Articles

Podczas uprawiania Skituringu i Freeride'u ważną sprawa jest bezpieczeństwo, szczególnie dotyczy to gór wysokich, gdzie niebezpieczeństwo zejścia lawiny jest realnym zagrożeniem i występuje praktycznie zawsze, niezależnie od tego jaki stopień zagrożenia jest ogłoszony. Należy pamiętać, że nawet przy pierwszym stopniu zagrożenia lawinowego możemy zostać przysypani śniegiem. I stopień nie oznacza, że jesteśmy całkowicie bezpieczni tylko, jak możemy przeczytać na stronie TOPRu, pierwszy stopień lawinowy wskazuje na:
Zagrożenie lawinowe - 1 małe
STABILNOŚĆ POKRYWY ŚNIEGOWEJ
NA OGÓŁ BEZPIECZNA
Pokrywa śniegowa jest na ogół utrwalona i stabilna
PRAWDOPODOBIEŃSTWO SAMOISTNEGO I MECHANICZNEGO WYZWOLENIA LAWINYMożliwe samorzutne zejście lawin małych rozmiarów w postaci tzw. zsuwów, szczególnie przy śniegach mokrych.
Mechaniczne wyzwolenie lawiny możliwe na ekstremalnie stromych stokach o nachyleniu równym, lub większym niż 40°, tylko przy bardzo dużym dodatkowym obciążeniu**.
ZALECENIA DLA RUCHU OSÓB
Na ogół dogodne warunki dla działalności górskiej. Bardzo strome i ekstremalnie strome stoki o nachyleniu równym, lub większym niż 40°, a zwłaszcza żleby, depresje i rozległe pola śnieżne, szczególnie w pobliżu grani należy przechodzić (przejeżdżać) pojedynczo. Unikać miejsc z nawianym śniegiem (tzw. poduchami śnieżnymi), zwłaszcza na ekstremalnie stromych stokach o nachyleniu równym, lub większym niż 40°, w żlebach, depresjach i rozległych polach śnieżnych.
Jak widzimy, przy „jedynce" pokrywa śnieżna jest na ogół stabilna, a i tak możliwe jest samorzutne zejście lawin! Więc nie ma mowy o całkowitym bezpieczeństwie, a jedynie o bezpieczeństwie względnym.
Myślę że większość z nas, skiturowców, zdaje sobie z tego sprawę, jednak podejrzewam, że pewnie tak jak w moim przypadku, tak i u was zakup piepsa jest ostatnim zakupem ,o którym myślicie. Bo przecież najpierw zawsze myślimy o nartach, fokach, wiązaniach, butach i jak tylko zakupimy upragniony sprzęt jedziemy w góry by oddać się przyjemności zimowego turowania poza szlakiem, nie zapadając się po pas lub po szyję w śniegu. Na nowym sprzęcie śmigamy sobie na wśród, okrytych czapami śniegu, świerków, delektując się widokami i zostawiając za sobą podwójną linie śladu w dziewiczym, świeżym puchu.

I wszystko jest ok. Jeśli dostosowujemy nasze wycieczki do warunków panujących akurat w górach. Jeśli ktoś chce jeździć na nartach w Beskidach to faktycznie- pieps raczej nie jest konieczny i uważam, że zachowując podstawowe zasady ostrożności, można stosunkowo bezpiecznie poruszać się bez niego w tych górach, no może z wyjątkiem Babiej Góry i Pilska, gdzie czasami trzeba liczyć się z realnym zagrożeniem lawinowym. Jednak wypad w Tatry to już zupełnie inna historia- ten już powinien wiązać się z zakupem piepsa.
Niestety zakup piepsa to wydatek rzędu 1000 złotych, a zestawu z łopatą i sondą to już minimum 1200 złotych. Sami dobrze wiemy, że w przypadku zasypania kolegi w lawinie, odnalezienie go to nie wszystko, ale należałoby go także odkopać. Lawinisko zas jest „zbudowane" z twardego śniegu, i bez łopaty niewiele zdziałamy. A to oznacza, że jest ona niezbędna. Kolejny koszt.
Ostatnio zetknąłem się z nowym modelem piepsa Freeride w super cenie! 599 zł. Czy warto go kupić? Oto jest pytanie?
Postaram się podzielić moimi doświadczeniami, bo na razie nie spotkałem się z recenzjami tego sprzętu. W ubiegłym roku roku znajomy przekazał mi wiadomość, że ma możliwość zakupu piepsów w Niemczech w cenie 600 zł (był to dokładnie ten sam model piepsa), zebrało się kilkoro chętnych ludzi i kupiliśmy parę sztuk PIEPSA FREERIDE.
Pierwszy test Pipesów przeprowadziliśmy na Czarnohorze, na naszym skiturowym wyjeździe na Ukrainę. Co wynikło z naszych testów i porównań?
Pierwsza uwaga - obszar poszukiwań omawianego piepsa jest ograniczony do średnicy 30 metrów, w przypadku Pipesów, którymi dysponowali znajomi, było to około 45 metrów. Czułość ich pipsów była także większa, niż naszego. Najprawdopodobniej przyczyną tego była większa ilość anten i co za tym idzie, jak pisałem wyżej, większy obszar poszukiwań i większa czułość. Nasz pieps nie pokazuje także kierunku, z którego dochodzi poszukiwany sygnał. Jednakże należy tu powiedzieć, że po nabraniu umiejętności posługiwania się Freeridem staje się on praktycznie tak samo użyteczny jak każdy inny, a jego wyjątkowo niska cena jest wówczas zdecydowanym plusem.
Jak widać, stosunkowo niska cena nie idzie w tym przypadku w parze z niska użytecznością i jakością. A jakie wnioski? O tym już każdy musi zdecydować sam - ktoś powie, za 40 % mniejsza cenę mamy stosunkowo dobry produkt, ktoś inny, że woli dać więcej kasy i mieć produkt pierwszej klasy, w końcu to „coś" ma uratować jego życie w sytuacjach zagrożenia.
Moje własne spostrzeżenia są takie, że dla niektórych pojawienie się Freerida może stać sie impulsem do zakupienia swojego własnego, pierwszego piepsa, a tym samym do zwiększenia bezpieczeństwa dla niego samego jak i dla jego skiturowych kolegów. Po prostu lepiej pipesa mieć, niż nie mieć. I tego się trzymajmy.
Życzę wszystkim bezpiecznego turowania!
Opis produktu pod linkiem
Autor: Grzegorz Jendrzej