Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Czym się różni Nepal od Tybetu? Himalaje dla żółtodziobów.
20-03-11

 


1

 


 

 

Powodem napisania niniejszego artykułu jest lekkie zmęczenie ciągłym tłumaczeniem, że nie byłam w Tybecie i tam się nie wybieram oraz że Nepal i Tybet to jednak spora różnica. Choć nie mam złudzeń, że większość i tak myliła się będzie. W końcu i tu i tu mamy Himalaje. Dziś nie trzeba być wybitnym wspinaczem by móc na własne oczy oglądać Dach Świata.

 

 

10 marca obchodziliśmy ważną dla Tybetu rocznicę. W 1959 roku wybuchło antychińskie powstanie w Lhasie – jego rezultatem była ucieczka setek tysięcy uchodźców do Indii oraz Nepalu, zbiegł wówczas Tenzing Gyatso, czyli Dalajlama XIV, duchowy i polityczny przywódca Tybetańczyków. Ta rocznica przypomina o podstawowym fakcie – Tybet nie jest niepodległym państwem. Jest okupowany przez Chińczyków i prawa człowieka w tym kraju są nagminnie łamane. Osadnictwo chińskie, liczne ograniczenia w zakresie praktykowania religii i nauczania języka sprawiają, że autentyczny Tybet ginie. Świat, w imię interesów gospodarczych z chińskim smokiem, milcząco na to zezwala.

 

Od kilku lat Chińczycy wpuszczają do Tybetu turystów,  podlegają oni jednak licznym ograniczeniom. Legalne jest jedynie poruszanie się w większych, zorganizowanych grupach, pod stałym nadzorem. Turyści z zachodu są pilnie strzeżeni – nie wolno wdawać się w  rozmowy z Tybetańczykami, zakazane jest fotografowanie bardziej kontrowersyjnych obiektów, nie można wwozić zdjęć Dalajlamy, nawet jeśli znajduje się ono w przewodniku Lonley Planet. Koleżanka, która odwiedziła Tybet jesienią ubiegłego roku relacjonuje, że przewodnik ostrzegł przed robieniem zdjęć policjantom. Problem w tym, że z powodu ilości funkcjonariuszy trudno zrobić takie, na którym nie ma żadnego.

 

 

Poranna modlitwa uchodźców tybetańskich w Tashi-Palkiel, obozie niedaleko Pokhary

Poranna modlitwa uchodźców tybetańskich w Tashi-Palkiel, obozie niedaleko Pokhary.

fot.: P. Wojciechowska. 

 

Nie pojadę do Tybetu tak długo jak rządzą tam Chińczycy. Nepal, pomimo biedy i chaosu politycznego jest jednak niepodległym państwem, w którym nawet jeśli nie koniecznie przestrzega się wszystkich praw człowieka – ludzie żyją we względnej swobodzie. Z punktu widzenia Polki, która pierwszy raz opuściła bezpieczną Europę, podróż do „egzotycznego” Nepalu była niezwykle łatwa. Turysta z Zachodu, który będzie chciał uniknąć pułapek i niebezpieczeństw związanych z podróżowaniem po niebezpiecznym regionie – dostanie wszystko podane do ręki. Nepalczycy są bardzo „pomocni”. Już w kilka minut po wyjściu z autobusu możemy mieć zorganizowany cały pobyt – taxi, hotel, wycieczki oraz trekking do wybranego regionu.

 

Magiczne słowo „trekking” słychać niemal w każdym zakątku stołecznego Katmandu lub leżącej u stóp Annapurny Pokary. Dzięki popularności tej formy poznawania gór prężnie rozwija się turystyka, najważniejsze źródło dochodów Nepalu. Nie ma się więc czemu dziwić, że ofertę wycieczki pod Everest dostaje nawet wówczas, kiedy o 7 rano wychylam nos ze swojego hotelu w poszukiwaniu śniadania :) Większość turystów z Zachodu nie zdecyduje się wyjść w Himalaje samodzielnie, a już myśl o niesieniu własnego plecaka napawa ich grozą– idą więc zwykle w zorganizowanej grupie, z przewodnikami i tragarzami. Dzięki temu rozwija się infrastruktura turystyczna – i turysta decydujący się na samodzielną eskapadę w popularny region nie doświadczy praktycznie żadnych organizacyjnych trudności.

 

Najwyżej położona kafejka internetowa na świecie - Sherpa Internet Cafe w Gorasherp 5,1 tys.

Najwyżej położona kafejka internetowa na świecie - Sherpa Internet Cafe w Gorasherp 5,1 tys.

fot.: P. Wojciechowska. 

 

Świadomość, że mam SAMA udać się w Himalaje (koleżanka, z którą pojechałam do Nepalu ostatecznie nie zdecydowała się iść w góry)  nie była przyjemna. Na szczęście powodu znacznych ograniczeń finansowych nie przyjęłam żadnej z atrakcyjnych ofert – i nie żałuję. Moim marzeniem była wędrówka pod Everest. I zrealizowałam je. Na całej trasie nie było najmniejszych problemów z noclegiem, a jedyny problem z wyżywieniem to rosnące wraz z wysokością ceny. Za to wybór menu… nawet w Gorak Sherp na wysokości 5,1 tys. można było spokojnie zamówić pizzę i wybrać spośród kilkunastu rodzajów herbaty. W tej samej „miejscowości” (składającej się z czterech hotelików :) można skorzystać z kafejki internetowej. Nie ma także problemu ze dokupieniem brakującego sprzętu turystycznego – na 4 tys. możemy zakupić jeszcze raki i czekany, nie wspominając o takim banale jak okulary przeciwsłoneczne. Szerpowie, grupa etniczna zamieszkująca obszary Everestu, są naprawdę bardzo przedsiębiorczy.

 

Choć „byłam w Himalajach” brzmi dumnie – trekking do bazy Everestu nie przedstawia żadnych trudności technicznych. Powinien być do przejścia dla każdego, kto ma o górach jakie takie pojęcie i nie boi się nosić na plecach swojego dobytku. Jedyną trudnością jest wysokość. Zaczynamy w Lukli, leżącej nieco wyżej nić Rysy (2,8 tys.) – końcowe odcinki treku dochodzą do 5,5 tys., czyli nieco niżej niż Elbrus. Nawet jeśli nie dostaniemy choroby wysokościowej czujemy, że z tym powietrzem coś jest nie tak. Ja osobiście doświadczyłam skądinąd przyjemnego wyłączenia „gonitwy myśli” – po prostu mój typowo kobiecy mózg, przypominający połączone ze sobą kabelki napędzane emocjami po prostu zrozumiał – „nie ma tlenu, nie ma kalorii, trzeba się wyłączyć”. W tym miejscu chcę mocno podkreślić, że kiedy dopadną kogoś pierwsze objawy choroby wysokościowej trzeba zostać jeden, dwa dni w miejscu, w którym się jej dostało. Lekceważenie zasad („zrobię dwa dni w jeden”), udawanie bohatera, który mimo silnego bólu głowy i osłabienia idzie dalej – jest objawem głupoty i zwykle kończy się wycieczką helikopterem do Katmandu. Sprawność fizyczna, doświadczenie w górach  mają znaczenie, ale tak do końca nie wiadomo, czemu choroba jednych dopada, innych oszczędza.

 

 

Instrukcja obsługi choroby wysokościowej - punkt medyczny w Pherishe

Instrukcja obsługi choroby wysokościowej - punkt medyczny w Pherishe.

fot.: P. Wojciechowska. 

 

 

Wędrowanie u stóp najwyższych gór świata dostarcza niesamowitych wrażeń, nie tylko estetycznych. Opisywanie ich  wszystkich zajęłoby mi bardzo wiele miejsca. Podzielę się teraz samą wędrówką do base campu, leżącego na wysokości 5360 m. n.p.m. Dzień od rana był niezwykle pochmurny, na początku nie było widać nawet sąsiednich olbrzymów. Z czasem zaczęły wyłaniać się z mgieł. Wielkie, 3- kilometrowe himalajskie ściany. Krajobraz moreny bocznej lodowca Khumbu jest już jakby księżycowy. Białe kamienie. Huk lawin. Ciemne barwy otaczających mnie gór. Zmęczenie wysokością. Kamienie wypadające spod nóg. Kolorowe, buddyjskie modlitewne flagi. I wreszcie widzę namioty. Lodospad. Jestem najdalej jak mogłam zajść jako turystka. Maleńka wobec ogromu gór. Sama na końcu Świata. Bardzo szczęśliwa :)

 

 

Księżycowy krajobraz u podnóży Mount Everestu

Księżycowy krajobraz u podnóży Mount Everestu.

fot.: P. Wojciechowska

 

Informacje praktyczne:

Kiedy jechać: sezony trekkingowi to kwiecień/maj oraz październik/listopad. Zimą jest zimno J Latem widoki przesłaniają monsunowe chmury.

Loty: Z Polski do Katmandu latamy na razie przez Dehli. Najtańsze połączenia oferują Areofłot i Finnair, przy drobinie wszczęcia za bilet w obie strony zapłacicie ok. 2 tys. zł. Z Dehli do Katmandu można dostać się za ok. 100 USD. Podróż lądem trwa półtorej doby (pociąg, autobus do granicy, autobus dalekobieżny). Jest męcząca ale bardzo interesująca.

Trekking pod Everest: możemy rozpocząć go z Jiri (dojazd autobusem), wtedy pierwsze 6 dni wędrujemy do Lukli dość męczącą i pustą trasą – ale mamy za to możliwość zapoznania się z autentyczną kulturą szerpijską. Lot do Lukli kosztuje ok. 110 USD w jedną stronę, latają tam tylko małe 16 – osobowe samoloty linii nepalskich. Lot jest krótki, ale dostarcza mocnych wrażeń. Lotnisko należy do najbardziej niebezpiecznych na świecie. Krótki pas startowy jest nachylony pod kątem 12 stopni i kończy się skałą. Dodatkowych emocji dostarcza fakt, że loty odbywają się tylko przy dobrej pogodzie – możemy zarówno nie wylecieć z Katmandu jak i utknąć w Lukli na wiele dni…

Noclegi: Standard bardzo skromny, koszt zwykle 100 rupi (ok. 4 zł). Im wyżej tym mniej prawdopodobny dostęp do kranu z bieżącą wodą, dlatego weźcie dużo wilgotnych chusteczek. Koszt gorącego prysznica od 250 do 500 rupii. Hoteliki nieogrzewane – w nocy jest naprawdę bardzo zimno dlatego zmarzluchom polecam brać naprawdę przyzwoite śpiwory.

Żywność: Szeroki wybór menu (potrawy zarówno lokalne jak i międzynarodowe), jedzenie bardzo dobre, choć podobno często zdarzają się zatrucia. Ceny rosną wraz z wysokością. Można oszczędzić nieco zabierając ze sobą kuchenkę czy żywność do zalania wrzątkiem (płatnym!), ale musimy coś zamawiać u właściciela hoteliku żeby zapłacić za łóżko wspomniane 100 rupii – inaczej ceny drastycznie rosną.

Internet: dostępny na całej trasie od 10 do 20 rupii (80 gr) za minutę. Łączę satelitarne, więc dość wolny. Komórki działają do 4 tys., sporadycznie wyżej. Warto zabrać ze sobą dużo zapasowych baterii do aparatu – koszt godziny ich ładowania może wynieść nawet 300 rupi/h.

Zdowie: Zarówno szczepienia jak i profilaktyka antymalaryczna powinny być skonsultowane z lekarzem, mającym pojęcie o chorobach tropikalnych. W Warszawie warto wybrać się na Wolską. Największym zagrożeniem jest choroba wysokościowa – w wypadku problemów najlepszym lekarstwem jest zejście na dół, ale lek o nazwie diamox (dostępny na miejscu) nieco łagodzi objawy. Poza tym standardowy. W Pherishe, na wys. 4,2 tys. znajduje się najwyżej położony punkt medyczny – specjalizują się głównie w leczeniu choroby wysokościowej. Ciekawostka – za lek na opryszczkę (zgubiłam gdzieś Neutogenę…) zażądano ode mnie kwoty 30 USD. Jak zobaczyli moją minę udało się jakoś stargować do 500 rupii i obietnicy wpłaty na celę charytatywne.

Mapy i przewodniki: Szlak jest wyraźny, więc jeśli nie macie ochoty na jakieś bardziej wyszukane wycieczki wystarczy prosta mapa dostępna na miejscu. Himalaje Nepalu Janusza Kurczaba uważam za bardzo dobry, ponadto bardzo dobry szczegółowy przewodnik Trekking in Everest Region (dostępny w Sklepie Podróżnika) – zawiera garść cennych info o regionie, mapki okolic i propozycje wycieczek w dni restowe.

Linki:

Mój pobyt w Nepalu wiąże się także z projektem odnośnie uchodźców tybetańskich w tym kraju, info o projekcie znajdziecie pod adresem: www.tybetanczycywnepalu.pl

Żeby dowiedzieć się o sytuacji samych Tybetańczyków zapraszam na RatujTybet.org http://ratujtybet.org/ oraz bloga http://ratujtybet.blogspot.com/

Stronka dotycząca trekkingów w Himalajach: http://himalajetreking.pl/

 

Autor:

5

 

 

 

 

 

Paulinka Wojciechowska

Redaktor Działu Trekking 


Komentarze
  • Emilia G.Dodał Emilia G. 2163 Dni temu
    0 punktów    
    Trekking w Nepalu to moje aktualne największe górskie marzenie :), już czeka w kolejce do spełnienia prawie 10 lat ;).
Copyright by planetagor.pl