Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Bieszczady - góry magiczne
23-03-17

Caryńska z WetlińskiejTREKKING. Często jeżdżę w góry i dość często w odpowiedzi na pytanie "co robisz weekend" wyjazd w góry jest odpowiedzią. Potem kolejne pytanie - które góry konkretnie. I czasem pada słowo "Bieszczady". Zauważam, że wówczas ludzie częsciej się uśmiechają... ach Bieszczady.  To miejsce, gdzie prawie każdy był i prawie każdy lubi... Te góry mają jakiś dodatkowy urok. A także wizerunek gór dzikich, bezludnych, "zapomnianych przez Boga".

 

Pamiętam swój pierwszy wypad w Bieszczady, rok 2005. Busiarz z zaangażowaniem opowiada różne "mrożące krew w żyłach" historyjki. Zapadła mi w pamięć ta, która opowiada o turystce rażonej piorunem na Tarnicy z powodu... aparatu na zęby. Było też coś o wilkach, co zimą atakują ludzi. Pod sklepem nie raz słyszałam o lokalnych niedźwiedziach. Dziś nie wierzę już we wszystko co słyszę... ale muszę przyznać, że była to część miejscowego "klimatu" ;).

 

zawsze są Bieszczady

więc rosną mi skrzydła (Adam Ziemianin)

 

Bieszczady są zbudowane ze skał osadowych, piaskowców oraz łupków ilastych i marglistych - czyli fliszu karpackiego. Najwyższczym szczytem polskiej części tych gór (Bieszczad Zachodnich) jest Tarnica, 1346 m. n.p.m. Najwyższym szczytem Bieszczad jako takich jest Pikuj 1405 m. n.p.m., położony już na Ukrainie w Bieszczadach Wschodnich. Z kole najwyższym szczytem słowackiej części Bieszczad (dla Słowaków: Gór Bukowskich) jest Kremenaros, 1221 m. n.p.m. A nieco poniżej wierzchołka Kremenarosa znajduje się trójstyk granic wszystkich "bieszczadzkich" państw.

 

W Bieszczadach wyróżniamy kilka pasm. Najsłynniejsze to oczywiście pasmo połonin (a najwyższa oczywiście jest Tarnica), pozostałe to Pasmo Graniczne (Wielka Rawka, 1304 m. n.p.m.),  Pasmo Durnej i Łopiennika (Łopiennik) oraz Pasmo Wysokiego Działu (Wołosań, 1071 m n.p.m.) – w większości zalesione i mało popularne wśród turystów (z wyjątkiem Jeziorek Duszatyńskich położnych u stóp Chryszczatej).

 

Pasmem "granicznym" dla Bieszczad jest grzbiet Otrytu – dla jednych jeszcze Bieszczady, dla innych już Góry Sanocko-Turczańskie. Poza tym warto dodać, że rozróżniamy Bieszczady "geograficzne" oraz "turystyczne". Te geograficzne kończą się mniej więcej na Otrycie. Te turystyczne – na linii kolejowej Zagórz – Łupków. Czyli na przykład takie Solina czy Lesko leżą w Bieszczadach "turystycznych", w tych "geograficznych" już nie :).

 

Za to niekwestionowaną granicą Bieszczad od zachodu jest Przełęcz Łupkowska - będąca jednocześnie granicą pomiędzy Karpatami Zachodnimi i Wschodnimi.

 

Caryńska z Wetlińskiej

Ujęcie klasyczne: Połonina Caryńska widziana ze szlaku czerwonego na Połoninę Wetlińską. Na dlaszych planach gniazdo Tarnicy, góry ukraińskie (m.in. Ostra Hora i Połonina Równa), a także Rawki.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Większość z nas wie, że Bieszczady nie zawsze były "dzikie i bezludne". Pierwsze ludzkie osady zaczęły tutaj powstawać już w okresie neolitu, znaleziono także ślady  kultury łużyckiej. W XIV wieku Kazimierz Wielki włączył tzw. Ruś Halicką w obręb Królestwa Polskiego. Ziemie te stały się własnością głównie rodów Kmitów i Balów (choć były także rody mniejsze - jak Ustrzyccy), rozpoczęto kolonizację na tzw. prawie wołoskim. Pierwszymi osadnikami byli pastrze pochodzenie wołoskiego, którzy z czasem stali się Bojkami i Łemkami (Łemkowie to upraszczając dolina Osławy i oczywiście Beskid Niski, Bojkowie to reszta Bieszczad). Aż do czasów II wojny światowej większość mieszkańców Bieszczad była wyznania grekokatolickiego, kolejną grupą wyznaniową byli Żydzi, katolików rzymskich było niewielu. Przez Bieszczady, podobnie jak przez Beskid Niski, przebiegał front I wojny światowej. Wojna wiązała się z dużymi stratami materialnymi, wiele miejscowości zostało niemal całkowicie zniszczonych, poważne straty poniosła ludność cywilna. Niewiele jednak pozostało po wojnie pamiątek - choć powstało kilka cmentarzy wojennych (np. na Chryszczatej), nie były one odnawiane i dziś trudno je znaleźć, podobnie jak pozostałości okopów.

 

W dwudziestoleciu międzywojennym Bieszczady były... przeludnione. W 1921 roku w dolinie Wołosatki mieszkało 2,5 tys. osób, Berehy Górne zamieszkiwało 500 osób, Trywolne - 700. Mieszkańcy zajmowali się głównie rolnictwem, częściowo hodowlą, gospodarka była słabo rozwinięta, w niepomyślnych latach zdarzał się głód. Turyści raczej rzadko zaglądali w te regiony (popularne były Gorgany czy Czarnohora) - a centrum ruchu turystycznego były ukraińskie dziś Sianki. Podczas II wojny światowej na terenach tych działała intensywnie Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), walcząca o powstanie niepodległego państwa ukraińskiego, walki nie ustały nawet po zakończeniu międzynarodowego konfliktu. Aby zakończyć konflikt, a także rozdzielić jednolite grupy obcych narodowości ówczesna władza ludowa zdecydowała się na radykalny krok - wysiedlenia na tzw. Ziemie Odzyskane. Ich apogeum była Akcja Wisła - trwająca od kwietnia do lipca 1947 roku. Gęsto zaludnione Bieszczady zostały niemal zupełnie puste. Przesiedlono 140 tysiące osób.

 

Efektem wyludnienia Bieszczad jest także wtórne dziczenie przyrody. Powolne zarastanie lasem dawnych łąk i pastwisk (także połonin), powrót na tereny zawłaszczone przez człowieka gatunków przez niego wypartych.

 

Z uwagi na niewielkie zanieczyszczenie świetlne - Bieszczady są świetnym miejscem do obserwacji astronomicznych. Utworzony niedawno Park Gwiezdnego Nieba ma na celu ochronę przyrody, w szczególności środowiska nocnego, przed sztucznym, nadmiernym światłem.

 

*

 

Dla więkoszści z nas połoniny pozostają najważniejszym skojarzeniem z Bieszczadami. Ludzie, którzy po górach chodzą okazjonalnie bywają nawet zdziwieni, kiedy okazuje się, że Bieszczady to coś jeszcze ;). Wetlińska, Caryńska, Bukowe Berdo, Tarnica, Halicz, Rozsypaniec – bieszczadzka klasyka. Piękne widoki. A także... cała masa ludzi. W sezonie letnio-wakacyjnym oczywiście największa, ale i poza sezonem ludzi jest zaskakująco dużo. Sama duża liczba ludzi to oczywiście nie problem – przynajmniej według mnie. Problemem jest kiedy wraz ze wzrostem ilości spada jakość. Śmiecenie, celowe schodzenie ze szlaku dla słitaśnych foteczek (koniecznie trzeba zaraz wrzucić na fejsika), hałas (łącznie z puszczaniem muzyki z komórki!), cały ten miejsko-wczasowy zgiełk, który do gór po prostu "nie pasuje". Nie jest oczywiście tak źle, jak w Tatrach. Ale nie jest też dobrze. W góry jeździ też coraz więcej ludzi, dla których głównym celem wyjazdu jest spożycie alkoholu w dużych ilościach, co niestety wiąże się także ze zwiększonym natężeniem hałasu. Niestety coraz częściej taka ekipa zdarza się w schronisku. Niestety dla części takich ekip informacja, że wokół nich są ludzie, których chcieliby się wyspać i rano iść w góry jest tylko powodem do (głośnego) śmiechu :/.

 

Co ciekawe – podczas rozmowy z turystami typu Wczasowicz, tymi sympatycznymi, słyszę wcale nie tak rzadko zdania "ale te Bieszczady dzikie" :). Ciekawe, czy bardziej działa tu zjawisko podobne do samospełniającej się przepowiedni – skoro postrzegamy jako "dzikie", to będziemy tak na nie patrzeć – czy też dlatego, że są bardziej "dzikie", niż kurorty typu Szczawnica czy Szklarska Poręba?

 

Smerek

Smerek, sierpień. Tradycyjnie burzowe chmury i coraz wyraźniejsze grzmoty nie zniechęcają do wędrówki.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Czy to znaczy, że dzikie Bieszczady nie istnieją? Nie, wystarczy, tylko zejść z najbardziej popularnych szlaków. Jednym ze spokojniejszych miejsc jest pasmo Otrytu – podobno można tam zobaczyć sporo śladów dzikich zwierząt – a także je same (piszę podobno, bo mimo dwukrotnego przejścia tamtejszych szlaków niczego takiego nie widziałam). Pasmo graniczne właściwie na całym odcinku pozwala cieszyć się ciszą i spokojem (i to jest to miejsce, gdzie widziałam ślady niedźwiedzia... a także wielu Słowaków chodzących z dzwonkiem mającym ponoć takiego zwierza odstraszać). Inne ślady misia widziałam w okolicach cerkwi w Łopience, które to okolice także polecam ;). Bardzo przyjemna jest trasa nieznakowana wzdłuż Sanu, śladami dawnych wsi, jak Hulskie czy Krywe. Wciąż bardzo przyjemna, choć z roku na rok coraz bardziej popularna robi się ścieżka przyrodnicza w dolinie górnego Sanu - prowadząca do umownych źródeł tej rzeki, a także w pobliże najbardziej na południe wysuniętego punktu Polski, szczytu Opołonek.

 

Otryt

Wędrując liczącym osiem kilometrów pasmem Otrytu możemy podziwiać głównie piękne, jodłowo-bukowe lasy - ale od czasu do czasu zdarzy się piękny widoczek.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Pierwsza wizyta w Bieszczadach najczęściej przypada na lato – wiadomo, wakacje, urlopy. Bieszczady są wówczas takie zielone – jak anioły ze znanej piosenki Starego Dobrego Małżeństwa. Ludzi wszędzie pełno. Oczywiście zobaczyć można różne modele "górskiego" obuwia ;). Otwarte są wszystkie ośrodki, sklepy, knajpy. Nie ma problemu z komunikacją, pełno tu prywatnych busów, autobusy z literką "W" (wakacyjne) dawały możliwość dojazdu w różne miejsca, gdzie normalnie dojechać trudno (dlaczego "dawały" pod koniec tekstu). Latem unikam połonin. Ale wystarczy zejść z popularnych szlaków – na trasę Okrąglik - Jasło albo na czerwony szlak Cisna-Komańcza lub szlak niebieski – i już jest super.

 

Caryńska

Caryńska wczesnym latem - późnym popołudniem zaczyna znów być spokojnie. Zieloność króluje.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Jesienią oczywiście jeździmy w Bieszczady "na kolory" – kiedy w lasach panuje złota polska jesień, a połoniny robią się rude. Ponieważ opinia "Bieszczady są najpiękniejsze jesienią" przebiła się poza wąskie grono górskich fanatyków nie należy liczyć na to, że to dobry czas, aby zobaczyć pozbawione ludzi szlaki. Jesienne połoniny zrobiły się zwyczajnie modne. Jesienią największe wrażenie robią oczywiście widokowe szlaki – ale już zwykła wędrówka kolorowym lasem daje znacznie więcej frajdy, niż kiedy jest po prostu zielono. Jeśli jest pogoda – powietrze ma większą przejrzystość niż latem i znacznie więcej widać. Jesień to także pora na rykowiska jeleni – słyszane z daleka ryki turyści mylą czasem z odgłosami wydawanymi przez niedźwiedzie.

 

Podobno jesienią góry są najszczersze...

 

Zima w Bieszczadach – piękna i groźna zarazem. Piękna, bo nawet jeśli nie ma widoków – ośnieżone drzewa i prawie puste szlaki przypominają Narnię lub inną baśniową, lodową krainę:). Widoki – jeśli są, to często dość rozległe. Zimą najczęściej zdarza się inwersja – co wiąże się z bardzo dużą przejrzystością powietrza i możliwością zobaczenia odległych o prawie 200 km Tatr. Poza okresem feryjnym na szlakach jest całkiem pusto. Przed wyjazem warto więc zasięgnąć informacji o aktualnych warunkach i ewentualnie zaopatrzyć się w rakiety. Zima bywa też groźna, bo powyżej granicy lasu podczas gorszej pogody łatwo stracić orientację. Nietrudno jest się zgubić i łatwo wychłodzić. Przekonała się o tym grupka uczestników obozu przetrwania, której biwak na Bukowym Berdzie zakończył się sprowadzaniem przez GOPR. Smutny finał miała wycieczka 25-letniej turystki, która w trudnych, zimowych warunkach (choć był to już przełom marca i kwietnia) zabłądziła między Haliczem a Rozsypańcem. Pewnie każdy z nas chodzących po górach zimą wie, że warunki o tej porze mogą być najróżniejsze. Znamy też sporo określeń na gatunki śniegu – choć pewnie nie tyle co Eskimosi ;). Wiemy, że nasze górskie plany mogą być po prostu nie do zrealizowania, bo podejście zamiast godziny zajmie trzy. Jeśli nie mamy jeszcze tej świadomości, to lepiej uczyć się tego na łatwiejszych szlakach (na pierwsze trasy zimą w górach mogę polecić m.in. Gorce). Warto pamiętać, że w Bieszczadach znajdziemy parę lawiniastych miejsc, jak północno-wschodnie stoki Wielkiej Rawki.

 

Bieszczady zimą

Bieszczady zimą ... magiczna staje się nawet zwykła wędrówka lasem...

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Bieszczady wioseną porą nie mają swoich znanych kwiatów (jak tatrzańskie krokusy), ani innych osobliwości (no może poza Drogą Krzyżową na Tarnicę, która odbywa się w Wielki Piątek, ale ona ma miejsce często w warunkach w pełni zimowych). Na szlaki przybywają głównie ci, którzy w Bieszczady jeżdżą o każdej porze roku. Prawdziwy szturm przeżywją w okolicach weekendu majowego – poza tym cisza i spokój. I budząca się do życia przyroda.

 

*

 

Mimo że nie uważam Bieszczad za "dzikie" czy "bezludne" dostrzegam, że czas płynie tam jakby troszkę inaczej. To "inaczej" zaczyna się już na dworcu w Sanoku, gdzie najbardziej szorstki z papierów toaletowych wydzielany jest w bardzo krótkich "porcjach" ;). A pani pobierającej opłaty towarzyszy kot. Zresztą w porze przyjazdu warszawskiego autobusu, czyli ok. 6:00 rano, dworzec w Sanoku pozostaje zamknięty, a turysta czekający na pierwszy autobus do Ustrzyk o 7:00 pozostaje przed wyborem - marznąć lub szukać tymczasowego schronienia. A ponieważ o tej porze wszystko jest zamknięte moim "patentem" pozostaje pobliski kościół.

 

Niestety wiele wskazuje na to, że zarówno problem czekania na pierwszy autobus, jak i problem planowania trasy tak, żeby zdążyć na jedyny autobus popołudniowy już wkrótce nie będą aktualne. Firma Arriva, która od lat obłsuguje rejon Bieszczad od lipca 2017 roku rezygnuje z działalności w tym terenie. A to może oznaczać, że "państwowych" czyli pewnych kursów nie będzie. Prywatni przewoźnicy zaczną pewnie jeździć częściej, tyle że badziej w sezonie, niż poza nim. I przy głównych szlakach. I o godzinie, o której to wygodne dla nich. Mam nadzieję, że jestem złym prorokiem i że i mieszkańcy (to najważniejsze!), i turyści nie zostaną pozbawieni regularnych połączeń.

 

Choć nie dzikie i nie bezludne - Bieszczady pozostają jednymi z moich ulubionych gór. I nie jestem w tym poglądzie odosobniona ;). Bo gór mi mało i trzeba mi więcej!

 

Źródła, linki:

Przewodnik Bieszczady dla Prawdziwego Turysty, Rewasz 2013.

 

Bieszczady jesienią:

http://www.youtube.com/embed/lF3XeeGo9MI 

 

Bieszczady wiosną: 

http://www.youtube.com/embed/e4yG-RPmpzk 

 

Autorka: Paulina Anna Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking

 

©Wszystkie prawa zastrzeżone. Tekst nie może być w części ani w całości kopiowany. Prawa autorskie do tekstu i fotografii należą do Autorki i są integralną częścią portalu Planetagor.pl


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl