Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Z Azji do Europy przez góry i rzeki Uralu Północnego
12-01-17

 

 

Ural

 

Ural - jeden z najdłuższych grzbietów górskich na Ziemi - rozpościera się na długości przeszło 2000km, pomiędzy szerokościami geograficznymi 52 i 68 stopni. Z tej racji grzbiet Uralu przecina kilka stref klimatycznych i roślinnych, co przy jednoczesnym bogactwie i zróżnicowaniu rzeźby górskiej stanowi o jego niepowtarzalności. Geograficznie Ural jest dzielony się na pięć części: Południowy, Środkowy, Północny, Subpolarny i Polarny. Najwyższym spośród nich jest Ural Subpolarny, w którym wznosi się najwyższy szczyt Naroda 1895m n.p.m. (także: Narodnaja).

Ural Południowy rozpościera się na północ od szerokiej doliny środkowego biegu rzeki Ural, kończąc się ku północy masywem Jurmy(1002), w rejonie doliny górnej Ufy. Jest to jedna z wyżej wypiętrzonych (222 szczytów powyżej tysiąca metrów) i najszersza w układzie równoleżnikowym część Uralu. Granica lasu znajduje się na wysokości około 1200m n.p.m. W części zachodniej występują elementy rzeźby krasowej. Góry są stosunkowo zaludnione, a w ich najbliższym otoczeniu znajdują się takie wielkie miasta, jak Jekaterynburg (Swierdłowsk), Czelabińsk, Ufa i Orenburg.

 

 

 

 Ural Południowy, rezerwat Taganaj

(źródło: http://zefirka.net/2016/02/15/krasoty-nacionalnogo-parka-taganaj-na-urale/)

 

 

Ural Środkowy jest najniższą, wyżynną w swej istocie, częścią Uralu. Cały znajduje się w strefie tajgi. Jest gęsto zaludniony i pocięty siatką dróg, linii kolejowych i ośrodków przemysłowych. Mimo to nadal można tam znaleźć rozległe enklawy dzikiej przyrody. Dla turysty górskiego nie jest to ciekawy rejon, natomiast szczególnie interesujący powinien być dla kajakarzy i zwolenników pieszej turystyki. Wiele rzek tego regionu płynie w wysokich, pokrytych tajgą brzegach przez liczne skalne przełomy. Na niektórych zdarzają sie bystrza, ale w pełni dostępne dla wprawnych kajakarzy (do II stopnia WW). Szczególnie popularna jest rzeka Czusowaja, a także Kojwa i Uszwa.

 

 

 

Ural Środkowy, rzeka Czusowaja

(źródło: http://www.123rf.com/photo_24028347_oleniy-rock-on-the-chusovaya-river-sverdlovsk-oblast-russia-the-chusovaya-river-is-famous-for-its-hu.html 

 

 

Ural Północny rozciąga się do środkowego biegu rzeki Szczugor. Jest to mocno rozczłonkowany grzbiet, ze słabo w wielu miejscach zaznaczonym grzbietem głównym, kulminujący często w szczytach znajdujących się w bocznych odnogach lub odizolowanych od grzbietu głównego masywach, dochodzących wysokością do 1600 m n.p.m. Zasiedlenie w niewielkim stopniu podchodzi pod południową jego część, na północy przechodząc w całkowite bezludzie. Sieć transportowa jest słabo rozwinięta, a i to tylko w południowej części. Ta część gór jest  jedną z najtrudniej dostępnych komunikacyjnie partii Uralu. Cały Ural Północny znajduje sie w strefie tajgi, ale z racji surowszego klimatu granica lasu znajduje sie na wysokości ok.600m n.p.m. Charakterystyczną cechą rzeźby są rozległe plateau z licznymi wychodniami skalnymi. Jest to obszar szczególnie interesujący dla turystów górskich szukających wędrówek w pełnej autonomii od cywilizacji.

 

 

 

Ural Północny, Plato Manpupuner

(źródło: http://rossija.info/unikalnye-mesta-rossii/plato-manpupuner.html)

 

 

Ural Subpolarny ciągnie się od doliny rzeki Szczugor do górnego biegu rzeki Hułga (Liapin). Jego centralna część jest najsilniej rozczłonkowana, a ku północy przechodzi w pojedynczy łańcuch górski. Jest to najwyższa część Uralu, częściowo o rzeźbie alpejskiej i widocznych śladach działalności lodowców. Liczne są szczątkowe lodowczyki (ściślej, płaty wiecznego śniegu), z których największy znajduje się w paśmie Sablja, najpiękniejszym, ale i jednym z najtrudniej dostępnych zakątków Uralu Subpolarnego. Najwyższe szczyty Naroda(1895) i Karpinskiego(1876) wznoszą się w sąsiedztwie znacznie nizszej, ale charakterystycznej Manaragi. Jej najeżony basztami grzebień szczytowy stanowi rozpoznawczą "ikonę" Uralu, podobnie do Matterhornu w Alpach czy Trzech Koron w naszych Pieninach. Las sięga do wysokości zaledwie 400m n.p.m., wyżej przechodząc w tundrę i kamienistą pustynię. Oprócz rzeźby alpejskiej charakterystyczne są spłaszczone, stołowe wierzchowiny o stromych pokrytych kamiennymi usypami stokach, sprawiające ponure wrażenie kopalnianych hałd. Dla klimatu charakterystyczne bywają silne amplitudy temperatur latem, od przymrozków w nocy do 30-stopniowego upału w dzień. Rejon jest bardzo interesujący, ale niezbyt dobrze dostępny.

 

 

 

Ural Subpolarny, Manaraga

(źródło: http://wikimapia.org/11661467/ru/%D0%93%D0%BE%D1%80%D0%B0-%D0%9C%D0%B0%D0%BD%D0%B0%D1%80%D0%B0%D0%B3%D0%B0 )

 

 

 

Ural Subpolarny, grzbiet Sablja

(źródło: http://photoclub.by/work.php?id_photo=577966)

 

 

Ural Polarny ciągnie się ku dalekiej Północy w sąsiedztwo półwyspu Jamał, kończąc się w kulminacji Konstantinow Kamień (644). Duże jego partie są dość dobrze dostępne, dzięki przecinającej go linii kolejowej Workuta - Łabytnangi oraz od zachodu z miasta Workuta i porzuconej kopalni Chałmer-ju. Rzeźba górska jest podobna do Uralu Subpolarnego, ale w jego północnej części rzeźba polodowcowa jest silniej zaznaczona. Na północ od linii kolejowej położony jest w strefie tundry i kamiennej pustyni. W rejonach na północ od jeziora Szczuczje, nawet latem trzeba być przygotowanym na zimowe warunki.

 

 

 

Krajobraz Uralu Polarnego

(źródło: http://www.ziganshin.ru/books/Ocherk%20Zapolyare%201.html)

 

 

  

Z Azji do Europy przez góry i rzeki Uralu Północnego

 

 

Skład wyprawy:

Wojtek Kulesza

Marcin Malka

Edyta Michalak

Liliana i Arek Sadowscy

Andrzej Szaga

 

 

Marszruta:

Warszawa – Terespol – Brześć – Moskwa – Jekaterynburg (Swierdłowsk) – Ivdiel’ (kolej)

Ivdiel’ – rejon górnej Tochty na Uralu Północnym (ciężarówka Ural 120km)

Rejon górnej Tochty – hrebiet Moliebnyj Kamień – górny Niołs (pieszo 30km)

Niołs – Wiszera – m.Krasnowiszersk (spływ 300km)

Krasnowiszersk – Perm (autobus)

Perm – Moskwa – Brześć – Terespol – Warszawa (kolej)

 

  

Opowieść

 

Od chwili, gdy rozstaliśmy się z cywilizacją, jesteśmy w drodze piąty dzień. Stoję po kolana w nurcie Niołsu i staram się przepchnąć kajak przez kolejna grzędę podwodnych głazów. Czarne, spienione wody kryją dno z dziesiątkami bolesnych kamiennych pułapek. Stopy obijają się o nie i wykręcają, czyniąc z każdego kroku loterię, której stawką jest w miarę bezbolesne posuwanie się do przodu. W tym burłaczeniu kajaka zmieniamy
się z Wojtkiem co kilkaset metrów (łatwiej iść rzeką przy brzegach po płyciznach) i zostaliśmy nieco z tyłu grupy. Zza kolejnego zakrętu słyszę radosne okrzyki. To musi być ona – Wiszera, rzeka do której zmierzamy i którą mamy zamiar wreszcie po ludzku popłynąć, a nie mozolnie holować kajaki. To już drugi dzień brodzenia w wodzie i wszyscy mamy serdecznie tego dosyć, jeszcze bardziej, niż niesienia czterdziestokilogramowych plecaków. Oby tylko ilość wody w Wiszerze była wystarczająca. Już widzę szerokie rozlewisko zbiegających się rzek i brodzącego po nim Marcina. Nie ma dla nas dobrych wieści. Przeszedł cala rzekę nie zanurzając się głębiej niż do kolan. Dla naszych kajaków wystarczy, co prawda, „głębia” powyżej kostek, ale jeżeli tak jak w Niołsie, koryto będzie skrywało głazy uniemożliwiające manewrowanie, to z dawno obiecywanej sobie rekreacji będą nici.

 

Wszystko zaczęło się na końcowej stacji kolei w Ivdel’u. To tam zgodnie z sugestiami Rosjan istniała szansa wynajęcia ciężarówki, która podwiezie nas ponad 100km w stronę gór. Mimo obaw, dzięki pomocy miejscowego szefa ‘spasat’elnych służb’, już następnego dnia o 12-tej czeka na nas gotowa ciężarówka Ural. Jest to wszędobylska maszyna, którą powstrzymać mogą tylko błota. Lato jest suche i jest szansa, że dojedziemy dokładnie tam gdzie w planach zamarzyliśmy. Nieczęsty to na Syberii podarunek losu.

Jazda Uralami po górskich drogach to atrakcja sama w sobie. Wynalazek taki jak most, jest tu znany, ale zazwyczaj zapomniany, albo w stanie daleko posuniętej dezintegracji. Przekraczamy liczne strumienie i jamy kolebiąc się niebezpiecznie. Przed większymi dziurami kierowca wysiada i wprawnym okiem ocenia nasze szanse. Wreszcie dojeżdżamy w rejon górnej Tochty i tu nagle Ural zatrzymuje się. Droga idzie dalej, ale kierowca chce już wracać i żadne namowy nie skutkują. Rzuca nam jeszcze szydercze: "Komary zażrut was!", i odjeżdża. Objuczamy się naszymi tobołami. Ja z Wojtkiem dzielimy się po równo obciążeniem, ale chłopaki muszą przejąć część obciążenia swoich dziewczyn. Ich blisko pięćdziesięciokilogramowe plecaki wróżą kłopoty.

Następne dni przez góry idziemy dość wygodnym traktem, który wyprowadza nas na pokryte gdzieniegdzie jeszcze płatami śniegu góry. Szerokie wierzchowiny pokrywają dziesiątki skalnych ostańców. To charakterystyczna, przydająca swoistego piękna krajobrazowi, cecha Uralu Północnego. Po odkrytych wierzchowinach idzie się wygodnie, ale nadchodzi moment w którym musimy zejść w pokryte tajgą doliny. Wszak naszym planem jest powrót do cywilizacji rzeką - po to dźwigamy nadmuchiwane kajaki. Wszelkie ślady ścieżek, czy to ludzkich czy zwierzęcych, już dawno się skończyły i schodzimy tajgą na przełaj. Liczne polany ułatwiają marsz wśród ponadmetrowych traw, ale im niżej schodzimy, tym trudniej jest lawirować wśród błotnisk i wykrotów. Jest parno i gorąco. Plecaki ciążą. Chociaż wydaje się, że idziemy dość szybko, pod koniec dnia okazuje się, że przemieszczaliśmy się zaledwie kilometr na godzinę marszu. Na szczęście dotarliśmy nad niewielki potok, z ciągnącymi się wzdłuż niego ścieżkami zwierzyny, które ułatwiają marsz. Gdy kolejnego dnia dochodzimy do rzeczki Niołs, dopływu Wiszery, następuje kapitulacja względem zaplanowanej marszruty. Zamierzaliśmy przejść przez jeszcze jedną przełęcz, aby dotrzeć aż do samych źródlisk Wiszery, ale trudy poruszania się w tajdze i ciężkie plecaki zrobiły swoje. Na widok strużek wody omywającej kamienie entuzjazmujemy się: Popłyniemy!

Okolica jest przepiękna. Szeroka dolina pokryta jest łąkami i zagajnikami pomiędzy którymi prześwitują nurty Niołsa, a wokół wznoszą się zamglone grzbiety gór. Wspaniałe miejsce na dłuższy wypoczynek, ale nam spieszno do wypróbowania naszych nadmuchiwanych kajaków (i terminów urlopów). To co było oczywiste od początku na widok mizeroty stanu wody w potoku, wkrótce staje się przykrą rzeczywistością. Kajaki co kilka, kilkanaście metrów kotwiczą się na kamieniach. Szkoda sprzętu. Do końca spływu mamy jeszcze 300km. 150 kilometrów za nami pozostał Ivdel, a najbliższa wioska przed nami to kolejne 150 kilometrów bezludnej rzeki i tajgi. Tu nie można pozwolić sobie na zniszczenie kajaków. Zaczyna się żmudne burłaczenie.

 

I oto, po dwóch dniach poświęconych na pokonanie 12 km Niołsa, płyniemy już Wiszerą. Z dawna oczekiwana rekreacja i przygoda. Nietrudne bystrza niosą nas szybko w dół. To miła odmiana po dniach pełnych trudu i potu, dźwigania plecaków i transportowania kajaków w dół Niołsa. Zakręt za zakrętem. Nie jest głęboko, ale dno jest wyścielone drobnym żwirem i kamieniami, i tylko na szerokich mieliznach lub licznych rozgałęzieniach rzeki, trzeba uważać, żeby przemknąć po płytkich strugach wody. Dzień się kończy, więc przybijamy do jednej z licznych wysp. Na władanych przez chłodną bryzę przestrzeniach rzeki i jej kamienistych plażach, jest mniej komarów. Komary i meszki to utrapienie północnych rejonów Rosji i Syberii. Nie są może aż tak agresywne i uparte jak nasi rodzimi „ulubieńcy”, ale skutecznie nadrabiają to liczebnością. W wielu miejscach bez ‘nakomarników’ i repelentów lepiej się nie pokazywać. Na szczęście, jak do wszystkiego i do owadów można się przyzwyczaić. Nie zawadzi odrobina stoicyzmu połączona z beczką repelentu. Klimat chyba tylko częściowo sprzyja biedactwom, bo są wyraźnie mizerne i mają „miękkie rurki”. Komar uralski musi się czasem sporo natrudzić i nachodzić, zanim znajdzie skórę odpowiednio cienką do wkłucia się.

Z nagła pojawiają się goście. To dwaj rybacy koczujący dwa kilometry niżej u ujścia Mojwy w Wiszerę. Jak wszyscy spotykani przez nas w trakcie wędrówek Rosjanie i ci są bardzo przyjacielsko nastawieni. Nie obywa się bez tradycyjnego poczęstunku wódką i surową soloną rybą. Ja popróbowałem tego specjału już rok temu i całkiem go sobie chwalę, ale pozostali kosztują go z dziwnymi minami i wyraźną rezerwą. Cóż, potrzeba trochę czasu, aby zaakceptować miejscowe menu.

Od połączenia się z Mojwą, Wiszera staje się już pokaźną rzeką, traci natomiast na szybkości. Bystrza przeplatają się z głębokimi, niemal stojącymi w miejscu plosami szeroko rozlanej wody. Ciemne ściany tajgi otaczające je zewsząd przydają im tajemniczego i pełnego spokoju nastroju. Nad rzeką kołuje orzeł, a w nurcie uciekają przed nami dzikie kaczki. To matka z małymi, które nie mogą uciec wznosząc się w przestworza. Płyną przed nami przez kilkaset metrów, ale gdy zmęczenie bierze górę, chowają się pod zwisającym nad wodą konarem. Kolejny zakręt i oto widzimy łosia, majestatycznie przekraczającego rzekę. Cóż, jesteśmy na terenie Wiszerskiego Zapoviednika (rezerwatu). Obszar kilku tysięcy kilometrów chronionej tajgi, który bez żadnych problemów można by jeszcze kilkakrotnie powiększyć. I tak nie ma tu ani przemysłu ani nawet osadnictwa.

Zbliżamy się do wypłynięcia z rezerwatu, gdy na brzegu spostrzegamy chatkę i ludzi. Nieopodal leżą wyciągnięte na brzeg motorówki. Wysiadamy i wdajemy się w rozmowę z Rosjanami. Jest wśród nich kierownik rezerwatu od spraw ochrony. Nam jednak chodzi o leżące na brzegu motorówki. Rzeka okazała się zbyt wolna, a czas jaki możemy poświęcić na naszą eskapadę jest ściśle reglamentowany.

Wkrótce dogadujemy się i za „drobną” opłatą konwój powiązanych z motorówką kajaków rusza w dół rzeki. Po kilkudziesięciu kilometrach mijamy pierwszą od wielu dni na naszej trasie wioskę. Można do niej nawet dojechać dwa razy w tygodniu autobusem z Krasnowiszerska, do którego zmierzamy. Na ogół stąd rozpoczynają swoje spływy Rosjanie. Rzeka zmienia tu swój charakter. Wypływa z gór na wyżynne tereny. Niskie i często błotniste brzegi z górskimi pejzażami w tle, ustępują wysokim brzegom przechodzącym w płaskowyże, a rzeka przebija się wśród niezliczonych urwisk skalnych. Nie bez przyczyny Rosjanie nazywają Wiszerę, „rieka ałmaznaja”. Chociaż nazwa ta ma oddawać niespotykane piękno krajobrazu, to w Krasnowiszersku napotykamy również na bardziej praktyczny związek etymologiczny, poznając miejscowych poszukiwaczy ‘ałmazów’.

Sto kilometrów, jakie dzięki motorówce pokonaliśmy w pół dnia pozwala nam na bardziej rekreacyjny spływ pozostałymi przed nami ponad stu kilometrami rzeki. Kąpiemy się przy spadających wprost w wodę skałach i próbujemy wspinaczki po wygładzonych przez miliony lat urwiskach. Mijamy wiele malowniczych wiosek, ale większość z ich jest opuszczona. Wraz z przemianami politycznymi i upadkiem ekonomicznym pozamykano większość przedsiębiorstw leśnych zajmujących się pozyskiwaniem drewna. Miejscowa ludność straciła możliwości zarobkowania i ucieka do miast. Nas egoistycznie cieszy ta „naturalna” ochrona przyrody i tajgi, ale ludziom żyje się tu teraz bardzo ciężko. Gdyby nie bogactwa naturalne tajgi, trudno sobie wyobrazić przeżycie w tym miejscu. A bogactwa te, jeśli tylko umie się z nich skorzystać mogą dostarczyć pożywienia na wiele dni. Jednego z ostatnich dni napotykamy rybaka, który opowiada nam o połowach tajmieni mających długość wiosła i częstuje kilkoma kilogramami łosia, którego dzień wcześniej udało mu się upolować. Wieczorem raczymy się przy ognisku pieczystą dziczyzną (odradzam, ze względu na niebezpieczeństwo zarażenia się włośnicą lub innym świństwem - my nie zdawaliśmy sobie z tego wówczas sprawy).

Lecz oto i dopływamy do Krasnowiszerska, gdzie kończy się nasza przygoda. Przed samym miastem natura żegna nas swoim ostatnim akordem. To chyba najpotężniejszy z murów skalnych jakie dotychczas mijaliśmy. Na długości blisko dwóch kilometrów, ciągnie się wzdłuż rzeki sięgająca stu metrów wysokości ściana, w których nie ma słabych punktów. Takie miejsca w Europie, byłyby mekką wspinaczy, ale tu nie widać śladów ich działalności.

Krasnowiszersk, jak większość miast Północy i Syberii nie urzeka. Jest sobota i nad rzeką wypoczywa wielu ludzi, a po wodzie niesie się jazgot motorówek. Wysiadamy na brzeg i krocząc wśród śmieci i wszelkiego złomu pakujemy i szykujemy się do powrotu. Czeka na nas jeszcze jedna przygoda, jaką jest podróżowanie koleją przez Rosję.

 

 

 

 

Informacje praktyczne:

 

W góry Uralu Północnego można dotrzeć tylko na kilka sposobów.

- od wschodu (od strony azjatyckiej) wykorzystując linię kolejową Jekaterynburg-Iwd’iel

- od zachodu wykorzystując połączenia autobusowe łączące Perm z Krasnowiszerskiem i dalej z wioską Wiołs  nad środkową Wiszerą.

- od północnego zachodu wykorzystując połączenia kolejowe z miastem Peczora i autobusowe z Wuktyłem, oraz transport rzeczny po rzece Peczora, lub prywatną drogą Gazpromu z Wuktyłu w rejon górnego Szczugoru (zależnie od uzyskania pozwoleń z istniejącego tam rezerwatu i firmy Gazprom).

 

Należy nadmienić, że od końcowych stacji komunikacyjnych, aby dotrzeć w rejony górskie, często trzeba skorzystać z prywatnego transportu lub liczyć się z koniecznością pokonania wielu dziesiątków kilometrów tajgi.

Przepisy dotyczące poruszania się na terenach rosyjskich parków narodowych i rezerwatów wymagają uzyskania wcześniejszego zezwolenia w dyrekcjach parków i opłacenia niezbędnych opłat. Wtargnięcie na tereny chronione bez wymaganych zezwoleń jest karane mandatami. Dla wiszerskiego rezerwatu mandat ten wynosi 40-krotnosc minimalnego wynagrodzenia w gospodarce (takie widniały tablice ostrzegawcze). My, ze względu na to, że na teren rezerwatu wtargnęliśmy od strony wschodniej (dyrekcja znajduje się w Kranowiszersku) otrzymaliśmy jedynie Protokół naruszenia, z którym mieliśmy się zgłosić do dyrekcji w Krasnowiszersku, do dalszego postępowania. Jakoś o tym "zapomnieliśmy".

Koszty:

Ze względu na rodzaj turystyki, wchodzą weń jedynie koszty wyżywienia i transportu. Było to zbyt dawno, by miało sens przytaczanie ówczesnych cen. Obecnie ceny w Rosji na żywność są około 20% wyższe niż w Polsce. Ceny transportu nie odbiegają zasadniczo, można się z nimi zapoznać na stronie rosyjskich linii kolejowych. Koszt wynajęcia ciężarówki może być bardzo różny, w zależności od konkurencji, stanu dróg, pogody, umiejętności negocjacyjnych itp. - 3 do 20 tys. rubli.

                                     

Autor: Andrzej Szaga

 

 

 

Ciekawe linki:

 

Strona Rezerwatu Wiszerskiego

http://vishersky.ru/ 

 

Film o Rezerwacie Wiszerskim

https://www.youtube.com/watch?v=Y6qFbA10xjw 

 

Artykuł o ciekawych zdarzeniach jakie miały miejsce na Uralu Północnym, 40km na północ od naszego pobytu

http://www.planetagor.pl/articles/entry/Tajemnica-tragedii-na-prze-czy-Diat-owa-cz-I-pytania-bez-odpowiedzi 

 

Ksiażka o czasach gdy Krasnowiszersk i dorzecze Wiszery były obszarem Gułagu

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/135974/wiszera-antypowiesc            

 

Autor na półwyspie Kolskim 

http://kajak.org.pl/szlaki/zagranica/umba/ 

 

Autor w Laponii 

http://www.planetagor.pl/articles/entry/Szwedzka-korona-Kebnekaise 

 

 

 

Z Ivdelu jedziemy 100km zrujnowaną drogą przez tajgę

 

 

 

 

 

 

 

 Wędrówka szerokimi grzbietami uralskich gór

 

 

 

 

 

 

 

 Biwak z widokiem na jedną z wybitniejszych gór Uralu Północnego Oika-Siachył - świętą górę Mansów.

 

 

 

 Miał być spływ, koniec dźwigania ciężkich plecaków i trudu

 

   a trzeba żmudnie holować kajaki

 

                                                                                                   

 

 

 

 

 Połączenie Niołsa z Wiszerą. Koniec kłopotów...

 

 

... i początek rekreacji

 

 

 

 

 

Nieliczne bystrza Wiszery

  

 

 

Ogrom plateau Tułymskiego Kamienia, różnica wysokości to 1200m.

 

 

W dolnym biegu rzeki coraz częściej spotyka się piękne nadrzeczne skały

 

 

 

 

 

 

 

 na których można się powspinać

 

 

 

 

 

 

Skalny mur Wietłan o długości 2km i wysokości 100m.

 

 

 

Oskarżony Andrzej S. z Protokołem naruszenia wiszerskiego rezerwatu

 

 

Na plaży w Krasnowiszersku, ekipa w komplecie.

 

 

 


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl