Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Alpejska impresja - okolice Zell am See i Kaprun
02-06-14

TREKKING. Alpy –  łąki z widokami na ośnieżone szczyty, Mount Blanc, Matternhorn, Eiger, wspinaczka w śniegu i lodzie, maleńkie i skromne schroniska gdzieś pod szczytami, zmagania z własnymi słabościami, metafizyczne odkrywanie „prawdziwego siebie”, szczyty sięgające nieba i oczywiście Hedi– takie moje pierwsze skojarzenia. Później - wysokie ceny i nadmiar cywilizacji – co zniechęca mnie do zwiedzania akurat tego regionu Europy. Dość przypadkowo zapisałam się na firmowy  wyjazd integracyjny i jeszcze większym dziełem przypadku zostałam wylosowana (szansa była jakoś 1:15). Ale w okolicach Zell am See i Karpun dane mi było poznać nieco inne Alpy…

 

 

Oczywiście wyjazd nie turystyczny, tylko narciarski (i snowbordowy), bo dla wielu rodaków Alpy to przede wszystkim szusowanie po lodowcach. Ze mnie narciarka raczej słaba, ale nawet ja potrafię docenić ogromne i różnorodne tereny dostępne miłośnikom „białego szaleństwa”. Mapki gór, widoczne po wyjściu z lokalnego autobusu nie przedstawiają sieci szlaków turystycznych – a sieć tras narciarskich we wszystkich kolorach. I tu kolor czerwony nie oznacza głównego szlaku a czarny szlaku łącznikowego. Ilość tras, kolejek i wyciągów, a także miejsc gdzie można się zatrzymać na "coś do picia" jest naprawdę imponująca, dla takiego "prawdziwego narciarza" to musi być raj:) Przemieszczając się z jednej kolejki do drugiej żeby w końcu dotrzeć do interesującego mnie orczyka miałam wrażenie, że jestem w jakimś parku przemysłowym dla narciarzy, gdzie wszystko działa jak sprawna, dobrze naoliwiona maszyna. A ski-pass wykorzystać można dodatkowo na wszystkich okolicznych stokach! Na lodowcu Kitzsteinhorn można ponoć szaleć cały rok. W okolicy znajdziemy także trasy dla narciarzy biegowych i freeridowych. Dla mnie osobiście narciarstwo zjazdowe zbyt daleki jest od romatycznego górskiego sacrum, tak ważnego przy zdobywaniu kolejnych szczytów. Zbyty dużo tu ludzi, zbyt duzo głośnej muzyki, krzyczących reklam, wszechobecnej komercji. Wiem, że dla wielu ludzi aderenalina związana z kolejnym stromym zjazdem jest atrakcyjna i nie zrozumienieją "mojego świata" mozolnie zdobywanych metrów podejścia z ciężkim plecakiem. Na szczęście każdy z nas może spędzać czas w sobie bliski sposób :)

 

 

Ponieważ do Zell am See co rokiu jeździ sporo Polaków latem organizowane są tam Dni Polskie - atrakcjami typu gaW Austrii mamy „do czynienia” z wieloma łańcuchami górskimi, wchodzącymi w skład niższych Apl Wschodnich – góry te zajmują aż 63% powierzchni kraju. Ponieważ Austria to kraj bogaty i cywilizowany i te góry musi oczywiście ucywilizować. Kolejki, które niestety umożliwiają wielu leniwym Turystom-Wczasowiczom dotarcie do wyższych partii gór. Nie żebym broniła innym dostępu do swoich „świętych miejsc”, problem jednak w ilości… i w hałasie, którzy tacy generują. Łatwa dostępność tych wszstkich miejsc przyciąga w góry wzgodnych Turystów - Wczasowiczów, którym wcale nie chodzi o górskie sacrum, tylko o wygodny i przyjemny urlop. Ponieważ jeżdżenie kolejkami po oklolicznych szczytach może się po pewnym czasie znudzić w oklicach znajdziemy wszystkie możliwe urlopowe atrakcje - od zwiedzania (zamek Burg Kaprun z XII w.), przez wypożyczalnie rowerów, wynajem łódek, windserfing, caoying, paragliding, pola golfowe, kompleks wellness i spa i tak dalej i tak dalej. Mimo wszystko, myślę, że jest tam lepiej niż w letnim Zakopanem, bo podobnych kurortów w Alpach jest całe mnóstwo i tłumy urlopowiczów mają się gdzie rozproszyć :) O tym jak bardzo przystosowane do "niedzielnych turystów" są miejscowi niech świadczy moja rozmowa w informacji turystycznej w Zell am See. Panie stanowczo zabroniły mi iść na Schmittenhohe, ponieważ zimą szlaki letnie są nieprzygotowane. Kiedy spytałam co owo "nieprzygotowanie" oznacza dowiedziałam się, że mogą tam być powalone drzewa, błoto no i wyżej leży jeszcze śnieg. Nie chciano mi uwierzyć, że jestem przygotowana na śnieg a szlaki w Rumunii czy na Ukrainie są jeszcze mniej "przygotowane". Na marginesie oczywiśćie poszłam i żadnego przewróconego drzewa nie widziałam Wink!

 

 

Ponieważ do Zell am See-Kaprun co roku zjeżdża sporo Polaków od kilku lat organizowane są tam Dni Polskie - promują nas celebryci znani z Tańca z Gwiazdami, programów o gotowaniu czy "zespołów" typu Feel. Myślę, że bardzo pasują do klimatu kurortów. Tu nie przebiłaby się ani Szymborska ani poezja śpiewana w stylu Wolnej Grupy Bukowina.

 

Top of Salzburg

 

Taras widokowy na szczycie lodowca Kitzsteinhorn - dobrze widoczna wysokość, żeby ładnie wyszło na zdjęciach (jest wi-fi więc od razu można wrzucić na fejsbunia). Z tarasu rozciąga si piękny widok na Wysokie Taury. A dla tych, którym znudzą się widoki oferuje się panormamiczne kino 3000 oraz Ice Arena, rodzaj całorocznego igloo:)

fot. Paulina Wojciechowska

 

Alpy kojarzą mi się z malownicznymi miasteczkami, położonymi u stóp ogromnych gór. Takimi jak na zdjęciu poniżej. Niesety ilustracja pochodzi z 1900 rou i dziś miejscowości, przynajmniej te narciarskie są  znacznie większe i znacznie lepiej rozwinięte - co na ogół kłóci się z malowniczośćią. Stanowczo nie można mówić o ciszy i spokoju, który pomógłby odpocząć od miejskiego zgiełku, który mam na codzień. Jeśli szukamy czegoś kameralnego na spokojne wakacje - warto zacząć od eliminowania wszystkich miejsc, gdzie zimą można spotkać narciarzy.

 

Zell am See 1900

Zell am See na początku XX wieku. Nazwę kurortu można przetłumczyć jako "szczególne miejsce na jeziorem".

fot. licencja CC

 

 

Jak góry to oczywiście widoki. Nagroda za wysiłek włożony w zdobycie góry to piękna panaroama na wszystkie strony świata (ok, nie zawsze panorama, czasem widzimy tylko tabliczkę z nazwą szczytu). Oczywiście w górach ucywilizowanych i przystosowanych dla narciarzy nie trzeba się tak męczyć, żeby zobaczyć naprawdę piękne widoki. Wystarczy użyć kolejki - żeby dostać się np. do Top of Salzburg, na szczycie lodowca, jesteśmy wówczas już w sanym sercu Wysokich Taurów. Na tarasie znajdziemy nie tylko standardową panormakę opisującą szczyty - kiedy korzystamy z lunety, żeby przyjrzeć się ośnieżonym wierzchołkom - każdy z nich będzie podpisany kiedy skierujemy przyrząd w jego kierunku. Widok jest rzeczywiście super - jednak wjechanie kolejką pozbawia większości frajdy, jakiej możemy doświadczyć dzięki zdobyciu czegoś własnym wysiłkiem. Dlatego znacznie szczęśliwsza byłam na szczycie o tysiąc metrów niższym, ale zdobytym dzięki sile własnych nóg! 

 

Schmitten

 

Widok ze szczytu Schmittenhohe na Wysokie Taury - gdyby było lepiej widać byłoby widać Großglockner (3789 m.n.p.m.), najwyższy szczyt Autrii, zwany wśród górołazów Glokiem. W końcówce sezonu reatauracja na szczycie już na szczęście zamknięta, ale górskie sacrum psuje głośna muzyka z widocznego wyciągu oraz komentarze do rozgrywającego się właśnie konkursu skoków narciarskich z niewielkiej skoczni do niewielkiego basenu. Jak wiadomo turystów trzeba przyciągać czymś oryginalnym :)

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Hotel kilkugwiazdkowy nie powiem, ma swoje zalety, przy moim apetycie przede wszystkim są to posiłki przy szwedzkim stole, nie pogardzę też basenem czy sauną. Oczywiście nie mam nic przeciwko wyspaniu się w wygodnym łóżku…. wszystko pięknie, tylko w tym komforcie mam wrażenie, że nie da się doświadczyć tego, co czujemy wieczorem siedząc przy ognisku, gotując na nim obiad a później herbatę, a noc spędzając we własnoręcznie rozbitym namiocie. Bo w takim hotelu – po prostu ciężko poczuć, że jest się jeszcze w górach, a nie w miejskiej wygodzie. Jasne, na tę górską bliskość natury nie raz klnę – rozstawiając namiot w deszczu i rozpaczliwie przykrywając czymkolwiek plecak, marznąć, kiedy ognisko daje ciepło tylko żeby troszkę podgrzać stopy, nie móc zasnąć z powodu zbyt silnego wiatru… ale wiem, że ten „hotel po milionami gwiazd” to moje miejsceWink Na szczęście poza parkami narodowymi i dolinami można rozbijać się „na dziko” w większości krajów alpejskich, także osoby spragnione bliskiego kontaktu z naturą wciąż mogą się nią cieszyć.

 

hotel

 

Popularny obrazek, który krążył ostatnio w internecie. Jest mały bład bo gołym okiem możemy dostrzec "zaledwie" okl 7 tysięcy gwiazd.

 

Z kronikarskiego obowiązku troszkę o trasach trekkingowych letnich w okolicach Zell am See i Kaprun. W informacji turystycznej można dostać mapkę i opis tras, jednak jakość jest dość kiepska – w okolicznych sklepikach nie widziałam porządnych map, ale może latem to się zmienia, zawsze też zostaje internet. Nad Zell am See króluje Shmittenhohe. Na oficjalnej stronie miasta oraz w budynkach na szczycie znajdziemy informację, że góra liczy dokładnie 2000 metrów, jednak według innych źródeł wysokość wynosi 1965 m.n.p.m.- widać jednak ta wysokość nie sprzedaje się tak dobrze medialnie jak okrągłe 2000 Wink Na szczyt, będący częścią pasma Alp Kitzbühelskich prowadzi kilka szlaków, wszystkie są oczywiście szlakami letnimi – zimą idziesz tam na własne ryzyko. Niestety oprócz szlaków są tam także liczne kolejki (zimą to tereny narciarskie), więc spokoju tam nie uświadczysz. Widoki za to naprawdę super – szczególnie imponująco wyglądają stąd nieodległe Wysokie Taury. Z samego Karpun leżącego już u podnóża Wysokich Taurów wyrusza kilka pieszych szlaków prowadzączch niekoniecynie wyduż tras narciarskich - są zatem znacznie przyjemniejsze i bardziej malownicze - między innymi szlak na Imbachhorn (2470 m.n.p.m.) oraz prowadzący obok dwóch jezior Wasserfallboden i  Mosserboden (2040 m.n.p.m) przez przełęcz Kammerscharte szlak do narciarskiego Alpincenter - następnie można sobie trawersować lodowiec :) KIlka tras wyrusza także z mniejszego i leżącego po drugiej stronie jeziora Zeller See Thumersbach - m.in na Hundstein (2117 m.n.p.m.) Na wszystkich trasach oznaczone są punty, gdzie  można coś zjeść:) W okolicy znajdziemy także kilka tras typowo wspinaczkowych.

 

Na miejscu można oczywiście wynająć lokalnego przewodnika, a także spróbować treku w towarzystwie… lamy:)

 

Oczywiście największe i najwyższe góry Europy mają „wiele twarzy” – ponieważ ciągnie mnie raczej na wschód i do krajów mniej cywilizowanych pewnie nie prędko znów zagoszczę w tych regionach, by poznać Alpy nieco bardziej romantyczne… I zobaczyć kozice i świstaki gdzie indziej niż tylko w sklepie z lokalnymi pamiątkami!

 

Stronki:

http://www.zellamsee-kaprun.com/pl - oficjalna strona Zell am See-Kaprun

http://www.zellamsee-kaprun.com/en/activities/hiking - o trekkingu w okolicy, do pobrania mini-informator ze szlakami.

http://kalejdoskop.h2.pl/austria2/austria2.php - trochę zdjęć z tras trekkingowyh latem

 

Autorka: Paulina Anna Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking


Komentarze
  • Nie ma żadnych komentarzy
Copyright by planetagor.pl