Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Tarnica
03-05-17

TREKKING. Stawiam się punktualnie na wieczorny PKS. Ciężka noc na niewygodnych siedzeniach. Ale rano jestem już w zupełnie innym świecie. PKS zajechał do Wołostatego. Jestem pomiędzy zbiegiem granic polskiej, ukraińskiej i słowackiej (na Kremenarosie) a charakterystycznym szczytem, na którym znajdziemy krzyż. To Tarnica, królowa Bieszczad, wznosząca się na wysokość 1346 m. n.p.m. Po rumuńsku tarnita oznacza „siodło", „przełęcz" - w wypadku naszego szczytu chodzi o szeroką przełęcz oddzielającą Tarnicę od sąsiedniego Szerokiego Wierchu.


Dzięki charakterystycznemu punktowi, jeśli pogoda jest typowo bieszczadzka, a widoczność żadna - możemy łatwo udowodnić, że górę jednak zdobyliśmy. Krzyż postawiono w roku 1987 - inicjatorami byli miłośnicy Bieszczad związani z PTTK Rzeszów, którzy co roku w Wielki Piątek odprawiają nabożeństwo Drogi Krzyżowej na ten szczyt. Obecny 7-metrowy metalowy krzyż stoi na szczycie do roku 2000. Metalowy krzyż na najwyższym szczycie jest oczywiście wspaniałym piorunochronem, dlatego w razie oznak burzy należy zachować bezpieczny dystans. Jako ciekawostkę przytoczę historyjkę opowiedzianą przez bursiarza, który wiózł nas do Ustrzyk podczas pierwszej wyprawy w Bieszczady. Rzekomo na Tarnicy miała zginąć dziewczynka, która została porażona z powodu aparatu za zębach... Cóż, miejscowi znani są z opowiadania makabrycznych historyjek Bogu ducha winnym turystom.


Na szczycie Tarnicy pojawiło się także sporo innych „gadżetów", co sprawia, że za każdym razem na jest tam nieco inaczej. Wielu z nas pamięta zapewne malutkie, brzozowe krzyżyki. Osobiście najbardziej lubię zamontowaną pod krzyżem tablicę z początkiem Pslamu 121: "Wznoszę swe oczy ku górom, skąd nadejść ma dla mnie pomoc".

 

Polsko-ukraińskie słupki graniczne na Przełęczy Bukowskiej


Na Tarnicę możemy się dostać na kilka sposobów. Pierwszy, najkrótszy, to szlak niebieski wiodący bezpośrednio z Wołosatego (2:15h w górę, 1:15h w dół). W 2008 roku przebieg szlaku zmieniono tak, by przechodził obok zabytkowego cmentarzyka, będącego śladem po poprzednich mieszkańcach tych ziem, wygnanych w wyniku akcji „Wisła". Później droga jest jak na Bieszczady dość stroma. Ostatnie 30-40 minut wychodzi na otwartą przestrzeń - jest to czas na tyle długi, że w wypadku deszczu, wiatru czy innych kiepskich waruków pogodowych góra zdąży dać nam w kość. Ponieważ szlak jest popularny wśród początkujących Bieszczadników i „niedzielnych" górołazów w sezonie możemy wyminąć wielu idących wolno i sapiących turystów. W tym miejscu warto podziękować Bogu, losowi czy komukolwiek innemu za swoją dobrą formę fizyczną, zamiast lekceważąco traktować „tych innych". Oby tylko „ci inni" szanowali góry i w miarę możliwości nie hałasowali i nie zostawiali po sobie śmieci czy niedopalonych papierosów.


Pamiętam, jak kilka lat temu sama potrzebowałam kilku postojów przed zdobyciem szczytu - a kiedy ja i koleżanki podjadałyśmy ciastka, sapiąc ciężko i z podziwem obserwowałyśmy tych wchodzących z plecakiem, bez najmniejszej zadyszki. Strasznie się cieszę, że dane mi było przekroczyć nieco poziom „turystyki niedzielnej" - choć wciąż daleko mi do profesjonalizmu.

 

Piękna i bardzo widokowa trasa wiedzie z Wołosatego przez Przełęcz Bukowską, Rozsypaniec (1280 m. n.p.m.) i Halicz (1333 m. n.p.m.) - jest ona początkiem lub jak kto woli końcem Głównego Szlaku Beskidzkiego. Wysokość pomiędzy Wołosatem a Rozsypańcem nabieramy niemal niezauważalnie - dlatego wybierając kierunek przejścia możemy wykreślić z planu dnia nieprzyjemne podejście lub nieprzyjemne zejście. Wybierając ten wariant należy także szczególnie uważać na pogodę - przez wiele godzin wędrujemy po otwartej przestrzeni. Sama przemierzyłam ten szlak zaledwie raz przy dobrej pogodzie i wspominam to jako przepiękną wędrówkę, której zwieńczeniem jest swoisty „koniec świata". Na Przełęczy Bukowskiej znajdziemy polsko-ukraińskie słupki graniczne. Dalej legalnie wędrować już nie możemy. Piękne i niemal puste ukraińskie Bieszczady kuszą...

 

W czasach słusznie minionych, gdy była to jeszcze granica z ZSRR, zdarzały się groźnie wyglądające pobłądzenia. Naruszenie granic sowieckiego Imperium nie było nigdy traktowane jak przypadkowe zgubienie szlaku. Także w tej okolicy w 2007 roku wydarzyła się tragedia: dwójka dzieci, Czeczeńskich uchodźców zamarzła w lesie, po kilkudniowym błądzeniu w bieszczadzkich lasach.

 

Kontynuując wędrówkę Głównym Szlakiem Beskidzkim (GSB dochodzi tylko do Przełęczy pod Tarnicą, na jej szczyt wiedzie szlak żółty) wygodnym grzbietem Szerokiego Wierchu (1315 m. n.p.m.) możemy dotrzeć do Ustrzyk Górnych. Trasa wiedzie terenem odsłoniętym, dlatego przy dobrej pogodzie możemy liczyć na fantastyczne widoki, choć ja osobiście przemierzyłam ten szlak dwukrotnie w całkowitej mgle, ciesząc się jak dziecko z wyłaniających się czasem grzbietów sąsiednich gór. Cóż, pogoda w Bieszczadach rzadko rozpieszcza. Wybór opcji przez Szeroki Wierch jest dobrą kombinacją dla tych, którzy chcą czegoś więcej, niż prostej opcji Wołosate - Wołosate, a boją się trudów związanych z dłuższą wędrówką. Trasa Wołosate - Ustrzyki przeciętnemu turyście zajmie 5 - 6h, wliczając czas na robienie zdjęć i krótkie postoje.

 

Polecam także wariant przez Bukowe Berdo (1311 m. n.p.m., szlak niebieski), przejście od Wołsatego do Widełek (PKS) zajmie ok. 6 - 7 godzin. Szlak wiedzie pięknym, jak na bieszczadzkie warunki skalistym grzbietem, a później wędrujemy przez las. Właśnie ten las, jego niesamowitą kolorystykę oraz spokój zapamiętałam najlepiej. Na tym szlaku spotkamy także niewielu turystów - możemy więc rozkoszować się legendarną ciszą bieszczadzkiego lasu. Podobno zdarza się napotkać tam na ślady obecności dużego zwierza. Na pewno bardzo często bywa tam błoto, a nawet duże błoto - więc należy liczyć się z faktem wrócenia z gór niezbyt czystym. Ale błotko jest chyba nieodłącznym elementem „stroju" każdego szanującego się Bieszczadnika.

 

 Masyw Tarnicy widziany z okolic Rozyspańca


Jeszcze kilka słów o Tarnicy zimą. Jak wiadomo nie ma gór łatwych. Gór łatwych zimą nie ma tym bardziej. Wejście na ten szczyt w porze zimowej, przy słabej widoczności i nieprzetartym szlakiem dla turysty dopiero zaczynającego przygodę z zimą może być sporym wyzwaniem. Po pierwsze otwarte przestrzenie w typowo zimowych warunkach są naprawdę mało przyjemne. Po drugie - jeśli nie znamy przebiegu szlaku nie wejdziemy na szczyt. Tyczki wiodą tylko do Przełęczy pod Tarnicą. Dalej trzeba radzić sobie samemu. Byłam na Tarnicy wcześniej trzy razy, ale samodzielnie ani ja ani moja partnerka nie poradziłybyśmy sobie. Na nasze szczęcie akurat tego dnia szła grupka nastolatków prowadzona przez księży - przewodników, którzy przedeptali nam trasę. Podobno zdarza się wyszukiwanie drogi na szczyt za pomocą nadajnika GPS.

 

Tarnica zimą

 

Prawdziwie wytrawny turysta nie lekceważy gór i wie, że do łagodnych Bieszczad należy odnosić się z szacunkiem. W sezonie letnim największym zagrożeniem związanym z wędrowaniem w okolicach gniazda Tarnicy są oczywiście burze - metalowy krzyż jest niezłym piorunochronem. Znaczna część tras wiedzie przez otwarte przestrzenie - więc w przypadku silnego wiatru, deszczu etc. możemy dość łatwo się wychłodzić lub w dużej mgle zgubić drogę. Zimą zagrożenie znacznie wzrasta, należy liczyć się w tym, że szlaki nie są przetarte, a ich oznakowania kryją się pod śniegiem. Zimowe Bieszczady są piękne, jednak początkującym adeptom turystyki zimowej poleciłabym raczej Gorce.

 

Linki:

 

Autorka: Paulina Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking

 

Tekst i fotografie zawarte w artykule są chronione prawem autorskim. Redakcja nie wyraża zgody na kopiowanie całości bądź fragmentów tekstu nawet z podaniem źródła.


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl