Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Na himalajskim szlaku: Pheriche
28-01-12

PhericheTREKKING. To ma być nasz rest day - więc wypoczywamy. Przed nami rajski widok - wszędzie wokół pięcio- i sześciotysięczniki, wokół nie ma już ani drzew ani krzewów... Noce są już traumatycznie zimne, wysokość sprawia także, że ciężko jest usnąć - ale dopóki świeci słońce można najzwyczajniej w świecie leżeć i podziwiać otaczające szczyty...

Pheriche położone w dolinie rzeki Khumbu Khola na wysokości około 4300 metrów - przed przybyciem turystów nie było osadą całoroczną, ale letnią - głównie pasterską. Hodowano tu ziemniaki, grykę - i oczywiście wypasano jaki. Na niegościnne zimy nie zostawał tu prawie nikt, z resztą także dziś większość wałścicieli hotelików przenosi się do niżej położonych miejsc, lub prowadzi swoje interesy w Kathmandu.

 

Pheriche

Rajski widok na dolinę Khumbu Khola.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Dziś osada składa się głównie z lodży, w których mogą pomieszkać turyści zmierzający ku bazie Everestu oraz członkowie himalajskich ekspedycji. W miejscu, które możnaby nazwać centrum osady znajduje się nieco futurystyczny pomnik, poświęcony, jak większość w tej okolicy ofiarom Mount Everestu. Pomnik, o kształcie przeciętego stożka, w środku zawiera nazwiska wszystkich, którzy stracili życie w walce o Górę Gór. Zapisano już około dwustu nazwisk... zostawiono też miejsce na kolejne.

W „centrum" Pheriche znajduje się punkt pomocy medycznej (szumnie nazywany szpitalem - i to najwyżej położonym szpitalem na świecie) prowadzony przez Himalayan Rescue Association, a zbudowany w 1975 przez Japończyków. Oczywiście głównym schorzeniem tutaj leczonym jest choroba wysokościowa - z angielska Acute Mountain Sickness (AMS) oraz towarzyszące jej obrzęku mózgu (High Altitude Cerebral Edema - HACE) i płuc (High Altitude Pulmonary Edema, HAPE). Oczywiście można także uzyskać pomoc związaną z innymi schorzeniami dotykającymi trekersa w czasie wilodniowej wędrówki.Punkt medyczny wspiera także lokalną ludność, w szczególności tragarz , cierpiących w wyniku noszenia zbyy dużych ładunków (nawet 60 kg!). W sezonie, codziennie o godzinie 15stej można wysłuchać wykładów o chorobie wysokościowej - można też pobrać ulotki lub skorzystać z porad lekarzy-wolontariuszy lub stażystów - lub, za opłatą - zmierzyć saturację tlenu we krwi. Środki finansowe szpital otrzymuje głównie dzięki wsparciu leczonych tutaj turystów. A ceny są słone. Kiedy przyszłam szukając pomocy na opryszczkę, która pojawiła się natychmiast po zgubieniu Neutrogeny, za odpowiednik Zawiraksu zażądano ode mnie równowartości 30 USD. Kiedy przerażona odmówiłam i zbierałam się na wyjście stanęło na 5 EUR i obietnicy przelania jakiejś sumy na cel charytatywny po powrocie do domuLaughing.

 

 

Choroba wysokościowa

Choroba wysokościowa - krótka instrukcja obsługi

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Choroba wysokościowa dotyka oczywiście głównie profesjonalnych wspinaczy - lecz w Himalajach doliny położone są tak wysoko, że z konsekwencjami niedoboru tlenu w atmosferze mogą się stykać także zwykli turyści. Najwyższe punkty popularnych trekkingów - Kala Pattar, Gokyo Ri czy Thorung La znajdują się tylko 100-200 metrów niżej niż Elbrus. Na wysokości 4-5 tysięcy metrów nad poziomem morza bardzo rzadko dochodzi do znanych z górskiej literatury obrzęku płuc czy halucynacji - jednak zlekceważone pierwsze objawy choroby mogą być groźne. Na trekkingu dotykają nas przede wszystkim lżejsze symptomy - bóle głowy, osłabienie, zmęczenie, bezsenność. Dobrze zostać wtedy co najmniej dwie noce w miejscu, gdzie nas to spotkało - dać organizmowi czas na oswojenie się z niesprzyjającymi dla niego warunkami. Groźniejsze oznaki choroby to wymioty, skołowacenie, oznaki wyczerpania. Wtedy koniecznie - trzeba iść w dół. Ulgę daje każde „stracone" sto metrów... Oczywiście, każdy organizm reaguje inaczej na zmniejszoną ilość tlenu i niskie ciśnienie atmosferyczne, przeważnie "wysiada" w nas to, co najsłabsze - na przykład mnie osobiście najbardziej dotykała bezsenność. Z kolei poznany właśnie w Pheriche Australijczyk opisywał ten zespół symptomów jakby najgorszego kaca w życiu - choć na takich wysokościach „Białasy" alkoholu zasadniczo nie piją. Wysokościówkę z kacem łączy jeszcze jedno - trzeba bardzo dużo pić Wink

 

Imja Khola

Sąsiednia dolina Imja Khola jest częstym celem aklimatyzacyjnych wycieczek. Po lewej południowa ściana Lhotse, po prawej Island Peak.

fot.: Paulina Wojciechowska

Pheriche znajduje się przy głównym szlaku everestowym - około 4-5 godzin drogi w górę od Tyngboche, 2-3 od Pangboche. Z kolei za kolejne 2-3 godziny niezbyt śpiesznego treku będziemy w Tukli, za 4-5 w Lobuche. Trekking powyżej czterech tysięcy metrów jest zdecydowanie piękniejszy - nie ma już drzew przysłaniających widoki, jesteśmy wśród himalajskich olbrzymów, Ama Dablam, Cholatse (6335), Tubche Peak (6495), Tawache (6501) i wiele innych. Droga na szczęście nie jest zbyt stroma, tylko strome podejście tuż za Tuklą może solidnie dąć w kość. Miejscowa zasada poruszania się w górę „bastari, bastari" - czyli powoli - pozwala swobodnie fotografować ile wlezie  Wysokość jest już dla większości dość uciążliwa - dlatego w Pheriche lub sąsiednim Dingoche zwyczajowo zostaje się dwie noce w celu załapania lepszej aklimatyzacji. Można zostać na miejscu i podziwiać rajskie widoki... można także udać się na spacery w okolice. Choćby w górę sąsiedniej doliny Imja Khola - w stronę Island Peak i południowej ściany Lhotse. Tych, którzy chcieliby szukać jeziorem pod Ama Dablam - uprzedzam, nie prowadzi tam żadna wyraźna ścieżka

 

 

W drodze do Lobuche

W drodze do Lobuche - himalajskie olbrzymy na wyciągnięcie ręki.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Podstawowe informacje o trekkingu Everest Base Camp TUTAJ

 

Autorka: Paulina Anna Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl