Articles

TREKKING. GDZIEŚ NA KOŃCU ŚWIATA... BESKID NISKI. A w Beskidzie zamyślony czas - śpiewa Wierzbicki w utworze Beskid. I rzeczywiście, kiedy wędrujemy grzbietami zalesionych szczytów czy przemierzamy senne wsie możemy mieć wrażenie, że znaleźliśmy się w zupełnie innej, nieco baśniowej czasoprzestrzeni. Gdzie wszystko jest proste - i właśnie dlatego piękne.
Beskid Niski jest dla wszystkich zakochanych w górach miejscem atrakcyjnym właśnie ze względu na swoją „niskość" - ten region nie cieszy się zainteresowaniem masowego turysty. Nie spotkamy tu towarzystwa w japonkach, wrzeszczących do komórki „jestem na tej górze z krzyżem", jęczących przy większym wysiłku. Nieliczni spotkani na szlaku najczęściej są z „tej samej bajki". Inna jest także infrastruktura turystyczna. Nieliczne są schroniska (nie nocowałam - więc nie oceniam), za to dużo możliwości spędzania nocy w chatkach turystycznych, bazach namiotowych , stodołach. Dla Warszawiaka, przyzwyczajonego, że może mieć wszystko o każdej porze szokiem może być sklep otwarty przez 2h w ciągu dnia - lub wręcz przyjezdny. Krępna, Bartne, Puławy czy Wołowiec urzekają sennym spokojem.

Wędrując Beskidem Niskim możemy cieszyć się szlakiem tylko dla siebie. Grzbiet Kanasiówki (823 m.n.p.m.).
fot. P. Wojciechowska
Wiele słyszmy o łamaniu praw człowieka na świecie, o uchodźcach, przymusowo przesiedlanej ludności... a przecież podobny dramat rozegrał się na naszych ziemiach wcale nie tak dawno temu. W wyniku akcji „Wisła" z 1947 roku zniknęła Łemkowszczyzna. W wyniku zbiorowej odpowiedzialności za działania UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii) opustoszały domy, zamilkły cerkwie, wsie zdziczały. Odgórna decyzja władz, skierowana przeciw całej niepolskiej i niekatolickiej ludności sprawiła, że tysiące rodzin w Beskidzie Niskim i innych ziemiach południowo-wschodniej Polski, straciły swoje domy.

Dolina Zawoi to jedno z najpiękniejszych miejsc w Beskidzie. Wieś Wołowiec.
fot. P. Wojciechowska
Przesiedlenia odbywały się w nieludzkich warunkach - większość rodzin dostawała zaledwie kilka godzin na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i opuszczenie ziemi zamieszkiwanej przez ich przodków od stuleci. My, mieszkańcy „globalnej wioski" nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jakie okropne mogło być takie przesiedlenie, pozbawiającym korzeni i tożsamości - związanej z rodzinną ziemią. Wsie pozostawiano samym sobie, najpierw okradane przez szabrowników, później niszczejące. „Porosły drzewa, gdzie umarły chaty. Zamknęły się cerkwi widmowe wierzeje"(Na Bani, Deesis).

Przydrożne krzyże i kapliczki pięknie komponują się z łagodnym krajobrazem Beskidu Niskiego.
fot. P. Wojciechowska
Łagodne zbocza beskidzkich gór pamiętają inne krwawe wydarzenia sprzed prawie stu lat. W czasie I wojny światowej te tereny stały się obszarem zaciętych pomiędzy armią rosyjską a austriacką. Śladem tamtych dni są porozrzucane po całym Beskidzie wojenne cmentarze. Austriacy wykazali się niespotykaną w innych konfliktach troską - nie tylko o to by pochować wszystkich zmarłych (zarówno swoich jak i wrogów) ale także by zadbać o estetykę cmentarzy. Przy ich budowanie pracowali wybitni inżynierowie i architekci, nadając im niepowtarzalny wygląd. Kiedy ziemie te zostały wysiedlone przestano dbać o cmentarze - zarówno te wojenne jak i te, gdzie grzebano „swoich" zmarłych. Dzięki podjętym w porę pracom konserwatorskim niektóre z nich udaje się „ocalić od zapomnienia".

Cmentarze - zarówno wojenne jak i lokalne wymagają skomplikowanych prac konserwatorskich. Cmentarz na Rotundzie (771 m.n.p.m.), pod opieką SKPB Warszawa.
fot. P. Wojciechowska
Wysiedlone ziemie z czasem zamieszkały inne rodziny, jednak akcje osadnicze nigdy niezdołały przywrócić stanu poprzedniego. Dziś ziemie „między Krynicą a Komańczą" należą do najsłabiej zaludnionych. Ze względu na tę dzikość oraz niezwykłą przeszłość Beskid Niski jest przestrzenią niemal baśniową. Ta przestrzeń ma w sobie niezwykłą delikatność i łagodność - kontrastującą zarówno z zabieganą Warszawą jak i tatrzańskimi graniami, zachęcającymi do podejmowania wyzwań - bo przecież spojrzenie w przepaść to jakby spojrzenie śmierci w oczy. A w Beskidzie... można po prostu być.
Autor: Paulinka Wojciechowska
Redaktor Działu Trekking
|
|