Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Wiosna w górach
13-05-10

 


Zaczęła się wiosna. I choć nie do końca może to odpowiadać temu co widzimy za oknem, jednak w przyrodzie wyraźnie ją  już widać. Rozpoczęcia okresu odrodzenia w przyrodzie, pobudki z długiej zimowej stagnacji. Dla większości zapewne wiosna kojarzy się z wybuchem kolorów, słońcem i radosnym pobudzeniem, przypływem nowych pokładów energii. To wszystko sprzyja powstawaniu nowych planów, nowych zamierzeń. Rozkwitająca tysiącem kolorów, wiosna sprzyja również powstawaniu górskich planów. Wielu z nas zacznie planować krótkie wiosenne wypady, jak i te dłuższe eskapady w lecie. Wraz z rozkwitającą zielenią, z eksplozją energii, serca wszystkich kochających góry będą się w nie rwać.



Tu jednak pozwolę sobie na pewną przestrogę, być może pomoże ona Wam zmniejszyć niebezpieczeństwo związane z takimi wypadami, aby nie pozostawiły one po sobie przykrych pamiątek w postaci...boreliozy, choroby na którą sam choruję. Wiosna bowiem to nie tylko piękne żywe kolory, zapierające dech w piersiach górskie widoki. To również czas odrodzenia w przyrodzie wszelkich zwierząt, zarówno tych dużych i jak tych małych, o których zazwyczaj nie pamiętamy, a które mogą w dotkliwy sposób zniszczyć nam nasze życie takie jakie dotychczas znaliśmy. Niewątpliwie do takich stworzeń należą kleszcze. Wraz z topnieniem zimowych śniegów, często gdy wiosna w górach jest jeszcze jedynie zamiarem przyrody, pojawiają się pierwsze kleszcze. Z pierwszymi ciepłymi promieniami słońca powracają one do życia, by szybko zacząć się rozmnażać. Najczęściej ich największy "wysyp" zdarza się w okolicach końca kwietnia - połowy maja. Jednak jak wspomniałem należy być czujnym dużo wcześniej.




Same kleszcze, choć związane z raczej mało komfortową przygodą, związaną z ich usuwaniem (jeśli go zauważymy przed zakończeniem przez niego żerowania), nie stanowią takiego zagrożenia, jak to co przenoszą one w swej ślinie. Wraz z ukąszeniem przez kleszcza otrzymujemy często przykrą niespodziankę - bakterię boreliozy. Możliwe są również zakażenia innymi bakteriami, że wspomnę tu jedynie o dwóch: Bartonella lub Babeszjoza. Nie będę tu opowiadał o możliwych wszystkich komplikacjach powodowanych przez boreliozę. Ograniczę się do dania świadectwa na własnym przykładzie. Choroba ta zniszczyła bardzo wiele w moim życiu, a niestety pomimo podjętego "oficjalnego" (czytaj NFZ-owskiego) leczenia, wciąż sięga po więcej, wciąż coraz bardziej ograniczając moje możliwości fizyczne. Borelioza często nazywana jest wielkim imitatorem, jest to ze wszech miar trafne określenie. Przebieg choroby może bowiem często imitować z goła inne, prowokujące lekarzy do mylnej interpretacji objawy, gdy tak naprawdę toczy nas właśnie ona. Apeluję do Was wszystkich, oglądajcie swoje ciało po powrocie z lasu, wytrzepcie, a najlepiej upierzcie swoją odzież, jeśli dojdzie do ugryzienia, zgłoście się do lekarza.



I tu ważna uwaga, jeśli traficie na "niezainteresowanego" tym faktem lekarza - idźcie koniecznie do innego. Trzeba tu bowiem wspomnieć że wśród polskich lekarzy borelioza wciąż pozostaje tematem tabu, ba często podchodzą do niej jak do czegoś z pogranicza zabobonów. Ma to swoje źródło zapewne w tym że choroba ta wciąż pozostaje nie do końca zbadana, a lekarze dalecy są od zrozumienia jej mechanizmów działania, oraz możliwych konsekwencji. I jeszcze kolejna uwaga na koniec, prócz tego aby trafić do "zainteresowanego" lekarza, ważne jest to aby mieć świadomość że leczenie proponowane normalną oficjalną drogą NFZ-tu, czyli 4-6 tygodni antybiotykoterapii tylko u nielicznych przynosi rezultaty (zazwyczaj u tych którzy zarazili się stosunkowo niedawno) a u całej reszty choroba rozwija się w najlepsze (tak jest niestety i ze mną). Lekarze wówczas zazwyczaj umywają ręce i zaczyna się długa droga "spychoterapii". Zazwyczaj mówią o powtórzeniu kuracji za pół roku. Nie dajcie się zwieść, wiedzcie że leczenie proponowane przez NFZ jest tylko jednym z możliwych rozwiązań i jeśli okaże się nieskuteczne, szukajcie pomocy u lekarzy leczących inną metodą - metodą długotrwałej antybiotykoterapii. Takie leczenie odpowiednio dobranymi antybiotykami trwa wówczas od pół roku do nawet kilku lat i przynosi zazwyczaj o wiele lepsze rezultaty niż kit proponowany przez NFZ.



Dlatego jeśli doszło do zakażenia, jeśli przeszliście już oficjalne państwowe leczenie, NIE poddawajcie się! Szukajcie innych form leczenia i innych lekarzy o bardziej otwartych umysłach. Jeśli dojdzie do takiej sytuacji w Waszym przypadku, polecam udanie się na stronę www.borelioza.org gdzie otrzymacie stosowne informację gdzie najbliżej Was możecie znaleźć takiego lekarza. Znajdziecie tam też wiele więcej informacji na temat tego alternatywnego leczenia. Niech ten artykuł pozwoli Wam uniknąć przykrych niespodzianek, pamiętajcie, że wcześniej podjęte, prewencyjne leczenie, zawsze daje dużo większe szansę na wyleczenie. Życzę Wszystkim pięknych, niezapomnianych i bezpiecznych wypraw, bez niepożądanych niespodzianek.

 

Autor: Sebastian Nikiel  

 

 


Komentarze
  • Marcin KoniorDodał Marcin Konior 2569 Dni temu
    0 punktów    
    Kleszcze w górach to rzeczywiście duże i często nieuświadamiane zagrożenie. Dzięki za artykuł!- miejmy nadzieję, że dzięki tego typu otwartemu mówieniu o problemie nasza świadomość wzrośnie. Co za tym idzie wzrośnie też nasze bezpieczeństwo w górach. Trzymam kciuki za Twój szybki powrót do zdrowia Sebastianie!

  • Michał ZielińskiDodał Michał Zieliński 2569 Dni temu
    0 punktów    
    Artykuł ważny i istotny, ale błagam o sformatowanie go w choćby minimalnym stopniu :-) Przeczytanie takiego zbitego bloku tekstu bez choćby śladu akapitu jest strasznie męczące, no i sporo istotnych rzeczy ucieka...
Copyright by planetagor.pl