Links News Contact Us About Us Advertisement Terms of use FAQ Add story Partners Invite a friend Bookmark Angielski Polski
Angielski Polski
Articles
Góry w trakcie pandemii - dla niezmotoryzowanych
19-05-20

ZakopaneTREKKING. Jak wielu z nas zmęczona siedzeniem w domu oraz napięciem związanym z "zaistniałą sytuacją" wyczekiwałam wyjazdu w góry. Otwarcie lasów niewiele zmieniło - w góry z Warszawy trochę daleko na jeden dzień. Majówka okazała się nie być najlepszym momentem - pod namiot w deszczu, beza perspektywy schowania się pod dachem choćby na chwilkę (na przykład na ciepły obiad w schronisku) nie wydawała się miła. Od 4 maja otwierają się miejsca noclegowe, ja ruszam w góry 7 maja. Większość schronisk rusza dopiero od 8 maja, w dodatku panujące w nich rygory sprawiają, że może nie być miejsca. O glebie na razie można zapomnieć. Ale jest przecież tyle innych możliwości, co prawda nie mam samochodu, którym podjadę pod każdy szlak, ale bazując na znajomości górskich szlaków i związanej z nimi logistyki na pewno coś wymyślę.  Zadanie okazło się odrobinę trudniejsze, niż sobie wyobrażałam. W cztery dni połaziłam po Tatrach oraz Gorcach i Beskidzie Wyspowym.

 

Najpierw połączenie "dalekobieżne". Zazwyczaj jeździłam nocnym połączeniem do Zakopanego, Sanoka, Szklarskiej Poręby. Kraków i Bielsko-Biała to częściej opcja "po pracy" + nocleg lub pierwsze połączenie poranne. O nocnych połączeniach można na razie zapomnieć, tak jak trzeba liczyć się z tym, że na większości tras jedynym przewoźnikiem pozostaje PKP. Połączeń jest bardzo mało, nie pojadę bezpośrednio do Zakopanego czy Suchej Beskidzkiej. Na szczęście zostawiono pierwszy poranny pociąg do Krakowa i połączenie z Krakowa po 19-stej. Bilety można sprzedawać tylko na połowę miejsc, warto więc kupić je wcześniej, żeby nie było niemiłej niespodzianki. Na korytarzu siedzieć nie pozwolą.

 

Nie należy też liczyć, że w związku z mniejszą ilością kursów nie pojawią się opóźnienia. Kiedy jechałam do Krakowa godzinę drogi od Warszawy popsuł się wagon. Wiem, że awarię się zdarzają - ale otwartym pytaniem pozostaje, czy nie należy sprawdzać sprzętu, zanim się go puści w trasę. Szczególnie teraz, kiedy przy małej ilości połączeń mamy mniej możliwości pojechania dalej i niewielkie opóźnienie pociągu może skończyć się tym, że w miejscu docelowym będziemy wiele godzin później. 

 

Do Zakopanego nie pojedziemy z Warszawy bezpośrednio, ale połączenia do samego Zakopanego z Krakowa z każdym dniem są coraz liczniejsze - w weekend 9/10 maja było to już ok. 10 kursów dziennie. 

 

Zakopane

Zakopane - okolicznościowy plakat. 

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Rzadko kiedy możemy ruszyć z dworca od razu w góry. No i tu pojawia się kolejne wyzwanie. Lokalna komunikacja jest bardzo ograniczona  albo nie jeździ wcale.

 

I po kolei. Zakopane - tu mamy tylko bardzo ograniczoną komunikację lokalną (np. kurs co półtorej godziny). Dojedziemy do różnych części Zakopanego, Ronda Kuźnickiego, Kościeliska. Jeździł też bus w okolice Chochołowskiej, ale nie jestem pewna czy do samej doliny. Transportem publicznym nie pojedziemy w okolice Morskiego Oka ani do Kuźnic. Oczywiście do położonych blisko miasta szlaków można dojść "z buta" - do Kuźnic z centrum jest ok. 40 minut. Są też taksówki. Do Doliny Strążyskiej zapłaciłam 22 PLN, w Kuźnicach za kurs do centrum chcieli 25 PLN. 

 

Nowy Targ - na przystanku przy dwrocu jest informacja, że są zmiany w kursowaniu, ale nie wiemy dokładnie jakie. Nie ma też informacji w internecie. W rezultacie do szlaku pod Turbacz jedziemy taksówką za 25 PLN.

 

Busy w okolicy Gorców i Beskidu Wyspowego. Tu najlepszą opcją wydaje się Rabka - potwierdzonych kursów (te na które da się kupić bilet na stronie MDA Kraków) jest najwięcej. Udało się potwierdzić u przewoźnika niedzielny transport z Limanowej - z tym, że nie udało nam się tam dojść :) Na rozdzielającą Gorce i Beskid Wyspowy Dolinę Kamienicy (autobusy ze Szczawnicy) znajdujemy w internecie kilka kursy na dzień powrotu (niedziela). Nie chcemy sprawdzać, czy bus przyjedzie, ani czy w związku z limitami będzie tam dla nas miejsce, więc sprawdzamy, jak łapie się stopa. Na szczęście łapie się dość łatwo. 

 

Nie udaje nam się także dojechać busem spod leżących pod Krakowem Mogilan - co prawda według informacji na stronie przewoźnika pojazd powinien się pojawić 10 minut potem, jak stop wyrzuca nas na przystanku, ale mimo to bus nie przyjeżdża. Na szczęście kolejnego stopa udaje nam się złapać - dużo jest dobrych ludzi :)

 

Od współtowarzysza pociągu linii Przemyśl - Warszawa dowiedziałam się też, jak wygląda sytuacja w Bieszczadach. Otóż nie wygląda. Nie jeździ nic, ani busy dla turystów, ani normalny transport "dla lokalsów". Zostaje więc liczyć na ludzką życzliwość.

 

Zostawię też kilka informacji o samym pobycie w górach. Pierwszy raz zdecydowałam się na nocleg w samym Zakopanem, w hostelu na Krupówkach. Obowiązuje zasada max. 2 osoby na pokój, ale w tygodniu było nas tak mało, że i tak każdy miał pokój dla siebie. Duże wrażenie zrobiły niemal puste Krupówki. Dobrze, że z nielicznych otwartych knajp (oczywiście jedzenie na wynos) dobiegała górska muzyka. W Dolinie Strążyskiej i na Sarniej Skale spotkałam kilkunastu turystów, spory ruch był za to na Kasprowym (działa już kolejka - ale ok. 40 osób spotkałam schodząc na Kuźnice). Murowaniec przygotowywał się do otwarcia okienka na wynos - teraz zapewne ono działa.

 

Beskid

Widok z Beskidu. W maju mamy trochę zimy - może dla tych, którzy nie mogli pochodzić po Tatrach w marcu i kwietniu :)

fot.: Paulina Wojciechowska

  

W dobie pandemii i schronisk otwartych tylko trochę fajną opcją wydaje się być namiot - tu na szczęście nie obowiązują limity połowy miejsc :) Na to rozwiązanie zdecydowaliśmy się w Gorcach i Beskidzie Wyspowym. Dobrych miejsc pod nocleg jest dużo, jest też kilka miejscówek, w których latem funkcjonują bazy namiotowe (czyli wiemy na pewno, że jest dość płasko i jest woda - same bazy jeszcze nie działają, a w tym roku być może nie będzie ich nawet w wakacje). W tych górach zaskoczyła nas ilość turystów - nigdy nie widziałam aż tylu ludzi na mniej popularnych szlakach typu Kudłoń czy Mogielica. Ale ładny, niemal wakacyjny weekend po tak długim czasem "zamknięcia" zrobił swoje. 

 

Jasień

Jasień w Beskidzie Wyspowym. Pod wieczór jest już spokojnie, ale w ciągu dnia spotkaliśmy zaskakująco dużo ludzi. 

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Cudownie być znowu w górach... ale nie jest dobrze tak często widzieć, jak bardzo jest teraz inaczej. Smutno patrzeć na kiedyś tętniące życiem dworce, gdzie obecnie przebywa niewielu przyjezdnych. I jeszcze te komunikaty że "trwa pandemia i jakbyś miał gorączkę, to zgłoś się do sanepidu" - jakbyśmy przez dwa ostatnie miesiące nie mieli okazji usłyszeć, jak objawia się covid.  Dziwnie wysiadać w Zakopanem i nie mieć "na wejściu" oferty pokoju, nie słyszeć wołania busiarzy "Chochołowska, Kościeliska, Moskie Oko". Dziwnie wyglądają Krupówki puste wieczorową porą. Ławki obklejone znaczkami "nie dezynfekowane, nie używać". Zamknięte schroniska. Cieszy za to, że ludzie w większości zachwują się normalnie, życzliwie. Zmęczeni siedzeniem w domu i "zaistniałą sytuacją" nie boją się rozmawiać, może tylko stoją ciut dalej, niż kiedyś. Tęsknię za normalnością... i mam nadzieję, że ten dziwny czas już niedługo będzie tylko wspomnieniem.

 

Autorka: Paulina Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking


Comments
  • There are no comments yet
Read more

 

BIEGI GÓRSKIE: czytaj

 

ROWERY GÓRSKIE:  czytaj

 

SKITURY:  czytaj

 

SPELEOLOGIA: czytaj

 

TREKKING: czytaj

 

WSPINANIE: czytaj

Copyright by planetagor.pl