Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Małe i przytulne - schronisko na Hali Kondratowej
31-08-17

KondratowaTREKKING. Miły spacer ośnieżoną dolinką dobiega końca – przede mną odsłania się polana i górski widoczek. W prawym dolnym rogu "kadru" przytulna chatka – a z komina leci dym. Aż trudno uwierzyć, ile osób potrafi wejść do środka w środku lata – a ile zmieścić się w burzową pogodę. Miejsce dość popularne – bo przy szlaku na "ten straszny Giewont".  Ja jednak lubię tu spać. Lubię malowniczy widok na Kasprowy czy Goryczkową Czubę, lubię bliskość grani Czerwonych Wierchów.

 

Schronisko leży na wysokości 1333 m. n.p.m. Jego historię otwiera szałas pasterski, który w 1911 roku Sekcja Narciarska Towarzystwa Tatrzańskiego wydzierżawiła od Jerzego Uznańskiego, jednak obiekt ten jeszcze tego samego roku został zniszczony przez lawinę śnieżną. Nowy budynek powstał w 1913 roku, ale już w 1915 został zdwastowany. W 1933 roku ustawiono tu nielegalną bacówkę, "dzikie schronisko", które spłonęło w czasie wojny. Obecny budynek według projektu Bogdana Laszczki powstał w 1948 roku, a w 1950 rozbudowano go o dodatkowe skrzydło. W 1954 Kondratowa została przysypana lawiną skalną. Skała o wadze 30 ton odzieliła się od Długiego Giewontu i wbiła się w narożnik jadalni. Ten kamyk oraz inne głazy, które spadły z tamtą lawiną, do dziś można oglądać w pobliżu schroniska. Po tym wydarzeniu górnicy odstrzelili grupę potencjalnie niebiezpiecznych turniczek.

 

Kierownikiem schroniska w latach 1947–80 był Stanisław Skupień, narciarz i olimpijczyk. Po nim do 2003 r. budynkiem kierował jego syn Andrzej, obecnie kierowniczką jest Iwona Haniaczyk, wnuczka Stanisława Skupnia i siostrzenica Andrzeja. W schronisku pracuje od dwóch do pięciu osób, dodatkowym pracownikiem jest też kotka imieniem Ryszard :).

 

kotka Ryszrad

Przy obrobinie szczęścia można dostąpić zaczytu pogłaskania schroniskowego kota ;)

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Kondratowa

Schronisko i skały Kopy Kalackiej - ujęcie klasyczne

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Od 2009 roku schronisko nosi imię Władysława Krygowskiego (1906-1998) - zasłużonego prawnika i działacza turystycznego. Krygowski zaczął aktywną działalność w Polskim Towarzystwie Tatrzańskim jeszcze przed wojną, kontynuował ją później w PTTK. Przez wiele lat był związany z "Wierchami" (rocznik o tematyce górskiej). Zajmował się także rozwojem turystyki w Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Tuż po II wojnie światowej, przesiedleniach i Akcji "Wisła" badał możliwości wytyczania szlaków pieszych, opracowywał lokalizacje przyszłych schronisk. W 1953 roku wraz z Edwardem Moskałą wytyczył bieszczadzki odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego. Był autorem przewodników turystycznych po Beskidach oraz autorem literatury poświęconej oczywiście górom.

 

Można po drodze w górach i w życiu zgubić po kolei wszystkie złudzenia, lecz nie wolno zgubić dwóch, wydaje się sprzecznych ze sobą racji – zdrowego rozsądku, który prowadzi i marzenia, które uskrzydla - napisał Krygowski w "Górach i dolinach po mojemu".

 

Kondratowa

Na schroniskowej werandzie, z widokiem na Kopę Kondradzką

fot.: Paulina Wojciechowska

 

W schronisku na Kondratowej jest zaledwie 20 miejsc noclegowych (to najmniejsze schronisko w polskich Tatrach), w cenie 37 PLN za miejsce w pokoju 8 lub 6-osobowym. W razie braku łóżek można spać na glebie – ale trzeba pamiętać, że jadalnia  jest mała, więc może być naprawdę ciasno. Prysznice dostępe są tylko wieczorem i w nocy – od 19 do 10 rano, co po długim marszu w upale lub zimą możę być uciążliwe.

 

Ważne: schronisko nie oferuje noclegów od 15 listopada do 26 grudnia, w tym czasie można korzystać tylko z bufetu. Trochę szkoda, lubię Tatry właśnie w tym okresie ze względu na niewielką ilość turystów i zazwyczaj całkiem niezłe jak na zimę warunki do wędrownia.

 

Bufet jest otwarty w kiepskich godzinach biorąc pod uwagę i tych, którzy wychodzą wcześnie i tych, którzy przychodzą późno (czasem to te same osoby) - od 7:30 do 19:30. Cenny jest dla niemal każdego turysty wrzątek oferowany bezpłatnie - podczas moich poprzednich wizyt maszyna z projektu "zielone schroniska" umożliwiała pobieranie go przez całą dobę. Jedzenie jest raczej proste – ale smaczne. W relacjach turytów przebija się całkiem dobry piernik Wink.

 

Niewielki rozmiar schroniska może wydawać się wadą, ale często właśnie z jego powodu turyści piszą o nim, że posiada "atmosferę" i "górski klimat" (jak już zejdą do Zakopanego ci wszyscy okropni turyści, którzy idą na Giewont Laughing). Oczywiście za atmosferę odpowiada też obsługa. A także prosty fakt, że zawsze znajdzie się choćby kawałek podłogi. Choć ci, którzy leżeli w ścisku,  wcześniej czekając na możliwość położenia się spać, aż siedzący w jadalni zostaną wyproszeni, a sala zostanie posprzątana - nie zawsze dobrze wspominają nocleg.

 

schroniskowa jadalnia

Niewielka schroniskowa jadalnia, a w razie potrzeby sypialnia. Ściany ozdobione cytatami z Władysława Krygowskiego.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Najprostsza trasa na Kondratową prowadzi z Kuźnic szlakiem niebieskim, do schroniska dojdziemy w troszkę ponad godzinę marszu (3,5 km, 300 metrów przewyższenia). Pierwszy odcinek to niezbyt przyjemna, wyłożona kamieniami droga, później już miło, leśną ścieżką. Po drodze można "zahaczyć" jeszcze o Kalatówki - klasztor Albertynek z pustelnią św. Brata Alberta leżący tuż przy szlaku, klasztor Albertynów na Śpiącej Górce, do którego trzeba nieco podejść  - a później widokowa polana z hotelem górskim. Warto zajrzeć do samego hotelu - wbrew pozorom nie jest tam drożej, niż w schronisku, a posiłek można zjeść w restauracji z wiekimi oknami - z pięknym widokiem na Myślenickie Turnie i Kasprowy Smile. Ważne - przy Albertynkach szlak rozdziela się na dwa warianty - żeby dotrzeć do hotelu trzeba wybrać stronę prawą. Poza Kalatówkami na trasie raczej nie ma rozległych widoków... co ma swoją zaletę. Nie robimy wówczas zbyt dużo zdjęć i szybciej jesteśmy wyżej w górach.

 

Z Kondratowej w górę wychodzą dwa szlaki – zielony na Przełęcz pod Kopą Kondracką (1863 m. n.p.m.) oraz niebieski na Przełęcz Kondracką (1725 m. n.p.m. - obie przełęcze stale mi się mylą) – skąd można wejść dalej niebieskim na "ten straszny Giewont" (1894 m. n.p.m.) lub żółtym na Kopę Kondracką (2005 m. n.p.m) . Nocleg na Kondartowej jest właściwie największą szansą na to, że uda nam się uniknąć tłoku na najpopularniejszym tatrzańskim szczycie, przy wyjściu koło godziny 6:00 mamy szansę być na górze koło 8:00 – a więc kilka godzin przed korkami Smile. Niebieski szlak na Przełęcz Konracką to niezbyt strome podejście wzdłuż ściany Długiego Giewontu, z niezłymi widokami. Z samej przełęczy można zejść szlakiem żółtym do Doliny Małej Łąki. Na Giewont z przełęczy jest ok. 40 minut, dla obytego z górami podejście będzie łatwe, a łańcuchy niepotrzebne. Największą trudnością są wyślizgane kamienie.

 

Giewont

Nocleg na Kondratowej to nalepsza okazja, żeby wejść na "ten straszny Giewont" zanim zrobią to inni

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Szlak zielony wprowadza prosto na Przełęcz pod Kopą Konradzką (czas pojeścia ok. 1:15h) w głównej grani Tatr. Stąd dwie malownicze opcje – Czerwone Wierchy lub trasa do Kasprowego Wierchu, a dalej nawet na Świnicę i Orlą Perć. Pierwszy odcinek to marsz Polaną Kondratową, później ścieżka coraz bardziej stromo podchodzi po górę - na samym końcu stromiznę łagodzą zakosy. Na całej trasie ciekawe widoki na południowe zbocza Giewontu.

 

Najlepszym połączeniem "od schroniska do schroniska" jest trasa przez Czerwone Wierchy – na Kościeliskiej będziemy wówczas w ok. 4-5 godzin + czas na postoje i zdjęcia Wink. Można też próbować dostać się do Murowańca przez Kasprowy – tylko, że w Murowańcu wiadomo - nie każdy jest mile widziany na noclegu.

 

Do zobaczenia w Tatrach, na szlaku lub górskiej pogaduszce w miłym schronisku!

 

Autorka: Paulina Anna Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking

 

Źródła, linki:


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl