Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
Akcje ratownicze. Czy turysta powinien płacić?
13-02-12

off.sport.pl

RATOWNICTWO. Kilkaset akcji przeprowadzili od początku tego roku ratownicy z GOPR i TOPR. Kilkadziesiąt z nich dotyczyło poszukiwań osób, które zabłądziły w górach. Ratownicy przyznają, że te interwencje są bardzo kosztowne; ich zdaniem kosztami jednak nie można obarczać turystów.

 

Kwestie finansowania ratownictwa górskiego do niedawna regulowała ustawa o finansach publicznych oraz ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Środki na ten cel przekazywane były z budżetu państwa oraz pochodziły ze źródeł własnych organizacji. Obecnie przepisy te reguluje ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich, która weszła w życie w styczniu br. Zgodnie z nią akcje finansowane są w ramach dotacji celowych, przyznawanych z części budżetu państwa przez szefa MSW, z dotacji przydzielanych przez jednostki samorządu terytorialnego oraz z części opłat pobieranych za wstęp i udostępnienie wejścia do parku narodowego lub krajobrazowego, a także od sponsorów.

Od lat pojawiają się jednak głosy, że powinno być opracowane rozwiązanie umożliwiające pokrywanie kosztów akcji np. poprzez obowiązkowe ubezpieczanie się osób idących w góry. Tym bardziej, że koszt takiej akcji ratowniczej może wynieść nawet kilkaset tysięcy zł.


Pytana o sprawę rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak powiedziała PAP, że w resorcie nie są obecnie prowadzone prace nad nowymi rozwiązaniami w zakresie finansowania ratownictwa górskiego. Jak przypomniała, ustawa, która weszła w życie w styczniu, reguluje te kwestie. - Na pewno będziemy analizować, jak sprawdzają się zawarte w niej przepisy - dodała.

 

2

Ratownicy TOPR podczas akcji.

fot. beskidy24.pl



Jak podkreśla naczelnik podhalańskiej grupy GOPR Mariusz Zaród: - Jesteśmy powołani po to, aby nieść pomoc ludziom w górach, każdy ratownik-ochotnik, przystępując do służby, składa przysięgę, która mówi, że bez względu na porę dnia i warunki pójdzie ratować potrzebujących. Jesteśmy po to, żeby pomagać, nigdy nie mówimy uratowanym turystom, że są nieodpowiedzialni.

Według niego karanie turystów za nieuzasadnione wezwania ratownicze w górach mogłoby spowodować, że ci, którzy by potrzebowali pomocy, obawialiby się wezwania ratowników górskich. Mogliby przy tym ryzykować np. "samodzielnym zejściem z gór".

Podobnego zdania jest wieloletni ratownik, poseł PO Piotr Van der Coghen, ale - jak podkreśla - problem warto w jakiś sposób rozwiązać. - Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż by się wydawało i tu nie ma prostego rozwiązania. Z punktu widzenia ludzi, którzy nie chodzą po górach, sprawa jest jasna. Jeśli ktoś idzie gdzieś i ryzykuje, a później oczekuje ratunku, to powinien być odpowiedzialny za to, co robi. Boję się jednak, że jeśli zostanie wprowadzona odpłatność za akcję, to będzie więcej tragedii - zaznaczył w rozmowie z PAP.

Jak dodał, może też być taka sytuacja, w której np. rodzina czy opiekunowie zaginionej osoby, bojąc się konsekwencji finansowych, będą bały się zawiadamiać ratowników lub będą zawiadamiać ich wtedy, gdy już będzie za późno. - Celem ratownictwa jest to, aby ratownik doszedł do osoby, która potrzebuje pomocy jak najszybciej - zaznaczył.

Według niego są też inne zagrożenia, z którymi już teraz borykają się np. ratownicy w Alpach. - Jeżeli byłaby to typowa zależność ratunek - faktura, mogłoby dochodzić do sytuacji, w której ratownicy mieliby "wirtualne" pieniądze, bo uratowana osoba byłaby np. niewypłacalna. - Nie chciałbym też, aby doszło do takiej sytuacji, że jeśli ratownictwo górskie jest odpłatne, to nie będzie dostawać dotacji rządowych - dodał.

Jak przypomniał, rozpatrywano już różne pomysły uregulowania tej kwestii, koszty akcji są bowiem bardzo duże. Jednym z pomysłów było to, aby na ratownictwo odprowadzana była jakaś bardzo mała część od każdej z usług, np. od sprzedanych noclegów, karnetów na wyciąg itp. - Jeśli chodzi o masowe ubezpieczenie, wymaga to zmiany szeregu ustaw. Myśmy się nad tym zastanawiali podczas procedowania ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach, ale legislatorzy powiedzieli, że to wymaga zmian w szeregu ustaw i konsultacji, czy nie są sprzeczne z konstytucją. Każde radykalne posunięcie w tym zakresie powinno być przemyślane, żeby nie wylać dziecka z kąpielą - dodał poseł.

Tymczasem ratownicy grupy beskidzkiej GOPR interweniowali już w tym roku ok. 400 razy. 18 akcji to były poszukiwania zaginionych. - To ogromna liczba. W ciągu ostatnich 10 lat nie mieliśmy w ciągu miesiąca tak dużej liczby wypraw. Sami nie wiemy, jak to wyjaśnić - powiedział naczelnik grupy Jerzy Siodłak.

Najtrudniejszą noc GOPR-owcy przeżyli z 21 na 22 stycznia. Z gór sprowadzili blisko 30 osób, które zagubiły się w rejonie szczytów Babiej Góry i Baraniej Góry. - Obliczyliśmy, że tamta noc kosztowała nas blisko 200 tys. zł. Za akcje zapłacimy sami z pieniędzy, które zarobiliśmy jeszcze w ubiegłym roku, bo dotychczas nie otrzymaliśmy funduszy z budżetu państwa. Zawsze tak jest na początku roku. Z zarobionych pieniędzy musimy choćby płacić za paliwo - powiedział Siodłak.

200 tys. zł to ogromna kwota dla grupy beskidzkiej, która na działalność otrzymuje rocznie z budżetu państwa ok. 1,2 mln zł. Drugie tyle ratownicy pozyskują od sponsorów lub wypracowują sami - np. obsługując imprezy, wykonując działania dla innych służb, albo realizując zamówienia dla dużych koncernów, choćby przy imprezach integracyjnych.

Podobnie jest w przypadku ratowników tatrzańskich. Od początku roku w Tatrach doszło już do kilkunastu interwencji ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, głównie dotyczyły one zabłądzeń, żadna z nich nie dotyczyła tragicznego wypadku. Ratownicy TOPR pomagali m.in. turystom, którzy mimo zakazu przez kilka dni biwakowali w górach i nie potrafili samodzielnie zejść z gór.

Roczny budżet TOPR wynosi 5,6 mln zł, z czego 3,6 mln zł pochodzi z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ponadto Tatrzański Park Narodowy przeznacza dla TOPR 15 proc. wpływów z biletów wstępu, reszta pieniędzy na działalność pochodzi od sponsorów oraz z działalności ratowników przy zabezpieczaniu imprez sportowych oraz wyciągów narciarskich.

Ratownicy zwracają uwagę jeszcze na jeden fakt. Ratownictwo medyczne w Polsce jest bezpłatne, jednak każdy turysta wchodzący na teren parku narodowego kupuje bilet, z którego 15 proc. dochodu przekazywane jest na działalność organizacji ratowniczej działającej na terenie danego parku. W przypadku Tatrzańskiego Parku Narodowego 15 proc. z dochodu za wstęp na teren parku przekazywane jest na rzecz Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Oznacza to, że każdy turysta wnosi opłatę na rzecz organizacji ratowniczej działającej na terenie parku narodowego, po którym wędruje - powiedział PAP wiceprezes TOPR Czesław Ślimak. Zdaniem Ślimaka obowiązujący w Polsce system prawny nie pozwala na wprowadzenie w Polsce odpłatnych akcji ratowniczych.

Z kolei np. na Słowacji wszystkie interwencje ratownicze są płatne. Koszty akcji pokrywa ubezpieczyciel, jeżeli poszkodowany był ubezpieczony; w przeciwnym razie za akcję ratunkową turysta płaci z własnej kieszeni.

 

 Źródło: PAP, gazeta.pl


Komentarze
  • Robert SmykaDodał Robert Smyka 1929 Dni temu
    0 punktów    
    Ubezpieczenia obowiązkowe- NIE! System podobny do słowackiego- tak! Ubezpieczenia są szkodliwe bo rozkładaja koszty- czyli rodzaj kary- nieodpowiedzialności czy błędów jednostek na wszystkich ubezpieczonych/ skutki tego sa takie jak zawsze skutki socjalizmu. Wyjąśnijmy na przykładzie: dotykam reka do gorącego. Ból i oparzenie powoduje, że drugi raz tego nie zrobię. Gdyby ten bół był "ubepieczony" czyli gdyby rozkładał sie na wszystkich ludzi, to ledwo bym poczuł, ale... wzrosło by prawdopodobieństwo, że znów dotknę gorącego! Jednoczesnie osoby myslące, ktore NIe dotykaja odczuwały by ten sam -choc mały- ból! To zachęca do ryzykownych zachowań gdyz likwiduje podstawowy mechanizm budujący odpowiedzilane ludzkie zachowanie czyli system kar i nagród! Odnieśsmy to do gór: idę w samym polarku zima na tatrzańskie szczyty ,grozi mi hipotermia( to ten "ból"). Oczywiscie gdybysmy nie byli społecznościa to kara byłaby smierc z przechłodzenia.Skoro jestesmy społecznościa to TOPR rusza na ratunek. Likwiduje w ten sposób ten rodzaj bólu. ale ból jest niezbędny, abym wyciągnął wnioski, abym się uczył. Totez zamiast "bólu" smierci winienem odczuc inny "ból" -finansowy! Oczywiscie ten "polarek" jest tylko przykładem- ale zawsze przyczyna górskich tragedii jest JAKIŚ mój błąd! Zła ocena pogody, złe towarzystwo, brawura et! Świadomośc konieczności zapłacenia za ratunek zmusiłaby mnie do większej roztrponości, a wielu przypadkowych górskich turystów pełna zapłata być może na zawsze odstraszyłaby od podejmowania ryzyka. Korzyśc dla nich( żyja sobie w fotelikach;)) korzyśc dla TOPR- nie musza ryzykowac zbyt często innych ratując, korzyśc dla rozsądnych górołazów- w górach robi sie...luźno! :)
  • Dagmara DulewiczDodał Dagmara Dulewicz 1928 Dni temu
    0 punktów    
    To trudna kwestia. Nie wydaje mi się aby wprowadzanie obowiązkowych ubezpieczeń i płatnych akcji GOPR-u i TOPR-u były uzasadnione. Każdy kto potrzebuje pomocy powinien być uratowany. Życie ludzkie warte jest więcej niż 200 tysięcy. Chciała bym jednak żeby ludzie, którzy idą w góry (zwłaszcza ci niedoświadczeni) lepiej dobierali trasy, sprawdzali pogodę i mierzyli siły na zamiary.
  • Emilia G.Dodał Emilia G. 1926 Dni temu
    1 punkt    
    System słowacki jest jak najbardziej ok. Ubezpieczenia nie są aż takie drogie. Ile to było? 13 zł na 3 dni na sporty górskie? Każdy powinien być uratowany - z tym się zgodzę, ale również powinien być ubezpieczony albo powinien płacić za akcję. Jeśli mamy na paliwo żeby przyjechać z dowolnego miejsca w PL w Tatry, mamy na kurtki z Gore i drogie buty, to dlaczego się bronimy przed ubezpieczeniami kosztującymi grosze?
  • Aneta  R.Dodał Aneta R. 1921 Dni temu
    0 punktów    
    Zastanawiam się nad inną opcją. GOPR/TOPR dostaje kasę niezależnie od tego czy jest akcja czy jej nie ma, bo z naszych podatków przecież jest dotowany. Nie ratują za darmo, więc skąd ten cały rwetes o ubezpieczenia? Ostatnio w mediach jest głośno o akcjach ratowniczych, nawet jak ratują kogoś w Beskidzie Małym na prostym szlaku, to piszą o tym w necie na wszystkich portalach wielkie artykuły, do tego uprawiany jest marketing wirusowy na fb, a pod artykułami oczywiście komentarze typu "kto za to zapłaci!!!". Może komuś po prostu zależy na tym, by były obowiązkowe ubezpieczenia, albo nawet jesli nie obowiązkowe, to by je w ogóle wprowadzić? W ten sposób GOPR/TOPR oprócz akcji finansowanych z naszych podatków dostanie jeszcze kasę z naszych ubezpieczeń. Nie zapominajmy też, że GOPR jest "ochotnicze"! Ludzie nie idą do GOPR-u/TOPR -u dla kasy, tylko z potrzeby serca, przynajmniej ja tak to rozumiem. Czy GOPR/TOPR jest niedofinansowany? Czy co roku wychodzi na minusie? Czy ma długi? Szczerze w to wątpię. Raczej bym upatrywała tutaj lobbingu towarzystw ubezpieczeniowych i kolejnego "genialnego" pomysłu pana VdC.
Copyright by planetagor.pl