Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Na himalajskim szlaku: Pangboche
02-11-11

 

PangbocheTREKKING. Według tybetańskich wierzeń ogromnych rozmiarów człowiek-małpa zamieszkuje niedostępne zwykłym śmiertelnikom himalajskie jaskinie, ukryte wśród lodów i skał. Everestowe ekspedycje wielokrotnie znajdowały ślady ogromnych stóp. Podobno wyróżnia się trzy typy  i jedynie największa, ciemna, włochata i ponad 3 metrowa odmiana, zwana dzu-teh zamieszkuje Himalaje. W jednym z najstarszym z buddyjskich klasztorów Solo Khumbu, w Pangboche znajdował się do lat 90. skalp tej legendarnej istoty... niestety został on skradziony. Jednak wiara w istnienie tego stworzenia będącego pół-zwierzęciem, na pół-bogiem, pozostają żywe dla mieszkańców regionu Everestu, choć raczej niechętnie dzielą się tą wiedzą z turystami. Na niezliczonych straganach stojących na niemal całej trasie trekkingu nie znajdziemy już nawet pamiątek po yeti. Nawet latające m.in. w Himalaje nepalskie linie Yeti Airlines zmieniły swą nazwę na Tara.


Samo leżące na wysokości ponad 3900 metrów nad poziomem morza, w dolinie rzeki Imja Khola, Panboche jest ostatnim miejscem, gdzie Szerpowie zamieszkiwali przez cały rok, zanim region zaczął być szturmowany przez himalaistów i trekkersów. Znaczenie nazwy to „pole trawy" - tak kiedyś wyglądała tutejsza okolica. Przy wejściu do wioski wędrowców wita okazała brama, wewnętrz której znajdziemy oczywiście modlitwewne młynki. Większość domów mieszkalnych pełni równocześnie "funkcje turystyczne" - dają możliwość zakwartersowania, oferują posiłki lub sprzedaż żywności, artykułów turystycznych (kupiłam tu całkiem fajne przeciwsłoneczne okulary!), pamiątek. Nieco dalej od szlaku znajdziemy tradycyjne pola uprawne (gł ziemniaki) poprzedzielane kamiennymi płotkami. Jeszcze kilkanaście lat temu podstawą utrzymania mieszkańców regionu nie była turystyka, lecz pasterstwo, na którego straży stoją mieszkańcy Panboche. Corocznie zgromadznie mieszkańcow wioski wybiera spośród siebie czterech nawa, odpowiedzialnych za nadzór nad położonymi wyżej pastwiskami dla jaków i innych zwierząt oraz przemieszanie się zwierząt. Zdarzało się, że karano himalajskie ekspedycje za dopuszczenie by jaki znalazły się zbyt blisko pół uprawnych...

 

 

Pangboche

Pochodzący z XVII wieku klasztor w Górnym Pangboche

fot.: Paulina Wojciechowska

Miejscowy klasztor (gompa) został ufundowany w XVII wieku przez lamę Sangwę Dordźe, urodzonym nieopodal Kjumjung, szóstej reinkarnacji Changana Dorje (współcześnie dwunasta reinkarnacja lamy zamieszkuje w Tybecie). Jest najstarszym buddyjskim klasztorem w regionie Everesrtu. Mieszka tam obecnie kilkunastu mnichów, żaden z nich nie jest Tybetańczykiem gdyż ci mają zakaz zamieszkiwania himalajskich klasztorów. Centrum życia religijnego znajduje się nieco niżej, w Tengboche.  W skromnym i prosto urządzaonym klasztorze znajdziemy tradycyjne malowidła i posągi Buddy a także zdjęcie Dalajlamy XIV. Znajdziemy tam także ślady globalizacji - przedmiot kultu znajdują się w paczce po Pringelsach a spotkany u wejścia mnich ma na sobie tradycyjną, szkarłatną szatę - a na głowie czapkę Nike'a. 

 

mnich

Klasztorny mnich. W ręku buddyjski różaniec, liczący 102 paciorki. Na głowie - czapka z symbolem globalizacji.

fot.: Paulina Wojciechowska

Skąd w ogóle Szerpowie, grupa etniczna tybetańskiego pochodzenia, wzięła się w po drugiej stronie Everestu? Wiąże się to ze swoistymi prześladowaniami religijnymi jakie miały miejsce w XVII wiecznym Tybecie. Plemię Szerpów, którzy nie chcieli poddać się reformom Dalajlamy V, narzucającym wszytskim wyznawanie szkoły gelung, przekroczyli himalajskie przełęcze by osiąść po drugiej stronie Everestu. Warto wspomnieć, że odmiana buddyzmu, którą spotykamu w Himalajach pochodzi z Tybetu i różni się nieco od buddyzmu wyzwawanego w Indiach. W tybetańskiej odmianie, nieco przemieszanej z pierwotną religią bon, dużą rolę przywiązuje się do kultu lamów, nauczycieli.


Paongboche leży przy główny szlaku everesrtowym - ok. 2-3 godziny przez lasy od Tenboche i póżniej ok. 2-3 godz od Pherishe i Dingboche. Wzdłuż całej trasy znajdziemy liczne dowody religijności Szerpów: stupy (jakby kalpilczki, z oczami buddy skierowanymi na cztery strony świata), kamienie mani (kamienie z wypisanymi modlitwami, najczęściej mantrą om mani pedme hum), modlitwewne horągiewki i młynki. Tuż za Panboche krajobraz radykalnie się zmienia. Znikają drzewa, pojawia się więcej skał no i spada temperatura. Powietrze jest inne, zaczynamy czuć,  że jesteśmy naprawdę wysoko. Z kolei szlak z Pangboche do Phortse jest bardzo rzadko uczęszczany. To szeroka ścieżka na wysokości ok. 4 tys. - wciąż prowadząca to w górę to w dół, czasem po bardzo stromych, kamiennych schodkach. W dole, jakieś 700 metrów niżej słyszymy huczy rzeka Imja Khola. Droga służy głównie lokalsom oraz tym turystom, którzy po odwiedzeniu Kala Pattar chcieliby jeszcze wejść na Gokyo Ri (lub na odwrót) a nie chcą iść przez lekko niebezpieczne przełęcze.

 

 

stupa

Jedna z licznych na szlaku stup ze skierowanymi na cztery strony świata oczami Wszechwiedzącego Buddy. W tle Ama Dablam.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Strzelista Ama Dablam (6812 m.n.p.m.), święta góra Szerpów, króluje nad Pangboche. Stąd rozpoczynamy wędrówkę do bazy u podnóża tej góry. W Pangboche możemy spotkać wielu wspinaczy, najczęściej uczestników wypraw komercyjnych (trzeci pod względem popularności szczyt Nepalu!), którzy z pomocą wynajętych przewodników, suto opłacając agencje - przymierza się do zdobycia tej góry. Na pewno wielu z nich z należytą powagą podchodzi do stojącego przed nimi zadania, na pewno dla wielu jest to spełnienie górskiego marzenia, którego nie mogliby dokonać w profesjonalnej wyprawie. Są jednak i tacy, jak dwaj Hiszpanie, spotkani w lodży (hoteliku), w którym spędziłam noc. Opłacili wyprawę w jednej z agencji, których pełno jest w Kathmandu. Chyba mało wiedzieli o azjatyckiej kulturze, gdyż uwierzyli Nepalczykom, którzy na każde ich pytanie odpowiadali „yes, yes". Także i na to, że powiedziano im, że na górze prawie siedmiotysięcznej nie będą potrzebowali czekana (!). Także i na to, że przybywając do Pangboche 10 października zdążą na międzynarodowy lot, 22 października. Byłam świadkiem ich rozmowy z przewodnikiem, który na miejscu cierpliwie wyjaśniał wszystkie związane ze wspinaczką zagadnienia. I tłumaczył, że w tym terminie nie wejdą na górę, nie rozpoczęto jeszcze montowania lin poręczowych. Niesety pod Everestem spotkamy teraz wielu turystów, którym wydaje się, że jeśli tylko wyciągną pieniążki mogą mieć wszystko „na żądanie". A przecież kondycji, wiedzy i wytrzymałości psychofizycznej kupić nie sposób...

 

Ama Dablam

Strzelista Ama Dablam, towarzyszy nam przez większą część trekkingu pod Mount Everest.

fot.: Paulina Wojciechowska

Ama Dablam znaczy mniej więcej tyle co „klejnot matki" lub „matka z perłowym naszyjnikiem". Dla miejscowych jest górą świętą, choć od lat jest także przedmiotem dochodowego, himalajskiego biznesu. Po raz pierwszy zdobyta w 1961 roku przez zespół Nowozelandczyków Barry'ego Bishop'a, Michael'a Gill'a, Wally'ego  Romanes'a i Michael'a Ward'a. Pierwsze Polakiem na szczycie był Ryszard Pawłowski w 1992 roku. Najpopularniejsza droga prowadzi przez południowo-zachodni filar, zwyczjowo zakładane są trzyobozy (często 5,8 tys, 6,1 tys, 6,5 tys). Wspinaczka obywa się w skale i lodzie, a trudności dochodzą do V-VI stopnia . Najpropularniejszy sezon wspinaczkowy to październik-listopad, ale wyprawy organizowane są także w kwietniu-maju.

 

Dla większości himalajskich wędrowców Pangboche jest tylko jedną z wielu miejscowości mijanych po drodze do głównego celu. Myślę, że może warto byłoby wrócić tu pewnego dnia i zostać nieco dłużej - by zbliżyć nieco do tajemnic niedostępnych zwykłym trekkersom. I może ... zobaczyć gdzieś nieopodal ślady yeti? :)

 

Autorka: Paulina Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking

 


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl