Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Coś dla długodystansowców - szlak niebieski. Odcinek Bieszczadzki
29-10-15

Bukowe BerdoTREKKING. Najdłuższy szlak w polskich górach - Główny Szlak Beskidzki (GSB) jest znany pewnie większości górołazów. Wielu z nas myśli, że fajnie by było wyruszyć na wędrówkę i przejść szlak "na raz", inni rozkładają go "na raty". Będzie to oczywiście przeżycie - ale jednak mało oryginalne. Dlatego dziś proponuję inną opcję. Szlak niebieski Rzeszów-Grybów liczy łącznie 445 kilometrów i jest drugim co do długości szlakiem naszych gór. Jest poprowadzony przez Beskid Niski, Bieszczady, Góry Sanocko-Turczańskie, Góry Słonne i Pogórza: Przemyskie oraz Dynowskie. Jego pierwszy odcinek (Nowy Łupków – Ustrzyki Górne) został wyznakowany w latach 60. Znam go znacznie słabiej niż GSB, więc wiele mam do przejścia. Na początek opisuję jego odcinek bieszczadzki. Góry z południowo-wschodniego krańca Polski pozostają bowiem moimi ulubionymi :).

 

W Bieszczadach szlak niebieski, zwany też granicznym, zaczyna się w Nowym Łupkowie (ok. 580 m. n.p.m.), leżącym ok. 1,5 km od Przełęczy Łupkowskiej - granicy między Bieszczadami a Beskidem Niskim, a także pomiędzy Karpatami Zachodnimi i Wschodnimi. Pod Przełęczą znajduje się ok. 600 metrowy tunel, którym można przejść na Słowację (uwaga: ruch kolejowy wciąż się tutaj odbywa!). W miejscowości zamieszkanej obecnie przez niecałe 400 osób znajduje się ponadto zakład karny (zakład typu półotwartego, dla mężczyzn), kościół, poczta i sklep.

 

 łupków

Cmentarz w Łupkowie

fot.: Paulina Wojciechowska

 

W Łupkowie znajduje się bardzo fajne, prywatne schronisko – Chata na Końcu Świata :). Noclegi są w warunkach mocno turystycznych, we wspólnej sali  na poddaszu (30 miejsc, można też rozbić namiot koło chaty) - brak prądu, bieżącej wody, zasięgu - jest za to biblioteczka. Historia Chaty zaczyna się dość nietypowo – w 1982 roku Almatur odkupił nieukończony domek z oborą od zakładu karnego, który wraz z miejscowym PRG hodował w tej okolicy bydło. Prace przy adaptacji budynku trwały kilka lat. Dziś opiekuje się nim Stowarzyszenie Miłośników Schroniska w Łupkowie. W pobliżu chaty znajduje się stary łemkowski cmentarz oraz w nieodległym strumieniu żeremia bobrowe.

 

Z Łupkowa wyruszamy w kierunku południowo-wschodnim.  Podniszczoną droga docieramy do dawnego PGRu. Przekraczamy tory kolejki leśnej, przechodzimy też fragment asfaltową drogą. Po przejściu przez potoku Smoliczek i ponownym przekroczeniu torów wchodzimy na malownicze łąki, gdzie dawniej znajdowała się wieś Zubeńsko - w 1921 roku mieszkało w niej 355 osób. Dziś po wsi pozostał cmentarz, miejsce po cerkwi i zdziczałe sady. Szlak wiedzie teraz w kierunku pasma granicznego – ale jest tu słabo oznakowany i właściwy skręt (tuż za mostkiem na potoku Zubeńczyk) można łatwo przeoczyć. Przed nami długie podejście przez ładny, bukowy las. Docieramy na główny grzbiet pasma oraz na granicę polsko-słowacką - jest to również pasmo wododziałowe, dzielące zlewiska Bałtyku i Morza Czarnego. Pierwszy odcinek szlaku aż do Przełęczy nad Roztokami jest bardzo mało uczęszczany – więc atrakcyjny szczególnie dla tych, którzy po górach chodzą dużo i widzieli wiele pięknych widoków – a oprócz takich panoramek lubią też ciszę i spokój. Przy słupku 1/68 osiągamy Głęboki Wierch (805 m. n.p.m.), a po 15-20 minutach Wysoki Groń (905 m. n.p.m.), do tego miejsca dochodzi słowacki szlak czerwony i aż do Balnicy trasy idą razem.

 

Kolejnym charakterystycznym miejscem na trasie jest cmentarz wojskowy z czasów I wojny światowej. Przy słupku 1/63 zdobywamy Wierch nad Łazem, 858 m. n.p.m. Tutaj po stronie słowackiej znajduje się kilka polanek z widokami, widać także szpecące las tak zwane zręby zupełne (polega to na wycinaniu lasu na całym obszarze). Po obu stronach szlaku można zobaczyć umocnienia z czasów I wojny. Kolejna niewyraźna kumulacja nosi nazwę Rydoszowa (880 m. n.p.m.). Ścieżka łagodnie schodzi do Balnicy, (704 m. n.p.m.), gdzie znajdziemy niewielki sklepik (czynny latem), jest też możliwość przenocowania w leśniczówce. Wieś założono w 1549 roku, pierwotnie nazywała się Bannica, od bani, czyli słonego źródła. Wędrując do Woli Michowej możemy odnaleźć ślady dawnych zabudowań. W lecie jeździ tu kolejka wąskotorowa z Majdanu k. Cisnej. Przed Schengen funkcjonowało polsko-słowackie przejście graniczne.

 

W Balnicy napotykamy szlak żółty prowadzący do Woli Michowej oraz żółty słowacki szlak do Osadnego.

 

Wędrujemy ponownie w górę i po około godzinie-półtorej zdobywamy Czerenin (929 m. n.p.m. - dawniej nazywany też Szyją). W czasie II wojny światowej zbiegały się tu granice Słowacji, Węgier i okupowanej przez Niemców Generalnej Guberni (od kwietnia do września 1939 – II Rzeczypospolitej), w krzakach po stronie słowackiej można znaleźć szczątki słupa granicznego z literkami D-M-S. Tu szlak zmienia kierunek na południowy wschód i prowadzi lesistym grzbietem. Kolejny szczyt na trasie przekraczający 1000 metrów to Stryb (1020 m. n.p.m.). Na północnym stoku znajduje się obsadzona młodnikiem polana, z której można coś nieco zobaczyć (przynajmniej do czasu, aż drzewa nie podrosną). Nazwa szczytu wywodzi się ze słowa z miejscowej gwary, oznaczającego część góry wysuniętą między potoki. Na kolejnym szczycie, Sinkowej (999 m. n.p.m.), znajdziemy widokowe polany. Około pięć minut poniżej szczytu mamy skalne urwisko nazywane czasem "Małą Rabią Skałą" (o tej dużej nieco niżej). Kolejny szczyt to Rypi Wierch – 1003 m. n.p.m, z granitowym słupem geodezyjnym. Po około pół godzinie szlak dochodzi do Przełęczy nad Roztokami (801 m. n.p.m., sł. Ruskie Sedlo). Kilkanaście minut poniżej przełęczy znajduje się osada z niewielkim prywatnym schroniskiem.

 

 

Od Przełęczy nad Roztokami  na szlaku pojawiają się w końcu ludzie w większej ilości wędrujący na Okrąglik (1101 m. n.p.m.). Trasa wiodąca na ten szczyt, a następnie przez Jasło i Małe Jasło do Cisnej to już szlak wśród turystów popularny. Warto dodać, że z Przełęczy można się przejść do nieistniejącej słowackiej wsi Ruskie (ok. 1,5 h). Pierwszy fragment podejścia jest dość stromy i osoby ze słabszą kondycją mogą go "poczuć", później po zdobyciu "koty 909" szlak nieco łagodnieje. Przed nami jeszcze "kumulacja 978". I wreszcie szczyt. Z Przełęczy podejście trwa ponad półtorej godziny.

 

Na Okrągliku napotykamy GSB – stąd możemy przez Jasło zejść do Cisnej lub przez Fereczatą – do Smereka.

 

Następnie szlak znów się "wyludnia" – przez około trzy i pół godziny wędrówki do Rabiej Skały (1199 m. n.p.m.) nie spotkamy zbyt wielu osób. Szczyt  Rabiej Skały jest bardzo ciekawy, nieco poniżej głównego wierzchołka, przy słupku 1/15 znajduje się kilkunastometrowe urwisko, opadające na stronę słowacką, jest tu także słowacki rezerwat przyrody. Nazwa szczytu wywodzi się prawdopodobnie od rusińskiego "riabyj" czyli "pstry" – od różnych kolorów skalnego urwiska. Stąd możemy podziwiać piękny widok na góry Słowacji i Ukrainy. Z urwiskiem wiąże się  legenda o Złej Dziewce. Dawała się ona we znaki mieszkańcom okolicznych wsi zmuszając wieśniaków do ciężkiej pracy i mordując nieposłusznych. Skargi dotarły do węgierskiego króla Macieja Korwina, który osobiście udał się na ratunek i poćwiartował okrutnicę mieczem. Jej trup rozwalił pół góry.... Zadumani nad legendą opuszczamy punkt widokowy i wędrując dalej szlakiem niebieskim wkraczamy w granice Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

 

Z Rabiej Skały zielonym szlakiem można zejść przez Jawornik do Wetliny lub szlakiem żółtym do słowackiej Nowej Siedlicy.

 

Szlak schodzi teraz na porośnięte łąką siodło, gdzie znajduje się  niewielka wiatka dla turystów. Poniżej polanki możemy znaleźć źródła, które dawna ludność uważała za lecznicze. Grupę Rabiej Skały kończy szczyt Czoło (1159 m.n.p.m.) Dalszy odcinek szlaku wiedzie głównie lasem, jest rzadko uczęszczany nawet w sezonie (i znacznie więcej tu Słowaków niż Polaków). Grzbiet obniża się stromo, by wznieść się później niewielką kumulacją zwana Borsukiem (996 m. n.p.m.). Po polskiej stronie stoi przedwojenny słup graniczny z datą 1923. Dalej schodzimy na przełęcz pod Czerteżem (906 m. n.p.m.). Jest tu mała słowacka chatka, w której można nawet przenocować, poniżej przełęczy znajdziemy także źródełko z pitną wodą.  Po polskiej stronie leży polanka Wasilcowa, gdzie w 1944 roku chowano  poległych żołnierzy radzieckich (szczątki przeniesiono później na cmentarz). Szlak  dość stromo prowadzi następnie na Czerteż. Wprawne oko dostrzeże ślady umocnień z I wojny światowej, a mniej wprawne - grób radzieckiego żołnierza. Na Czerteżu możemy obejrzeć kilka wychodni skalnych. Sam szczyt jest zalesiony i pozbawiony widoków. Dochodzi tutaj szlak zielony z Nowej Siedlicy. Docieramy wreszcie do Kremenarosa, gdzie na północnej kumulacji o wysokości 1208 m. n.p.m. spotykają się granice polska, słowacka i ukraińska. Łatwo zauważyć to miejsce – znajduje się tam spory granitowy obelisk. Kremenaros należy do Korony Gór Słowacji, ponieważ jest najwyższym szczytem Gór Bukowskich (tak nasi sąsiedzi zwą swoją część Bieszczad). Słowacy umieścili w okolicy szczytu tabliczkę z napisem "H2O" - i faktycznie w krzakach, 40 metrów od grzbietu, znajduje się niewielkie źródełko, w którym można uzupełnić zapasy płynów.

 

Kremenaros

Trójstyk granic na Kremenarosie (Krzemieńcu)

fot.: Paulina Wojciechowska 

 

Na Kremenarosie stoi słup graniczny numer 1 (jest to numeracja dla całej Rzeczypospolitej). Ze szczytu można zejść szlakiem czerwonym do słowackiej Nowej Siedlicy. Szlak ukraiński niestety na ten szczyt nie dociera. Za to możemy tu spotkać ukraińskich pograniczników.

 

Dalej wędrujemy ok. 45 minut w kierunku Wielkiej Rawki (1304 m. n.p.m.), częściowo wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej. Podejście jest dość strome. Wielka Rawka jest najwyższym szczytem położonym w paśmie granicznym. Nieco poniżej wierzchołka znajdziemy imponującej wielkości obelisk, jest to pozostałość po dawnej wieży triangulacyjnej. Północno-wschodni stok Wielkiej Rawki jest bardzo stromy, to jedno z niewielu miejsc w Bieszczadach, gdzie zimą zdarzają się lawiny.

 

Wielka Rawka

Widok z Wielkiej Rawki jest bardzo ładny... pod warunkiem, że pogoda też jest ładna :). Tego lipcowego dnia i tak miałyśmy szczęście, chwilę przed zrobieniem zdjęcia było widać jedynie pozostałości po wieży triangulacyjnej.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

 

Z Wielkiej Rawki możemy pójść żółtym szlakiem na Małą Rawkę i dalej Działem do Wetliny lub w dół do Bacówki pod Małą Rawką. Przejście odcinka Rabia Skała – Wielka Rawka zajmuje ok. 5 godzin, wraz z dojściem i zejściem z grzbietu granicznego godzin jest to około 10 dlatego ta trasa cieszy się popularnością turystów lubiących długie szlaki. W przewodniku Rewasza nosi nawet tytuł "dla prawdziwych mężczyzn".

 

Z Wielkiej Rawki czeka nas nieco długie i nieco nudne zejście do Ustrzyk Górnych (ok. 2 godziny). W wielu miejscach szlaku ułożono drewniane chodniki, bardzo śliskie po deszczu. Widoki mamy tylko przez pierwsze 5-10 minut. Zejście w kierunku północno-wschodnim początkowo jest dość strome. Po wyjściu z lasu idziemy jeszcze ok. 20 minut szosą (Duża Obwodnica Bieszczadzka) do Ustrzyk Górnych. Wieś leży u ujścia potoku Terebowiec do Wołostaki – nazwa wsi nawiązuje właśnie do tego ujścia (ustje ryki), pierwsze o niej wzmianki pochodzą aż z 1529 roku. Przed II wojną światową wieś liczyła 130 domów, stała tu nawet drewniana cerkiew. Większość mieszkańców została wysiedlona podczas "dobrowolnych" przesiedleń do ZSRR w roku 1946. Obecnie w Ustrzykach znajduje się placówka Straży Granicznej, schronisko Kremenaros (nieco obskurne), Hotelik Biały, Hotel PTTK, kilka knajpek, prywatnych kwater oraz kościół rzymskokatolicki z lat 80. XX wieku wraz z Domem Rekolekcyjnym. Przy Hotelu Górskim znajduje się Ośrodek Muzealny PTTK poświęcony turystyce górskiej w Karpatach Wschodnich i na Huculsczyźnie.

 

Wołosate jest oddalone od Ustrzyk o 5 km - tutaj szlak niebieski prowadzi drogą (jeszcze kilka lat temu dziurawą jak szwajcarski ser), lecz rzadko kto pokonuje ją w ten sposób. Z Ustrzyk do Wołosatego można dojechać prywatnym busem (za ten odcinek busiarze pobierają aż 5 PLN!) lub komunikacją publiczną. Gdybyśmy jednak zdecydowali się iść szosą warto wiedzieć, że wzdłuż drogi istnieje ścieżka dydaktyczna "Salamandra", a i widoki na masyw Tarnicy i Szerokiego Wierchu także są całkiem interesujące. Pierwsza wzmianka o wsi Wołosate to 1557 rok. Można tu przenocować na kwaterze lub na polu namiotowym, jest też sklepik i bar. Znajdziemy także hodowlę konia huculskiego.

 

Z Wołosatego prowadzi najpopularniejszy szlak na Tarnicę, (ok. 2:15 h), jest on także najpopularniejszy w całych Bieszczadach. Bilety do Parku są tutaj o 1 PLN droższe, niż w innych kasach BdPN (!). Na początku trasy mijamy stary cmentarz, cerkwisko i studnię z charakterystycznym żurawiem, a później łąki z pięknymi widokami na okoliczne szczyty. Szlak wchodzi w las,  podejście jest dość łagodne. Po wyjściu z lasu natykamy się na zbudowane niedawno przez BdPN schody, które spotkały się z ostrą krytyką w środowiskach turystycznych. Szlak niebieski nie prowadzi na sam wierzchołek, a jedynie na Przełęcz pod Tarnicą (1286 m. n.p.m. - nazywaną też Przełęczą Krygowskiego). Co ciekawe Tarnica zawdzięcza swoja nazwę właśnie tej charakterystycznej, widocznej z daleka przełęczy - w języku wołoskim "tarnita" oznacza "siodło, przełęcz". Na wierzchołek o wysokości 1346 m. n.p.m. podchodzimy łącznikowym szlakiem żółtym (ok. 15 min.). Wzdłuż szlaku Wołosate - Przełęcz pod Tarnica biegnie ścieżka przyrodnicza "Orlik Krzykliwy". Na Przełęcz dochodzi także GSB.

 

Szlak niebieski schodzi w dół do Przełęczy Goprowskiej (1160 m. n.p.m.). Aż do 2010 roku latem stawiano tu letni namiot dyżurujących ratowników. Nieco poniżej przełęczy znajduje się parkowa wiata, zwana też deszczochronem. Stąd GSB odbija na Halicz, a szlak niebieski na Bukowe Berdo. Tłum nie jest tu tak liczny jak na szlaku Wołosate-Tarnica, ale w sezonie ludzi jest nadal na tyle dużo, że wielbiciel pustki i przestrzeni może nie czuć się dobrze.

 

Na trasie znów podejście - dość strome, ale na szczęście niezbyt długie. Szlak trawersuje od południowego zachodu wierzchołek Krzemienia (w tym miejscu zdobywamy najwyższy punkt całego 445-kilometrowego szlaku - ok. 1320 m. n.p.m.), wchodzi na płytką przełęcz Hrebeń, by następnie wspiąć się na piękny widokowy grzbiet z wychodniami skalnymi – Bukowe Berdo (1333 m. n.p.m). Na grzbiet dochodzi szlak żółty z Mucznego, szlak niebieski schodzi do wsi Pszeczliny (a ściślej do jej przysiółka – Widełek). Tuż za skrzyżowaniem szlaku rozpoczynamy dość długie i monotonne zejście, opuszczamy też granice Bieszczadzkiego Parku Narodowego. 

 

Bukowe Berdo

Bukowe Berdo -  jedno z najpiękniejszych miejsc w Bieszczadach.

fot.: Paulina Wojciechowska 

 

Pszczeliny znajdują się na drodze prowadzącej z Ustrzyk Dolnych do Górnych, a więc publiczna komunikacja kursuje tu także poza okresem wakacyjnym.

 

Szlak znów wspina się na grzbiet, znów zalesiony i znów nieco mniej popularny wśród turystów. Po około dwóch godzinach osiągamy wierzchołek Magury Stuposiańskiej (1016 m. n.p.m.), pozbawiony widoków. Tuż pod szczytem napotykamy szlak zielony, który schodzi do schroniska na Przysłupie Caryńskim, a dalej prowadzi na słynną połoninę. Nazwa "magura" – tak często spotykana w Beskidach - jest pochodzenia wołoskiego, oznacza dużą, rozległą górę. A Stuposiany znajdują się w jej pobliżu :).

 

Magura Stuposiańska

Zalesiony i puściutki grzbiet Magury Stuposiańskiej.

fot.: Paulina Wojciechowska 

 

Szlak zmierza dalej grzbietem dość rozległego masywu ku Dwernikowi, przez piękne lasy bukowe. Ścieżka momentami dość mocno zarasta, widoki są praktycznie tylko spod samego szczytu Magury. Do Dwernika schodzimy ponad 1,5 godziny, do "centrum" niewielkiej miejscowości musimy przejść jeszcze spory odcinek drogą. Przekraczamy most na Sanie, opuszczając tym samym Bieszczady (rozumiane geograficznie – turystycznie do Bieszczad zalicza się jeszcze góry na południe aż do linii kolejowej prowadzącej m.in. do Zagórza). Sama wieś Dwernik została założona w pierwszej połowie XVI wieku. Ciekawostką jest współczesny kościół parafialny... zbudowany z materiału pochodzącego z rozebranej cerkwi w Lutowiskach.

 

Z Dwernika około godziny podchodzimy przez olchowe zarośla i las bukowy do Chaty Socjologa (896 m. n.p.m.), znajdującej się na grzbiecie Otrytu. Choć to już nie Bieszczady, tylko Góry Sanocko-Turczańskie, to jednak miejsce jest na tyle sympatyczne, że poświęcę mu kika słów. Chatka nie jest PTTK-owskim schroniskiem, opiekuje się nią Klub Otrycki. Brak tu prądu, bieżącej wody i zasięgu – co osobiście uważam za duży plus. Chata oferuje 50 miejsc noclegowych na materacach – na dole znajduje się sala z kominkiem i bardzo fajną biblioteką, obok kuchnia turystyczna, gdzie jest nie tylko wrzątek, lecz również sporo "akcesoriów" do przygotowywania posiłków. Na balkonie, z którego rozciąga się widok m.in. na Połoninę Wetlińską, rozwieszono hamak :). Podobnie jak w Chacie na Końcu Świata także na Otrycie wieczory spędzamy przy świecach. Chata powstała w 1972 z inicjatywy socjologów z Uniwersytetu Warszawskiego, dziś opiekuje się nia Klub Otrycki. Od początku swojego istnienia chata przyciągała nie tylko górołazów, ale także intelektualistów, w latach osiemdziesiątych związanych z opozycją demokratyczną. W styczniu 2003 chata doszczętnie spłonęła, ale dzięki zaangażowaniu osób z nią związanych już w listopadzie 2004 r. ponownie zaczęła przyjmować gości. W 2015 roku rozpoczęto tutaj budowę obserwatorium astronomicznego :).

 

Szlak niebieski biegnie dalej "legendarnym" pasmem Otrytu przez Chewryt ku Ustrzykom Dolnym, Kalwarii Pacławskiej, Dynowej aż po Rzeszów. Tyle jeszcze do przełojenia!!!

 

Źródła, linki:

Bieszczady dla prawdziwego turysty, Rewasz, Pruszków 2012

 

http://www.twojebieszczady.net/

 

http://www.lupkow.info/teksty/baza/baza.html

 

http://www.otryt.bieszczady.pl/pl/

 

Autorka: Paulina Anna Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl