Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Till norska fjordar
29-07-11

Są takie miejsca, gdzie Słońce nigdy nie śpi, co najwyżej zdrzemnie się za jakąś górą na chwilę, gdy akurat nikt nie widzi i wyłoni się z drugiej strony po chwili, by znów oświetlać drogę wędrowcowi znikającemu w gęstej mgle. Czasami drogę przetnie ospałe stado miejscowych reniferów, gościnnych jednak na tyle, by pozwolić przyssać się obok do tego samego obrywu skalnego, z którego wypływa właśnie orzeźwiający strumień wody i z którego one same korzystają codziennie. Głuchą ciszę wypełnia tylko szelest tegoż strumienia ginącego w kotlinie, która przed chwilą uwięziła opadającą mgłę i słabe, ale regularne podmuchy północnej, morskiej bryzy. Gdzie to jest? Dokładnie nie wiem.

Dokładnie nie wiem, ale mniej więcej 100km na wschód od Tromso w Norwegii, ok. 300km za kołem podbiegunowym i tylko przez kilka letnich tygodni dnia polarnego, gdy Słońce nie schodzi poniżej horyzontu. Na drodze Nordkapp - Tromso łatwiej o renifery niż o samochody. Jeśli już się zdarzą, to jeżdżą powoli, jeśli zaś pojawią się renifery to trzeba jeszcze bardziej zwolnić, by ich nie ogłupić i nie zestresować - wtedy pokornie wracają na swój pas ruchu, no chyba że akurat trawa po przeciwnej stronie drogi jest smaczniejsza.

Renifery

Co jakiś czas zdarzają się campingi. Zazwyczaj w co ładniejszych zatoczkach, gdzie góry wyrastają na kilometr lub wyżej prosto z morza. Nie wychodzi drogo za rozbicie namiotu na dobę, woda słodka i spokojna jak na morską. W godzinach dziennych wygląda to tak, jak często na pocztówkach z tych rejonów. Ale prawdziwą naturę fjordów można poznać tylko osobiście.

Wejście na górę widoczną na zdjęciu zajęło mi 8 godzin "nocnych". Na dole powietrze ciepłe i przyjemne, w takich warunkach płuca wydają się dwa razy bardziej pojemne. Drewniany most nad krystalicznie czystym potokiem, ostatnie domostwa i w górę. Na początku dość gęsty, niski las, nieco poźniej same trawy z pojedynczymi drzewkami, a jeszcze wyżej pojedyncze kępki traw wśród kamieni. Granice pomiędzy tymi terenami były zaskakująco wyraźne, las i trawy kończyły się dość gwałtownie, najwyraźniej Odyn przed wiekami dbał o odpowiednie zgospodarowanie terenu i tak zostało do dziś.

Gdzieś pod fjordami

Na szczycie ok. 3 w nocy, półmrok. Co ciekawe nie było problemu z wysyłaniem SMSów ze szczytu. Niesamowity widok, zapach, szum strumienia, dotyk wiatru i smak wody ze źródła, wszystkie zmysły na raz zaangażowane. Okazuje się, że renifery bacznie mnie cały czas obserwowały i dopiero w półmroku odważyły się wejść w drogę nieznajomemu wcześniej zwierzakowi, czyli mnie. Mój ruch - baczna obserwacja, po czym schylały się po nową porcję świeżej trawy, ale tylko wtedy gdy ja stałem nieruchomo. Takie nordyckie szachy, gdzie jednak nikt nie miał złych zamiarów.

Mgła pojawiła się znikąd i bardzo szybko. Granica też była bardzo wyraźna i jej opadanie łatwe do zaobserwowania. Przez nią wyszedłem w miejscu oddalonym o 7-8 km względem zamierzonego. Przy okazji dowiedziałem się jak to jest taplać się w półmroku we mgle w norweskim bagnie do kolan przedzierając się przez zarośla, których kraniec oznaczał rzekę. Woda lodowata, ale do przepłynięcia tylko kilkanaście metrów. O 8 rano bagna pochłonęły mgłę, która zniknęła tak szybko, jak się pojawiła i widok znów był taki jak ze zdjęcia. Jak po nagłym przebudzeniu, ale ze spokojnego snu.

A więc tak wygląda skraj Valhalli.

Yngwie

 


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl