nie tylko u nas... wielka szkoda. Miejmy nadzieję, że wkrótce ktoś to posprząta. Z wieży widokowej prezentuje się okazała panorama 360 stopni. Gdzie wzrokiem nie sięgnąć widzimy wspaniałe krajobrazy. Przy dobrej widoczności możemy zobaczyć pejzaż sięgający od Beskidu Wyspowego poprzez Gorce, Beskid Sądecki, Tatry Zachodnie, Góry Choczańskie, Małą Fatrę, aż po nasz Beskid Żywiecki. Najbliżej nas są Tatry Zachodnie, które dzisiaj nikną nam w deszczowych chmurach.

 

Wieża widokowa i wiata na szczycie

fot. arch. własne

 

 Tabliczka na szczycie

fot. arch. własne

 

 

 

 

Panoramy z wieży widokowej

fot. arch. własne

 

Postój na szczycie nie trwa za długo, gdyż wspomniane wygłodniałe muchy nie dają nam spokoju. Szybko więc uciekamy w dół. Dodatkowo nasze tempo wzrasta, gdy słyszymy pomruki burzy. Wracając schodzimy już prawidłowo oznakowanym szlakiem, który okazał się bardziej stromy, niż nasza nieplanowana wersja wejścia na Błatnią. Zatrzymujemy się dopiero w chatce, gdzie mieliśmy postój tuż przy samych Orawicach, a w centrum nasza mała towarzyszka korzysta z huśtawek dostępnych przy szlaku :) Wycieczka zakończyła się w pełnym słonku i z pięknymi widokami w pamięci.

 

Zbliżenie na nasz Giewont

fot. G. Cieślik

 

 Widoki w drodze powrotnej spod szczytu

fot. G. Cieślik

 

Na szczyt można jeszcze wejść z miejscowości Brezovica. Stamtąd poprowadzi nas szlak żółty, zmieniający się od szczytu Javorinky na zielony. Ma on 7 kilometrów długości, więc jest nieco dłuższy od wybranego przez nas wariantu. Inną opcją jest wyjście od Zabiedova. Tutaj możemy zrobić dłuższą, całodniową pętle zdobywając inne, pomniejsze szczyty w Paśmie Skorusiny. Widoki z tych szlaków dorównują tym z naszych Beskidów. Polecam ją wszystkim, którzy poszukują ciszy i spokoju w górach. Na wycieczkę można też zabrać czworonoga. Pamiętajmy tylko o paszporcie dla zwierzaka, aktualnych szczepieniach oraz smyczy.

 

Przykładowe trasy:

 

Przydatne linki:

 

Dorota Hazuka 

Redaktorka portalu Planetagor.pl

Autorka bloga Somewhere Over The Mountains


Comments
  • Adminby Admin 1244 day(s) ago
    0 punktów    
    Spodobał Ci się artykuł? Zainspirował Cię? Doceń naszą pracę i poświęcony czas stawiając nam wirtualną kawę! Bardzo dziękujemy!
    https://buycoffee.to/planeta.gor
Read more

 

BIEGI GÓRSKIE: czytaj

 

ROWERY GÓRSKIE:  czytaj

 

SKITURY:  czytaj

 

SPELEOLOGIA: czytaj

 

TREKKING: czytaj

 

WSPINANIE: czytaj

Copyright by planetagor.pl