Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
9 Styczeń, 20179 Styczeń, 2017 0 komentarze Trekking Trekking
blog tylko dla znajomych
TagiTagi: astma góry 
2 Styczeń, 20172 Styczeń, 2017 1 komentarze Trekking Trekking
Zdecydowanie był to rok, w którym sporo się działo. Ilość przewspinanych dróg była większa niż ilość tras, czego jednak w moim TrekNotesie nie zaznaczałam. Jestem dumna z każdego kilometra trasy, który przeszłam i z każdego metra przewyższenia. Jednak w tym roku wspinanie było zrówno priorytetem i potrzebą serca, nic więc dziwnego, że niemal każdy weekend i wiele dni po pracy spędzaliśmy w skałach, kosztem górek.
 
Pierwsze razy
Rok 2016 zaczął się górsko, od wycieczki na Czupel i Gaiki ze Straconki już 1 stycznia. Następnie pojechaliśmy w Tatry na krótki spacer do Zevrovki. Potem wybraliśmy się na Wielki Kopieniec na skitury. Było to dla mnie rozpoczęcie przygody ze skiturami, w których zresztą się zakochałam. To o wiele przyjemniejsze i bardziej rozwijające, niż zwykła jazda na nartach na stoku. Na rakietach też pomaszerowałam po raz pierwszy dopiero w tym roku, mimo że kupiłam je już jakiś czas temu. Mam jeden z tańszych modeli TSL i na długie trasy i ostre podejścia się nie nadają, ale na leśnej drodze z Białego Krzyża w stronę Baraniej poradziły sobie znakomicie. Znacząco przyspieszyły wędrówkę w kopnym śniegu. Na koniec roku zrobiłam sobie mały prezencik - weszłam na Radhost w Czechach, który miałam na liście celów na 2016 rok. Wycieczka była bardzo, ale to bardzo udana :).
 
Jezioro Żywieckie i Skrzyczne Na Błatniej. Wejście czerwonym szlakiem. Zejście bez szlaku
 
Na rakietach w stronę Baraniej Z Radhosta widok
 
Projekty
W 2016 roku zaczęłam mały projekcik mający na celu zaliczenie wszystkich szczytów na znakowanych szlakach w Beskidach Śląskim, Małym i Żywieckim. Niskie górki też są piękne i bliskie mojemu sercu. Weszłam więc na Małą Czantorię, kilka szczycików w Beskidzie Małym i na Policę, którą miałam w planach już od dwóch lat. Traktuję to jako trening przed czymś wyższym i poważniejszym.
 
Beskidzkie wędrowanie - Czantoria Widok na Babią Górę z Policy
 
Kolejnym, realizowanym w miarę konsekwentnie projektem, a pewnie i sposobem na życie, jest bieganie po górach. Problemy z kolanem, kostkami i astma to coś, co mnie trzyma w miejscu i co dyktuje warunki, jeśli chodzi o bieganie i trekking. Trenuję więc tylko wtedy, gdy czuję się w miarę dobrze. Ale to z kolei nauczyło mnie czuć radość z każdego drobnego sukcesu - czego nie potrafiłabym dostrzec, gdybym była w pełni zdrowa.
 
Nie ma to jak bieganie RAZEM. W Wapienicy
 
W tym roku moje średnie tempo na szlaku wynosiło 3,98 km/h i znacząco wzrosło od roku poprzedniego. Uważam to za sukces i owoc ciężkiej pracy, również nad sobą - pracy w zmianie sposobu myślenia o tym, co mogę, a czego nie mogę zrobić w górach. Lubię czuć powiew wiatru na twarzy i zmęczenie po biegu. Lubię chodzić szybko po górach, pobijać swoje własne rekordy i ścigać się sama ze sobą. Wysokie buty poszły zatem w odstawkę, a ja wędruję już drugi rok w butach do biegania w terenie. Mają one o niebo lepszy bieżnik i pomagają w ćwiczeniach wzmaniających moje stawy skokowe. Do tego uczą świadomego i uważnego chodzenia.
 
Zamki
Kiedyś uwielbiałam zwiedzać zamki - mam duszę archeologa, więc kocham odkrywanie tajemnic historii :). Później jednak przez kilka lat nie miałam na to czasu, jednak w tym roku postanowiłam wrócić do dawnego hobby i kilka weekendów poświęciliśmy na odwiedzenie niedalekich naszym granicom zamków w Czechach i na Słowacji. Hrad Lietava z jego wyjątkowo pozytywną energią i kwitnącą łąką pełną niezapominajek i stokrotek oraz hrad Strecno królujący na wysokiej skale nad Wagiem, z okien którego doskonale widać Luczańską i Krywańską Małą Fatrę to miejsca, które mogę polecić.
 
Lietava i połać niezapominajek Strecno i Luczańska Mała Fatra
 
Korony Górska
Nie mogłam się powstrzymać i nie zdobyć kilku szczytów górskich Koron. Najpierw padł Strażov w Górach Strażowskich. Byłam w nich wiele razy i zawsze brakowało czasu na wejście na ten szczyt. Potem był spacer na Lubomir, a w sierpniu zaliczyłam Wysokę Kopę w Izerach. Oprócz tego weszłam również na Monte Armettę w Prealpi Liguri, szczyt do Korony Gór Włoch, którą właśnie opracowuję (niedługo dodamy ją do TrePLANNER'a).
 
Wysoka Kopa, kompletnie nieciekawy wierzchołek, ale bardzo fajna trasa w całości Mleczna Monte Armetta
 
Wspinanie
Och, co to był za rok :). Na Birowie byliśmy niezliczoną ilość razy. Trochę też pojeździliśmy na Jurę pod Kraków, no i do mojego ukochanego, magicznego Sulova :). Tam zawsze jest pięknie, piwo i korbacziki smakują przednio, a ekipa niezmiennie wspaniała. Starałam się łączyć przyjemne z przyjemnym, czyli kiedy jechaliśmy na wspinanie, to obowiązkowo musiała być też wycieczka górska. Podczas dwóch pobytów w Sulovie pochodziliśmy trochę, raz padł wyżej wspomniany Strażov, a za drugim razem zrobiliśmy pętlę po Sulovskich Wierchach z oglądaniem Siarkaniej Diery. Wycieczka na Lubomir nie zajęła nam zbyt wiele czasu, więc przez drugą część dnia efektywnie bulderowaliśmy w Borzęcie. W sierpniu spędziliśmy magiczne chwile w Sokolikach, więc oczywiście weszłam na Sokolik, a w dniu, który miał być restem, a okazał się wyrypą padła Wysoka Kopa i kilka górek znajdujących się na szlaku na nią. Lubię wykorzystywać efektywnie czas i dlatego takie łączenie gór ze wspinaniem jest bardzo w moim stylu.
 
Marcin coś tam sobie łoi w Borzęcie Monte Cucco. Chyba jakaś piątka
 
Podzamcze w promieniach słońca Żelastwo na szlaku z Rohacskiego Sedla
 
Urlop, reset, rekordy
W październiku wyjechaliśmy na intensywnie wspinaczkowe wakacje do Ligurii. Jako że skład ekipy był uproszczony i nie miałam koleżanki do plotek, to siłą rzeczy musiałam się więcej wspinać. Zrobiłam sobie tam prezent - przeżyłam krótką, acz wspaniałą przygodę, niezwykłe przeżycie, które sprawiło, że przestałam myśleć o jutrze, o pracy i innych tego typu sprawach. Praktycznie rzecz biorąc "rzuciłam się" w przepaść, oczywiście w uprzęży i na linie. To był rodzaj huśtawki na mocno przewieszonej skale. Pode mną były drzewa i kilkaset metrów w dół zakrzaczonej lufy. Przerażające, działające na wyobraźnię doznanie. Zastrzyk adrenaliny, jakiego nigdy do tej pory nie przeżyłam :).
 
Kaloryfery na Rocca della Bassura Przewieszenie dla mojej huśtawki
 
Najtrudniejszą drogą, którą zrobiłam tam na wędkę było bodajże 6a. Najtrudniejszym OS-em - tylko 4c. Był koniec października, a ja wspinałam się w opalaczu, bo na koszulkę było za ciepło. Poza tym zrobiłam tam 9 dróżek, co daje jakieś 2,5 drogi dziennie :). Pochodziliśmy sobie też po nocnym lesie w czasie polowań na dziki i zaliczyliśmy w nocy mała ferratkę, która w dzień zrobiła na mnie dużo gorsze wrażenie. Jednak po huśtawce nad przepaścią nic nie było już w stanie mnie wystraszyć :).
 
Plany na 2017 rok
Są bardzo konkretne:
  • Poprowadzić VI-.
  • Wspiąć się na Mnicha, zrobić Grań Kościelców i Gerlach Drogą Martina.
  • Żadnych kompromisów jeśli chodzi o WKT - wszystkie szczyty "pozaszlakowe" do zdobycia wyłącznie wspinaczkowo.
  • Baranie Rogi na skiturach wiosną.
  • Szybko zakończyć TKTW.
  • KGP do końca.
  • Parę szczytów do KGS i KGC.
  • Kilka upatrzonych wcześniej dróg lodowych w Tatrach i Słowackim Raju zrobić jeszcze tej zimy.
  • Trochę pojeździć na nartach i na siturach - w Małej Fatrze.
  • Może jak będą odpowiednie warunki, to wspinanie na lodospadach także w Dolomitach albo w Austrii (to jeszcze niezbyt konkretne, chciałabym, by rejon był bezpieczny i łatwy).
  • Ferrata HZS na Martinske Hole.
  • Jakiś dłuższy wyjazd wspinaczkowy.
  • Nowy projekt, coś związanego z portalem - może książka, poradnik, przewodnik? Jeszcze nie wiem, ale coś już mi się klaruje.
W zasadzie moje wszystkie górskie plany można podejrzeć w moim TrekNOTESie - jeśli ktoś chciałby przejść się z nami na jakąś wycieczkę łatwiejszą lub trudniejszą, to zapraszamy serdecznie :).
 
Podsumowanie
Mija właśnie bardzo udany wspinaczkowo rok. Mam nadzieję, że następny będzie przynajmniej tak dobry jak ten. Muszę się rozwijać, więc podniosłam sobie poprzeczkę. Więcej wspinania, mniej trekkingowania. A zresztą, może wiosną mi się pozmieniają priorytety i stwierdzę, że jednak niżej i łatwiej jest lepiej?
W zeszłym roku hasłem przewodnim był rozwój i eksploracja, co oznaczało dużo nowych szlaków na stare szczyty, dużo nowych szczytów i ciągłe odkrywanie fajnych miejsc. Myślę, że w tym roku to nie ulegnie zmianie :). Żadnych wyryp nie planuję, a kilkudziesięciokilometrowe trasy mnie już nie pociągają, chciałabym wejść gdzieś wyżej i przeżyć kilka fajnych przygód, zobaczyć kawałek świata, a nie tylko tłuc się po utartych szlakach beskidzkich i zdzierać kolana po nocy.
 
W sumie wg mojego TrekNOTES'u:
301,78 km
14,978 km przewyższenia
44,613 km szczytów
47 szczytów
śr. wys. 965 m n.p.m.
46 tras
najdłuższa trasa 18,29 km
największa deniwelacja: 1,16 km
średnia deniwelacja: 322,87 m
ilość szczytów koron: 4
30 Kwiecień, 201530 Kwiecień, 2015 7 komentarze Trekking Trekking

Półtorej roku temu jesienią nabawiłam się kontuzji kolana, a w zasadzie pogłębiłam już istniejącą, do tego stopnia, że dalsze wspinanie i góry stanęły pod znakiem zapytania. Pamiętam, że z gabinetu ortopedy wyszłam zapłakana, z przeświadczeniem, że to, co kocham, stało się dla mnie niedostępne na zawsze, do końca życia. Po kilku miesiącach bezczynności trafiłam na rehabilitację i dostałam cień nadziei, że może jednak kiedyś znowu będzie dobrze. Oczywiście wielogodzinne wycieczki, jak słynna Wyrypa Beskidzka zostają za mną, wybitne szczyty, góry wysokie i wędrówki z dużym plecakiem także są tym, czego już nie będę próbować.

 
W sumie moje dotychczasowe przejścia górskie dały razem, według TrekPLANNERA ok. 2500 km tras. Nie uwzględniłam tam wycieczek, których przebiegu nie jestem w stanie odtworzyć, a także okresu dzieciństwa, kiedy chodziłam po górach z rodzicami. Myślę, że mimo to te dwa i pół tysiąca stanowią całkiem fajną liczbę :). W ciągu ostatnich kilku lat byłam na kursie lawinowym, przeszłam kolejno 50 i 60 km w czasie dwóch Wyryp Beskidzkich, jednym ciągiem, bez długich odpoczynków i bez noclegu, a w polskich Tatrach zaliczyłam niemal wszystkie znakowane szlaki. Sporo osiągnęłam i chcę wyciągnąć rękę po więcej - marzę o alpejskich czterotysięcznikach, prawdziwym zimowym wspinaniu, Koronie Tatr zdobywanej wspinaczkowo, Koronie Słowacji, o wielu szczytach, szlakach, pasmach górskich, o powrocie do mojej Rumunii, magicznej, ze wspaniałymi, dzikimi górami.
 
Od początku rehabilitacji dzielnie starałam się wykonywać pakiet ćwiczeń, który dostałam. Teoretycznie nie powinnam się wspinać i wędrować, ale... Nie mogłam wytrzymać. I tak po pół roku przerwy przeszłam się na Magurkę, następnie pojechałam do Doliny Kieżmarskiej, potem kolejno: pochodziłam po Wapienicy, dwa razy byłam na Koziej Górce (znów ok. 8 km), trochę powspinałam się na Jurze i w Predhorie, w marcu zdobyłam Wysokie Skałki w Pieninach i poszłam do schroniska Stare Wierchy z Obidowej, w kwietniu zdobyłam Błatnią szlakiem z Jaworza (pierwszy raz od tej strony), a w długi weekend majowy znowu zaliczyłam Kozią. Na urlopie, w połowie września na luzie zaliczyłam trekking w Dolomitach, zdobyłam alpejskie wzniesienia o wysokości 2800 m n.p.m., choć celem było zdobycie trzytysięcznika, a potem przez ponad 10 dni wspinałam się w Arco. W tym roku znów zaczęłam nieco intensywniej chodzić po górach, a w marcu zrealizowałam swoje naprawdę wielkie, wielkie marzenie - zimowe wspinanie na tatrzańskich lodospadach.

Kiedyś 22-30 km w każdy dzień weekendu to była norma. Teraz pilnuję nie tylko długości trasy, ale dbam, by przewyższenia nie były zbyt duże, a podejścia za strome. Nie mogę dopuścić do obciążenia kolana, bo w przeciwnym wypadku kilka miesięcy rehabilitacji pójdzie na marne. Na początku każdy krok naznaczony był bólem, nie byłam w stanie przejść kilku kroków, byłam skazana na silne środki przeciwzapalne. Później musiałam bardzo uważać, powoli zwiększać dystans do przebycia, aż w końcu 8 km na Błatnią z Jaworza i z powrotem zupełnie bez bólu stało się wielkim sukcesem. Nauczyłam się cieszyć z krótkich, ale bezbolesnych wycieczek, każde 4-5 km w lesie w okolicy Bielska stanowiło wyzwanie, a 200 m przewyższenia było już poważnym podejściem.

Zawsze uważałam, że trudne doświadczenia wzmacniają, że warto dostrzec ich pozytywny wydźwięk, no i oczywiście, że nic nie dzieje się bez przyczyny - wszystko jest po coś, a to co nas spotyka to tylko lekcje do odrobienia. Kontuzja stała się więc dla mnie taką lekcją: pozwoliła mi dostrzec źródło radości w tym, co mam, nawet jeśli wydaje się, że to tak niewiele. Problemy z kolanem nauczyły mnie wdzięczności za zdrowie, za możliwości, jakie mam, za każdy jeden krok. Dzięki nim zaczęłam doceniać fakt, że nadal mogę chodzić i wspinać się, a że mniej intensywnie niż kiedyś, to już zupełnie nieistotne. To co posiadam, to czego dokonałam i co jeszcze przede mną stanowi wielką wartość - mam wszystko, czego potrzebuję, by być w pełni szczęśliwa :). Zmęczenie, powiew wiatru, szum górskiego potoku, świetni ludzie, z którymi chodzę w góry, ciepło słońca i orzeźwiająca mżawka, trudności na szlaku i bezkresne widoki - o wiele łatwiej to dostrzec i zachwycić się, kiedy wiem, że mogłabym tego nie mieć i nie przeżyć. Jestem wdzięczna za to, czego doświadczyłam w górach i patrzę w przyszłość z absolutną nadzieją - wierzę, że uda mi się zrealizować górskie plany, że wokół mnie zawsze będą fantastyczni, pozytywni ludzie, z którymi przejdę niejeden szlak i że osiągnę - z łatwością lub trudem, ale jednak - każdy sportowy cel, jaki przed sobą postawię :). 
 
Snieg w sierpniu, Tatry 2005
 
zielone góry Bucegi w Rumunii, sierpień 2006
 
deszczowe Fogarasze, Rumunia 2006
 
gdzieś w Tatrach Zachodnich, lato 2004
 
W drodze na Przełęcz pod Chłopkiem, lato 2003
 
słynna drabinka nad Kozią Przełęczą, Tatry 2003
 
Na Przełęczy pod Chłopkiem, lato 2003
 
Na Wrotach Chałubińskiego, lato 2003
 
Orla Perć, cz. II, lato 2004
 
Wołowiec, Tatry A.D. 2002
 
 
 
Rysy, Tatry A..D. 2002
 
Bieszczady A.D. 2002
 
Wielka Racza, lato 2003
 
 
VI Wyrypa Beskidzka, wędrówka przez Beskid Mały
 
IV Wyrypa Beskidzka, lipiec 2011
 
W Dolinie Złomisk, jesień 2012
 
 
Na Ornak, fot. Bożena Z.
 
Pod Siwym Wierchem, jesień! 2011
 
Jest walka! Fot. Bożena Z.
 
I jest poddanie się. Fot. Bożena Z.
 
Dolina Białej Wody, listopad 2011
 
zachód słońca nad Tatrami Zachodnimi
 
Arco jak burzowy las tropikalny :)
 
Dru bawi się w chowanego :)
 
Lodowiec Mer de Glace
 
w Dolinie Kieżmarskiej, styczeń 2014
 
Bela, Mała Fatra, listopad 2011
 
 
Trekking wokół Tre Cime

 
Przedmurze Alp. Jezioro Garda
 
Pod Wildes Mannle. Alpy. Austria
 
Lodospad koło Hrebenioka
 
Pełnia szczęścia :). Grześ. Krokusy A.D. 2015. fot. Patryk K.
 
Pierwsze prowadzenie, Apteka, Podlesice, 2010
 
Arco 2010
 
 
Massone, 2010
 
Tofana, Dolomity, koniec sierpnia 2010
 
Cinque Torri, Dolomity, sierpień 2010
 
Finale Ligure, Wielkanoc 2010
 
Liguryjska skała
 
Tak się spełnia marzenia: działaniem :)
 
Razem na Załupie. Zastrzyk endorfin w czystej postaci :).
 
W stronę Starorobociańskiego, Tatry 2005
 
"Bądź zadowolony z tego, co masz, ciesz się tym, jak się sprawy mają. Kiedy zdasz sobie sprawę, że niczego nie brakuje, cały świat będzie należeć do ciebie". Lao Tsu
 
"Pe­symis­ta szu­ka prze­ciw­ności w każdej okaz­ji. Op­ty­mis­ta widzi okazję w każdej prze­ciw­ności". Winston Churchill
 
"W życiu nie chodzi o czekanie, aż burza minie… Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu". Vivian Green
 
"Wdzięczność otwiera pełnię życia. Sprawia, że to, co mamy, wystarcza. Zamienia opór w akceptację, chaos w porządek, konfuzję w klarowność. Może zamienić posiłek w ucztę, mieszkanie w dom, obcego w przyjaciela. Wdzięczność nadaje sens przeszłości, przynosi pokój dzisiaj i tworzy wizję jutra". Melody Beattie
 

 

7 Styczeń, 20147 Styczeń, 2014 20 komentarze Trekking Trekking

"Cel jest to marzenie z datą wykonania" - Napoleon Hill

 
Nowy Rok zaczęłam górsko, już 1 stycznia, od spaceru na Magurkę. To był sprawdzian dla mojego kolanka, czy już może zacząć normalnie funkcjonować, czy jeszcze nieSmile. Na wszelki wypadek przed i po wycieczce posmarowałam je maścią przeciwzapalną. No i nie bolało. Wymyśliłam sobie też taką afirmację (stosuję je już od dłuższego czasu i łącznie z praktyką wdzięczności działają świetnieSmile), że moje kolano jest zdrowe, choroba mija, ból zostaje w roku 2013, a nowy rok zaczynam ze zdrowym kolanem i osiągam wszystkie cele górskie i wspinaczkowe, jakie sobie tylko postawię.
 
Jednym z nich są Tatry, zdobywane trekkingowo i wspinaczkowo. Chcę się więcej wspinać, nie koniecznie na wyższym poziomie, to mogą być łatwe rzeczy, bo sądzę, że one dostarczą mi najwięcej satysfakcji. Bezpieczeństwo i "mierzyć siły na zamiary" to moje motta w górach i póki co dobrze na ich stosowaniu wychodzę Smile. 6 stycznia rozpoczęłam rok tatrzański od wycieczki do Schroniska przy Zielonym Stawie. Jeden mały kroczek w wielkim celu pt. "Więcej Tatr" zrealizowany. Myślę, że ten rok rozpoczął się bardzo dobrze Smile.
 
 Pozostałe moje marzenia-postanowienia to m.in.:
 
  • ciągłe doskonalenie się we wspinaczce, jeśli będę mogła, to wrócę na ściankę (wiem, że mam talent i że muszę go szlifować)
  • Tatry tak często, jak się da (głównie wspinaczkowo), Jastrzębia Turnia, Kieżmarski trekkingowo, Kończysta, Wysoka - cztery ostatnie szczyty latem
  • nauka/rozpoczęcie wspinania się w lodzie (mamy w planach wyjazd do Kieżmarskiej w tym celu - i już nie mogę się doczekać)
  • ponadto: dokończyć koronę Beskidów (odznaki w waszych trekNOTESach działają na mnie wyjątkowo motywującoSmile) - czyli jeszcze tylko 5 szczytów
  • zdobyć Policę, Halę Krupową i kilka innych miejsc w Beskidach, w których nie byłam jak dotąd
  • może, może jak będzie czas i ochota, przy okazji wyjazdów na wspinanie, rozpocząć projekt pod nazwą "Korona Gór Słowacji"
  • znaleźć fajną grupę zawsze chętnych na góry osób z okolic Bielska (inspirujących, życzliwych, otwartych i najważniejsze - pozytywnie nastawionych do życia!Smile)
  • zdobyć łatwy alpejski czterotysięcznik
  • pochodzić po górach zimą, tak po prostu, cieszyć się skrzącymi w słońcu śnieznymi górami i śniegiem skrzypiącym pod butami Smile
 
Cel pośrednio związany z górami to skuteczna rehabilitacja kolana - zaczynam w czwartek Smile. Zobaczymy, co powie rehabilitant odnośnie moich przyszłych górskich wycieczek, ale jestem dobrej myśli Smile.
 
A jeśli z jakichś powodów nie osiągnę któregoś z celów - to moja samoocena nie poleci drastycznie w dół, świat się nie zawali, a ja zawsze mogę znaleźć coś na zastępstwo. W zeszłym roku kontuzja pokrzyżowała mi górskie plany, ale nie załamałam się, skupiłam na czym innym, odpuściłam na trochę i teraz znowu mogę cieszyć się górami Smile.
 
Zatem: "Cokolwiek potrafisz lub myślisz, że potrafisz, rozpocznij to. Odwaga ma w sobie geniusz, potęgę i magię" - Johann Wolfgang von Goethe.
 
 
Breithorn, źródło - Wikipedia
1 Styczeń, 20141 Styczeń, 2014 10 komentarze Trekking Trekking

Ale było fajnie... Wreszcie znowu w górach :). Wiem, że to mała górka i krótki spacer, ale dla mnie to wyczyn. Jesienią lekarz stwierdził u mnie chondromalację rzepki i kolano skoczka, przez kilka tygodni brałam leki przeciwzapalne i starałam się oszczędzać, odciążać nogę. Dłuższy spacer i to nawet po płaskim terenie powodował ból. Ortopeda mówił, że o górach i wspinaniu mogę zapomnieć na zawsze - poczułam się wtedy, jakby ktoś amputował mi serce, bo góry to mój dom i całe moje życie. Nie wyobrażam sobie rezygnacji z nich. Od pewnego czasu moje zainteresowania koncentrują się wokół pozytywnego myślenia i jego wpływu na zdrowie. Udało mi się samodzielnie wyleczyć z kilku drobnych przypadłości, więc pomyślałam, że z kolanem też sobie poradzę :). Zaczęłam myśleć, że chorobę i ból zostawiam w 2013 roku, a w nowym roku chodzę po górach lekko, radośnie i bez bólu. Zwizualizowałam też te przypadłości jako worek śmieci, który następnie w wyobraźni spaliłam na popiół :).

 

 

Dziś "rano" obudziliśmy się ok. 13-stej ;). Na Magurkę ruszyliśmy z Przegibka przed 15-stą. Wybraliśmy tę górkę, bo podejście praktycznie nie jest strome. Miałam wewnętrzną pewność, że kolano się już nie odezwie, ale też nie miałam odwagi kusić losu i wychodzić gdzieś wyżej i dalej. No i cóż... nie odezwało się, to znaczy kilka razy zakłuło podczas podchodzenia, ale szłam tak, by w ogóle go nie obciążać. Przy pierwszym zakręcie przeżyliśmy szok - szlak jest przygotowany pod drogę, ubłocony, rozjechany, minęliśmy też jakieś maszyny, koparki i tym podobne. A taki był przyjemny kiedyś... Zeszliśmy ze szlaku i skręciliśmy na leśną drogę, którą prosto do góry podeszliśmy na szczycik o nazwie Sokołówka. Byliśmy na nim dopiero pierwszy raz, wcześniej nigdy nie zauważyłam tej ścieżki. Mimo że bez szlaku, to droga jest zadbana i po śladach widać, że sporo ludzi nią chodzi, a do tego niestety jeżdżą nią na crossach. Przed szczytem po prawej stronie na drzewie zobaczyliśmy wisielca :(, oczywiście nie prawdziwego, tylko z drzewa, głowę miał z pieńka, a ciało z konarów. Wyglądało to dość przerażająco i myślę, że nie chciałabym się na tej dróżce znaleźć w nocy ;). Za szczytem ścieżka zbiegła się ze szlakami ze Straconki i Międzybrodzia, więc do schroniska dotarliśmy już szlakowo.

 

Na Magurce byłam pierwszy raz od lipca 2012 - czyli od mojej ostatniej Wyrypy Beskidzkiej. Widoki były ładne, choć już po zachodzie słońca. W schronisku wypiliśmy kawkę, a potem zeszliśmy na dół z czołówkami. Kiedyś bałam się chodzić po górach, po lesie w nocy. Ale teraz myślę, że skoro nie bałam się spać w Tatrach w kolebie, gdzie w każdej chwili mógł się przypałętać misio ani chodzić po nocy na Wyrypach, to nie ma sensu panikować na takiej małej góreczce, prawie w mieście, gdzie codziennie przechodzą dziesiątki osób :).

 

Cieszę się, że nowy rok zaczął się górsko i bezboleśnie :). Myślę, że będzie on fantastyczny, wypełniony górami, wspinaniem i spełnianiem marzeń, nie tylko tych górskich :).

 

Ekipa: ja, Marcin, Krzysiek.

 

A szło się tak: http://www.planetagor.pl/places/application/TrialPage.php?ID=4331

4 Marzec, 20134 Marzec, 2013 0 komentarze Trekking Trekking

W tym roku Planeta Gór po raz kolejny, już trzeci, objęła Festiwal Górski Wondół Challenge swoim patronatem medialnym. Z punktu widzenia patrona przyznam, iż darzymy ten festiwal szczególnym sentymentem. Jest dobrze zorganizowany, przemyślany, a do tego ma szczególną atmosferę - luźną, bez zbędnej napinki i niepotrzebnego lansu. Podoba nam się tam :). Co roku gromadzi on coraz więcej osób związanych z górami, co poznać przede wszystkim po pełnych parkingach hotelowych, no i oczywiście sali widowiskowej zapełnionej po brzegi :).


W tym roku, podobnie jak w poprzednich latach program festiwalu był ciekawy, atrakcyjny, choć brakowało w nim wyjątkowej, wyróżniającej się gwiazdy. Rok temu była nią Gerlinde, teraz brakło kogoś o podobnych dokonaniach górskich. Trochę szkoda, pozostał nam niedosyt. Liczymy na to, że za rok Wondół będzie gościł kolejną gwiazdę światowego himalaizmu. Oczywiście byli także obecni goście specjalni, jak na przykład Alek Lwow, Artur Hajzer, Kinga Baranowska czy Wojtek Moskal, którego prezentację zapamiętamy szczególnie na długo :).
Nie zabrakło również pokazów filmów z Banff Mountain Film Festiwal oraz realizowanych przez Tatrzański Park Narodowy. Filmy z Banff tradycyjnie pojawiają się po raz pierwszy w Polsce właśnie na Wondole, co stanowi jego niewątpliwą przewagę nad innymi festiwalami górskimi. Nam najbardziej podobał się piękny film "Two on K2" w reżyserii Darka Załuskiego, opowiadający o uczuciu i fascynacji górami, która połączyła Gerlinde Kaltenbrunner i jej męża Ralfa Dujmovitsa.


Filmy to jednak nie wszystko, co przygotowali organizatorzy. Był kiermasz sprzętu turystycznego, konkursy, atrakcje plenerowych, takie jak: pokaz psich zaprzęgów, pokaz z użyciem śmigłowca, strzał z wondołowej armaty... W sobotę miał miejsce także Bieg RMD Winter Run. Startowała w nim nasza koleżanka, której gratulujemy udziału, a jednocześnie podziwiamy, bowiem w tym roku jego trasa była dłuższa i bardziej wyczerpująca, niż w latach ubiegłych. Na festiwalu nie zabrakło także sobotniej imprezy, która już tradycyjnie odbywa się po zakończeniu spotkań z gośćmi festiwalu. Jest ona przeznaczona dla wszystkich, otwarta, nie trzeba na nią żadnych wyjątkowych zaproszeń. To taki wspólny czas - zarówno dla gości specjalnych, jak i wszystkich osób uczestniczących w festiwalu, widzów. To także duży plus Wondołu, wyróżniający go wśród innych festiwali - impreza dla wszystkich, możliwość pogadania z "gwiazdami", brak jakiejkolwiek elitarności i lansowania się.


Idea tego festiwalu oddaje w 100% to, czym jest turystyka górska, wspinaczka i alpinizm: wspólnotą przeżywania górskich doświadczeń i dzielenie się radością z bycia w górach. I za to kochamy Wondół :).

 

Na Festiwalu


Za zdjęcie serdecznie dziękujemy Przemkowi :)

22 Lipiec, 201222 Lipiec, 2012 12 komentarze Trekking Trekking
blog tylko dla znajomych
18 Styczeń, 201218 Styczeń, 2012 2 komentarze Trekking Trekking
blog tylko dla znajomych
TagiTagi: szyndzielnia zima 
16 Październik, 201116 Październik, 2011 11 komentarze Trekking Trekking
blog tylko dla znajomych
13 Marzec, 201113 Marzec, 2011 4 komentarze Trekking Trekking
blog tylko dla znajomych
TagiTagi: pustka głowie góry 
Wyników na stronie :
1 2 >>
Mój opis
Emilia G.
Posty: 16
Komentarze: 89
Góry, turystyka i wspinanie.
Aktywności
Tagi
4 rumunia (4)
3 karpaty (3)
3 góry (3)
2 wspinanie (2)
2 pttk (2)
2 cele (2)
2 górskie (2)
1 motywacja (1)
1 afirmacje (1)
1 tatry (1)
1 trekking (1)
1 inspiracja (1)
1 turystyka (1)
1 pokora (1)
1 rok (1)
1 chodzenie (1)
1 górach (1)
1 plany (1)
1 0 (1)
Copyright by planetagor.pl