Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Himalaje dla każdego Trekking dookoła Manaslu
18-04-11

 

Trekking dookoła Manaslu jest bardzo interesujący pod względem etnograficznym i wspaniały pod względem widokowym. Trasa niezbyt trudna technicznie, ale dosyć długa. Prowadzi przez przełęcz Larkya La wznoszącą się na wysokość ponad 5000 m n.p.m. Wymaga pełnego wyposażenia biwakowego i własnego zapasu żywności przynajmniej na osiem dni marszu. Do roku 1991 drogę tą w całości przebywała wyłącznie miejscowa ludność, natomiast częściowo pokonywały ją karawany wypraw wspinaczkowych. Rejon ten jest bardzo słabo zagospodarowany turystycznie, dzięki czemu można bliżej poznać miejscową kulturę, a na trasie spotkać niewielu turystów.


Manaslu 8156 m n.p.m.

 

 

W spisie Indyjskiej Służby Topograficznej był szczytem XXX, początkowo nazywany Kutang I. Obecna nazwa Manaslu pochodzi z sanskryckiego słowa manasa oznaczającego ducha bądź duszę. Jest jednym z najpóźniej zbadanych ośmiotysięczników. Leży około 70 km na wschód od Annapurny. Pierwszej dokumentacji fotograficznej dokonał w roku 1950 Toni Hagen podczas przelotu samolotem po okolicy. W tym samym roku pierwsi badacze Brytyjscy dotarli pod szczyt. Ocenili oni, że do atakowania szczytu nadają się jedynie wschodnie stoki góry. Spostrzeżenia Brytyjczyków potwierdzili dwa lata później Japończycy, którzy obrali Manaslu za cel wyprawy narodowej. Pierwsza wyprawa japońska w 1953 roku osiągnęła wysokość 7750 m n.p.m. Mimo dużej determinacji próba zdobycia szczytu podjęta w 1953 roku nie przyniosła powodzenia. Himalaiści nie mieli odpowiedniego wyobrażenia o ogromie masywu i długości całej drogi. Pomimo założenia dziewięciu obozów okazało się, że obóz szturmowy stał za daleko od szczytu i przy próbie jego zdobycia ekipa musiała zawrócić 400 m poniżej wierzchołka, na olbrzymim plateau leżącym u podnóża kopuły szczytowej. Również kolejne dwie wyprawy w 1954 i 1955 roku nie przyniosły powodzenia i dopiero czwarta z kolei póba zakończyła się sukcesem. 9 i 11 maja 1956 wierzchołek Manaslu osiągnęło czterech alpinistów japońskich.

 

 

Manaslu 8156 m. w całej okazałości

fot. M. Bytom 

 

Krótka relacja

 

 

Nepal od zawsze mnie przyciągał. Ten niewielki kraj leżący u stóp najwyższych gór świata jest miejscem magicznym. Nie dość, że można się tutaj wspinać na szczyty ośmiotysięczne, latać na paralotni, spływać rwącymi rzekami, to można zwyczajnie chodzić po górach. Kraj ten oferuje najpiękniejsze na naszym globie piesze trasy trekkingowe. Dodając do tego bardzo urozmaiconą etnicznie i kulturowo społeczność - jesteśmy w Królestwie na dachu świata. Po przemierzeniu najbardziej znanych i standardowych tras trekkingowych - pod Everestem i Annapurną zacząłem tutaj szukać czegoś nowego i innego. Trasa do bazy pod najwyższa górą świata jak i podążanie wzdłuż doliny Kali Gandaki pozostawiły u mnie niesamowite wrażenia. Czując jednak niedosyt i niechęć do zbyt intensywnie zagospodarowanych turystyczne zakątków świata chciałem zobaczyć coś innego. Przeglądając mapy Nepalu moją uwagę i zainteresowanie zaczął wzbudzać Manaslu. Zacząłem coraz głębiej czytać i zbierać informacje. Temat krążył za mną jakiś czas i w końcu postanowiłem zorganizować wyjazd trekkingowy dookoła tego ośmiotysięcznego szczytu. Zebrałem grupę swoich znajomych i pojechaliśmy. Już w Polsce kontaktowałem się ze znajomą agencją turystyczną w Nepalu, aby załatwiła niezbędne formalności. W końcu po paru tygodniach przygotowań wsiedliśmy do samolotu. Lecieliśmy Finnairem przez Helsinki do stolicy Indii - Delhi. Potem już tylko krótki lot do Kathmandu i stanęliśmy wrót Himalajów. Kathmandu jest bardzo interesującym miastem. Dla osoby będącej pierwszy raz w Azji może być trochę przerażające. Zgiełk, hałas, wszędzie słychać klaksony samochodów i motocykli. Po ulicach przemieszcza się mnóstwo ludzi, nie brakuje naciągaczy oraz sprzedawców oferujących przeróżne towary. Nad tym wszystkim unosi się zapach palonych kadzidełek.

 

Spaliśmy w turystycznej części miasta - na Thamleu. Jest tam mnóstwo miejsc z dobrym jedzeniem oraz knajpek z muzyką na żywo. Pierwsze dni pobytu to obowiązkowa wycieczka po najbardziej znanych zabytkach w stolicy Nepalu. Koniecznie zobaczyć trzeba stare miasto, wejść po długich i stromych schodach do świątyni małp oraz odwiedzić największą stupę buddyjską Bodhnath. Jeden dzień poświęcić należy na załatwienie reszty formalności związanych z trekkingiem, a także na zakup gazu i innego potrzebnego sprzętu oraz części wyżywienia. Po trzech dniach spędzonych w mieście z samego rana spakowaliśmy się do wynajętego autobusu. Czekała nas kilkugodzinna jazda do dawnej stolicy Nepalu - Gorkha. Towarzyszył nam bardzo sympatyczny przewodnik - Lama oraz sześciu tragarzy. W sumie pierwszy raz na takim wyjeździe korzystałem z usług tragarzy i przewodnika. Niestety w rejonie Manalsu konieczne jest ich wynajęcie.

 

Gorkha to bardzo ciekawe miejsce. Odwiedzić tu trzeba klasztor znajdujący się na szczycie wzgórza. Po raz pierwszy można stąd podziwiać całą grupę Manaslu, najlepiej o zachodzie słońca. Góra wydaje się nam bardzo odległa, ale mamy prawie trzy tygodnie, aby się do niej zbliżyć i obejść dookoła. Kolejnego dnia rozpoczęliśmy naszą wielką przygodę z "górą ducha" - taką właśnie nazwą określa się Manaslu. Pomimo, że towarzyszyli nam tragarze, którzy nieśli większość naszych bagaży, plecaki mieliśmy naprawdę niesamowicie obładowane. Trasa wokół Manaslu jest przepięknie widokowa. Pierwsze dni trekkingu wiodą drogą wśród bujnej roślinności. Po drodze mija się wioski, w których jakby czas się zatrzymał w momencie ich powstania. To mój czwarty trekking Himalajach - ale pierwszy raz poczułem, że poznaję prawdziwy Nepal. Nie ma tutaj ani hoteli, ani schronisk, jak to pod Everestem, Annapurną czy w dolinie Langtangu. Jest za to Nepal w czystej postaci. Już od pierwszego dnia spaliśmy we własnych namiotach, a u miejscowej ludności nabywaliśmy posiłki. W sumie nasz jadłospis nie różnił się niczym od tego, co jedzą zwykle Nepalczycy. Nasza dzienna porcja wyglądała mniej więcej tak: dal bata - czyli ryż z warzywami i soczewicą, tybetański chleb, jajka, czasem jakaś kaszka. Nasze posiłki urozmaicaliśmy własnym prowiantem. W albumie Jerzego Kukuczki o Himalajach wyczytałem że: Droga do bazy pod Manaslu prowadzi wzdłuż rzeki Buri Gandaki. Jest to jedna z najpiękniejszych dolin jakie znam. Zgadzam się z zupełności z naszym największym himalaistą. Byłem już w różnych górach na świecie i z przekonaniem mogę stwierdzić, że dolina u stóp Manaslu jest wyjątkowa. Sceneria zmienia się codziennie. Jest tutaj wspaniała, bujna roślinność, przepiękne wodospady, strome ściany skalne oraz pięknie ośnieżone i zalodzone szczyty. Podczas naszej wędrówki wspięliśmy się na wysoką przełęcz Larka La, skąd podziwiać można niesamowitą panoramę Himalajów. Na długi czas pozostaną w mojej pamięci obrazy, dźwięki, zapachy z tego trekkingu. Każdy kto szuka prawdziwego Nepalu powinien zawitać w tej rejon, póki jest on jeszcze tak dziki.

 

 

Etapy trekkingu


Dzień 1. Gorhka 1100m - Khanchok 1100m


A więc pora wyjść w góry. Z obładowanymi plecaki wyruszamy z centrum Ghorki na szlak naszej wędrówki. Pierwszy etap krótki - zaledwie czterogodzinny. Ale pierwsze dni trekkingu muszą być takie , aby się rozchodzić. Po drodze mijamy parę wiosek , w których ludzie jakoś dziwnie się na nas patrzą. Chyba z powodu naszych dużych plecaków. Etap zakańczamy na łące z pięknym widokiem na grupę szczytów Annapurna. Stołujemy się w miejscowej chacie. Zajadamy się pysznym ryżem z warzywami tzw. dal - batem.

 

 

Początek trekkingu - zielone poletka ryżowe

fot. M. Bytom 



Dzień 2. Khanchok - Arughat Bazar ( 490 m )

 


E
tap bardzo podobny do wczorajszego. Pięciogodzinny marsz wśród pól uprawnych oraz łąk. Co chwile przechodzimy przez wioski , gdzie mile nas witają. Etap kończymy w sporym miasteczku Arugat Bazar. Rozkładamy swoje namioty niemalże w samym jego centrum - czym wzbudzamy zainteresowanie miejscowej ludności.

 

 

W dolinie Budhi Gandaki

fot. M. Bytom 



Dzień 3. Arughat Bazar ( 490 m ) - Soti Khola ( 710 m )

 


Z Arughat Bazar trasa trekkingu będzie wiodła doliną rzeki Buri Gandaki niemal aż do jej źródeł. Jest bardzo upalnie. Po drodze mijamy piękne wodospady. W jednym z nich niemal wszyscy szukają schodzenia. A więc jest i kąpiel i opalanie się. Etap kończymy na polu gdzie wszędzie rosną bananowce. Tradycyjnie na kolację ryż.

Dzień 4. Soti Khola ( 710 m ) - Machma Khola ( 890 m )

 


Z Soti schodzimy do koryta rzeki Buri Gandaki by potem wspiąć się zalesionymi , a miejscami skalistymi i urwistymi zboczami do kolejnej wioski. Pojawiają się pierwsze widoki na ośnieżone szczyty , które wydają się być już blisko. Wszędzie podziwiać możemy poletka ryżowe. Późnym popołudniem dochodzimy do sporej wioski Machma Khola , gdzie z trudnością znajdujemy miejsce na biwak. Na kolacja ryż , warzywa i soczewica.

Dzień 5. Machma Khola ( 890 m ) - Lauri ( 1140 m )


Nasze śniadanie też wiele się nie różnią. Jemy takie same produkty co miejscowa ludność. W tym rejonie nie ma wygodnych schronisk ani restauracji jak to jest na większości trasach trekkingowych w Nepalu. A więc każdego dnia mamy jajka, tybetański chleb, kaszka oraz musli. Oczywiście mamy zapas swojego jedzenia zabranego w kraju ale zostawiamy go na dalsze etapy , gdzie już nie będzie można nic u miejscowych kupić. Dzisiejszy etap niewiele się nie różni od pozostałych. Raz z górki , raz pod górkę. Póki co jesteśmy jeszcze dosyć nisko. Przekraczamy rzekę Buri Gandaki po stu metrowym wiszącym moście. Przejście robi wrażenie. Natomiast nasze miejsce noclegowe jest wymarzone. Nasze namioty otaczają przepiękne skalne ściany - czuję się jak na tatrzańskim biwaku. Na kolacje udaje nam się zdobyć u miejscowych parę kilogramów ziemniaków. Mniam - smakują cudownie.

 

 

Jesień w Himalajach

fot. M. Bytom 

 

 

Dzień 6. Lauri ( 1140 m ) - Philim ( 1570 m )

 


Etap bardzo krótki. Po prawie tygodniu spędzonym w górach należy się mały odpoczynek. Po 3 godzinach wędrówki dochodzimy do sporego miasteczka Philim. Rozbijamy się w jego centrum na łące. Oczywiście nie możemy sobie darować , aby się nie powłóczyć po nim. A więc odwiedzamy świątynię oraz miejscową szkołę. Na kolację zajadamy się makaronem z warzywami oraz ziemniakami. Choć na trochę udaję się nam odpocząć od ryżu.

Dzień 7. Philim ( 1570 m ) - Bihi ( 2130 m )

 


Od dziś zdecydowanie szlak wznosi się coraz wyżej. Opuszczamy wioskę przez pola kukurydzy i prosa. Sceneria zmienia się , teraz rzeka Buri Gandaki płynie urwistym kanionem , a szlak wznosi się powyżej. Często musimy jednak tracić wysokość i schodzić poniżej by znów mozolnie odzyskiwać metry. Nocujemy na małym skrawku płaskiej łąki , przy małym nepalskim gospodarstwie. Wracamy do tradycyjnego ryżu na kolację

Dzień 8. Bihi ( 2130 m ) - Lihi ( 2840 m )

 


Wracamy także do tradycyjnych jajek na śniadanie. Dziś etap bardzo męczący. Sporo musieliśmy podejść , ale widoki robią się coraz to bardziej wspaniałe. Nasza rzeka, której doliną wędrujemy od dłuższego czasu wiję się teraz w skalnym kanionie, tworząc naturalne mosty skalne. Sceneria robi wrażenie. Po drodze mijamy także piękny las bambusowy. Strome i żmudne podejście doprowadza nas do wioski Lihi , gdzie biwakujemy.

Dzień 9. Lihi ( 2840 m ) - Sama Gompa ( 3500 m )

 

 


Z Lihi udajemy się do wioski Sho. W miarę oddalania się od niej kolejno ukazują się nam szczyty: Naike Peak , Manaslu North ( 7154 m ) i wreszcie najwyższy szczyt Gorka Himal - Manaslu ( 8156 m ) Góra Ducha robi na nas wrażenie. W końcu po tylu dniach podróży i trekkingu możemy ją podziwiać z bliska. Dalsza droga prowadzi już w wysokogórskiej scenerii. Po paru godzinach wędrówki dochodzimy do pięknej wioski Sama Gompa , gdzie biwakujemy na łące z przepięknym widokiem na Manaslu.

Dzień 10. Sama Gompa ( 3500 m ) - aklimatyzacja

 


Dziś wolny dzień - każdy robi co chce. Ale pomimo tego i tak jest dużo do zrobienia. W końcu należy się wykąpać gdzieś w potoku, umyć włosy. A i uprać parę rzeczy by się przydało , bo do tej pory nie było okazji ani czasu. Po tych wszystkich czynnościach po południu udaję się na spacerek do pobliskiego klasztoru oraz zobaczyć z bliska zerwy lodowca Manaslu. Przy okazji odwiedzam przepiękne jeziorko położone u stop lodowej rzeki Manaslu. Z tego amfiteatru lodowo - skalnego co chwile urywały się bryły lodu , które roztrzaskiwały się w tafli jeziorka. Wieczorem jeszcze spacerek po wiosce i można iść spać.

 

 

W wiosce Sama Gompa

fot. M. Bytom 



Dzień 11. Sama Gompa ( 3500 m ) - Samdu ( 3900 m )


Po jednym dniu restu dziś bardzo krótki etap do przejścia. Zaledwie parogodzinny. Ale już jesteśmy na znacznej wysokości i w górach wysokich należy powoli zdobywać metry. Szlak naszej wędrówki prowadzi korytem rzeki wzdłuż długiego szeregu murków " mani", po czym wchodzi na trawiaste łąki Kermo Kharka. Pokonujemy drewniany mostek , krótkie podejście i przez kamienną bramę wchodzimy do najbardziej oddalonego od większych skupisk ludzkich , stale zamieszkałej wioski Samdu. Powstała ona w roku 1950 po chińskiej inwazji Tybetu. Życie tutaj jest niezwykle ciężkie. Odwiedzamy jedne z domostw aby z bliska przyjrzeć się życiu mieszkańców. Zjadamy wraz z gospodarzami dal - bata i popijamy pyszna nepalska herbatę. Wieczorem robi się bardzo zimno i wietrzne , pozamykani w namiotach i śpiworach czekamy następnego dnia.

 

 

W drodze do Samdu

fot. M. Bytom 



Dzień 12. Samdu ( 3900 m ) - Dharamsala ( 4460 m )

Opuszczamy Samdu i kierujemy swoje kroki dalej. Przed nami do pokonania ponad pięćset metrów różnicy wysokości. Widoki staja się coraz pyszniejsze. Pięknie prezentuje się Manaslu oraz inne szczyty. Po pięciu godzinach dochodzimy do dużego kamiennego schronu Guest House. Rozbijamy swoje namioty nieopodal i odpoczywamy przed trudami jutrzejszego dnia.

Dzień 13. Dharamsala ( 4460 m ) - przełęcz Larkaya La ( 5213 m ) - Bimtang ( 3800 m )


Niewątpliwie dziś najbardziej męczący dzień podczas całego trekkingu Wstajemy o godzinie trzeciej w nocy. Parzenie herbaty do termosów - szybkie śniadanie. Jest ciemno i przeraźliwie zimno. Pakujemy cały swój dobytek i wyruszamy. Początkowo o świetle czołówek by po godzinie zobaczyć jak budzą się Himalaje ze snu.. Niebo przepięknie mieni się barwami , okoliczne szczytu w takim świetle prezentują się wspaniale. Pierwsze promyki słońca dopadają nas na wysokości ok. 4800 m. Gdy tylko do nas dochodzą od razu robi się bardzo gorąco . Po przekroczeniu granicy pięciu tysięcy metrów pojawia się śnieg. Ostanie mety podejścia dłużą się niesamowicie . Ale w końcu pojawiają się chorągiewki modlitewne - wiec to znak ze jesteśmy na przełęczy . Widoki cudowne i jak na tę wysokość bardzo gorąco. Robimy pamiątkowe zdjęcie grupowe i stromym śnieżnym stokiem schodzimy w dół. Pierwsze dwieście metrów różnicy poziomów pokonujemy w twardym śniegu. Potem skalnym grzbietem dochodzimy do moreny lodowca. A wiec najtrudniejsze odcinki etapu pokonane. Teraz tylko niekończącą się ścieżka do pierwszej osady ludzkiej, Późnym wieczorem dochodzimy do końca dzisiejszego etapu. Rozbijamy się na łące przy potoku - wokół wyrastają przepiękne lodowe szczyty.

 

 

Na przełęczy Larkya La (5200 m)

fot. M. Bytom 

 

 

 

Zejście z przełęczy Larkya La (5200 m)

fot. M. Bytom 


Dzień 14. Bimtang ( 3800 m ) - Dharapani ( 1860 m )

 

 

Dziś już zdecydowanie w dół. Po przekroczeniu piarżystego lodowca wkraczamy do pięknego lasu rododendronów i sosen. W końcu można założyć krótki podkoszulek i rozkoszować się upałem. Po drodze mijamy kilka szałasów gdzie możemy napić się upragnionego zimnego piwa. Dzisiejszy etap dosyć długi kończymy w wiosce Dharapani. Jest to osada leżąca na szlaku trekkingu dookoła Annapurny. Od razu można zobaczyć różnicę miedzy zagospodarowaniem turystycznym rejonu Manaslu a Annapurny. Wchodząc do Dharapani od razu widzimy tłumy turystów , wszędzie są wygodne hoteliki oraz schroniska. W miejscowych sklepikach można kupić niemal wszystko. Wiec i my po 14 dniach spania w namiotach rozkoszujemy się wygodnym łóżkiem w lodzy. Dziś tez pierwsza kąpiel w gorącej wodzie. Wieczorem nasi tragarze oraz przewodnik robią nam niezłą imprezę. Okazało się ze w tym dniu obchodzą jakieś ich narodowe święto. Wiec jest i dobra tradycyjna nepalska muzyka oraz tańce. Cała ekipa pachnąca i wykąpana zajada się potrawami , których nie można było zjeść podczas wędrówki dookoła Manaslu.

 


Cheo Himal 6812 m.

fot. M. Bytom 


Dzień 15. Dharapani ( 1860 m ) - Jagat ( 1300 m )


I ponownie droga w dol. Ale jakoś czujemy się dziwnie . Jesteśmy na szlaku Annapurny. Wszędzie spotykamy turystów - jest ich naprawdę dużo. Jakoś nie ma takiego klimatu jak było pod Manaslu. Tam spotykaliśmy ludzi - lecz bardzo rzadko. Tutaj praktycznie na każdym kroku są trekkersi. Wszędzie są schroniska, hoteliki. Śpimy w jednym z nich w wiosce Jagat.

Dzień 16. Jagat ( 1300 m ) - Besisahar ( 760 m )


Ostatni etap przed nami. Podobny do wczorajszego. Już wszyscy bardzo zmęczeni ale nikt nie marudzi. Każdy ma świadomość ze piękna przygoda z Manaslu się kończy. Jako że jesteśmy coraz niżej dokucza nam straszny upał, Dochodzimy do wioski Khudi , skąd wynajętym busem jedziemy do miasteczka Besisahar. Tutaj uroczysta kolacją kończymy trekking. Rano żegnamy się z naszymi nepalskimi przyjaciółmi - bo tak ich możemy nazwać po tych 16 dniach spędzonych razem. Oni wracają do Kathmandu a my jedziemy zrelaksować się do Pokhary.

 

Informacje praktyczneprzed wyjazdem

 

Dla kogo jest ten trekking?

 

 

Dla każdego kto chodzi po górach i ma obycie turystyczne. Doświadczenie zdobytena tatrzańskich szlakach wystarczy. Trasa nie przedstawia trudności technicznych - jedynie problemy mogą się pojawić podczas pokonywania przełęczy Larkya La w przypadku jej zalodzenia lub zaśnieżenia. Ze sprzętu należy zabrać kije teleskopowe, przydatne są też raki, ale jedynie na zejściu z przełęczy. Należy być przygotowanym nadość diametralne zmiany pogody - od upału po padający śnieg. Powyżej 4000 m n.p.m. noce są zimne, więc dobry, ciepły śpiwór jest niezbędny. Buty - dobre, trekkingowe. Większość noclegów odbywa się pod namiotem, więc również należy go zabrać ze sobą. Niezbędny jest też palnik, najlepiej z nakręcanymi nabojami z gazem. Nie poleca się zabierania palnika typu campig-gaz - trudno dokupić do nich gaz. Gaz można nabyć w sklepach w Kathmandu. Jeđli chodyi o jedzenie z Polski warto zabrać kiełbasę suszoną, żywność liofilizowaną oraz kisiele. Reszta żywności turystycznej jest bez problemu dostępna na miejscu.

 

Granica i transport

 

 

Wybór opcji połączenia zależy głównie od czasu trwania wyprawy. Dysponując paroma dodatkowymi dniami warto skorzystać z następującej kombinacji: kupić bilet na połączenie lotnicze Polska - Delhi - Polska oraz jednostronny bilet lotniczy Delhi - Kathmandu, a drogę powrotną z Nepalu do Indii pokonać lądem. Podróż zajmuje nie więcej niż 2-3 dni. Najtaniej z Warszawy do Delhi mona polecieć liniami Aerosvit lub Aeroflot, choć zdarzają się promocje na inne loty. Cena biletu około 1800-2600 PLN. Można też lecieć z Europy omijając Delhi. Wtedy bilet taki kosztuje grubo powyżej 3000 PLN. Polecane są linie Katar Air, połączenie Frankfurt - Doha - Kathmandu. Loty z Delhi do Kathmandu - miejscowymi liniami. Za przelot tam i z powrotem płaci się około 700-1300 PLN. Bilety można kupić płacąc kartą kredytową za pośrednictwem indyjskiej strony internetowej http://www.makemytrip.com. Na lotnisku w Kathmandu trzeba wypełnić wniosek wizowy, dołączyć jedną fotografię i zapłacić za wizę (w dolarach). Po wyjściu z terminala lotniczego każdego turystę dopada tłum taksówkarzy. Należy się targować - za transport do centrum miasta płaci się maksymalnie 450 rupi.

w Kathmandu

 

Z lotniska w Kathmandu należy się udać do turystycznej części miasta, do dzielnicy Thamel. Jest tam dużo hoteli o rożnym standardzie. Polecić można hotelik Ecoo 2000. Cena za osobę w granicach 300 rupi. Przy samym hotelu jest kafejka internetowa oraz bar z dobrym jedzeniem. Ogólnie na Tamelu jest wiele knajpek z dobrym jedzeniem i piwem oraz sklepów wszelkiego rodzaju, w których można kupić praktycznie wszystko. Nie warto zaopatrywać się w mapy w Polsce. W Katmandu jest bardzo szeroki wybór wydawnictw kartograficznych. Robiąc jakiekolwiek zakupy o wszystko należy się targować.

W stolicy Nepalu warto zatrzymać się na dłużej. Obowiązkowo należy odwiedzić:
• Durbar Sguare - centralny plac miasta, na którym zgrupowane są prawie wszystkie główne zabytki miasta,
• Swayambunath - zespół świątyń i stup położony na szczycie wzgórza,
• Pashupatinath - hinduistyczna świątynia, miejsce kremacji zwłok,
• Bodhnath - największa w Nepalu stupa buddyjska.
Polecić też należy dwa sąsiednie miasteczka: Patan oraz Bhakta

Ceny biletów wstępu do obiektów mieszczą się w granicach 150-250 rupi. Wejście do pięknego miasta Bhaktapur to wydatek 10 USD.

 

 

Trekking - pozwolenia i opłaty

 


A
by odbyć trekking dookoła Manaslu trzeba zorganizować go za pośrednictwem miejscowej agencji turystycznej. Indywidualni turyści nie dostają na niego pozwolenia. W Kathmandu działa wiele biur specjalizujących się w organizacji wypraw. Ceny się różnią w zależności od oczekiwanych wygód i zasobów portfeli uczestników. Najlepiej nie brać całego pakietu, tylko ograniczyć się do zabrania wymaganego na trasie przewodnika oraz jednego tragarza na dwie osoby Przewodnik to koszt około 400-450 USD za całą trasę, tragarz to wydatek około 300 USD. Trzeba też opłacić im wyżywienie podczas całej wyprawy. Wstęp w rejon Manaslu jest płatny. Konieczne jest specjalne zezwolenie, które kosztuje 110 - 140 USD. Wykupić też należy bilet wstępu do Parku Narodowego Manaslu oraz Annapurna, to wydatek rzędu 4000 rupi za oba bilety. Jak wspomniano wcześniej większość noclegów odbywa się we własnych namiotach, W wioskach na trasie można kupić podstawowe produkty żywnościowe. Prawie wszędzie dostanie się Dal - bata (ryż z warzywami i soczewicą), a czasem także makaron lub ziemniaki; na śniadanie podstawą są jajka, tybetański chleb, płatki z mlekiem. Bez problemu dostępna jest coca-cola , fanta oraz piwo. Podczas trekkingu należy pić bardzo dużo płynów. W górach trzeba posiadać nepalską walutę, dolary są przyjmowane niechętnie. W agencji, która organizuje trekking warto wynająć busa. Do wyboru są dwa punkty startowe trasy. Można trekking rozpocząć w dawnej stolicy Nepalu - Ghorka lub skrócić o dwa dni marsz i dojechać do miasteczka Agarut Bazar.

 

 

Pokhara

 

 

Po trekkingu warto na dwa dni pojechać do Pokhary. To niewielkie miasteczko urzeka swoim pięknem. O ile Kathmandu zachwyca turystów wspaniałymi zabytkami stworzonymi ręką ludzka, o tyle Pokhara jest rajem dla wielbicieli piękna stworzonego przez naturę. Horyzont zamyka jedna z najwspanialszych panoram Himalajów. Widać stamtąd: Dhaulagiri 8167 m n.p.m., niemal wszystkie szczyty Annapurna Himal, w tym Annapurna I 8081 m n.p.m., strzelisty Machhapuchhare, Manaslu, Peak 29 oraz Himalchuli. Najlepiej tę wspaniałą scenerię górską można podziwiać z punktu widokowego Sarangot. Można tam wejść pieszo, wprost z miasta lub podjechać taksówką i podejść tylko kilkadziesiąt ostatnich metrów. Koniecznie trzeba się tam wybrać na wschód słońca. Wrażenia są niesamowite. Tego samego dnia popołudniu można odwiedzić też inny punkt widokowy ze Stupą Światowego Pokoju na szczycie. Miasteczko jest rewelacyjnym miejscem, aby odpocząć po trudach trekkingu. Znajduje się tutaj wiele wygodnych i przyjemnych hoteli. Miejscowe restauracyjki oferują pyszne potrawy, a wieczorem z wielu klubów rozbrzmiewa muzyka na żywo.

 

Autor:
Marek Bytom

Wszelkie dodatkowe informacje można znaleźć na stronie internetowej: h t t p : / / w w w. m a r e k . b y t o m . p l albo uzyskać bezpośrednio od autora za posrednictwem poczty elektronicznej: markoblondi@poczta.onet.pl.

 

 


Komentarze
  • Joanna KuźmaDodał Joanna Kuźma 2379 Dni temu
    0 punktów    
    Cudowna sprawa - już kilka razy gdzieś kiedyś czytałam o trekkingach dookoła Manaslu i pomysł od początku mi się bardzo podobał. Dzięki za przypomnienie. Może czas zbierać fundusze? :)
Copyright by planetagor.pl