Articles
TREKKING. W GÓRY Z GŁOWĄ, CZYLI SAMOTNOŚĆ W HIMALAJACH. Poroszono mnie, abym napisała kilka słów o tak zwanym „psychicznym
przygotowaniu do wyprawy". A ja mam na
koncie samotną wyprawę z plecakiem w Himalaje, co brzmi dumnie ;) Stanowczo po jednym trekkingu w Nepalu oraz
schodzeniu, niekiedy samotnie, polskich szlaków nie mogę czuć się ekspertem.
Dlatego Szanowny Czytelnik znajdzie poniżej kilka uwag i refleksji - o górach, samotności czy podróżowaniu. Nie ponoszę odpowiedzialności za
stosowanie poniższych w praktyce.
W zdrowym ciele zdrowy duch - mawiają. Pierwszym krokiem do utrzymania właściwej kondycji psychicznej jest zadbanie o tą fizyczną. Przeciążenie fizyczne wpływa niekorzystnie na stan ducha, a świadomość własnych słabych i mocnych stron pozwala na pewne podejmowanie dobrych dla siebie decyzji. W tym tych najważniejszych i tych wymagających największej odwagi - kiedy sobie odpuścić. W czasie wędrówki organizm narażony jest na przeciążenie i wyczerpanie, dbając o niego wcześniej dostarczamy i ciału i głowie materiał, z którego będą mogły czerpać w trudnych chwilach. Oczywiście ważna jest też odpowiednia dieta i picie dużej ilości płynów.
„Wszystko mnie boli, ale to normalne, w końcu jestem w
górach" - wielu z nas bardzo dobrze zna to uczucie. Wielodniowy czy nawet
wielotygodniowy wysiłek obnaża nasze słabe punkty - braki kondycyjne, problemy
z kolanami, nieumiejętność noszenia dużych ciężarów i wiele innych. Chyba każdy
kto ma za sobą dłuższy wyjazd, rowerowy wypad, pielgrzymkę rozumie, że ból jest
ich integralną częścią i trzeba się do niego po prostu przyzwyczaić.
Jeśli wędrujemy lub wspinamy się na dużych wysokościach trzeba dodatkowo przyzwyczaić się do szybkiego meczenia sie z byle powodu. Oczywiście w granicach rozsądku, należy znaleźć „złoty środek" pomiędzy
lekceważeniem groźnej kontuzji czy objawów "wysokościówki", a marudzeniem z powodu kilku bąbelków na stopach lub nierównego oddechu.
Tego rozsądku najczęściej uczymy się przez lata.

Nie trzeba jechać daleko - już kilka dni wędrówki po KAMIENISTYCH tatrzańskich szlakach przekonuje, że góry to ból.
fot.: Paulina Wojciechowska
Podróż do obcego kraju to zawsze zetknięcie się z odmiennością, różnice między Europą i Azją są znaczne, cała przygoda zaczyna się od wyjścia z lotniska. Już nawet podróż autobusem nie jest prosta, bo nie ma nigdzie strzałki gdzie staje, ani rozkładu. O wszystko trzeba pytać. Spotkanie z odmiennością, to dla mnie przede wszystkim konieczność zmiany utartych schematów postępowania... uważne i szybkie uczenie się jakie zasady panują w danym miejscu. Na początku było mi łatwiej, bo pierwszą część podróży odbyłam w towarzystwie koleżanki ze studiów. W Himalaje leciałam jaka „bardzo doświadczona", czyli po 2 tygodniach pobytu w Azji, wyluzowana i przygotowana na fakt, że tak do końca nie wiadomo jak będzie i do końca nie da się wszystkiego zaplanować.
W sezonie samotność pod Mount Everestem jest iluzoryczna
- wędrujemy bowiem z tłumem turystów, choć stanowczo nie jest to tłum na miarę
tatrzańską. Możemy być zatem pewni, że jeśli nie zboczymy z głównego szlaku to się
nie zgubimy, a jeśli złamiemy nogę to nie będziemy godzinami oczekiwać na pomoc.
Tutaj samotność znaczy tyle co odpowiedzialność za siebie. Zaplanowanie trasy, zdobycie wiedzy o zagrożeniach. Decydując się na
zorganizowany wyjazd czy przewodnika de
facto wynajmujemy „wykwalifikowanego specjalistę" od poruszania się w
terenie - ale zarówno w zakresie organizacji trekkingów jak i samego
podróżowania wiele wiedzy jesteśmy w stanie przyswoić sami. Im więcej wiemy,
tym lepiej możemy przygotować się na wszystkie niespodzianki, które wydarzą się
na pewno
. Oczywiście wiedzy nie należy czerpać tylko z przewodników, najwięcej
rozsądnych rad dadzą Ci, którzy stosunkowo niedawno w danym regionie były.

Na szlaku lubię towarzystwo, ale samotna wędrówka w ciszy sprawia, że góry można chłonąć całą sobą.
fot.: Paulina Wojciechowska
Chodzenie po górach samotnie lub w bardzo małej, 2, 3-osobowej grupce daje niepowtarzalną możliwość wsłuchania się w rytm własnego ciała i dostosowania do niego rytmu wędrówki. To ważne nie tylko w obliczu choroby wysokościowej - jej lekkie jej objawy są sygnałem, że należy zatrzymać się na tej wysokości - jeśli idziemy ze zorganizowaną grupą musimy iść w górę niezależnie od samopoczucia. Możemy sami oceniać „zmęczenie materiału", dokonywać korekty trasy, ustalać tempo, dobierać postoje. To ważne szczególnie podczas wielodniowych wędrówek. „Słuchaj co Twoje ciało mówi" - radził często walijski towarzysz mojej himalajskiej eskapady. Rozsądne wsłuchanie się w jego rytm dawało mi możliwość oszczędnego eksploatowania sił - zarówno uniknięcia choroby wysokościowej jak i poważniejszych urazów. Oczywiście, miałam także sporo szczęścia... a może po prostu dobrą anielską opiekę.
Samotność w górach to także możliwość pobycia samej ze sobą. Z własną siłą, słabością, marzeniami, lękami. Umiejętność bycia w ciszy - nie tylko bez możliwości rozmowy z kimś lecz także bez ulubionej muzyki. Lubię, kiedy ten górski czas jest w pewien sposób „święty", niezwykły niecodzienny. Nawet jeśli mam towarzystwo, źle się czuję kiedy ktoś bezustannie miele językiem J . Lubię ciszę i spokój bo wtedy mam szansę jakoś bardziej „wczuć się" w przestrzeń, w której jestem ... i w samą siebie. Bez tego, co na codzień określa moją tożsamość. Mam wrażenie, że wielu mijanych przeze mnie zorganizowanych turystów takiej szansy nie miało. I chyba nie wszyscy takiego spotkania pragnęli, woląc zostać w swoim bezpiecznym, przewidywalnym świecie. Z resztą nie trzeba jechać w Himalaje, żeby spotkać turystów słuchających muzyki z mp3 lub komórek (nie zawsze na słuchawkach!), wrzeszczących do telefonów zaraz po zdobyciu szczytu czy wrzucających najnowsze relacje na Facebooka. Coraz częściej podróżując po „globalnej wiosce" chcemy być wciąż „u siebie". Tylko bardzo często wybór jest prosty - albo z otwartą głową i sercem wyruszamy na spotkanie nowego, nieznanego świata (i nowych, nieznanych siebieJ) albo z pięknej podróży zostanie nam tylko kilka fajnych fotografii.

W podróży jak najwięcej rozmawiaj z lokalsami. Podzielą się z Tobą innym światem, który przyjechałeś poznać.
fot.: Paulina Wojciechowska
Na ziemi wciąż jest wiele miejsc mało atrakcyjnych turystycznie, gdzie możemy przez wiele dni wędrować spotykając zaledwie kilku miejscowych - mongolski step, Laponia, Korytarz Wachański - to tylko niektóre z nich. Mam nadzieję, że któreś z marzeń o tych miejscach pewnego dnia stanie się faktem dokonanym. Myślę, że wymagają one nie tylko dużej wiedzy i doświadczenia, lecz także odwagi zostawienia wiele z tego, co znane i bezpieczne oraz pójścia za tak zwanym głosem własnego serca. W górach, w podróży, w każdej pięknej lub trudnej chwili, które jest nam dana ważne jest jeszcze jedno - być TU i TERAZ.
Reaktorka Działu Trekking
PS. Serdecznie zapraszam się do dzielania własnymi doświadczeniami!
- Jak najbardziej zgadzam się z przedstawionym punktem widzenia. Samodzielność, doświadczenie, wiedza i odpowiedzialność za własne postepowanie to podstawa w górach. Tego uczymy się przez całe życie i tej nauki nigdy dość. Ktoś kto wcześniej przygotuje się psychicznie na trudności (które prawie zawsze tak w górach jak i w życiu nadchodzą) ten łatwiej sobie z nimi poradzi. Nie zawadzi też pogodne, pozytywne nastawienie w stosunku do nowych nieznanych sytuacji, no i otwarcie na nowości.
Ja również cenię sobie samotność w górach, a ktoś kto tego jeszcze nie spróbował prawdopodobnie nie wie co traci:) Te chwile samotności, mimo że psychicznie jakoś podświadomie się przed nimi wzbraniamy, często przynoszą niezapomniane wrażenia i pozwalaja lepiej siebie poznać - a często tego nam właśnie brakuje- stanąć, zatrzymać się, odrzucić wszystko co niesie cywilizacja i być po prostu tylko z soba i naturą.
|
|