Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Swiss Alpine Davos Marathon 2010
11-08-10

w tuneluWspaniały Swiss Alpine Davos Marathon na najdłuższym dystansie !

 

Sport w górach to coś fantastycznego. Połączenie wysiłku z pięknymi widokami, dodaje energii pomimo trudu jaki muszą pokonać zawodnicy, zmagający się z dystansem, pogodą i górami. Po raz 25 w słynnym szwajcarskim kurorcie Davos odbył się Swiss Alpine Davos Marathon. W tym roku 31 lipca przy słonecznej pogodzie i pięknych warunkach atmosferycznych padł rekord frekwencji , we wszystkich biegach wystartowało 5910 uczestników.

 

 

Wśród tej liczby nie mogło zabraknąć Polaków,  na najdłuższym i najtrudniejszym dystansie wystartowało 11 osób, w tym jedyna Polka Lidia Walczak z Leszna. Dystans jaki mieli do pokonania to bagatela 78.5 km przy górkach 2260 m. Zanim nastąpił start zawodnicy w biurze zawodów zostali podzieleni na dwie grupy. Grupa pierwsza miała limit czasu 14 godzin i startowała o godzinie 6:00, natomiast grupa druga, w której startowali szybsi zawodnicy, miała limit o 2 godziny krótszy i wystartowała o godzinie 8:00.

 

 

góra Keschhiitte 2632Od samego rana ulice Davos zapełniły się nie tylko zawodnikami, ale i dużą ilością wspaniałych kibiców, którzy nie zapomnieli  zabrać ze sobą tradycyjnych ogromnych dzwonków, którymi dopingowali zawodników. Zanim nastąpił start ze stadionu w Davos w oczekiwaniu na sygnał startera z głośników wydobywała się melodia „rydwany ognia" co oznaczało, że za chwilę do boju ruszą wspaniali ludzie, dla których przygoda ze sportem to nie tylko wyczyn lecz wspaniałe przeżycie.  Gdy pierwsza ósemka Polaków z Lidką walczyła na trasie już 2 godziny, do startu przygotowywała się pozostała trójka z Tomaszem Borowikiem, Jackiem Łabudzkim i Edwardem Dudkiem. Dla Dudka było to kolejne wyzwanie i chęć wbiegnięcia na metę stadionu w Davos. Na tym stadionie 34 lata temu zimą tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w Insbrucku jego świętej pamięci żona Ewa zdobyła Międzynarodowe Mistrzostwo Szwajcarii w wieloboju łyżwiarskim.

 

Gdy padł sygnał startu na niebie pojawiło się wspaniałe słońce bez odrobiny chmurki. Wielobarwny tłum ruszył ulicami miasta, aby po przebiegnięciu około 2 km zawrócić i biec przez Davos główną ulicą wśród szpaleru kibiców. Po około 6 km  trasa wchodziła w las. Patrząc na profil trasy tuż przed startem trochę byliśmy zdziwieni że trasa, która praktycznie na mapce wskazywała, że biegnie w dół do 31 km, w rzeczywistości posiadała kilka stromych podejść. Biegnąc wzdłuż 100 letniej trasy kolejki Bernina można było podziwiać wspaniałe dzieło wykonania w tak trudnym terenie takiej magistrali.

 

Wiesen - kolejna niespodzianka, przebiegamy przez most wąską kładką,na końcu której gra na trąbitach trzech Alpejczyków; po drodze jeszcze kilka wspaniałych tunelików, gdzie można troszkę schłodzić organizm. Wspaniałe widoki, jednak zmęczenie daje już znać o sobie. Jesteśmy na 31 km w miasteczku Filisur, startując z poziomu 1538 metrów zbiegliśmy na około 980 m. Po 40 kilometrach jesteśmy w Bergun i to jeszcze nie poziom Davos (1365 m), od tego momentu trasa zaczyna się piąć w górę. Początkowo łagodnie drogą asfaltową z pięknymi serpentynami wzdłuż  zbocza, słońce daje coraz bardziej się we znaki, sił ubywa więc postanawiam więcej iść niż biec. Dochodzimy do wysokości ok. 1800 m i tu już prawie wszyscy idą, nie ma możliwości wyprzedzania; kto w początkowym okresie biegu nadrobił nad konkurentami, ten już teraz jest spokojny, cała kolumna idzie gęsiego. Na trasie jest dużo punktów odżywczych świetnie zaopatrzonych,  w biegach długich to bardzo ważne, gdyż przy dużym zmęczeniu organizm często domaga się  regeneracji; nawet jeżeli nie korzystamy to nasza psychika jest bezpieczna.

 

Po drodze spotykam Jacka Łabudzkiego, który niestety ma problemy żołądkowe. Idę dalej, do najwyższego punktu na trasie coraz bliżej,  gdzie tylko się da to podbiegam. Docieram do schroniska Keschiitte na wysokości 2632 m, słyszę doping, na  numerze startowym 315 mam napisane swoje imię - Edward. Okrzyki „brawo Edward" jeszcze bardziej mnie dopingują. Od tego miejsca trasa zaczyna stromo opadać w dół,  aby po jakimś czasie  znowu biec trawersem  w górę. Po chwili trasa się rozchodzi. Maraton K 42 idzie w prawo w dół, my zaś prosto trawersem dalej. Po 3 km następny punkt żywieniowy, nad nami krążą helikoptery, które kręcą film. Na trasie co chwilę przepływa górski potok, kubek który zabrałem z napojem izotonicznym przydaje się teraz,  gdyż bez problemu mogę nabrać zimną wodę z potoku. Po drodze napotykamy prawdziwy śnieg, dotykam go i bokiem mijam kilku zawodników, by po chwili o mało nie zakończyć marszobiegu w 500 metrowej przepaści. Podbiegam do kolejnego punktu już bardziej ostrożnie, wyprzedzając tylko w miejscach gdzie na ścieżkach jest szerzej. Na punkcie pije coca colę, gdyż organizm już nie chce przyjmować izotoników. Na wzgórzu spotykamy się z maratonem K42 i w dół zaczyna się znowu pielgrzymka, gdyż trasa wiedzie górskim wąskim trawersem.

 

Wreszcie trasa po zejściu z góry staje się troszkę szersza, czuję się coraz lepiej i zaczynam wyprzedzać, mijam kolejnych zawodników, po chwili widzę tabliczkę z napisem 65 km. Do mety jeszcze tylko i aż 13,5 km, trasa biegnie w dół. Na następnym punkcie już tabliczka 70 km, biegnę dalej i po chwili poznaję teren, przecież tu byliśmy w czwartek na treningu biegowym zapoznać się z finiszem. Jeszcze bardziej przyśpieszam wyprzedzając kolejnych zawodników, m.in. przyjaciela ze Słowacji Vladyslava Marasa, czuję się jeszcze bardziej zdopingowany. Po drodze ostatnie wspaniałe widoki i wbiegamy w leśną ścieżkę. Do mety jeszcze dwa wzniesienia, ostatni punkt z wodą i cel coraz bliżej. Mijam kolejnego przyjaciela z tras biegowych Andrzeja Obstarczyka, kilka zdań, pozdrowienia i  ostatni stromy zbieg. Już jestem na ulicach Davos, w oddali widać bramę stadionu z łopocącymi flagami państw uczestników zawodów.

 

Dobiegam do bramy stadionu, która rano była moim marzeniem . Bieżnia podzielona na dwie części, jedna dla maratończyków K42, druga dla K78; finiszuję przy ogłuszającym dopingu kibiców coraz szybciej, by po chwili być chyba najszczęśliwszym człowiekiem na mecie i oddać hołd mojej zmarłej 15 lat temu  żonie Ewie. Otrzymuję jubileuszowy medal i okolicznościową kurtkę z napisem Finiszer K 78. Można teraz  usiąść na stadionie i delektować się słońcem i wspaniałą atmosferą.

 

Medal

 

       Medal Swiss Alpine Dawos 2010

 

Jeszcze tylko z reporterskiego obowiązku informuję: najszybciej z polskiej ekipy pobiegł najmłodszy z Polaków 30 letni Tomasz Borowik,  z czasem 9:32:09 w kat. M-30 był 35, drugi z naszej ekipy był Edward Dudek, najstarszy 56 letni Baca - pokonał dystans w czasie 9:43:31. Cała nasza 5 osobowa ekipa  dotarła w biegu głównym do mety i tak: Edward Dudek z radziechowskiego Bacy w (M-55) miał 36 m-ce, Jacek Łabudzki z Sandomierza( M-50) 99 m-ce, Zbyszek Malinowski (M-55) 46 m-ce, Lidia Walczak (W-55) 10 m-ce, jej mąż Leszek Walczak (M-55) 94 m-ce. Pozostali Polacy, którzy ukończyli ten bardzo trudny maraton to: Mariusz Błachowiak (M-45) 152 m-ce, Mariusz Wilk (M50) 154 m-ce, Jacek Kasprzak (M-40) 224 m-ce, Marek Bajkowski (M-50) 167 m-ce, Andrzej Obstarczyk (M-50) 182 m-ce. Serdeczne podziękowanie dla Krystyny i Janusza Derlak z Włocławka za sponsorowanie wyjazdu Edwarda Dudka do Szwajcarii. 

 

 

Autor: Edward Dudek 

 


Komentarze
  • Marcin KoniorDodał Marcin Konior 2396 Dni temu
    0 punktów    
    Wielkie gratulacje! Wspaniały bieg i super wynik - tak trzymać!!! Dzięki za ciekawy artykuł! Pozdrawiam serdecznie!
  • Lukáš Wlodec PawlowskiDodał Lukáš Wlodec Pawlowski 2396 Dni temu
    0 punktów    
    super relacja!!! bravo, gratuluje i pozdrawiam serdecznie!!!
Copyright by planetagor.pl