Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Blogi użytkownika Emilia G. / Trekking / Górskie podsumowanie 2016 roku i kilka celów na 2017
Górskie podsumowanie 2016 roku i kilka celów na 2017
2 Styczeń, 20172 Styczeń, 2017 1 komentarze Trekking Trekking
blog_751.jpg
Zdecydowanie był to rok, w którym sporo się działo. Ilość przewspinanych dróg była większa niż ilość tras, czego jednak w moim TrekNotesie nie zaznaczałam. Jestem dumna z każdego kilometra trasy, który przeszłam i z każdego metra przewyższenia. Jednak w tym roku wspinanie było zrówno priorytetem i potrzebą serca, nic więc dziwnego, że niemal każdy weekend i wiele dni po pracy spędzaliśmy w skałach, kosztem górek.
 
Pierwsze razy
Rok 2016 zaczął się górsko, od wycieczki na Czupel i Gaiki ze Straconki już 1 stycznia. Następnie pojechaliśmy w Tatry na krótki spacer do Zevrovki. Potem wybraliśmy się na Wielki Kopieniec na skitury. Było to dla mnie rozpoczęcie przygody ze skiturami, w których zresztą się zakochałam. To o wiele przyjemniejsze i bardziej rozwijające, niż zwykła jazda na nartach na stoku. Na rakietach też pomaszerowałam po raz pierwszy dopiero w tym roku, mimo że kupiłam je już jakiś czas temu. Mam jeden z tańszych modeli TSL i na długie trasy i ostre podejścia się nie nadają, ale na leśnej drodze z Białego Krzyża w stronę Baraniej poradziły sobie znakomicie. Znacząco przyspieszyły wędrówkę w kopnym śniegu. Na koniec roku zrobiłam sobie mały prezencik - weszłam na Radhost w Czechach, który miałam na liście celów na 2016 rok. Wycieczka była bardzo, ale to bardzo udana :).
 
Jezioro Żywieckie i Skrzyczne Na Błatniej. Wejście czerwonym szlakiem. Zejście bez szlaku
 
Na rakietach w stronę Baraniej Z Radhosta widok
 
Projekty
W 2016 roku zaczęłam mały projekcik mający na celu zaliczenie wszystkich szczytów na znakowanych szlakach w Beskidach Śląskim, Małym i Żywieckim. Niskie górki też są piękne i bliskie mojemu sercu. Weszłam więc na Małą Czantorię, kilka szczycików w Beskidzie Małym i na Policę, którą miałam w planach już od dwóch lat. Traktuję to jako trening przed czymś wyższym i poważniejszym.
 
Beskidzkie wędrowanie - Czantoria Widok na Babią Górę z Policy
 
Kolejnym, realizowanym w miarę konsekwentnie projektem, a pewnie i sposobem na życie, jest bieganie po górach. Problemy z kolanem, kostkami i astma to coś, co mnie trzyma w miejscu i co dyktuje warunki, jeśli chodzi o bieganie i trekking. Trenuję więc tylko wtedy, gdy czuję się w miarę dobrze. Ale to z kolei nauczyło mnie czuć radość z każdego drobnego sukcesu - czego nie potrafiłabym dostrzec, gdybym była w pełni zdrowa.
 
Nie ma to jak bieganie RAZEM. W Wapienicy
 
W tym roku moje średnie tempo na szlaku wynosiło 3,98 km/h i znacząco wzrosło od roku poprzedniego. Uważam to za sukces i owoc ciężkiej pracy, również nad sobą - pracy w zmianie sposobu myślenia o tym, co mogę, a czego nie mogę zrobić w górach. Lubię czuć powiew wiatru na twarzy i zmęczenie po biegu. Lubię chodzić szybko po górach, pobijać swoje własne rekordy i ścigać się sama ze sobą. Wysokie buty poszły zatem w odstawkę, a ja wędruję już drugi rok w butach do biegania w terenie. Mają one o niebo lepszy bieżnik i pomagają w ćwiczeniach wzmaniających moje stawy skokowe. Do tego uczą świadomego i uważnego chodzenia.
 
Zamki
Kiedyś uwielbiałam zwiedzać zamki - mam duszę archeologa, więc kocham odkrywanie tajemnic historii :). Później jednak przez kilka lat nie miałam na to czasu, jednak w tym roku postanowiłam wrócić do dawnego hobby i kilka weekendów poświęciliśmy na odwiedzenie niedalekich naszym granicom zamków w Czechach i na Słowacji. Hrad Lietava z jego wyjątkowo pozytywną energią i kwitnącą łąką pełną niezapominajek i stokrotek oraz hrad Strecno królujący na wysokiej skale nad Wagiem, z okien którego doskonale widać Luczańską i Krywańską Małą Fatrę to miejsca, które mogę polecić.
 
Lietava i połać niezapominajek Strecno i Luczańska Mała Fatra
 
Korony Górska
Nie mogłam się powstrzymać i nie zdobyć kilku szczytów górskich Koron. Najpierw padł Strażov w Górach Strażowskich. Byłam w nich wiele razy i zawsze brakowało czasu na wejście na ten szczyt. Potem był spacer na Lubomir, a w sierpniu zaliczyłam Wysokę Kopę w Izerach. Oprócz tego weszłam również na Monte Armettę w Prealpi Liguri, szczyt do Korony Gór Włoch, którą właśnie opracowuję (niedługo dodamy ją do TrePLANNER'a).
 
Wysoka Kopa, kompletnie nieciekawy wierzchołek, ale bardzo fajna trasa w całości Mleczna Monte Armetta
 
Wspinanie
Och, co to był za rok :). Na Birowie byliśmy niezliczoną ilość razy. Trochę też pojeździliśmy na Jurę pod Kraków, no i do mojego ukochanego, magicznego Sulova :). Tam zawsze jest pięknie, piwo i korbacziki smakują przednio, a ekipa niezmiennie wspaniała. Starałam się łączyć przyjemne z przyjemnym, czyli kiedy jechaliśmy na wspinanie, to obowiązkowo musiała być też wycieczka górska. Podczas dwóch pobytów w Sulovie pochodziliśmy trochę, raz padł wyżej wspomniany Strażov, a za drugim razem zrobiliśmy pętlę po Sulovskich Wierchach z oglądaniem Siarkaniej Diery. Wycieczka na Lubomir nie zajęła nam zbyt wiele czasu, więc przez drugą część dnia efektywnie bulderowaliśmy w Borzęcie. W sierpniu spędziliśmy magiczne chwile w Sokolikach, więc oczywiście weszłam na Sokolik, a w dniu, który miał być restem, a okazał się wyrypą padła Wysoka Kopa i kilka górek znajdujących się na szlaku na nią. Lubię wykorzystywać efektywnie czas i dlatego takie łączenie gór ze wspinaniem jest bardzo w moim stylu.
 
Marcin coś tam sobie łoi w Borzęcie Monte Cucco. Chyba jakaś piątka
 
Podzamcze w promieniach słońca Żelastwo na szlaku z Rohacskiego Sedla
 
Urlop, reset, rekordy
W październiku wyjechaliśmy na intensywnie wspinaczkowe wakacje do Ligurii. Jako że skład ekipy był uproszczony i nie miałam koleżanki do plotek, to siłą rzeczy musiałam się więcej wspinać. Zrobiłam sobie tam prezent - przeżyłam krótką, acz wspaniałą przygodę, niezwykłe przeżycie, które sprawiło, że przestałam myśleć o jutrze, o pracy i innych tego typu sprawach. Praktycznie rzecz biorąc "rzuciłam się" w przepaść, oczywiście w uprzęży i na linie. To był rodzaj huśtawki na mocno przewieszonej skale. Pode mną były drzewa i kilkaset metrów w dół zakrzaczonej lufy. Przerażające, działające na wyobraźnię doznanie. Zastrzyk adrenaliny, jakiego nigdy do tej pory nie przeżyłam :).
 
Kaloryfery na Rocca della Bassura Przewieszenie dla mojej huśtawki
 
Najtrudniejszą drogą, którą zrobiłam tam na wędkę było bodajże 6a. Najtrudniejszym OS-em - tylko 4c. Był koniec października, a ja wspinałam się w opalaczu, bo na koszulkę było za ciepło. Poza tym zrobiłam tam 9 dróżek, co daje jakieś 2,5 drogi dziennie :). Pochodziliśmy sobie też po nocnym lesie w czasie polowań na dziki i zaliczyliśmy w nocy mała ferratkę, która w dzień zrobiła na mnie dużo gorsze wrażenie. Jednak po huśtawce nad przepaścią nic nie było już w stanie mnie wystraszyć :).
 
Plany na 2017 rok
Są bardzo konkretne:
  • Poprowadzić VI-.
  • Wspiąć się na Mnicha, zrobić Grań Kościelców i Gerlach Drogą Martina.
  • Żadnych kompromisów jeśli chodzi o WKT - wszystkie szczyty "pozaszlakowe" do zdobycia wyłącznie wspinaczkowo.
  • Baranie Rogi na skiturach wiosną.
  • Szybko zakończyć TKTW.
  • KGP do końca.
  • Parę szczytów do KGS i KGC.
  • Kilka upatrzonych wcześniej dróg lodowych w Tatrach i Słowackim Raju zrobić jeszcze tej zimy.
  • Trochę pojeździć na nartach i na siturach - w Małej Fatrze.
  • Może jak będą odpowiednie warunki, to wspinanie na lodospadach także w Dolomitach albo w Austrii (to jeszcze niezbyt konkretne, chciałabym, by rejon był bezpieczny i łatwy).
  • Ferrata HZS na Martinske Hole.
  • Jakiś dłuższy wyjazd wspinaczkowy.
  • Nowy projekt, coś związanego z portalem - może książka, poradnik, przewodnik? Jeszcze nie wiem, ale coś już mi się klaruje.
W zasadzie moje wszystkie górskie plany można podejrzeć w moim TrekNOTESie - jeśli ktoś chciałby przejść się z nami na jakąś wycieczkę łatwiejszą lub trudniejszą, to zapraszamy serdecznie :).
 
Podsumowanie
Mija właśnie bardzo udany wspinaczkowo rok. Mam nadzieję, że następny będzie przynajmniej tak dobry jak ten. Muszę się rozwijać, więc podniosłam sobie poprzeczkę. Więcej wspinania, mniej trekkingowania. A zresztą, może wiosną mi się pozmieniają priorytety i stwierdzę, że jednak niżej i łatwiej jest lepiej?
W zeszłym roku hasłem przewodnim był rozwój i eksploracja, co oznaczało dużo nowych szlaków na stare szczyty, dużo nowych szczytów i ciągłe odkrywanie fajnych miejsc. Myślę, że w tym roku to nie ulegnie zmianie :). Żadnych wyryp nie planuję, a kilkudziesięciokilometrowe trasy mnie już nie pociągają, chciałabym wejść gdzieś wyżej i przeżyć kilka fajnych przygód, zobaczyć kawałek świata, a nie tylko tłuc się po utartych szlakach beskidzkich i zdzierać kolana po nocy.
 
W sumie wg mojego TrekNOTES'u:
301,78 km
14,978 km przewyższenia
44,613 km szczytów
47 szczytów
śr. wys. 965 m n.p.m.
46 tras
najdłuższa trasa 18,29 km
największa deniwelacja: 1,16 km
średnia deniwelacja: 322,87 m
ilość szczytów koron: 4
Komentarze
  • Bartłomiej P..Dodał Bartłomiej P.. 198 Dni temu
    0 punktów    
    To w 2018 emerytura ? ;)
    pozdrawiam i życzę zrealizowania planów :)
Mój opis
Emilia G.
Posty: 16
Komentarze: 89
Góry, turystyka i wspinanie.
Aktywności
Tagi
4 rumunia (4)
3 góry (3)
3 wspinanie (3)
3 karpaty (3)
2 górskie (2)
2 cele (2)
2 tatry (2)
2 pttk (2)
1 rozwój (1)
1 myślenie (1)
1 0 (1)
1 rok (1)
1 pozytywne (1)
1 pokora (1)
1 afirmacje (1)
1 inspiracja (1)
1 radość (1)
1 chodzenie (1)
Copyright by planetagor.pl