Linki News Kontakt O nas Reklama Regulamin FAQ Dodaj opinie Partnerzy Zaproś znajomego Dodaj do ulubionych Angielski Polski
Angielski Polski
Artykuły
"Góra gór" Mount Everest
18-08-11

Everest

 

 

 

 

TREKKING. Październikowy świt w Himalajach. Droga, którą idę nie jest ani trudna technicznie, ani jakoś bardzo stroma - jednak brakuje mi tchu i muszę przystawać co kilkanaście kroków. W końcu to prawie pięć i pół tysiąca metrów nad poziomem morza. Z każdym krokiem widzę ją teraz lepiej. Czomolugma. Sagarmatha. Bogini Matka Świata. Mount Everest. Góry nie oświetlają pierwsze promienie słońca, pozostaje majestatyczna, nieruchoma, niewzruszona. Choć komercyjne wyprawy zdają się pozbawiać wspinaczkę na Everest jakiegokolwiek romantyzmu - jak dla mnie wciąż jest piękna. Ponieważ istnieje.

 

 

Masyw Everestu zbudowany jest z granitu, gnejsu, wapieni i łupków, leży na granicy dwóch dawnych himalajskich królestw: Nepalu i Tybetu. Wejście od strony nepalskiej, czyli południowej jest uznawane za łatwiejsze. Droga wiedzie przez Lodospad Khumbu (Icefall), Zachodni Kocioł (Western CWM), ścianę Lhotse, Przełęcz Południową (South Col), Wierzchołek Południowy (South Summit) i Uskok Hillarego (Hillary Step). Na drodze od strony tybetańskiej, uznawanej za trudniejszą, wiele kluczowych trudności znajduje się już powyżej granicy ośmiu tysięcy metrów (tzw. First, Second and Third Step). Masyw Everestu otaczają lodowce Robuk (Tybet) i Khumbu (Nepal).


Gdyby nie europejska mania do mierzenia i badania wszystkiego długo jeszcze Czomolugma stała by sobie nie niepokojona przez nikogo, jak tysiące innych himalajskich szczytów. Na mapach oznaczona była po prostu jako Peak XV. W 1856 roku, dzięki szczegółowym pomiarom niejakiego sir Geogre'a Everesta z Survey of India, robionych z odległości 150 km(!), okazało się, że właśnie tu leży najwyższy punkt na ziemi. Kilkanaście lat później zdecydowano się nadać szczytowi nazwisko geografa, który podobno sam wolałby aby pozostawiono nazwę lokalną (wówczas nieznaną).

 

Everest

Mount Everest z Kala Pattar, od południa. Nepalska nazwa szczytu "Sagarmatha" została wymyślona najprawdopodobnie dopiero w XX wieku. Mieszkający u podnóży Everestu Szerpowie, widzieli zazwyczaj tylko niepozornie wystający czubek góry, dopiero z perspektywy Kala Pattar odsłania się pełen widok na górę, która nawet wtedy nie wydaje się najwyższa. Z resztą, po co Szerpowie mieliby wchodzić na odległy od ich osad pagórek na którym nie ma absolutnie nic ciekawego? 

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Nasza racjonalistyczna kultura Zachodu nie lubi tajemnic i miejsc nie do zdobycia, dlatego już w kilka lat po odkryciu zaczęto snuć idee zdobycia szczytu. W 1922 roku za zgodą Dalajlamy XII odbyła się pierwsza wypawa, której celem miało być zdobycie wierzchołka, osiągnęła wysokość 8,2 tys. Tajemnicą owiana jest ekspedycja z 1924 roku, w której Mallroy i Ivrine widziani byli po raz ostatni zaledwie 300 metrów od wierzchołka. Pamiątki po nich, a wiele lat później także ich ciała znaleziono znacznie poniżej tego punktu. Wiemy, że zginęli w zejściu, ale czy było to zejście ze szczytu?

 

Zamknięte do 1951 roku granice Nepalu i niechętne wydawanie pozwoleń przez władze Tybetu przez wiele lat utrudniały himalajskie wyprawy. 29 maja 1953 roku, ok. godz. 11:30, na szczycie stanął duet Tenzing-Hillary. Kierownik wyprawy, John Hunt wyznaczł ich jako drugi zespół do ataku szczytowego, który odniósł sukces za drugim podejściem, w dodatku opóźnione, ponieważ Hillary przez dwie godziny musiał odmrażać swoje butyWink. Zbobywcy spędzili na szczycie zaledwie 15 minut, to jednak wystarczyło, aby na zawsze zapisać się w historii ludzkości. W 2011 zmarł Szerpa Nawang Gombu, najmłodszy uczestnik tamtej wyprawy, który zasłynął jako pierwszy dwuktorny zdobywca Czomolumy (1963, 1966). Z kolei późniejszy Sir Edmund Hillary zaangażował się poprawę losu lokalnej ludności - zbudował pierwsze szkoły i szpitale w okolicy, jest także pomysłodawcą budowy do dziś budzącego grozę himalaistów i trekersów lotniska w Lukli, noszącego oczywiście imię „Tenzing-Hillary." 

 

Hillary

W Solo Khumbu, regionie u stóp Everestu większość obiektów uzyteczności publicznej nosi imiona pierwszych zdobywców najwyższej góry świata.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Pierwsze wyprawy na Everest miały w sobie jeszcze wiele romantyzmu, zdobycie szczytu wciąż było bardzo trudne i wymagało organizowania skomplikowanych logistycznie wypraw. Kolejne zwycięskie wyprawy miały miejsce w latach 1956 (Szwecja), 1960 (Chińczycy - wejście od strony tybetańskiej), 1963 (dwa wejścia USA, w tym jedne granią zachodnią) i 1965 roku (Indie).

 

Pierwsze polskie wejście to oczywiście Wanda Rutkiewicz, która szczyt zdobyła 16 października 1978 roku, w dniu, w którym Karol Wojtyła został wybrany papieżem. „Dobry Bóg chciał, abyśmy tego samego dnia oboje zaszli tak wysoko" - powiedział później Ojciec Święty. Himalazim zimowy to stał się specjalizacją Polaków, których zabrakło w wyprawach pierwszych zdobywców. 17 lutego 1980 roku Leszek Ciszy wypowiedział słynne zdanie „„Na ostatnim odcinku grani strasznie wiało. Gdyby to nie był Everest to byśmy chyba nie weszli!" - będące pointą dokonania, które wydawało się wówczas dla człowieka niedosięgalne. Temperatura na szczycie wynosiła wówczas minus 40 stopni.

 

Cichy&Wielicki

Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy świętują pierwsze zimowe wejście na Everest.

fot.: Bogdan Janowski, źródło: Zbigniew Kowalewski; Andrzej Paczkowski (1986). Mount Everest - Dzieje zdobycia i Podboju, s. 176, Warszawa: Wydawnictwo Sport i Turystyka.

 

Pisząc o Evereście nie możemy też zapomnieć o największej polskiej tragedii, która się tu rozegrała. Wejście naszej ekipy było ambitne, zachodnią granią - 26 maja 1989 Eugeniusz Chrobak i Andrzej Marcinak stanęli na szczycie. W zejściu na przełęcz Lho La 6-osbowy zespół zabrała lawina. Przeżył tylko Andrzej Marciniak, akcja ratunkowa trwała sześć dni. Jego ostatecznie też zabrały góry - zginął podczas wspinaczki w słowackich Tatrach w 2009 roku.

 

Rozrzedzone powietrze daje mocno w kość wszystkim himalaistom, na Dachu Świata ma ono ledwie 1/3 tej gęstości co na nizinie i połowę zawartości tlenu, dlatego zdecydowana większość wejść na Everest odbywa się przy użyciu aparatury tlenowej. Pierwszymi „beztlenowcami" na tej górze byli w 1978 Reinhold Messner i Peter Habeler. Wejście bez tlenu dostępne jest najlepszym, najbardziej wydolnym organizmom. Jak dotąd jedynym "takim" Polakiem był Marcin Miotk w 2005 roku. Ja czytamy w relacji z wyprawy w szczytowych partiach odpoczynek był konieczny już po zrobieniu jednego kroku...

 

W maju base campy po obu stronach Everestu zapełniają się od kolorowych namiotów, niemal wszystkie wyprawy są komercyjne - nastawione na wejście na szczyt jak największej grupy osób, z pomocą całej ekipy Szerpów i nowoczesnego sprzętu. Koszt takiego wejścia to ok. 60 tys. USD. Obozy wypraw komercyjnych mało przypominają surowość charakterystyczną dla „romatycznego" wysokogórskiego świata, a i wyżej uczestnicy wypraw często mają dostęp do różnych dóbr cywilizacji jak laptop z Internetem. Z kolei sztuczne ułatwienia są nie tylko domeną polskich Tatr, wiele z nich zajdziemy także na w drodze na najwyższy wierzchołek świata. Drabinki zawieszone nad lodowymi szczelinami znajdziemy na Lodospadzie Khumbu, drabinka została także zamieszczona na tzw. „secondo step" na północnej grani, na wysokości, bagatela 8,5 tys metrów. Od lat media są pełne informacji o everestowych rekordach - na przykład o niejakim Szerpie imieniem Apa, który w maju tego roku zdobył szczyt po raz 21-szy.

 

To piękne, że nie tylko zawodowi wspinacze mają możliwość stanięcia na najwyższej z gór. Na Everest często trafiają osoby, które nie potrafią samodzielnie radzić sobie w świecie skał i lodu, co może prowadzić do tragedii. Tak jak stało się w 1996 roku - w wyniku „korków" w partiach szczytowych wejście i zejście z South Col trwało zbyt długo- gwałtowne załamanie pogody zaskoczyło klientów, pozbawionych opieki przewodników wypraw komercyjnych daleko od bezpiecznego schronienia w namiotach. Zginęło wówczas osiem osób. Do legendy przeszło bohaterskie zachowanie przewodnika Roberta Hall'a, który próbował ratować umierającego i nieprzytomnego klienta - w konsekwencji zmarł samotnie powyżej ośmiu tysięcy metrów.

 

Base camp

Everest Base Camp, wys. 5360 m.n.p.m. W październiku wypraw jest niewiele, ale w sezonie wspinaczkowym (kwiecień-maj) w lodach i skałach u stóp Everestu powstaje prawdziwe miasteczko namiotowe, z dostępem do wszelkich wygód naszej cywilizacji.

fot.: Paulina Wojciechowska

 

Jakoś tak jest w tej naszej zachodniej kulturze, że miarą osiągnięcia jest jego „mierzalna" wartość. Dlatego chcemy choćby dotknąć tego co „naj". Dlatego jedni się wspinają, inni idą na trekking, w Nepalu jest też wersja dla najbardziej leniwych - przelot nad Górą Gór. Na Dach Świata wchodzą niewidomi, media pełne są informacji o zjazdach na nartach, paralotni, próbach lądowania helikopterem i wielu innych wyczynach i rekordach. Wielu „ludzi gór" twierdzi, że Everest nie ma w sobie nic szczególnego, nie jest ani szczególnie piękny, ani szczególnie trudny. Ale jest „naj" i dlatego zawsze będzie inspirował... a także przyciągał wszelkiej maści szpanerówLaughing. „Ponieważ istnieje" - powiedział Mallroy, zirytowany ciągłymi pytaniami, czemu chce zdobyć Czomolugmę. Trzeba przyznać, że to wyjątkowo celna riposta.

 

Źrodła, linki:

Mount Everest na Summitpost.org http://www.summitpost.org/everest/150230
Panorama ze szczytu http://www.panoramas.dk/fullscreen2/full22.html
Relacja z wejścia Marcina Miotka http://www.miotk.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=29%3A2005--mount-everest-8848-m-tybet&catid=3&Itemid=15&lang=pl
Lodowi wojownicy- reportaż z wejścia zimowego http://wyborcza.pl/1,76842,7580410,Lodowi_wojownicy.html

 

Autorka: Paulina Wojciechowska

Redaktorka Działu Trekking


Komentarze
  • Michał  S.Dodał Michał S. 2169 Dni temu
    0 punktów    
    Super artykuł - dzięki za odświeżenie informacji o Czomolungmie i ciekawe podejście do tematu!
Copyright by planetagor.pl