Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Festiwal Biegowy w Biel Szwajcaria
27-06-12

BIEGI GÓRSKIE. Po raz 54 w szwajcarskim Biel/Bienne odbyło się święto sportu. Tym razem start tej największej setki w Europie odbył się w centrum miasta Biel. Dzień jak co dzień od 19 lat, rano śniadanie, potem lekki spacerek do Kanionu i oczekiwanie na godzinę startu. W tym roku ultrasy jak i cała Polska szykowali się do kibicowania meczu w ramach ME Polska Grecja w Warszawie. Nie inaczej było też z całą naszą szóstką biegaczy. Korzystając z zaproszenia zaprzyjaźnionej polskiej rodziny Marty i Bogdana Maleszewskich, Przebrani w stroje startowe, flagi i symbole polskie na samochodzie, udaliśmy się na mecz piłkarski o oddalonego od Biel Sahligut o 10 km Briigg .

 

biel

 

 

W polskim domu Maleszewskich też wszędzie widać symbole i doping Polaków. Cały czas brawa i doping dla biało - czerwonych, nikt z nas nie myśli jeszcze o starcie, który ma nastąpić za ponad 3 godziny. Mamy w końcu upragnioną bramkę, są gromkie brawa, doping i fotka z telewizji radujących się piłkarzy i kibiców. W miarę upływu czasu widać zmęczenie i nieporadność naszej drużyny. Jednak nawet nikomu z nas i domowników przez myśl nie przeszło, że możemy nie wygrać tego meczu. Jest przerwa, wymiana zdań i oczekiwanie na kolejne bramki. Po kolenym strzale naszych podrywamy się i krzyczymy


Polska gola, sąsiedzi wiedzą że w odwiedziny przyjechała Polska ekipa, która o godz 22:00 wystartuje na 100 km. Widząc coraz częstsze ataki Greków, stwierdzamy że nasi mają albo za mało zdrowia na 90 minut, lub za dużo im płacą w tej piłce nożnej. My też jadąc 1200 km do Szwajcarii za własne pieniądze, płacąc startowe, które na nasze zarobki jest dosyć sporym wydatkiem i biegnąc nocą przez 100 km około 12 godzin mamy wyobraźnie co do wysiłku. Piłkarz to taki człowiek, który od najmłodszych lat dostaje wszystko i w miarę upływu kariery coraz więcej żąda, a nie zawsze, to wszystko idzie z postępem sportowym. I tak oto zamiast podwyższenia wyniku przez Polaków doczekaliśmy się gola strzelonego przez Greków. Smutni po meczu udaliśmy się do naszego schronu, odstawiając samochód i mobilizując się do 100 kilometrowego biegu. Jeszcze tradycyjne fotki przed startem z ekipami Czech i Słoweńców. Kryzys tez nie ominął Szwajcarów, od dwóch lat nie ma już darmowych biletów na przejazd komunikacją miejską i kolejkami górskimi dla zawodników, posiłek w kantynie też uboższy, a i coraz mniej zawodników zagranicznych. W tym roku w biegu na 100 km wystartowało tylko 9 zawodników z Polski w tym 6 z naszego podbeskidzkiego busa. W poprzednich latach do Biel przyjeżdżało nawet do 80 Polaków, Słoweńców kiedyś przyjeżdżały dwa pełne autokary i 28 osobowy bus, a w tym roku tylko 26 osób, a Czechów w poprzednich latach ponad 100, tym razem tylko skromna 3 osobowa ekipa z Jozefem Krejsą na czele. Skoro szef Słoweńców stwierdził, że to dla nich za drogie startowe to dla nas Polaków to jeszcze droższy wyjazd. O liczbie zawodników na 100 km niech świadczy fakt że w poprzednich latach startowało około 5000 zawodników w tym roku tylko 1300. Jest godzina 21:40 zjawiamy się na starcie przy Kongresshaus, w reku nasza biało-czerwona, spotykamy pozostałych 3 Polaków, wszyscy zaczepiają i pytają o wynik meczu, nasze symbole narodowe na całej trasie będą widoczne, ja biegnę w czapce z orzełkiem na czole i flaga z tyłu czapki. Coraz bliżej do startu, zjawili się tradycyjnie od 19 lat ( od mojego pierwszego spotkania) Marta i Bogdan Maleszewski, którzy nie opuścili nigdy mojego startu i finiszu w Biel. Stoimy w pierwszym rzędzie, przed nami taśma startowa i zawodnik z fundacji, który biegiem tyłem całe 100 km chce wesprzeć ośrodek rehabilitacji dla dzieci.

 

biel


Ostatni wywiad po angielsku udziela Krzysiek mnóstwo fleszy. Jest punktualnie godzina 22:00 barwny peleton 1300 biegaczy rusza na 100 km trasę, na czele trzech Polaków z flagą biało czerwona z orzełkiem, Krzysiek Czupryna narzucił takie szybkie tępo biegu, że tylko Czesiek Mędrala i Baca Edek mogli wytrzymać te szalone 800 m tępo. Prowadził tak szybko, że flesze nie zdążyły nam zrobić dobrego zdjęcia, ale za to ku uciesze kibicujących ludzi, a szczególnie Polaków mogliśmy się zaprezentować i zebrać gromkie brawa. Tradycyjnie na trasie dużo ludzi, oraz mnóstwo festynów i zabaw do białego rana, w oddali słychać dzwonki pasących się krów. Wszystko zorganizowane jak w szwajcarskim zegarku, są punkty żywnościowe, dobrze oznaczona trasa biegu co chwila migotała lampki sygnalizujące trasę biegu. Początkowe kilometry biegniemy z Krzyśkiem we dwoje, wszak była umowa, że na zabytkowy drewniany most w Aarbergu, gdzie zawsze oczekują Polacy biegniemy razem z flagą ( tam zawsze są robione super fotki).
Krzysiek biegnie obok mnie, jednak co chwila pytany o wynik meczu Polska Grecja odpowiada po angielsku i jest tak podekscytowany że co chwila przyśpiesza, do 40 km biegniemy razem. Dalej biegnę swoim tempem wszak przez 48 lat biegania nauczyłem się biegać odpowiednim rytmem, a znając od 19 lat trasę w Biel wiem ile to jeszcze do mety. Cały czas mam kłopoty żołądkowe, to chyba przez ten ich makaron i sałatę z octowym sosem, mój organizm nie chce się przystosować do jego trawienia. W poprzednich latach jak znajomi mieszkali w Biel przy starcie to zawsze przed startem chodziłem do Maleszewskich na konkrecik tj. golonko. Ale jakoś muszę dawać sobie radę, wszak obiecałem Marcie i Bogdanowi, żeby mnie oczekiwali na mecie po 11:30 godzinach biegu, a ostatnie 5 lat udawało mi się przebiec w zaplanowanym czasie. Wszak to jest już nie ten wynik co przed laty, gdzie biegałem poniżej 8 godzin, ale przecież jestem o 20 lat starszy. Kolejne punkty; woda,cola wafel energetyczny siadam na ławce, z obolałym żołądkiem, szukam jakiegoś łyka piwa, może zmuszę żołądek do pracy, po 10 minutach ruszam dalej jest 56,5 km Kirberg. Już po punkcie żywieniowym spotykam dwóch fanów piłki nożnej, brawo Lewandowski, brawo Polonia, trzymam kubek i otrzymuję trochę chmielowego napoju.


Jak zawsze od początku startów, może z lenistwa, może z tego, że jak przeszedłem na emeryturę z dołu kopalni to nie lubię nosić lampy na głowie i tym razem bez oświetlenia ruszyłem na groblę Hoszimin. Najtrudniejszy odcinek trasy z lewej duża rzeka Emma z prawej przepaść 20 m, a na grobli; korzenie, wystające kamienie , dziury i krzaki wszystko gęsto zarośnięte tak że tylko widać co jakiś czas migające światełko. Jakoś przebiedowałem te 8 km, trzeba się zbierać, aby dotrzeć w wyznaczonym czasie. Powoli zaczynam się rozkręcać jest 76,5 km kolejny punkt; kawałek czarnego chleba, łyk wody i zaczyna się wspinaczka ku górze, na szczycie trębacz wygrywa piękne utwory, co mnie jeszcze bardziej mobilizuje. Ze szczytu znów stromy zbieg nie lubię tego, mam odgnioty na stopach, czuję jak pieką pod skarpeta kilka drobnych kamieni. Na zbiegu dochodzi mnie przyjaciel z Czech w końcu połowy góry zabieram się do roboty i biegnę wyprzedzając kolejnych zawodników. Jest 85 km biegu do mety coraz bliżej biegnę nad rzeką Aarą, po kolei odzyskuje swoją świeżość, jest punkt, pamiętam go z ubiegłego roku, nawet przed biegiem zamieściłem te fotkę z kubkiem piwa w zabytkowym Biiren. I tym razem pod namiotem otrzymuję piwko do kubka w ten czerwcowy poranek, jest most w Biiren i przejście na drugą stronę kanału Biiren - Nidau. Nogi się rozkręciły, zapomniałem o bólu , myślami jestem już na punkcie w Briigg, gdzie mieli mnie oczekiwać Marta i Bogdan. Po chwili się zorientowałem, ze jak będę na nich tu oczekiwał to nie zdążę na metę w zaplanowanym czasie. Ruszam dalej po chwili widzę znajomą sylwetkę maszerującego biegacza z napisem Poland, nie zwalniam, mijam go i rzucam na odchodne gdzie pan idzie. Po chwili zadowolony i zmotywowany Krzysiek dołącza do mnie i biegniemy.

 

biel


W tym roku organizatorzy nawywijali tą trasą, ze ciągnie się jak cholera, ale my utrzymujemy tępo jak na początku biegu. Krzysiek w międzyczasie jak maszerował to zorganizował już patyk do chorągiewki, tak że przygotowani jesteśmy na wbiegnięcie do mety. Jest ostatnia prosta, tłumy ludzi przed metą i jak zwykle Marta i Bogdan ( bojąc się, żeby mnie nie przeoczyć przyjechali prosto na metę ). Są brawa zapowiedz spikera, Bogdan robi fotki, jest nasza flaga i identyczny czas na fotoceli po 100 km Krzysiek Czupryna i Edward Dudek ukończyli bieg z czasem 11:26 godz. Jesteśmy szczęśliwi - gratulacje od Marty i Bogdana są medale i zimne szwajcarskie piwo. Krzysiek bardzo szczęśliwy wszak to jego jubileuszowa 100 w Biel - 10, dla mnie to już 19 ukończona setka mam nadzieje,że w przyszłym roku uda mi się ukończyć po raz 20 ten wspaniały bieg o w takiej super atmosferze.


Najszybciej z naszej ekipy pobiegł Zenek Stępień - Kielce 9:15 kat -45 m-ce 14, Władek Olszowski debiutant na 100 km Żarnówka 10:31 kat 45 - m-ce 40, Edward Dudek Baca Radziechowy 11:26 kat -55 m-ce 26, Krzysztof Czupryna Katowice 11:26 kat 40 m-ce 62, Sylwester Klinowski Drzonków 12:48 kat 50 m-ce 111, Bogusław Maciejewski Kwidzyn 12:58 kat 50 m-ce 121, Czesław Mędrala Bielsko-Biała 13:00 kat 65 m-ce 7 , Marek Lubowski Bielsko-Biała 13:01 kat 45 m-ce 112, Jerzy Knapik Kraków 13:18 kat 65 m-ce 11. Na zakończenie odbył się tradycyjny bankiecik, wzniesiono kilka toastów, specjalne podziękowania dla Marty i Bogdana Maleszewskich za gościnność i doping na trasie. Do zobaczenia za rok na trasach Biel/ Bienne Szwajcaria.


Autor: Edward Dudek "Baca"


Więcej artykułów:

WSPINANIE: czytaj

TREKKING: czytaj

BIEGI GÓRSKIE: czytaj
SKITURY:  czytaj
SPELEOLOGIA: czytaj
ROWERY GÓRSKIE:  czytaj

 


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl