Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Tajemnica tragedii na przełęczy Diatłowa cz.I - pytania bez odpowiedzi
15-01-16

 

 

Jest taka góra na Uralu Północnym, która w języku tubylców, Mansów, nosi miano Otorten czyli "nie chodź tam". 10 km obok niej wznosi się, powiązana z legendami Chołatczachl - Góra Umarłych. W czasie prehistorycznego potopu w kipiących odmętach zginęło na niej 9 mansyjskich wojowników.

 

To tam, na zboczach Góry Umarłych, w lutym 1959, miała miejsce głośna tragedia, w której w niezrozumiałych, zagadkowych okolicznościach zginęła grupa rosyjskich turystów pod wodzą Igora Diatłowa. Niedługo mija okrągła 57 rocznica tych wydarzeń, która jest dobrą okazją do przypomnienia dramatycznych wydarzeń i pokuszenia się o wyjaśnienie zagadki.

 

Igor Diatłow

W styczniu 1959 grupa doświadczonych rosyjskich turystów ruszyła na wyprawę, której celem było zdobycie szczytu Otorten. Prowadził ich Igor Diatłow 23-letni student, który miał już duże doświadczenie w zimowych wyprawach, a wejście na Otorten miało być przygotowaniem do wypraw w rejony arktyczne. W ówczesnej radzieckiej klasyfikacji trudności wypraw zimowych, planowana 350-cio kilometrowa trasa, wiodąca w całości po bezludnych terenach, miała najwyższy III stopień trudności. W wyprawie wzięli udział studenci i absolwenci UPI, Uralskiej Politechniki ze Swierdłowska: Zinaida Kołmogorowa studentka wydziału radiowego, 22 lata, Ludmiła Dubinina studentka wydziału budownictwa, 21 lat, Aleksandr Kolewatow student wydziału fizykotechnicznego, 25 lat, Rustem Słobodin inżynier, 23 lata, Jurij Kriwoniszczenko inżynier budownictwa, 24 lata, Jurij Doroszenko student wydziału radiowego, 21 lat, Nikołaj Thibeaux-Brignolle inżynier budownictwa, 24 lata, Jurij Judin student ekonomii, 21 lat, Siemion Zołotariow przewodnik, 37 lat. Wszyscy należeli do klubu sportowego przy UPI i mieli za sobą zimowe wyprawy II kategorii. Diatłow zaś rok wcześniej brał udział w wyprawie zimowej III kategorii na Ural Subpolarny.

 

26 stycznia grupa dotarła do punktu startowego, wsi Wiżaj. Tu, na skutek choroby, odłączył się od nich Jurij Judin. Żegnając się z przyjaciółmi nie

 Ludmiła Dubinina żegna Jurija Judina,

 w tle Igor Diatłow

wiedział, że z nich wszystkich tylko on przeżyje. U mieszkającego w Wiżaju lotnika Patruszewa, który doskonale zna z powietrza okolice góry Otorten, Diatłow konsultuje drogę wyprawy. Patruszew odradza im trasę, proponuje by ominęli okolicę. Jednak góra ciągnie Diatłowa jak magnes. Jeszcze nikt nie był na niej zimą. Turyści lekceważą złowieszcze miano szczytu i ruszają w bezludne góry.

 

12 lutego mija termin alarmowy, w którym grupa Diatłowa miała powrócić do Wiżaju, ale nikt się początkowo nie martwi. Turyści są doświadczeni, a opóźnienia w wyprawach turystycznych zdarzają się często. Dopiero 15 lutego dyżurny klubu sportowego przy UPI, podnosi alarm, jednak przygotowania do rozpoczęcia poszukiwań idą niespiesznie. 20 lutego rodziny zaginionych interweniują w obwodowym komitecie partii. Natychmiast w rejon planowanej trasy zostaje wysłany zwiad lotniczy, a kilka grup ratowników desantuje się z helikopterów na całej zaplanowanej trasie wyprawy.

 

 

Grupa Słobcowa, która odnalazła namiot turystów

26 lutego ratownicy działający w okolicy Chołatczachl znajdują ślady turystów prowadzące na przełęcz u stóp szczytu. Wydostają się ponad granicę lasu i dostrzegają w oddali, na zboczu góry, wystający spod śniegu czubek namiotu. W namiocie nikogo nie ma, za to na śniegu widnieją prowadzące w dół ślady ludzi. Następnego dnia po śladach schodzą w dół i tam na początku strefy lasu, pod wielkim cedrem syberyjskim znajdują zwłoki dwóch turystów. To Kriwoniszczenko i Doroszenko, bosi i ubrani tylko w bieliznę. Wkrótce 300m od cedru w stronę namiotu natykają się na wystającą ze śniegu rękę. To Diatłow. Rozpoczyna się śledztwo.

Położenie przedmiotów w namiocie, butów, wierzchnich ubrań, legowisk świadczyło, że namiot został opuszczony w tym samym momencie, nagle przez wszystkich turystów. Przy tym, jak ustalono później w kryminalistycznej ekspertyzie, odstokowy bok namiotu ku któremu turyści byli ułożeni głowami, został rozcięty nożem od wewnątrz (wyjście było zasznurowane) tak, że umożliwiło to szybkie opuszczenie namiotu.

 

Ślady zbiegające w dół prowadziły ok. 500m i tam nikły zasypane wiatrem. Badanie ujawniło, że

 

  Ślady na śniegu

niektóre z nich były zostawione przez bose, albo prawie bose stopy, jedne były obute, pozostałe w skarpetach. Był też ślad jednego walonka. Ani w namiocie ani w pobliżu nie znaleziono śladów walki, przestępstwa, czy bytności innych ludzi. Wszystkie rzeczy leżały na miejscu łącznie z pieniędzmi i dokumentami.

 

Co takiego mogło się stać, że turyści rozcięli i rozerwali namiot, by jak najszybciej się z niego wydostać i w jednej chwili, nie myśląc o założeniu butów czy zabraniu ciepłych rzeczy, rzucić się w dół stoku tak, jak spali w namiocie? I dlaczego nie powrócili do namiotu?

 

Ekipa śledcza przy namiocie

 

Sondowanie stoku

Oględziny wykazały, że zwłoki Kriwoniszczenki i Doroszenki leżały przy resztkach niewielkiego ogniska u stóp cedru. Kriwoniszczenko jedną stopę miał gołą, na drugiej skarpetę, kalesony i koszulę flanelową. Na lewej goleni i stopie poparzenia. Doroszenko leżał obok twarzą w śnieg, twarz miał zakrwawioną, poparzoną stopę, nadpalone włosy. Wkoło walały się części ubioru, koszula flanelowa, szalik, kawałek swetra, nadpalone kominiarka i skarpetka. Dolne gałęzie drzewa były poobłamywane, a ślady na korze świadczyły że wspinano się do góry na wysokość 5m, gdzie gałęzie były wyłamane z jednej strony, tak jakby chciano utworzyć "okno" z widokiem w kierunku namiotu.

 

Diatłow leżał w śniegu głową w kierunku namiotu. Odziany był dużo lepiej, koszula flanelowa, sweter, futrzany bezrękawnik, kalesony, spodnie, na stopach skarpety. Rana dłoni od drugiego do piątego palca. Twarz miał zalodzoną, świadczącą, że przed śmiercią dyszał w śnieg.

Do 5 marca przy pomocy psów i sond lawinowych znaleziono jeszcze dwa ciała, Słobodina i Kołmogorowej. Tak, jak Diatłow, leżały one w pozycjach wskazujących, że próbowali oni wrócić do namiotu. Słobodin leżał o 180m bliżej namiotu niż Diatłow, a Kołmogorowa następne 150 m  dalej. Ich ciała zastygły w dynamicznych pozach na podejściu. Oboje byli ubrani dość ciepło, choć bez butów. Słobodin miał jeden walonek. U obydwojga stwierdzono krwotoki z nosa, a Słobodin miał pękniętą czaszkę. Ekspertyza wykazała, że wszyscy turyści umarli z powodu zamarznięcia, a uszkodzenie czaszki Słobodina nie zagrażało jego życiu.

 

Śledztwo przedłużało się, gdyż nie udawało się odnaleźć pozostałych turystów mimo, że władze nie przerywały poszukiwań. Wkrótce w Swierdłowsku zaczęły rozchodzić się niepokojące plotki. Stało się to za sprawą zjawisk, jakie jeszcze przed rozpoczęciem akcji ratowniczej, zaobserwowano w wielu miejscach obwodu swierdłowskiego. 17 lutego o 6.50 na niebie pojawiła się ognista kula wielkości księżyca ciągnąca za sobą pierzasty obłok. Następnie kula zaczęła jaśniej świecić, a obok niej pojawił się jasny obłok, który zaczął rozszerzać się na całą wschodnią część nieba. Stopniowo obłok zaczął się zwiększać, mając w centrum świecący punkt o zmiennej jasności. Zjawisko zaczęło się obniżać ku linii horyzontu jednocześnie rozmywając się, aż wreszcie ok 7.05 znikło. 31 marca podobną ognistą kulę zaobserwowała grupa poszukiwawcza w rejonie Chołatczachl. Gdy rozpoczęły się pogrzeby odnalezionych turystów (trumny były otwarte),

  Pogrzeb odnalezionych turystów

wszyscy mogli zobaczyć nienaturalny pomarańczowo brązowy kolor ich skóry. Wśród ludzi zaczęły się plotki, że turyści padli ofiarą wojskowych eksperymentów i wybuchów.

 

Sprawa nabrała nowego charakteru, gdy wiosną na początku maja topniejący śnieg zaczął odsłaniać w okolicy cedru kawałki poszarpanych ubrań. Ślady prowadziły kilkadziesiąt metrów dalej do wąwozu strumienia. Tam, pod blisko 3-metrową warstwą śniegu odkopano brakujące ciała. Na trupach znaleziono części odzieży, swetry, spodnie, które później zidentyfikowano jako należące do Kriwoniszczenki i Doroszenki. Dubinina miała nadpalone spodnie, zaś Kolewatow nadpalone skarpety i rękawy.

 

Okazało się, że odnieśli oni poważne i rozległe urazy wewnętrzne przy braku zewnętrznych uszkodzeń. Thibeaux-Brignolle miał strzaskaną wieloodłamkowo czaszkę ze złamaniem jej podstawy, Dubinina złamania 10 żeber po obydwu stronach klatki piersiowej, Zołotariow połamanych 6 żeber z prawej strony. Kolewatow miał ranę skroni do kości. Przy tym zwłoki Zołotariowa i Dubininej nie miały oczu, a Dubinina miała wyrwany język. Lekarz, który badał zwłoki porównał rozległość obrażeń do tego typu, jakie powstają przy uderzeniu samochodem. Stwierdził, że nie mogły one powstać przy udziale osób trzecich, a przykładowo, wielkiej siły która uniosłaby ciała i rzuciła je, lub wskutek silnej fali uderzeniowej.

 

Gdy przy badaniu zwłok i ubrań stwierdzono ślady napromieniowania odzieży, prowadzący je prokurator otrzymał od władz zwierzchnich polecenie natychmiastowego zamknięcia sprawy. W podsumowaniu zapisał: "Przyczyną śmierci turystów była nieznana siła, której turyści nie byli w stanie się przeciwstawić". Akta śledztwa objęto ścisłą tajemnicą (zostały odtajnione w latach 80-tych), a teren został zamknięty dla turystów.

 

Wokół śledztwa szybko narosło wiele niejasności i hipotez. Co mogło zmusić turystów do tak nagłej ucieczki z namiotu, w niekompletnych strojach, nawet bez włożenia butów, a następnie ucieczki w las i pozostawania tam przez długi czas mimo panującego mrozu? Wszystko wskazuje na to, że po śmierci Kriwoniszczenki i Doroszenki grupa zabrała część ich odzieży, a następnie podzieliła się. Trzy osoby próbowały wrócić do namiotu, ale nie dotarły do niego, a cztery pozostałe weszły głębiej w las, gdzie znaleziono je na dnie 6-metrowego wąwozu.

 

Próbowano kojarzyć śmierć turystów z atakiem Mansów, którym mogła nie podobać się obecność turystów w rejonie świętych miejsc lub zbiegłych więźniów z Iwdielłagu (w tajdze na północ od Wiżaju, w obozach, znajdowało się kilka tysięcy więźniów). Jednak brak było śladów rabunku, a poza tym śledczy wykluczyli udział, a nawet obecność osób trzecich.

 

Niektórzy tłumaczyli ucieczkę turystów odgłosem, który mogli oni wziąć za schodzącą lawinę. Jednak grupa ratunkowa nie znalazła śladów lawiny, poza tym Igor Diatłow jako doświadczony turysta rozbił obóz w bezpiecznym miejscu, o małym nachyleniu.

 

Jedną z najpopularniejszych teorii stała się hipoteza o tym, że turyści przypadkiem znaleźli się na terenie nieoficjalnego poligonu, gdzie testowano nowe typy broni. Teorię tę wzmacniał fakt kilkukrotnego zaobserwowania w tamtych czasach świetlistych kul na niebie. Na ostatnim kadrze z fotoaparatu dziatłowców znajduje się nieostre ujęcie jakiegoś świetlnego zjawiska. W późniejszych latach znajdowano w okolicy różne metalowe elementy. Kolejna poszlaka to ślady radioaktywności na niektórych ubraniach. Jednak wojsko nigdy  nie potwierdziło takich teorii. Nie udało się też udowodnić istnienia w pobliżu miejsca zdarzeń poligonu. Trudno było powiązać obrażenia wewnętrzne turystów przy braku zewnętrznych ran z działaniem broni. Podczas akcji ratunkowej nie natrafiono też na ślady ewentualnych wybuchów.

 

Nic dziwnego, że wśród wyjaśnień znalazły się również teorie o UFO czy Yeti, śnieżnym człowieku. Ostatnio próbę wyjaśnienia przedstawił amerykański autor książki Dead Mountain: The Untold True Story of the Dyatlov Pass Incident, D. Eichar. Według niego w wyniku ukształtowania terenu i działania wiatru doszło do wygenerowania infradźwięków, które spowodowały niesłyszalne dla ludzkiego ucha, ale wywołujące uczucie silnego niepokoju pomruki.W niekontrolowanej panice turyści uciekli do lasu. Obrażenia wewnętrzne miały powstać w wyniku wpadnięcia turystów do jaru.

 

Sprawą tragedii zajmował się też dziennikarz ze Swierdłowska Jurij Jarowoj, który w 1967 napisał na ten temat książkę. Także w późniejszym czasie gromadził dokumenty i opowieści świadków, które miały posłużyć do wydania następnej pracy. W 1980 roku zginął w wypadku samochodowym, a jego archiwum zostało wywiezione na wysypisko śmieci. Uzasadniono to brakiem spadkobierców. W wypadku nie dopatrzono się winy osób trzecich.

 

Tragiczny los spotkał lotnika Patruszewa, który daremnie ostrzegał Diatłowa. Jak wspomina jego żona, Patruszew po powrotach z lotów nad tajgą: Mówił, że coś ciągle przyciągało go tam. W powietrzu często widywał świecące kule, a wtedy samolotem zaczynało trząść, przyrządy odmawiały posłuszeństwa, a głowa zaczynała potwornie boleć. Wtedy zmieniał kurs i wszystko wracało do normy. Później znowu tam wracał. Mi mówił, że niczego się nie boi, że nawet jeśli silnik przestanie pracować uda mu się wylądować (…).”

Jego samolot rozbił się na zboczach Chołatczachl. W wyniku śledztwa stwierdzono, że Patruszew rozbił się podczas próby awaryjnego lądowania.

 

Rodziny ofiar długo zabiegały o wyjaśnienie śmierci swoich bliskich. Założono w tym celu fundację. W 2008 roku odbyła się konferencja, na której kolejny raz próbowano, korzystając z opinii wielu ekspertów i dokumentów wyświetlić tę sprawę. Na jej zakończenie rodziny zaapelowały do władz wojskowych o udostępnienie wszelkich możliwych informacji. Odpowiedzią było milczenie.

 

C. D. N. - wkrótce część druga i rekonstrukcja oraz wyjaśnienie zdarzeń...

 

 

Autor:

Andrzej Szaga

 

 

 

Linki:

 

https://marucha.wordpress.com/2014/08/29/smierc-na-przeleczy-diatlowa/

 

http://historia.focus.pl/swiat/tajemnica-tragedii-na-gorze-umarlych-na-uralu-1724?strona=3

 

http://infra.org.pl/historia-/zagadki-dziejow/654-mier-grupy-diatowa-nieznane-szczegoy-oraz-inne-tajemnicze-przypadki

 

http://niewiarygodne.pl/kat,1017181,title,Tajemnica-tragedii-w-Przeleczy-Diatlowa-Kto-lub-co-zabilo-studentow,wid,12732725,wiadomosc.html

 

teoria infradźwięków:

http://strefatajemnic.onet.pl/extra/zagadka-smierci-na-przeleczy-diatlowa-wreszcie-rozwiazana/cr3l6

 

http://www.olabloga.pl/przelecz-diatloteza-uczonych

 

wywiad z polskim hominologiem:

https://www.youtube.com/watch?v=vuORlS7ZeL8

 

Kołmogorowa, Judin i Zołotariow

 

Turyści na postoju w dolinie Auspii

 

Dubinina, Słobodin, Tibo, Kołmogorowa

 

Tibo, Dubinina, Zołotariow, Kołmogorowa

 

 


Komentarze
  • Emilia G.Dodał Emilia G. 549 Dni temu
    0 punktów    
    Koszmarna historia, brrr... Ale jak ciekawie opisana :)
Copyright by planetagor.pl